wtorek, 22 maja 2012

Tak się bawi, tak się bawi... Z K M

Tak się bawi, tak się bawi... Z K M... ale też Urząd Miasta Olsztyna. Dlaczego "bawi się"? Chodzi o place zabaw. Temat nie jest ekonomiczny? Nic bardziej mylnego! Inwestycja w najmłodsze pokolenie może dawać najwyższe korzyści społeczne, szczególnie w perspektywie starzejącego się społeczeństwa, a plac zabaw to dla wielu dzieciaków podstawowa przestrzeń publiczna w której spotykają nowych ludzi, poznają ich, stają się bardziej otwarci.
Oczywiście można długo o tym jak placów zabaw brakuje szczególnie w centrum miasta przez co wybór co do lokalizacji swojego wymarzonego "M" młode rodziny podejmują w sposób jednoznaczny wybierając blokowiska w polach i łąkach (o olsztyńskim sprawlu pisaliśmy już w pierwszym poście na tym blogu, a o samych przedmiejskich tutaj), a nie w starej części Olsztyna, bo tu place zabaw istnieją, ale mimo rekreacyjnych lokalizacji w parkach przy Łynie (1. przy Staszica, 2. koło Żaby) nie są nawet oddzielone jakąkolwiek barierą (i nie chodzi tu o tą w kolorze żółtym, bo dla dzieci to co najwyżej kolorowy trzepak), która zabezpieczałaby chociaż trochę przed nieobliczalnymi pomysłami dzieciaków.

Miasto oczywiście nie zapomina o dzieciach i proponuje "nowoczesną alternatywę" na miarę XXI w. czyli wirtualny plac zabaw. Miasto-ogród wspaniałomyślnie przyciąga dzieci przed monitory komputerowe! No tak, może takie e-dziecko w przyszłości nie będzie protestować przeciwko laniu asfaltu jak społecznicy w większości wychowani na podwórkach, które całe dnie były pełne za sprawą wyżu demograficznego z lat 70-tych i 80-tych. E-dziecko będzie w przyszłości podziwiać miasto z perspektywy wizualizacji stadionów, placów, galerii handlowych, perfekcyjnych rozwiązań komunikacyjnych. W tworzeniu pięknych wizualizacji obecny Prezydent Miasta jest mistrzem świata. Na obrazkach nawet świecące pały są ładne!

Odnośnie samego e-placu zabaw: czy ktoś w Ratuszu faktycznie wierzy że takim miejscem na stronie Ratusza jest w stanie konkurować ze specjalizującymi się w atrakcjach dla dzieci serwisach Disney'a, Lego czy chociażby polskich dostępnych w większych portalach internetowych (np. Sieciaków czy Buliby)? Jaką potrzebę olsztyński wirtualny plac zabaw zaspokaja, której nie jest w stanie lepiej obsłużyć inny serwis??? Może lepiej podać parę linków do profesjonalnych stron i nie bawić się za publiczne pieniądze? Może lepiej zbudować realny plac zabaw w mieście-ogrodzie...

To że miasto nie myśli o jednym placu zabaw widać po serwisie ZKM! Tak, tak, ten sam co niedawno zapewniał obsługę po węgiersku i albańsku(!) Dziś w serwisie odnajdujemy właśnie miejsce dla dzieci. Żeby nie było... musi to być chyba jakiś elitarny plac zabaw, a może wydzielony dla pracowników ZKM, bo nie dostaniemy się do niego "z ulicy". Potrzebny jest login, którego nie jesteśmy na stronie zdobyć. Nawet jak podamy maila to okazuje się że nie jesteśmy w bazie. Kto zatem jest w bazie? I jak się do niej dostać? Nawet nie pytamy, bo pytaliśmy jeszcze w ubiegłym roku o przychody ze sprzedaży biletów i okazało się że księgowość jest zbyt trudna w ZKM by to policzyć. Rzecznik prasowa ZKM obiecywała że dane udostępnią do końca marca br., ale jak wiele spraw w Olsztynie... pojawiło się parę innych skandali i już nie było czasu zapytać a zatem i ZKM się nie chwalił.

Nieuzasanionej podwyżki cen biletów nie odpuścimy. Wkrótce powrót cyklu "na gapę" i odpowiedzi ZKMu lub jej braku. Zabawa się skończyła.

piątek, 18 maja 2012

Igrzyska zamiast dobrego wykształcenia?

Dziś coś czego w Olsztynie nie wolno, mianowicie nie wolno krytykować kortowiady, tego cudu nad Kortówką, najlepszych juwenaliów w Polsce, słynnych hen daleko.

Czy kortowiada to coś co studenci UWM dostają w zamian, za brak złudzeń, że po studiach dobra praca będzie na nich czekać ? Taka swego rodzaju transakcja wymienna? Pobujacie się 5 lat, poudajecie, że studiujecie a my poudajemy, że was nauczamy ale przynajmniej się wybawicie? (od tej zasady są liczne wyjątki - wydziały, które reprezentują poziom europejski - oraz studenci, którzy korzystają z możliwości jakie dają dzisiejsze czasy).
Zresztą kortowiada to tylko symbol, w tym kierunku idzie cała polityka uczelni. Oferta dla studenta jest czytelna - UWM to najbardziej rozrywkowy uniwersytety w kraju, pięknie położony, z masą klubów oferujących tanie piwo, a do tego w samym środku jest duży sklep, w którym alkoholu do woli a na kortowiadę otwierane są specjalne stoiska z piwskiem! Postronny obserwator może wręcz odnieść wrażenie, że producenci piwa to główna siła na terenie uniwersytetu.
Wiemy, że czyta nas wielu studentów UWM, ale cóż blog w założeniu miał prowokować do myślenia niestadnego więc i tym razem pójdziemy wbrew powszcechnym zachwytom nad kortowiadą. Zresztą czuję, że ci studenci, którzy nas czytają zapewne w jakimś stopniu przyznają nam rację. 
Juwenalia miały być imprezą wzbogacającą życie uczelniane zarówno na płaszczyźnie zabawy jak i kultury studenckiej. Jak to wygląda obecnie? Poziom zabawy zostawimy bez komentarza, widocznie takie są gusta na tej uczelni, że upicie się i darmowy koncert to szczyt cudownej zabawy. Co do kultury studenckiej to jako taka propagowana na kortowiadzie na pewno nie jest, jest nikłym dodatkiem. Pytanie kto zyskuje na tej imprezie.

Obecna formuła kortowiady wpisuje się znakomicie w markę tzw. "Uniwersytetu Wiecznego Melanżu" którą UWM nabył w Polsce. Na czym polega ta marka? Otóż UWM staje się sławny w Polsce jako uniwersytet , gdzie wiedzy wprawdzie nie zdobędziesz ale spędzisz przyjemne kilka lat okraszone dużą ilością alkoholu i zabawy. Sami studenci kultywują ten obraz propagując w internecie różne dziwne treści.
Wyobraźmy sobie, że po wpisaniu  hasła "uniwersytet wiecznego melanżu" w Google pierwsze obrazki to ten powyżej i ten poniżej:
www.singielwpodrozy.pl
Naszym zdaniem studenci, rozpowszechniając taki obraz uczelni sami robią sobie krzywdę. Melanż kortowiadowy (ale nie tylko) jest już szeroko znany. Słyszałem o nim kiedyś w pociągu relacji Warszawa - Kraków, oraz na kempingu na Helu. Jak myślicie czy przyczynia się to do wzrostu szans na zatrudnienie po skończeniu studiów? Raczej nie. Czy nie lepiej byłoby dbać o postrzeganie swojej uczelni jako swego rodzaju przepustki na rynek pracy zamiast promować ją jako miejsce rozrywki niskich lotów?
Czemu w władze UWM wspierają tą niewyszukaną strategię promocji uniwersytetu ? Czemu UWM to największy w Polsce obszar przestrzeni publicznej na którym nie ma żadnych sankcji za picie alkoholu, oddawanie moczu gdzie popadnie, tłuczenie butelek? To miejsce zaczyna przypominać nieustającą prowincjonalną imprezownię, coś a'la wiejska zabawa.

Czy taka jest rola uczelni publicznej? Otóż władze te najprawdopodobniej się poddały. Zrezygnowały z wykreowania UWM na miejsce istotne na edukacyjnej mapie Polski, a swojej szansy na przyciąganie studentów upatrują w tym, że można sobie wypić piwko na "kacrondzie", pogrillować kiełbaskę na plaży, a raz do roku zaszaleć na całego. Proste! Do tego trochę cudacznych budyneczków za pieniądze unijne i wszystko się kręci! Jak to napisała jedna ze studentek na portalu olsztyn.com.pl : "Przekonałam się wszem i wobec w ciągu 5 lat studiów na UWMie, że student jest dla władz ostatnią osobą, która powinna być brana pod uwagę w planowanych inwestycjach. Najważniejszy jest LANS. Trzeba się w końcu pokazać w Unii. Typowa polaczkowość, na każdym kroku w każdej dziedzinie." (1 )

Na koniec pytanie , czemu przy okazji kortowiady władze UWM dopuszczają do ogromnej dewastacji Kortowa, zanieczyszczania ekskrementami jeziora Kortowskiego (przecież za kilka tygodni tam się będą kąpać koloniści z Almaturu - znakomita reklama, a także mieszkańcy Olsztyna).
Pozostaje wyrazić nadzieję, że nowy rektor jako człowiek światły i bywały wzniesie tą imprezę na wyższy poziom oraz zadba o image UWM. Za obecnej, schodzącej już ekipy z roku na rok poziom dołował. Panie Rektorze elekcie, w panu nadzieja. 

