sobota, 31 grudnia 2011

Wszystkiego Dobrego

Wszystkiego Dobrego w Nowym Roku !!!

Dziękujemy za odwiedzanie bloga, statystyki pokazują, że nie piszemy tylko dla siebie, co nas niezmiernie cieszy.

Życzymy Wam i sobie aby Olsztyn w nadchodzącym roku rozwijał się w sposób zrównoważony i przyjazny dla mieszkańców a nie w sposób chaotyczny i anachroniczny. 

Oby Olsztyn wyglądał tak:



A nie tak:



wtorek, 27 grudnia 2011

Na gape: Otázky a odpovědi ZKM-u

Skoro jest takie zapotrzebowanie czytelników na coś pozytywnego - otrzymujemy wiele komentarzy na ten temat - to chciałbym pochwalić nowy serwis ZKMu. Jasny, przejrzysty... a jeszcze bardziej cieszy zapowiedź wizualnie zmienionych rozkładów jazdy, po tym jak wcześniej słyszeliśmy "że się nie da". No to fajnie że "się da". Koniec pochwał.

Serwis internetowy daje możliwość realizacji części polityki informacyjnej przedsiębiorstwa miejskiego. Fajnie, że ktoś wkleił kod dający możliwość wyświetlania menu strony w wielu językach... przecież bracia Czesi będą korzystać z ZKM-u masowo! Dobra nie czepiam się, w końcu do niedawna ilość języków była większa. Wtedy moimi ulubionymi były wersje: albańska i węgierska. Abstrahując że tak niedoskonałego narzędzia translacji nie powinno się stosować w poważnych serwisach, bo może wystąpić dość niespodziewany efekt (jak na obrazku), które pełnią, a właściwie "powinny pełnić", rolę medium informacji publicznej, to nie sposób przejść obojętnie obok faktu że ZKM ukrywa pewne niewygodne fakty. Że w mieście to norma wskazywały niejednokrotnie różne organizacje i sami mieszkańcy próbujący swoich sił w konsultacjach społecznych. Tym razem przekonałem się o tym dość dobitnie: sugerując się tym co ZKM sam pisze na stronie w zakładce "Otazky a odovedi", tudzież na BIPie(!) napisałem, dostałem potwierdzenie że wysłałem i doszło, minął miesiąc który ZKM sobie daje na odpowiedź i co? ...Nic się nie dzieje, "jak w polskim filmie" określiłby to inżynier Mamoń. Ale że to był jednak polski, a czeski film, potwierdziło się gdy napisałem do tych od PR, do tych od biletów, do tych... i wszystkich innych. Okazuje się że dalej nie ma odpowiedzi. Znaczy "nikt nic nie wie", albo jest tak jak w Łodzi na PKS: "wiem, ale nie powiem".

A generalnie pytanie nie było trudne, bo tyczyło przychodów ze sprzedaży w październiku 2011 i 2010. Tak żeby porównać i skromny ekonomista mógł się pobawić strukturami i zmianami. Rada Miasta przyjęła w czerwcu zmianę cen biletów w uchwale która w uzasadnieniu podawała zakładany wzrost przychodów o 5,5%. Czy tak się stało?

Drogi ZKMie! Zamiast szukać klientów w Czechach, Ukrainie, Szwecji... przynajmniej nie piszcie bzdur na BIPie:


Szanowni Państwo!
Jeśli chcą Państwo uzyskać odpowiedź na pytanie dotyczące funkcjonowania lub zadań Zarządu Komunikacji Miejskiej w Olsztynie prosimy o wypełnienie poniższego formularza kontaktowego.
Jednocześnie informujemy, że odpowiemy jedynie na te zapytania, które zawierają prawdziwe imię, nazwisko, adres mailowy i zgodę na przetwarzanie danych osobowych. Podawanie numeru telefonu jest dobrowolne. Zgodnie z Kodeksem Postepowania Administracyjnego na udzielenie odpowiedzi ZKM w Olsztynie ma miesiąc.