PS. Tutaj BONUS, link na który według mnie powinny zareagować władze UWM. Użycie loga uniwersytetu bez zezwolenia w sposób przynoszący szkody uczelni  http://i1.kwejk.pl/site_media/obrazki/101396-kortowiada-2011.JPG

wtorek, 8 maja 2012

UWM buduje makabryły

Naiwny były ten, kto spodziewał się że napływ manny z nieba w postaci pieniędzy unijnych dla UWM pobudzi ambicje aby wydawać je, tak aby wzbogacić architektonicznie miasto i jednocześnie rozwijać potencjał Kortowa jako miejsca wyjątkowego. Wybrano utartą ściężkę bazowania na tym co zrobili Niemcy oraz tzw. komuna, szczególnie ta we wczesnej fazie. Taki chociażby budynek wydziału Bioinżynierii (socreal zdaje się) bije na głowę to co zafundował sobie UWM przez ostatnie lata.
A tymczasem inne wyższe uczelnie pokazują, że można zbudować obiekty, które na pewno będą zauważone, a wręcz mogą stać się rozpoznawalnym symbolem uczelni. Przecież taki skok inwestycyjny nie powtórzy się przez najbliższe kilkadziesiąt lat, a może już nigdy, więc oczywiste jest, że trzeba było budować na lata a nie na dziś. UWM wybrał aby budować dużo ale byle jak.
Przykładowe ciekawsze realizacje, które pokazują, że można zbudować coś co wzbogaca miasto i przyczynia się do kreowania wizerunku uczelni wyższej:

Wydział Matematyki i Nauk Informacyjnych Politechniki Warszawskiej
www.gazeta.pl

Wydział Prawa, Administracji i Ekonomii Uniwersytetu Wrocławskiego,
www.archinea.pl

Instytut Biotechnologii Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego,
www.kul.pl

A teraz spójrzmy na olsztyński dorobek, sztandarowy obiekt to biblioteka, której elewacja powala swą nachalną sztuczną monumentalnością i pseudo klasycyzmem.

fot:http://www.ro.com.pl

Tu krańcowy przypadek tandety i infantylizmu. Architektura rodem z przemysłowych przedmieść. Niejeden salon samochodowy albo zakład przemysłowy bije ten obiekt na głowę. To centrum konferencyjne UWM - czyli wizytówka uczelni dla potencjalnych gości.

Poniżej coś co kojarzy nam się nieodparcie z silosem rakietowym, a za nim jakieś centrum kontroli lotów? Wszystko zdehumanizowane, mimo , że wydział humanistyczny, pozbawione małej architektury i ścieżek dla ludzi! Każdy student humana wie jak ciężko z tego fortu wydostać się na piechotę do przystanku autobusowego.
fot: wikipedia
Na koniec powierzchnia, która idealnie nadawałaby się na miejsce dla ludzi, wyobraźmy sobie tutaj trawę, ławki i studentów z książkami, może parę drzew? Skądże znowu, UWM tak mocny kierunkami przyrodniczymi wybetonował wielkiego "grzymowicza" w postaci kilku hektarów polbrukowego parkingu. Cywilizowany świat chowa parkingi pod ziemię albo na tył budynków, UWM zgodnie z olsztyńskimi trendami chwali się jaki to park maszyn posiadają wykładowcy i studenci. 
Prowincjonalna uroda tego miejsca jest wręcz przygnębiająca.
fot:http://tajemnicaolsztyna.bloog.pl
Niestety UWM zorganizował jeszcze jakieś środki na dalszą rozbudowę swoich obiektów, a zwycięski projekt to połączenie szerokiego prospektu automobilowego z budynkami w stylu późnego NRD. Gdzie atmosfera uniwersytetu? Gdzie tereny dla ludzi? Z eko-kampusu nad jeziorem robimy betonowego molocha, zwykłą dzielnicę biurową. Ten uniwersytet naprawdę mógłby mieć swój styl. Niepowtarzalny, wyjątkowy, nawiązujący do otoczenia i starej części Kortowa.
fot:www.gazeta.pl

A tymczasem projekty jak ten poniżej nie znalazły uznania w oczach władz UWM. 

fot:www.gazeta.pl
Czemu nudne projekty wygrywają a ciekawe przegrywają? Czemu o tym co i jak budować decydują ludzie jak się wydaje pozbawieni poczucia estetyki? Czemu nawet jeśli chcą dobrze to wychodzi tak jak zawsze? Część odpowiedzi znajduje się w poniższm artykule oraz dla bardziej wytrwałych czytelników w piśmie od SARP do rektora Górniewicza.

Nie daj Bóg wygrać konkurs architektoniczny na UWMie
List SARP

sobota, 28 kwietnia 2012

50.000 - tego nie można przegapić :)

Niepostrzeżenie przekroczyliśmy 50000 odsłon stron naszego bloga, szybkim tempem zbliżamy się do zakończenia działalności, bo przecież latem wszyscy mają ciekawsze rzeczy na głowie niż czytanie:)

Z racji, że mamy wielu "świeżych czytelników" to pomimo wspaniałej pogody za oknem przypomnimy więc kilka artykułów, które wydają nam się istotne albo ciekawe do poczytania przy grillu :)

Olsztyn nad rozlewiskiem - czyli o tym dlaczego powstał blog i jakie tematy nas zainspirowały

Pomysł na Olsztyn - a raczej brak pomysłu na to miasto.

Akwakultura prawde ci powie - czyli o rezolutnych inwestycjach UWM z naszej kieszeni :)

Zainwestuj w olsztynie zbuduj budke z zapiekankami - jak miasto wspiera inwestycje i przyciąga kapitał z zewnątrz, a raczej jak tego nie robi

Prezydent kontynuacji matrixu  - czyli o tym dlaczego Wielki Przyspieszacz wcale nie przyspiesza

Na gapę - krzywa Laffera - jak podwyższyć ceny biletów tak aby uzyskać mniejsze przychody

Zmiany w ratuszu a styl pracy prezydenta  zagrywki a'la Czesław w nowym wydaniu

Był sobie park były kiedyś drzewa - Kortowo, o które rektor nie dba bo i po co?




środa, 18 kwietnia 2012

Kolej na kolej

Pomysł olsztyńskiej kolei miejskiej powraca co kilka lat. I co kilka lat ktoś mówi że ma super pomysł, przy czym w mniejszym lub większym stopniu bliski jest temu co już ktoś kiedyś "wymyślił", a dzieje się tak dlatego że potencjał olsztyńskiej kolei miejskiej widać gołym okiem i trafia na niego wielu "badaczy" niezależnie od siebie.

Każdy kto zacznie się zagłębiać w temacie dochodzi z czasem do wniosku, że wprawdzie kosztowne byłoby dobudowanie pięciokilometrowego odcinka torów w południowej części miasta, ale zamknięcie istniejącej "podkowy" sprawiłoby że mielibyśmy transport na miarę średniej wielkości miasta w Niemczech z ich prawdziwie atrakcyjnym systemem S-Bahn, który w odróżnieniu od naszych programów rozwoju transportu, powstał by zaspokoić pewne potrzeby, a nie po to żeby był. I jeśli już o Niemcach to po przedwojennych mapach widać na nich pewien plan, który z pewnością by zrealizowali w Allensteinie gdyby nie wojna. Sama infrastruktura kolejowa niewiele się od tego czasu zmieniła, a to co powstało później jak np. Dworzec Główny PKP to jedynie nieudolne - moim zdaniem - uzupełnienie jego braku (po rozebraniu w latach '60 ub. wieku).

Zdjęcie pochodzi z FotoPolska.eu

Problem kolejowego tego dworca dziś polega głównie na tym, że ma on za małą "liczbę użytkowników" przy czym degres nastąpił w ciągu ostatnich kilkunastu lat. Jeszcze na początku obecnego tysiąclecia do Warszawy najczęściej jeździło się pociągiem. Dziś prywatne linie autokarowe do stolicy Polski odjeżdżają prawie z częstotliwością miejskiego autobusu. Jakoś tak się przy tym składa, że największa zaleta obecnego dworca tj. zawarcie dworców kolejowego i autobusowego w jednym miejscu, nie jest wykorzystywana i Radaxy czy inne Transwale odjeżdżają z ulicy Kościuszki, a nie z dworca.

Te błędy potęgują jeszcze: brak integracji dworca z osiedlami położonymi na północ od torów, a także parterowa zabudowa niewiadomoco-magazynowa. One sprawiają że dziś Dworzec Główny przestaje być jakimś ważnym celem podróży. Zadawanie pytania (patrz ankieta na zlecenie Ratusza) mieszkańcom Gutkowa, Redykajn czy Likus czy przesiedliby się do pociągu jadącego do Dworca Głównego ma mały sens, bo dziś tam nikt nie jeździ. Wspomniani "Jeziorowcy" jeżdżą za to: do Śródmieścia, na Towarową/Lubelską (dzielnica przemysłowa), do Michelina i do Kortowa (UWM). W pobliżu tych miejsc lub nawet na ich terenie są tory! Miasto przyjęło jednak, że ewentualne połączenie kolejowe może działać tylko na odcinku Gutkowo-Dw. Główny. To tak, jakby mieszkańca Warszawy zapytać czy chce jeździć koleją do Ostrołęki skoro jeździ samochodem na Mazury. Kolej w Olsztynie ze względu na lokalizację torów mogłoby dawać szybką alternatywę dla transportu indywidualnego, ale OKMka musiałoby obejmować dużo więcej punktów w Olsztynie (sieć!): Michelin czy UWM są przy samych torach! Ale o tym nie będzie się mówić w kontekście rozwiązania tymczasowego ułatwiającego remont ulicy Bałtyckiej.

Pokazanie mieszkańcom krótkiego odcinka, bez informacji o tym co najważniejsze, czyli gdzie zlokalizowane by były najbliższe przystanki, jak się do nich dostać, jak wyglądałyby same wagony (komfort) i jakie byłyby czasy ich przejazdu zaprzepaszczają nie tylko szansę na dobrą alternatywę na czas remontu, ale zakopują głęboko pod ziemię szerokie możliwości całej olsztyńskiej kolei, bowiem kto pierwszy odgrzebie OKMkę po przebudowie Bałtyckiej usłyszy: "nie, nie, mieszkańcy mówili że nie chcą, a ankieta już była robiona". A szkoda...
Poniższa mapa przedstawia z grubsza potencjał OKM-ki:




Pokaż Tory w Olsztynie na większej mapie
linie czerwone - to istniejące torowiska, linie pomarańczowe - potencjalne, wnoszące sporo do OKM, obszary zielone - gęsto zamieszkane, popularne obszary ruchu (Kortowo, Śródmieście, Michelin), wykrzykniki to miejsca w którym pojawia się duży ruch z zewnątrz (drogi dojazdowe, istniejące dworce)


Przebieg proponowany mieszkańcom związany jest z osiedlami jednorodzinnymi, a więc osiedlami zamieszkałymi głównie przez całe rodziny, podczas, gdy kolejka swojej masowości powinna szukać w miejscach mocno zaludnionych i w popularnych punktach docelowych i takich gdzie niemal wszyscy dojeżdżają w pojedynkę.
Tak się nieszczęśliwie składa, że ubogie w tory są olsztyńskie duże noclegownie: Nagórki, Pieczewo, Jaroty i Osiedle Generałów. Choć mieszkańcy tego ostatniego ze swoich balkonów widzą tory i przejeżdżające przez Bartąg pociągi z Warszawy. Szansą jest fakt, że do obwodzenia Olsztyna torami brakuje niecałe 5 km, co w porównaniu np. do kosztów związanych z budową torowisk przy okazji wprowadzania w Olsztynie tramwajów jest tak naprawdę nie duży, a budowałoby się w polu.
Zapchane dziś samochodami Kortowo, mówi o budowie parkingu za pocztą przy Heweliusza, czyli... 650 metrów od bocznicy kolejowej! Tak, tak, jest przy Wersalu XXI, w którym to zresztą kierunku UWM chce się rozwijać (ogród botaniczny).



Czy przy okazji budowy aquaparku, stadionu, galerii handlowej przy Piłsudskiego/Leonharda ktoś pomyślał o tym, że 120 metrów od stadionu znajdują się tory??? To miejsce to potencjalna stacja dla pracowników fabryki, kibiców, odwiedzających aquasferę, czy wreszcie mieszkańców nieodległych blokowisk. Wiem, wiem, "to teren fabryki - nie da się" - odpowiedzą Ratuszowi planiści. Ale czy ktoś zapytał? Może fabryce też zależałoby na zapewnieniu szybkiego dojazdu pracownikom, bo wtedy ma przecież dostęp do (jeszcze) szerszej podaży pracy. A może przerzuceniem torów na drugą stronę Leonharda zainteresowany byłby inwestor galerii handlowej?



Takich jak powyższe miejsc jest więcej: szczególnie warto wspomnieć o możliwych Park&Ride, które mogłyby znajdować się już przed Gutkowem, do którego prowadzi wąska droga, a wcześniej spotykają się dwie: z Dobrego Miasta i Jonkowa oraz akurat nakładają się tory z dwóch kierunków: z Morąga (i Elbląga) oraz z Dobrego Miasta.
Miejsca na P&R znajdują się jeszcze w Ostrzeszewie, Szczęsnych, w okolicach Bartąga oraz w miejscu obecnej giełdy samochodowej(!). Na wzgórzu na którym kiedyś mógł stać pruski zamek po raz pierwszy w Olsztynie tory z Warszawy i Torunia/Poznania spotykają się z trasą krajową nr 16, a przy okazji to miejsce w którym najbliżej siebie znajdują się dwa największe olsztyńskie jeziora. Dajtki od giełdy są po sąsiedzku. Nikt jednak nie wpadnie na to by wykorzystać tory w tej części Olsztyna. Rada Osiedla "Dajtki" na spotkaniu z prezydentem pyta o dodatkową linię autobusową do... dworca głównego. Szynobusem dojeżdżaliby do niego w ok. 8 minut(!), przy okazji mając możliwość wysiadki na Dw. Zachodnim (200 metrów do zamku) czy też w podobnej odległości od Ratusza. Interes w tym ma także mieszkaniec centrum, który dzięki temu nie miałby aż tak zablokowanego podwórka.
Może zatem o kolej miejską powinniśmy zapytać mieszkańców z różnych dzielnic Olsztyna, a nie tylko tych wzdłuż Bałtyckiej?
W odróżnieniu od ankiety firmy z Redy proponuję takie pytania:
1. Czy chcesz zmniejszenia korków i łatwiejszego odnajdowania wolnego miejsca parkingowego w centrum?
2. Czy jesteś za wprowadzeniem rozwiązania które sprawi że z pracy do domu będziesz wracał szybciej niezależnie czy jeździsz samochodem czy koleją?
3. Czy chcesz mniejszej ilości spalin i hałasu w centrum?
4. Czy jesteś za stworzeniem dobrych warunków na pozostawienie samochodu na obrzeżach Olsztyna dla dojeżdżających spoza niego?

Z PKP się nie da? Właśnie o to chodzi że partnerzy kolejowi pomysłem szynobusów w Olsztynie są zainteresowani. Pytanie czy miasto potrafi z nimi rozmawiać.

niedziela, 15 kwietnia 2012

Warmia i Mazury, arm aber sexy

Kontynuacja artykułu o regionie elbląsko-sanockim

Rozwijając tytuł, wytłumaczyć należy, że powiedzenie ukuto dla Berlina, który nie należy do najbogatszych miast niemieckich ale ma sporą siłę przyciągania i oferuje wielu ludziom satysfakcjonujące życie. Berlin, arm aber sexy - biedny ale seksowny. W wersji dla Warmii i Mazur przetłumaczmy to jako "Skromnie ale godnie" :)

Warmia i Mazury mimo, że nie najbogatsze to jednak mogą być atrakcyjną marką. To może być fajny region, atrakcyjne miejsce do życia, turystyki, studiowania etc. Ciągle jeszcze resztki postrzegania regionu jako czegoś wyjątkowego istnieją. Jednak szuflada Polska Wschodnia powoduje, że przestajemy być atrakcyjni. Bo Polska Wschodnia to m.in. Kielce, Stalowa Wola i Biała Podlaska, a im raczej bycie cool nie grozi, tak jak nie grozi im to aby przeciętny rodak marzył aby tam spędzić urlop czy zamieszkać. Ale już takich marzących o zamieszkaniu w Mikołajkach, Iławie, Pluskach czy Giżycku jest sporo. Wszystko jednak ulega szybkiej erozji dzięki lansowanemu w mediach obrazowi, który mówi, że Polska Wschodnia to drewniane chałupy, cerkwie, śledzikowanie. A najczęstszy przekaż w mediach to ten, który mówi, że tam mieszkają ludzie, którzy czekają tylko i wyłącznie na to aby im pomóc.

To tytułem atrakcyjności. Czas na temat bardziej wymierny. Czy Warmia i Mazury mogą się rozwijać i bogacić? Już znany teoretyk wszechnauk Karol Marks stwierdził, że kapitalizm replikuje się przez sąsiedztwo z bogatymi :-) (to parafraza a nie dosłowny cytat). Naturalnie więc i my powinniśmy szukać szansy we współpracy z regionami bogatszymi i lepiej rozwiniętymi niż z tymi biedniejszymi. Analogicznie Polska szuka partnera w Unii Europejskiej a nie w Białorusi czy Ukrainie. Należy więc postawić na współpracę z pomorskim, kujawsko-pomorskim a nawet wielkopolskim. Dążyć do poprawy sieci dróg prowadzących na zachód. To stamtąd może przyjść kapitał, technologie i modernizacja. Bynajmniej nie od strony Białegostoku. Będzie to tym łatwiejsze, że gospodarczo jesteśmy podobni do sąsiadów zachodnich a nie wschodnich.

Karmi się nas informacjami , że z Polską Wschodnią połączyła nas bieda i bezrobocie. Ale zupełnie inna bieda i bezrobocie oraz ich przyczyny występują na Podlasiu a inneWarmii i Mazurach.

W pierwszym przypadku to kwestia zapóźnienia wynikającego z "dobrodziejstw" zaboru rosyjskiego, rozdrobnienia rolnictwa i dużego udziału ludności rolniczej. Z kolei na Warmii i Mazurach bieda jest spowodowana głównie wysokim udziałem PGRów w czasach dawnego systemu. Upadek tychże spowodował powstanie wysokiego bezrobocia strukturalnego, które na Podlasiu nie występuje. Widać to na poniższej grafice - pas bezrobocia w województwach północnych i zachodnich. Naprawdę czy to tzw Polska A czy B, sytuacja wiosek popegieerowskich pomiędzy Olsztynem a Szczecinem nie różni się bardzo.
Co więcej to właśnie to postPGRowskie bezrobocie to cecha wspólna dla Polski północnej i zachodniej.


Na czym polega problem całej opisanej sytuacji?