http://bip.zkm.olsztyn.eu/kontakt

czwartek, 22 grudnia 2011

Prezydent kontynuacji matrixu 2

C.D. artykułu Prezydent kontynuacji matrixu

Było o sprawach gospodarczych a teraz o inwestycjach, którymi szeroko chwali się prezydent obiecując wszelkiego rodzaju przyspieszenia i rewolucje. Mieszkańcom prezentuje się obraz niespotykanego  rozmachu inwestycyjnego jaki przeżywamy obecnie i dostąpimy w Olsztynie w przyszłym roku. Padły nawet słowa "jeszcze nigdy nigdy po wojnie (...)". A za Gierka przecież powstały kilometry dwupasmówek, stadion Stomil, Urania, Planetarium, hektary bloków mieszkalnych. A tu wybudowali jedną ulice Artyleryjską i już chcą się z Gierkiem mierzyć :-)

W przyszłorocznym budżecie Olsztyna nakłady inwestycyjne wyniosą 262 (1) milionów złotych, z czego ok 100 milionów na przywrócenie tramwajów. W epoce napływu funduszy unijnych nie jest to nic dziwnego. Toruń na inwestycje wyłoży 520 (2) milionów złotych, Białystok 598 milionów (3),  Rzeszów 333 miliony (3). Tak aby uzyskać pewną skalę porównawczą. Czyli taki tam budżet pro-inwestycyjny, żadna sensacja na tle innych miast, można powiedzieć, że jest gorzej niż gdzie indziej co ilustrują wykresy przedstawiające planowane wydatki inwestycyjne wybranych miast w 2012 roku:


Owszem miasta użyte do porównania są większe, ale przeliczenie wysokości nakładów inwestycyjnych na jednego mieszkańca obrazuje sytuację dokładniej:


Dobrze, że te pieniądze będą, ale to nie sukces. Gdy wszyscy dostają dofinansowanie inwestycji z funduszy unijnych to taki poziom nakładów jest po prostu wykonaniem pracy, za którą urzędnicy dostają pensję a nie wielkim sukcesem. 
A teraz spójrzmy na to od innej strony, większość tego budżetu inwestycyjnego pochłoną tramwaje i park naukowo-technologiczny. To projekty finansowane w ramach PO Rozwój Polski Wschodniej. Co to oznacza? Oznacza, że pozyskano fundusze, które i tak były dedykowane dla nas. Po prostu dostaliśmy do podziału pieniądze dla pięciu zacofanych województw. Sukces Olsztyna wygląda tak: dość niski na tle innych miast budżet na inwestycje uzyskano w warunkach preferencyjnych, poza regułami konkurencji. Wystarczyło więc złożyć jakikolwiek projekt zachowując kryteria formalne i dofinansowanie dostać. Tak więc wszystkie stolice województw objętych PO dostały dofinansowania na projekty w zakresie transportu miejskiego:
- Rozwój systemu komunikacji publicznej w Kieleckim Obszarze Metropolitalnym
- Poprawa jakości funkcjonowania systemu transportu publicznego miasta Białegostoku – Etap II, III
- Zintegrowany System Miejskiego Transportu Publicznego w Lublinie
- Modernizacja i rozwój zintegrowanego systemu transportu zbiorowego w Olsztynie
- Budowa systemu integrującego transport publiczny miasta Rzeszowa i okoli
c

Taka była polityka sponsora programu i po to powstał program, aby wymienionym miastom/województwom dać kroplówkę, każdemu się należało, każdy dostał. Trzeba było okazać się prawdziwym nieudacznikiem aby tego dofinansowania nie otrzymać. 
A taki Toruń? 520 milionów złotych na inwestycje, a dofinansowanie unijne zdobywane bez preferencyjnego  programu Rozwoju Polski Wschodniej. Może należy badać jakie dofinansowanie uzyskał Olsztyn poza PO RPW? I dopiero wtedy porównać z innymi miastami.