Jeśli uspójnimy problemy tak skrajnie odmiennych regionów to w jaki sposób możemy te problemy likwidować? To tak jakby pacjentów z oddziałów ortopedycznego, kardiologicznego i okulistycznego zacząć leczyć jednym lekarstwem. Każdy z tych regionów ma inne cele i inne ścieżki rozwoju. Wrzucenie do jednego worka dyskredytuje sensowność wszelkich działań. Olsztynowi na pewno nie jest po drodze z Białymstokiem ani Kielcami. 

Podstawowa odmienność naszego regionu od reszy Polski wschodniej to wielkość gospodarstw rolnych i związana z tym struktura mieszkańców regionu. Polska Północna to gospodarstwa duże, powstałe w dużej cześci na bazie ziemi po upadłych PGRach (albo przejęte po autochtonach), a tymczasem Polska Wschodnia to gospodarstwa małorolne, bedące wynikiem trwającego od pokoleń przeludnienia wsi,  przy czym każdy ma te kilka swoich hektarów.  Powoduje to, że bezrobocie oficjalne na wsi praktycznie tam nie istnieje.
To sytuacja w której mamy mało hektarów, ale je mamy. Czyli jesteśmy zainteresowani istniejącym modelem redystrybucji dochodów poprzez dopłaty do hektara, dopłaty do KRUS, dopłaty do produkcji rolnej, wczesne emerytury.
Porównajmy to z bezrobotnym na Warmii i Mazurach, który nie ma swoich kilku hektarów, nie ma ubezpieczenia społecznego w KRUS, nie prowadzi produkcji rolnej, nie nabył praw do emerytury - w jego interesie jest rozwijanie gospodarki w taki sposób aby powstały miejsca pracy poza rolnictwem.  Ta nadwyżka siły roboczej domaga się miejsc pracy w usługach i produkcji. Ci ludzie potrzebują fabryk mebli, firm budowlanych, tartaków, hoteli, itd. Co więcej potrzebują dobrych połączeń z najbliższymi miastami gdzie najłatwiej będzie tą pracę znaleźć. Ich dzieci nie mogą zostać na gospodarstwie więc potrzebują także perspektyw edukacyjnych i zawodowych w zupełnie innej skali niż rówieśnicy na Podlasiu czy Lubelszczyźnie.


Konkluzja - oba światy wymagają zupełnie odrębnego podejścia. Są to wręcz podejścia przeciwstawne, pierwsze mówi "niech się dzieje co chce byleby były dopłaty dla rolników i dotacje budżetowe do emerytur rolniczych w KRUS" drugie podejście mówi: "tnijmy dopłaty dla rolników i dotacje do KRUS" bo zbyt obciążają gospodarkę kraju, która w związku z tym nie tworzy nowych miejsc pracy.

Spójrzmy teraz na rozwój społeczny. W koncepcji Polski Wschodniej jej mieszkańcy są określani jako konserwatywni, bardzo katoliccy, nieufni etc. Tymczasem wyniki wyborów do parlamentu pokazują jak jest naprawdę. Polska Wschodnia to tereny zasiedziałe z ludnością niewymieszaną, o przekonaniach głęboko katolickich, tradycyjne zagłębia elektoratu PiS. A tymczasem Warmia i Mazury jak cała Polska zachodnia i północna, zamieszkała jest przez ludność w większości napływową o przewadze zdecydowanie innych poglądów politycznych i społecznych.



Może sieć transportowa nas połączy?
Plany rozwoju sieci kolejowej - widać zupełną dezintegrację komunikacyjną tzw. Polski Wschodniej. Jedni są skomunikowani z Krakowem i Śląskiem, inni z Warszawą, a my z Pomorzem i Wielkopolską (tak, podróż z Olsztyna do Poznania to łatwizna w porównaniu z dojazdem do Lublina czy Rzeszowa). Ale właściwie po co budować taką sieć połączeń skoro to sztuczny twór. Kto planuje w najbliższym czasie podróż do Kielc albo Rzeszowa?
Ciekawostką jest mapka z rządowego dokumentu: Koncepcja Przestrzennego Zagospodarowania Kraju, która wyraźnie pokazuje z kim nam po drodze. Na lewo od nas cywilizacja, drogi, autostrady, lotniska, duże ośrodki metropolitalne. Na prawo? Niewiele.

Na czym polega problem całej opisanej w artykule sytuacji?

1. Bieda z biedą może tylko konkurować. Szans na rozwój trzeba szukać w integracji z silniejszymi i bogatszymi. Tylko to zapewni rozwój dyfuzyjny.

2. Skuteczność programów rozwojowych opartych o zuniwersalizowane kryteria, które nie uwzględniają zróżnicowania regionalnego jest wątpliwa.


3. Jeśli będziemy dawać karmić się bajkami o rozwoju Polski Wschodniej to stracimy z oczu naprawdę istotny cel dla regionu jakim jest współpraca w ramach Polski Północnej z województwami Pomorskim i Kujawsko - Pomorskim. To od strony Gdańska i Poznania dotrzeć może do nas postęp cywilizacyjny. To przez Toruń i Poznań prowadzi droga do Europy Zachodniej skąd napływa do Polski kapitał inwestycyjny, technologie czy wiedza. To do Torunia można dojechać pociągiem w trochę ponad 2 godziny, gdy tymczasem wyprawa do Lublina czy Rzeszowa brzmi jak podróż na krańce świata.

Kontynuacja artykułu o regionie elbląsko-sanockim

FCB:  Warmia i Mazury to nie region Polska Wschodnia

środa, 11 kwietnia 2012

Dworzec Olsztyn Główny. Koszmar czy dobra architektura?

Dziś gościnnie artykuł Bogny z FRO, która prezentuje swoje spojrzenie na Dworzec Główny.  Tekst prezentujemy w formie dostarczonej przez autorkę.

W ostatnim czasie coraz głośniej mówi się o przebudowie dworca Olsztyn Główny. Firma Retail Provider prezentuje w prasie koncepcje nowego Zintegrowanego Centrum Przesiadkowego i podaje terminy jego powstania. W związku z tym stary budynek dworca PKP i PKS oraz biurowiec PKS mają zostać wyburzone.
Jako członek stowarzyszenia Forum Rozwoju Olsztyna zajmującego się architekturą i urbanistyką chcą przeanalizować jakość architektury olsztyńskiego Dworca Głównego.
Dzięki uprzejmości Towarzystwa Przyjaciół Kolei udało mi się dotrzeć do albumu przedstawiającego dworzec zaraz po otwarciu.




Elewacja frontowa była w pełni przeszklona, co umożliwiało podróżnym wgląd do wnętrza obiektu i dobrą orientację w usługach obiektu. Podziały okien elewacji budynków PKP i PKS tworzyły współgrającą kompozycję. We wnętrzach zastosowano materiały wysokiej jakości takie jak kamień, tynki szlachetne, okładziny ceramiczne i drewniane. Elementy wyposażenia dworca gwarantowały długotrwałą eksploatację, co zresztą jest potwierdzone – krzesła, drewniane oparcia czy wykończenia ścian nie uległy zniszczeniu przez ponad 40 lat.
W tamtym okresie była to nowoczesna, dobrej jakości architektura. Ponadto cechowała ją wysoka estetyka.
Dworzec został zaplanowany bardzo funkcjonalnie. Połączył funkcje PKP i PKS w jednym budynku- może wydawać się to nam oczywiste, ale w innych miastach, np. Poznaniu, aby dostać się z PKP na PKS trzeba przejść po kilka kilometrów. W Olsztynie hala PKP jest połączona z PKS łącznikiem i ma bezpośrednie wyjście na perony, co daje możliwość bezkolizyjnego ruchu pieszych. W budynku w łączniku zaprojektowane zostały wspólne poczekalnie dla podróżnych- obecnie tak potrzebne. Wszystkie usługi, jak kasy, kioski, biuro obsługi podróżnych, poczta zostały zaprojektowane w halach operacyjnych- PKS i PKP. Ponadto na piętrze znajdowały się pomieszczenia dla dłużej oczekujących. Tam był też bar, kawiarnia, kwiaciarnia.
Do dworca z każdej strony został zaprojektowany dogodny dojazd. 

Co zatem stało się z tamtym budynkiem, że obecnie tak nie wygląda i kojarzy nam się z makabryłą szpecącą miasto?
Aby znaleźć odpowiedź na to pytanie, w grudniu 2011r. wykonałam serię fotografii przedstawiających te same kadry jak z albumu wydanego w latach 70tych.
Dolna część przeszklenia została zakrywa szarymi płytami, napis nie jest już neonowy, na budynku przyklejone są reklamy, została wbudowana budka telefoniczna.
Zostały wymienione lampy, kasy oklejone są wielokolorowymi reklamami, podwieszana tablica z rozkładem została zlikwidowana, rozkład jest nieczytelny, wszędzie są wielokolorowe punkty usługowe
Przeszklenie zostało zabudowane brzydkimi budkami. Wszędzie pełno reklam, podłoga straciła kolor.
Przechowalnia bagażu i punkt obsługi podróżnych zostały zlikwidowane, nie ma wejścia na piętro, nie ma poczekalni dla podróżnych. Ściana pokrywa ładnym kamieniem jest zabrudzona i niepodświetlona, przez co zamieniła się w ponury zakamarek.
Hala PKS została pokryta ogromną ilością napisów, reklam. Po prawej okropna plastikowa i kolorowa przybudówka. Słup został wykorzystany do powieszenia nieestetycznej choinki i oklejony. Lampy na suficie zostały zlikwidowane.
Ozdobne schody są właściwie niewidoczne pod nieestetycznymi budkami, ozdobne pokrycie ściany jest niewidoczne z powodu braku oświetlenia i zabrudzenia.

Na podstawie tego materiału można stwierdzić, że dworzec wygląda bardzo źle głównie z powodu natłoku reklam, przybudówek, niedoczyszczenia, likwidacji oświetlenia, usunięcia poczekalni, przechowalni bagażu, tablic z rozkładem jazdy. Nie spełnia on obecnie swoich funkcji z powodu złego gospodarowania. Sam budynek został zaprojektowany prawidłowo i jest możliwość niewielkim kosztem doprowadzenia go do stanu z otwarcia. Oczywiście jest też możliwość zmodernizowania go, aby był jeszcze lepszy. Czy w takim razie wyburzenie go jest najlepszym wyjściem?

Komentarz bloga:
Zdjęcia z zewnątrz pokazują, że PKP skrzywdziło budynek zamieniając dolną część przeszklonych ścian na blachę pancerną, rodem z PGRowskiego garażu to uroda wnętrz była dyskusyjna od samego początku. Poza tym jest pytanie o funkcjonalność tego obiektu w kontekście jego wielkości i chociażby efektywności energetycznej (ogrzewanie).
Z przyjemnością prezentujemy post Bogny, bo jest to przejaw tak rzadkiego w Olsztynie myślenia o tym dlaczego jest tak a nie inaczej i jakie są alternatywy zmian. To dowód, że nie istnieje tylko jedna wizja miasta, znana wyłącznie w ratuszu.


czwartek, 5 kwietnia 2012

Warmia i Mazury w regionie elbląsko-sanockim

Dziś o temacie z pozoru błahym ale mnie irytującym. Będzie subiektywnie i obiektywnie, na początek część subiektywna. Tak zwana. Polska Wschodnia. Przeszedłem całą ścieżkę edukacji szkolnej i w żadnym atlasie ani programie nauczania nie było takiego tworu. Owszem zawsze można użyć przymiotnika i powiedzieć Polska wschodnia, albo Polska południowa, ale tworzyć region, którego nie ma?!
Tymczasem od kilku lat, odkąd uruchomiono Program Operacyjny "Rozwój Polski Wschodniej" urzędniczy matrix zza warszawskich biurek połączył nas w jeden region z Rzeszowem, Kielcami i Lublinem. Z perspektywy Olsztyna nie ma dla mnie bardziej egzotycznych miast w Polsce niż te właśnie wymienione. Nie znam tych miast, nie bywam w nich, nie wybieram się tam. To po prostu bardzo daleko! A tymczasem okazuje się, że to mój region. Taki paradoksik urzędników, region elbląsko - sanocki albo karpacko-bałtycki.
Elbląg jest tu znakomitym przykładem wręcz symbolem. Stare hanzeatyckie miasto portowe, od tysiąca lat związane z Bałtykiem, Skandynawią, Niemcami, Holandią i Anglią (poprzez osadnictwo, kontakty handlowe, przynależność państwową) według definicji warszawskich dyktatorów od geografii regionalnej to Polska Wschodnia, a tymczasem Siedlce to Centrum! Obecnie Elbląg szuka swojej szansy we współpracy z Gdańskiem, krajami bałtyckimi, marzy o porcie morskim, posiada spory przemysł. A Lublinowi i Rzeszowowi zapewne marzy się rola bramy na Ukrainę i tym podobne historie. Czyli przeciwstawne bieguny kraju.
Problem z Programem Operacyjnym był żaden dopóki dawano z niego tylko pieniądze na mniej lub bardziej trafione budynki czy tramwaje :) Ale potem się zaczęło - urzędnicy zaczęli wymyślać projekty, portale, kampanie promocyjne. Np. Tajemnicza Polska Wschodnia. Wynika z nich, że np. Polska Wschodnia to miejsce o wysokich walorach turystycznych. A i owszem Warmia i Mazury jak najbardziej, ale czemu zdjęcia z Mazur mają firmować walory turystyczne Kielc, Rzeszowa, Tarnobrzega czy Ostrowca Świętokrzyskiego? Ani to sąsiedzi, ani to wspólnicy, powiedziałbym więcej to konkurenci. W ten sposób czytelna marka turystyczna Warmia i Mazury rozwadnia się w jakiejś nieokreślonej Polsce Wschodniej. Czemu nieokreślonej? Bo jak może byc określone coś co ciągnie się od Karpat do Bałtyku? Nie łączy nas ani historia, ani geografia, ani architektura, ani ekonomia, ani klimat, ani hydrologia ani polityka. Interesów gospodarczych wspólnych nie mamy żadnych, cele rozwojowe też zupełnie inne.
Potem potoczyło się dalej, eksperci, naukowcy, teoretycy - wszyscy oni zwietrzyli szansę na pieniążki za badania dot. Polski Wschodniej. I powstają kretyńskie analizy jak np Dostępność terytorialna Polski Wschodniej albo Strategia rozwoju społeczno-gospodarczego Polski Wschodniej do roku 2020.

Jak można analizować dostępność komunikacyjną tak niespójnego i rozpiętego geograficznie tworu? W tym przypadku szlaki komunikacyjne każdego z tych województw są inne. Dla Warmii i Mazur najistotniejsza jest komunikacja (oprócz Warszawy) z Gdańskiem, Toruniem, Bydgoszczą i Poznaniem. Rzeszów z kolei leży na trasie autostrady i międzynarodowym szlaku komunikacyjnym z Berlina na Ukrainę. Co mieszkańcowi Olsztyna po autostradzie A4 ze Zgorzelca do Lwowa? Większość Olsztynian nigdy w życiu z niej nie skorzysta. Ale na papierze wychodzi, że w Polsce Wschodniej (czyli i u nas) budują autostradę (!)


Podobnie jest z rozwojem społeczno gospodarczym. Syntetyczny dokument o strategii dla województw tak odmiennych gospodarczo i społecznie to farsa. Faktem jest , że są to tereny o niższym poziomie rozwoju niż niektóre inne województwa, ale przyczyny, które to spowodowały są bardzo zróżnicowane.
Inna jest przyczyna niskiej zamożności województwa podlaskiego a inna warmińsko mazurskiego i inne powinny być sposoby jej zwalczania.

Z regionalizmem jest tak, że większość z nas ma potrzebę identyfikacji z terenem, grupą ludzi oraz czynnikami wyróżniającymi region od innych takimi jak: krajobraz, architektura, obyczaje. Problem w tym, że Podlasie to dla mnie krajobraz tak odmienny kulturowo od Warmii i Mazur, że nijak nie mogę przyjąć, że to mój region. Tak serwis mapakultury.pl prezentuje typową podlaską wieś:


Jeszcze lepszy jest opis:
"Podlasie drewnem słynie. (...) Istniały tu nie tylko wsie zbudowane z drewna, lecz całe drewniane miasteczka (Bielsk Podlaski, Zabłudów, Michałowo, Narew)."
Chętni mogą poczytać więcej TU. Ciekawych rzeczy można się tam dowiedzieć.

A tymczasem Warmia kojarzy mi się z czymś zdecydowanie innym:

Jakby tu powiedzieć, wyraźny kontrast między wschodem a zachodem Europy , w takich domkach jak na Podlasiu mieszkają też ludzie na Białorusi i w całej Rosji (o tym też pisze serwis mapakultury.pl)
W moim wypadku występuje potrzeba identyfikacji z terenem kulturowo zbliżonym a nie oddalonym. Odróżniam typowe dla Polski północnej miasteczka z rynkiem, kamienicami, gotyckimi kościołami od chaotycznych i zabudowanych w połowie drewnianymi domkami miasteczek Podlasia czy Mazowsza. Podobnie wioski warmińskie o zwartej ceglanej zabudowie i z dachami z czerwonej dachówki podobają mi się bardziej niż te na Kurpiach albo nad Bugiem. To kwestia estetyki przestrzeni także istotna z punktu widzenia tożsamości regionalnej.

Nie mam zamiaru utożsamiać się z Kielecczyzną, Lubelszczyzną i Bieszczadami bo to zupełnie nie moja bajka. Często bywam w Gdańsku i Toruniu, w tych miastach czuje się dobrze i widzę sporo podobieństw. Nie czuję żadnej więzi z Białymstokiem, Łomżą, Białą Podlaską, Chełmem i Kielcami. Jadąc do Gdańska czy Torunia nie sposób dostrzec granicy województw. Jadąc do Warszawy czy Białegostoku widać wyraźną linię gdzie kończą się ceglane domy z czerwonymi dachami a zaczynają kwadratowe klocki z pustaków, albo domy z drewna.
Skoro Warmia i Mazury są tak podobne do pozostałych regionów Polski północnej to nie widzę powodu aby utożsamiać się z regionami odmiennymi. Warmia i Mazury mają szansę być fajną marką w Polsce - o ile nie roztopią się w worku Polska Wschodnia.

I jeszcze powiązania funkcjonalne. Znacie kogoś kto wyjechał z Olsztyna na studia albo do pracy do Kielc czy Rzeszowa? Ja nie znam. Znam jeden przypadek osoby, która studiowała w Lublinie. A znacie osoby z Olsztyna, które studiują bądź studiowały w Gdańsku czy Toruniu? Pewnie każdy zna takich dziesiątki.
Poniżej mapa powiązań funkcjonalnych wybranych miast Warmii i Mazur z innymi regionami. Przygotowana według mało znanej ale nowatorskiej metodologii OOE :) 
Metoda polega na uwzględnieniu:
1. Przepływu studentów (dobrym materiałem badawczym była np. obserwacja rejestracji samochodów parkujących w weekendy na UWM). 
2. Przepływu migracji za pracą (na podstawiie doświadczeń znajomych z Olsztyna)
3. Skomunikowania za pomocą transportu drogowego i kolejowego (dojazd pociągiem do Torunia do mgnienie w porównaniu z wyprawą National Geographic na trasie Olsztyn - Rzeszów:)



Uprzedzę z góry potencjalne zarzuty - post nie traktuje protekcjonalnie Polski wschodniej. Nie patrzę na nich z góry. Wręcz przeciwnie Białystok czy Rzeszów rozwijają się tak, że Olsztyn może tylko zazdrościć. Pod wieloma względami uciekli nam do przodu. Ale tamte regiony są po prostu dla mnie OBCE, INNE. A region to obszar, względnie jednorodny, różniący się od terenów sąsiednich cechami naturalnymi bądź nabytymi na przestrzeni dziejów.
Nie może być tak, że Luksemburczycy (bo to ich prezydencja wymyśliła PO Rozwój Polski Wschodniej) dokonali podziału naszego kraju na regiony bo akurat tak im wyszło z danych dot. PKB w województwach.
Następny post będzie prezentował więcej mierzalnych i naukowych argumentów w tym temacie, a tymczasem zachęcam do polubienia Warmia i Mazury nie należą ... :)
 
Ciąg dalszy w artykule:Warmia i Mazury, arm aber sexy , tym razem od analiza od strony gospodarczej.



niedziela, 1 kwietnia 2012

Olsztyn wypięknieje

Dziś garść informacji optymistycznych. Przerażeni postępującą brzydotą i degradacją naszego miasta ludzie odpowiedzialni za ten stan rzeczy przejrzeli w końcu na oczy i postanowili działać.
Na początek pan Marian Jurak - prezes PTTK w Olsztynie zrozumiał, że prowadzony przez PTTK hotel jest jedną z największych makabr miasta. Zacytujemy wypowiedź prezesa: "Trzeba być kompletnie pozbawionym poczucia estetyki aby tolerować fakt, że organizacja mająca propagować turystykę, zaśmieca wygląd miasta w ten sposób pomniejszając jego walory turystyczne. Poza tym szpetota hotelu powoduje, że nie mamy tam zbyt wielu gości i ciągle musimy prosić urzędników o dofinansowanie."

W chwili obecnej hotel wygląda tak:

Zupełnie nie przypomina to dawnego wyglądu tego miejsca.


Plany PTTK obejmują dobudowanie dodatkowej kondygnacji z dwuspadowym dachem krytym czerwoną dachówką, oraz odnowienie elewacji, pomalowanie budynku na kolor ciemnoczerwony i wymianę stolarki okiennej z tandetnej białej na brązową. "Trzeba być kompletnym barbarzyńcą abo nie zrealizować tego pomysłu. Zrobimy to bo nie chcemy być grabarzami estetyki Olsztyna". 
Zauroczony tymi planami i dawnymi zdjęciami prezydent Grzymowicz postanowił zmienić koncepcję rewitalizacji całego placu: "Zamiast betonowania całego terenu na wysoki połysk, kamiennych ławek i murków, zdecydowałem , że zwiększymy udział obszaru zielonego, oraz zasadzimy więcej drzew i odpowiednio dobranych krzewów. Przecież wszyscy wiedzą, że chodzące w Olsztynie plotki jakbym lubił beton i polbruk są nieprawdziwe, a w rzeczywistości jestem gorącym zwolennikiem koncepcji miasta - ogrodu."

Chcąc odzyskać sympatię mieszkańców prezydent poszedł jeszcze dalej i podjął decyzję o przywróceniu historycznego malowidła zdobiącego hall olsztyńskiego ratusza, które jest obecnie ukryte pod warstwą farby.

Prezydent swoją decyzję uzasadniał następująco: "Malowidło przedstawia danych mieszkańców ziemi warmińskiej, których spadkobiercami jesteśmy niezależnie od zawirowań historycznych. Chcę zerwać z bezmyślną tradycją niszczenia dziedzictwa historycznego tego miasta, którą realizowano w Olsztynie w latach 1945-2011. Nie możemy patrzeć  na miasto oczami Armia Czerwonej. To co zostało w mieście i ma wartość architektoniczną, użytkową czy estetyczną należy do nas i musimy to chronić."

Słysząc te wszystkie słowa i plany, zespół bloga zdębiał i postanowił zawiesić działalność bo odebrano mu w ten sposób istotne powody jego istnienia :-)


PS. z 2. kwietnia br.: Powyższy artykuł jest żartem prima aprilisowym. Cytowane wypowiedzi w rzeczywistości nie padły, a szkoda. Cały artykuł należy traktować jako dowcip, a szczególnie nasze stanowisko o zamknięciu bloga. Blog się rozwija i miło nam poinformować, że w marcu padł kolejny rekord odwiedzin: 9753. Padł także rekord dzienny - ponad tysiąc odwiedzin jednego dnia! Dziękujemy.

środa, 28 marca 2012

Śródmieście, czyli teren do zagospodarowania przy obwodnicy

Wczoraj rozpoczęły się długo zapowiadane konsultacje społeczne ws. zintegrowanego planu zagospodarowania przestrzennego Śródmieścia. Trzy godziny spotkania nt. definicji, spisu treści i ustalenie grup roboczych - długo, ale udało się. Temat jest ogromny a wstęp okazał się jeszcze dłuższy, ale skoro mamy podchodzić do centrum i tych konkretnie konsultacji wyjątkowo poprawnie to niezbędne jest zinwentaryzowanie terenu i to na samym początku.

Do takiej inwentaryzacji należy zaliczyć w szczególności dwie rzeczy:

1. Określenie jakie inwestycje które są prowadzone są nieodwołane? Co można jeszcze w nich zmienić lub które ewentualnie powstrzymać jeśli okażą się sprzeczne z propozycjami wykonsultowanymi. Władze miasta już zaznaczają (dyrektor Rafalska), że niektórych inwestycji nie da się powstrzymać bo "miasto żyje". Z drugiej strony wyjątkową niegospodarnością wykazałby się Ratusz, gdyby w tym roku np. ruszyć z poszerzaniem ulicy Pieniężnego, a po dokończeniu konsultacji przystąpić do planu jej zawężenia (w końcu może tak się wykonsultować, skoro jak zapewniają organizatorzy: wszystko jest możliwe). Tyle, że konsultacje będą trwały do końca roku, a prace które maksymalnie zmienią oblicze Śródmieścia już trwają.


2. Na wstępie muszą zostać wytyczone granice opracowania. I tu pojawia się problem, bo w przedstawionych materiałach (wstępie do konsultacji) przedstawia się że Śródmieście jako obszar zawarty w ringu, który jak się okazuje już jest nakreślony i przebiega m.in. (nad) Parkiem Kusocińskiego. Dopytywani o funkcję ringu urzędnicy wyraźnie wskazują że ring ma służyć ruchowi... tranzytowemu.
A wiadomo, że skoro ring ma okalać Śródmieście to tranzyt do niego jakoś musi dojechać. Zatem przy okazji dużego projektu "Śródmieście" i swobody w działaniu uczestników okupuje się pewne groźne dla miasta założenia, które - co udowadniały inne konsultacje - najbardziej drażnią mieszkańców: poszerzona Partyzantów w którą będą wjeżdżać tranzytowe ciężarówki, Wojska Polskiego jako przelotówka dla ruskich TIRów oraz nieskonsultowane zmiany na drogę krajową (właśnie się to odbywa na XXI sesji Rady Miasta) aleji: Artyleryjskiej i Warszawskiej.




Kolorem czerwonym zaznaczono tzw. ring i DOJAZDY TRANZYTOWE do niego. Kolorem zielony odcinki które umożliwiają tranzyt (stają się krajowymi) dziś na sesji Rady Miasta.
Dlaczego prezydent miasta Piotr Grzymowicz forsuje ten ring w negocjacjach z inwestorem zainteresowanym przebudową Dworca Głównego? (przedłużenie Obiegowej dalej niż zakłada plan tramwajowy!) A co z obwodnicą? A może staje się niepotrzebna???
Ten projekt nie ma jeszcze noża na gardle (...)
"ministra" Bieńkowska
Ba, ten projekt nie będzie miał noża na gardle!
Wychodzi na to że konsultując plan zagospodarowania Śródmieścia, będziemy zajmować się... obwodnicą miasta. Dyrektor Rafalska stwierdza, że "urząd miasta nie ma wizji Śródmieścia". Nie ma wizji - to fakt. Ma jednak konkretną wizję komunikacyjną, która jest realizowana od wielu wielu lat, a związana jest właśnie z tranzytem w Śródmieśćiu. Nie dziwi mnie już nawet Statoil (przy Śliwy) czy parterowy McDonald's w centrum miasta, identyczny jak przy Gierkówce pod Częstochową czy na polu przy autostradzie A2, skoro w centrum Olsztyna buduje się ekrany przeciwdźwiękowe. Z hasła Piotra Grzymowicza, kandydata na prezydenta został tylko czasownik "przyspiesza". To nie Olsztyn, a ruski TIR w centrum Miasta O!grodu przyspiesza.
PS. Ciekaw jestem o czym dziś będzie w TVP Olsztyn, skoro ekipa tej regionalnej telewizji nie odwiedziła konsultacji. Póki co milczy także Gazeta Olsztyńska. Czy tak szerokopojęte Śródmieście stolicy regionu nie jest ważne?
A może ważniejszy jest kolejny wypadek samochodowy na Warmii albo wybór dziewczyny na (d)okładkę?

czwartek, 22 marca 2012

Bohatersko walczymy z problemami, których inne miasta nie tworzą

Można albo się spotykać albo pracować, powiedział słynny ekspert od zarządzania Peter Drucker, piętnując w ten sposób pracę przez odbywanie niepotrzebnych spotkań - plagę w wielu firmach. W warunkach olsztyńskich sparafrazować to można mówiąc "można budować obwodnice (liczba mnoga) albo badać w laboratoriach jak się te obwodnice buduje".

Media z Polski wchodniej (źródło) donoszą, że Białystok buduje system 3(!) obwodnic miejskich, po to aby odciążyć ścisłe centrum od ruchu samochodowego (TIRów w szczególności):
"Przed końcem 2020 roku Białystok będzie miał kompletny system trzech miejskich obwodnic. Obwodnice sprawiają, że ruch samochodowy w mieście odbywa się sprawniej, płynniej, a przez to utrudnienia na drogach są mniejsze. Dlatego od paru lat Białystok konsekwentnie inwestuje w modernizację ulic, tworzących trzy ringi, ułatwiające poruszanie się po mieście. Nie bez powodu – taki kierunek wytyczyło studium transportowe, opracowane przed kilku laty na zlecenie urzędu miejskiego."

Udrażnianie ruchu w Białymstoku:
"Co dają miastu obwodnice? Znakomite połączenia między dzielnicami, z możliwością ominięcia najbardziej zazwyczaj zatłoczonego centrum. Dzięki temu strefa śródmiejska stanie się mniej obciążona ruchem. Widać to najlepiej, gdy spojrzy się na dużą obwodnicę Białegostoku – da się nią przejechać dołem lub górą miasta z najbardziej odległych dzielnic na antypody."

Prorok jakiś czy co w tej białostockiej gazecie? Oni to wszystko wiedzą, a my  przerabiać na własnej skórze wprowadzanie ruchu do centrum a potem szukanie sposobu na zmianę tej sytuacji. W międzyczasie  (potrwa to 10 lat) kierowcy spalą tony paliwa w korkach, stracą tysiące godzin czasu, mieszkańcy nałykają się ton CO2 i innych świństw. Tak to jest jak drogowcy rządzą miastem. Budują nie tak jak dobrze dla miasta ale tak gdzie najłatwiej i gdzie można szybko załatwić pieniążki (np. z UE) i jeszcze szybciej je wydać. Koszty społeczne, których nikt nie liczy takiej polityki ponosimy my.

Spójrzmy na komunikacyjnego "pająka Grzymowicza" jakiego nam fundują. Całość oparta na anachronicznym, gwiaździstym układzie głównych ulic, które spotykają się w kilku głównych miejscach (czarne strzałki). Na czerwono zaznaczone główne osie komunikacyjne, które udrażnia obecna ekipa. Udrażnianie ma różny przebieg:
- budowa nowych ulic - np. Nowa Artyleryjska
- poszerzanie starych, śródmiejskich ulic - Limanowskiego, Wojska Polskiego
- plan poszerzenia starych, śródmiejskich - Partyzantów, Bałtycka
- grodzenie oraz likwidacja przejść dla pieszych, budowa przejść podziemnych - Piłsudskiego
- budowa tzw. buspasów - Warszawska, Śliwy, Niepodległości


Pająk Grzymowicza
W ten sposób gdziekolwiek jedziemy (oczywiście nie licząc krótkich podróży, albo wybranych tras jak z G do F czy z E do D) musimy przejechać przez któreś z 5 skrzyżowań (oznaczone strzałkami). A zielone kółeczko to wręcz przyszła strefa śmierci. Tak naprawdę zima pokazała, że wystarczy blokada skrzyżowań pod ratuszem i Sikorskiego-Pstrowskiego aby całe miasto stanęło.

Hitem jest trasa z punktu A do E - w nomenklaturze ratusza "obwodnica śródmiejska". Brzmi to jak pizza wegetariańska z kiełbasą. I tak też jest w praktyce, tak zarysowana obwodnica prowadzi 200 metrów od ratusza i 100 od teatru a potem do ulicy Partyzantów, która ma być poszerzona do 2 pasów w obie strony. A tą trasą wiedzie droga krajowa nr 16 , którą możemy spodziewać się ruchu tranzytowego na linii kraje nadbałtyckie - Niemcy. W założeniu pomysłodawców na całym odcinku miasta ma być rozbudowana do standardu 2x2 tak aby TIRy nie musiały specjalnie się oszczędzać. Jak dla nas to ewidentnie coś jak cięciwa, a nawet średnica - idzie po linii prostej przez sam środek. Trzeba mieć jakieś kosmiczne tabletki matrixowe aby uwierzyć w tą obwodnicę.
Pająk Grzymowicza ma jeszcze tą wadę, że jak udrożnimy trasy przez centrum to pani Bieńkowska na pewno nie da nam pieniędzy na obwodnice. W Polsce obwodnice buduje się tylko jak jest naprawdę źle, a skoro TIRy będą mogły gnać 300 metrów od ratusza to będzie dobrze. "Ten projekt nie ma jeszcze noża na gardle (...) - powiedziała w Olsztynie Elżbieta Bieńkowska, minister rozwoju regionalnego.  Budując autostrady przez centrum miasta pan Grzymowicz znakomicie udowadnia pani minister rację !!! Nie ma noża na gardle, puścimy ruch przez miasto ogród, wszystko jest w porządku :)
fot. gazeta.pl
Na zdjęciu zadowoleni z siebie, nie mamy noża na gardle, wszystko gra, mamy czas.
 
A teraz przysłowiowy gwóźdź programu. Co do Białegostoku to wspomniane 3 obwodnice to tylko obwodnice miejskie. Do 2016 GDDKiA dołoży tzw. dużą obwodnicę, przebiegającą kompletnie poza miastem:


Jaka jest odpowiedź Olsztyna? Laboratoria drogowe!

Jedno uruchomiła w lutym GDDKiA (źródło), 
"Dotychczasowa siedziba laboratorium znajdująca się w piwnicach budynku biura GDDKiA w Olsztynie stała się niewystarczająca dla coraz nowocześniejszych technologii i urządzeń stosowanych w badaniach jakości dróg oraz skali inwestycji drogowych prowadzonych przez olsztyński oddział GDDKiA."
Drugie wkrótce UWM zbuduje drugie (źródło). 
"Za kilka lat jakość dróg w naszym regionie poprawi się zauważalnie. Skąd taka pewność? Uniwersytet Warmińsko-Mazurski zaczyna nową ważną inwestycję - budowę laboratorium drogownictwa."
A my wiemy, że z laboratorium czy bez i tak kruszywo będą kradli a asfalt będzie pękał:) Taki kraj.Od zbudowania laboratorium jakość dróg się nie poprawi, ale autor tekstu ma pewność, że jedno idzie w parze z drugim. To może UWM stworzy pracownię alchemiczną? Da nam to pewność, że za kilka lat będziemy mieli kieszenie wypchane złotem.

Będą badać, eksperymentować, robić projekty, pisać raporty, publikować prace badawcze, klepać nadgodziny, pobierać granty, kupować nowy sprzęt, pozyskiwać środki unijne na etaty i komputery, jeździć na szkolenia, pisać wnioski. Olsztyński matrix jest w takie Gierki nie do zdarcia. No właśnie, jak za Edwarda Gierka w tym mieście. Mówią, że SUKCES i ROZWÓJ a jak się nie zgadzasz to wyjeżdżaj. Taki jest wybór.


środa, 21 marca 2012

Refresh brzydoty czy planowanie?

Jak duży wpływ na decyzje prezydenta mają kluczowi dyrektorzy Ratusza chyba nie trzeba przekonywać. Umęczony wiecznymi problemami dyrektor Jaszczuk został przesunięty z MZDiM na plażę, wyrzucono dyrektorów promocji i ZKM. Póki co udało się znaleźć tylko dwóch ostatnich.
Zaczynając od końca: dyrektor Ciesielski na razie na pytania o plany, mówi głównie o swoim poprzedniku i jego pomysłach a swoją wizję prezentuje raczej mglistą, bo o tym że mamy jeziora to wiedzieliśmy i bez dyrektora. Ciesielski w mediach opiniuje wdrażane już programy "Olsztyn Aktywnie" i "Miasto wolne od futbolu".
Dyr. Roman dla odmiany chyba trochę nie pasuje do środowiska ratuszowego(!), bo poza tym co musi zrobić na bieżąco, mówi także o pewnych rozwiązaniach przyszłościowych. Z pewnością kolej miejska zasługuje na poważne traktowanie. Lansująca tramwaje i lanie asfaltu ekipa Boba Budowniczego może nie będzie chciała przesiąść się do pociągu, ale sam fakt że nowy dyrektor w paru zdaniach zmieścił te o kolei mi osobiście się podoba, bo potencjał w OlKaeM-ce jest spory o czym z pewnością będzie w kolejnych postach.

Jeśli już o zmianach w Ratuszu, zwolnieniach i powołaniach oraz wizji transportowej to trzeba sobie zadać jedno konkretne pytanie:

Co proponuje powołana pół roku wcześniej na stanowisko Dyrektora Biura Planowania Przestrzennego Magdalena Rafalska? Z mediów to możemy głównie dowiedzieć się tego że została powołana i że pracę zaczęła od urlopu.
Jeśli chodzi o wizję urbanistyczną tego miasta i planowane ważniejszych dla układu komunikacyjnego rozwiązań to dowiadujemy się o nich przypadkiem np. w kontekście rozmów prezydenta z inwestorami. Wtedy to padają: dwupoziomowe skrzyżowania, estakady, podziemne tunele dla pieszych, N-D-P...


W trakcie tych dziewięciu miesięcy pracy zatrudnienia pani Rafalskiej padło jeszcze: "Śródmieście - salonem Olsztyna", ale rozumiem że prowadzenie teraz konsultacji przez rok, które i tak są zlecone szefowi Forum Organizacji Pozarządowych, nie zalicza się do głównych obowiązków architekt miejskiej, zwanej też "urbanistką"!
Czy ktoś w tym mieście realnie planuje? Czy ktoś to konsultuje? Czy ktoś podaje do publicznej wiadomości jakie są planowane nowe tereny pod inwestycje, gdzie miasto będzie udostępniać grunty pod budownictwo mieszkaniowe, pod usługi, itd, itd.

Obiegowa opinia mówi, że za planowanie rozwoju miasta odpowiada tak na prawdę Jerzy Piekarski, prawa ręka prezydenta. Piekarski pracuje w ratuszu jakieś 30 lat, zatem nikt go już nie pyta jakie ma plany. A szkoda, bo wydaje się że rękoma prezydenta forsuje rozwiązania z czasów gdy zaczynał pracę w urzędzie. Piekarski ma na tyle dużą pewność siebie w prowadzeniu tematu, że jego wizja nie koniecznie musi być zbieżna z tą jaką ma - a właściwie: powinien mieć - prezydent Grzymowicz. Na debacie w Gazecie Olsztyńskiej w ub. roku obaj panowie stwierdzają bez zdziwienia co do różnicy między tym co mówią:
Jerzy Piekarski: - Mamy dokument, który nazywa się strategią. I ta strategia jest wdrażana. Spójnym dokumentem, który wynika ze strategii jest studium kierunków zagospodarowania przestrzennego. Ma powstać strefa podmiejska i ma dać impuls lepszego rozwoju Olsztyna. (...)

Piotr Grzymowicz: - Dla nas najważniejsi są mieszkańcy. Codziennie mamy sygnały, że na Sikorskiego tworzą się korki. (...)
Młodsza Rafalska wydawała się osobą, która może coś w tym planowaniu zmienić, bo pewnie - w odróżnieniu od Piekarskiego - na studiach zdążyła się zapoznać z problemami jakie generuje rozlewanie się miasta (urban sprawl). Także opinię w środowisku Rafalska ma dobrą. Architekci wskazują, że to osoba która potrafi pociągnąć organizacyjnie sprawy do przodu, ale czy biegłość w procedurach to jedyny warunek do sprawowania funkcji dyrektorskiej w Ratuszu? Na ile jest to ważne nie wiadomo, bo z jednej strony prezydent Grzymowicz zwalnia takiego Rytczaka wskazując że nie był dobrym dyrektorem od strony organizacji pracy, a z drugiej strony zatrudnia Ciesielskiego, który sam przyznaje że musi się zapoznać z administracją, z którą dotychczas nie miał do czynienia. Może pani Rafalska jest osobą świetnie zorganizowana i część spraw wydziału prowadzi tak świetnie jak nikt inny np. wydawanie pozwoleń na budowę czy wypisów z rejestru gruntów... ale co z planowanym rozwojem przestrzennym? Ile w Rafalskiej jest urbanistki?

1. Co z problemami rozlewającego się miasta?

2. Co z układem komunikacyjnym Olsztyna i zrównoważonym transportem?

3. Co z przestrzenną koordynacją inwestycji?
"PR"ezydent zwalnia, powołuje dyrektorów, w mediach oczami wyobraźni otwiera kolejne stadiony, galerie, fabryki... a miasto poza wydaniem unijnych pieniędzy nie proponuje żadnej wartości dodanej. Taką powinien tworzyć urbanista miejski.

Poraża to w jaki sposób dyskutuje się np. na temat Dworca Zachodniego! PKP przedstawia betonowy klocek przypominający myjnie samochodową. Miasto umywa ręce bo to nie ich teren. Organizacje pozarządowe pokazują jak powinien wyglądać dworzec zmieniając mu wygląd (a właściwie elewację) w przedstawianej wizualizacji. Tym czasem w mieście w ogóle nie ma rozmowy o tym co najważniejsze.





Największą bolączką Dworca Zachodniego jest bowiem jego nieskomunikowanie niemal ze wszystkim co nie leży na lub przy samych torach. A przecież Dworzec Zachodni jest dla wielu turystów stacją na której powinni wysiąść, bo Dworzec Główny nic im nie proponuje poza gierkowskim hotelem w okolicy i większą możliwością przesiadki do pociągu jadącego na Mazury, za to jest (Zachodni) w okolicy Starego Miasta.



Trzeba wiedzieć, że peron Dworca Zachodniego jest niecałe 200 metrów od przyzamkowej Casablanki (odległość równa tej pomiędzy New Yorkerem a H&M w Alfie!), a zatem i Starego Miasta. Naturalnym przedłużeniem ulicy Kromera przy kościele garnizonowym jest po drugiej stronie torów jakże zaniedbana ulica Bohaterów Monte Cassino (taka nazwa w magazynowej części Olsztyna!). Połączenie jej nawet tylko pieszym tunelem sprawiłoby że inwestorzy chętniej przerobiliby obskurne magazyny w zrewitalizowane lofty.
Nieznaczne wydłużenie peronu mogłoby otwierać szansę na przesiadkę z pociągu do kajaka przy przepięknych mostach na Łynie (mam oczywiście na myśli tylko dwa pierwsze od strony Starego Miasta) co byłoby ewenementem w skali conajmniej krajowej.
Oddzielny temat to jeszcze skomunikowanie tego dworca z różnymi częściami Olsztyna. Kto nie rozumie problemu, niech przyjdzie w niedzielę wieczorem (w roku akademickim) na ulicę Grunwaldzką: tam są całe wycieczki studentów którzy z ciężkimi torbami zasuwają z dworca na przystanek przy ulicy Śliwy. Dlaczego? A gdzie jest najbliższy przystanek? Jakie jest do niego dojście???
Oczywistym jest, że gdyby Dworzec Zachodni częściej był wykorzystywany jako stacja docelowa dla odwiedzających Olsztyn (lub go opuszczających), a może nawet stał się jednym z przystanków kolejki miejskiej (jeździł nią już wice prezydent Szwedowicz, o pomyśle wspomniał też nowo wybrany dyrektor ZKM), to i zapotrzebowanie na infrastrukturę na nim byłoby większe. Wtedy mogłoby się okazać że także zapotrzebowanie na budynek jest zupełnie inne a przebudowa związana by była nie tylko z odświeżeniem brzydoty ale i zmianą jego kubatury co wynikałoby z większych potrzeb większego potoku ludzi w tym miejscu.

Dworzec Zachodni to nie jedyny przykład. Jest ich ogrom, ale w tym miejscu warto wspomnieć o... Wersalu. Rada Miasta po tym jak latem ub. roku dowiedziała się (!) że jeden z deweloperów chce zabudować brzegi Jeziora Krzywego przysiadła do zmiany planów zagospodarowania terenu na którym prywatna firma już pracowała nad utwardzeniem gruntu. Ostatecznie po takich działaniach przeciwko prywatnemu inwestorowi ten wybudował 7-piętrowiec z małymi oknami a'la Ursynów nazywając go przy tym Wersalem XXI. Sama nazwa jakby nie patrzeć przypomina trochę ursynowskie Alternatywy 4, gdzie wszystko było pełne absurdu. Megabryła powstanie nad rzeką łączącą dwa największe jeziora na terenie Olsztyna: Krzywe i Kortowskie. Połączenie tych jezior staje się coraz mniej prawdopodobne właśnie poprzez totalny brak koordynacji inwestycji, planów, uzgodnień, pozwoleń. A że połączenie choćby kajakowe jest potrzebne potwierdzali w konsultacjach choćby sami projektanci, którzy wygrali konkurs na zagospodarowanie brzegów Jeziora Krzywego, mówiąc iż "połączenie dwóch jezior zwiększyłoby wartość turystyczną obszaru kilku- lub kilkunasto- krotnie". Takich inwestycji w Olsztynie nie ma. Liczy się jedynie modernizowanie tego co jest, przy czym modernizowanie musi zawierać w sobie dużą dawkę betonu i asfaltu, lub powiększanie Olsztyna. Park Naukowo-Technologiczny? Buduje się w szczerym polu i nawet na prezentacji w Ratuszu nacisk stawia się na drogi dojazdowe, które - co podkreślają - już są wybudowane (od tego się zaczyna). W tym samym momencie marnują się budynki wielu koszar: przy Artyleryjskiej, Dragonów, czy choćby te w okolicy Kortowa i uniwersytetu.

Jeśli miasto nie będzie miało urbanisty z prawdziwego zdarzenia to ciągle będziemy mieli do czynienia z budową poszczególnych budynków bez ładu i składu, stały refresh brzydoty i kreślenie nowych dróg na polach buraków w gminie Stawiguda przedstawiane jako "rozwój".
PS. Po napisaniu tego artykułu zajrzałem na Gazeta.pl, a tu... dokładnie potwierdza się to co wyżej. Pani architekt "załatwiła", "dogadała" i to jest sukces, że dworzec nie będzie koszmarek architektury. Dla pani architekt to jest "ładne" i koniec. Zero wizji urbanistycznej. Urbanisty w tym mieście nie mamy.