Tramwaj na pewno zostanie pomnikiem władzy. Nie do końca wiadomo jaki będzie wpływ na miasto projektu oraz jak przebiegnie kilkuletnia budowa. Patrząc na przebudowę al. Wojska Polskiego widać wyraźnie opóźnienie, zabicie lokalnego handlu, olbrzymie korki. A budowa tramwaju to nieporównywanie większe przedsięwzięcie. I w ten sposób dochodzimy do jakości prowadzenia inwestycji w Olsztynie. Nawet lokalne media zauważyły, że nie jest z tym dobrze:
- Ulica Artyleryjska - opóźnienie
- Al. Wojska Polskiego - opoźnienie
- Wodne Centrum Rekreacyjne - opoźnienie
- Ścieżka spacerowa i rowerowa wokół jez. Długiego - opóźnienie, próba realizacji niezgodnej z projektem
- Park Podzamcze - opóźnienie
- Plac Jedności Słowiańskiej - opóźnienie
- Most Smętka - opóźnienie
- Remont wieży ratuszowej - opóźnienie ( bo nowa kosmiczna technologia dwóch warstw tynku :-)
- Plac Solidarności - opóźnienie + niezgodność wykonania z projektem
Czyli wszystko po kolei opóźnione? Przyczyn zawsze jest wiele: ekologia, archeologia, komora Shone'a, społecznicy, wykonawcy, pogoda. Ale przecież po to specjaliści od budownictwa kształcą się w tym kierunku aby wymienione ryzyka minimalizować i umieć nimi zarządzać? Poza tym coraz głośniej w Olsztynie mówi się, że przedłużanie w nieskończoność rozbudowy al. Wojska Polskiego spowodowane jest głównie błędami w przygotowanej przez urzędników dokumentacji, a komora Shone'a to tylko zasłona dla całej sprawy.
fot:www.wm.pl
Podsumowując, prezydent daje dowody, że potrafi przeforsować swoje pomysły, jest pracowity, wie, że nie możemy stać w miejscu, ale ukierunkował swoje działania bardzo jednostronnie. A tymczasem warto aby ktoś głośno powiedział nie mamy obwodnicy, nie mamy lotniska, koleją z Warszawy jedzie się do nas 5 godzin (40km/h?), omijają nas autostrady i drogi ekspresowe, biznes nas nie zauważa, miejsca pracy w mieście nie powstają. To są tematy strategiczne ! A prezydent uwikłał się w zbyt dużo taktycznych inicjatyw typu "czy ma być polbruk czy trawa" albo "czy mają być lampy pod ratuszem czy nie". Jako budowlaniec pewnie się w tym odnajduje bo się na tym zna. Tak to już bywa ze specjalistami, którym kompetencje zawodowe przesłaniają szerszy obraz, ale zarządzanie sporym miastem wymaga przestawienia się na inny, wyższy poziom. I to po tej zdolności powinniśmy oceniać prezydenta a nie po tym rozgrzebał czy jakieś budowy. Ilość wylanego betonu nie świadczy o jakimkolwiek rozwoju.
Nie wystarczy położyć polbruk na miejscu trawnika, wyciąć w mieście parę drzew i krzyczeć w kółko TO  ROZWÓJ, TO ROZWÓJ !

Na koniec serii apel do prezydenta aby przekonał swoich asystentów, ze cenzurowanie profilu urzędnika na facebook'u, prowadzonego siłami pracowników ratusza jest nadgorliwością i nie przynosi mu chluby. Więcej o sprawie TU


poniedziałek, 19 grudnia 2011

Prezydent kontynuacji matrixu


W mediach trwa seria podsumowań roku prezydentury Piotra Grzymowicza. Nie  było naszą intencją aby komentować poczynania polityków olsztyńskich, ale  chcąc pisać o Olsztynie nie da się pominąć prezydenta. Jak to w państwach zbiurokratyzowanych i na dodatek na prowincji, władza decyduje o zbyt wielu sprawach. Analizy dokonamy w dwóch odcinkach. Podstawą do rozważań są wypowiedzi prezydenta z 16 grudnia, zamieszczone w wywiadzie w Gazecie Olsztyńskiej. Na pierwszy ogień sprawy interesujące nas najbardziej - gospodarka. Artykuł wyszedł dość długi ale wytrwajcie :)

Olsztyn to biała plama na gospodarczej mapie Polski i nie ma pomysłu jak to zmienić (pisaliśmy o tym TU). Brak tu kapitału i firm, brak transferu technologii, brak nowych miejsc pracy. Brak możliwości sprawnego dojazdu, koleją, samochodem, samolotem. To widać po tym kto sponsoruje olsztyńskie kluby sportowe: Warmia-Anders Group-Społem Olsztyn czy KKS Apteki Arnika Olsztyn. Chwała tym firmom za to co robią, ale niestety - nie ta liga! Jak tak dalej pójdzie to przeciwko tym wszystkim Lotosom, Delectom, Tytanom, Orlenom, Tauronom i Azotom wystawiać będziemy kluby typu "Warmia Sklep Mięsny na Jarotach Olsztyn" albo "AZS Studio Mebli Kuchennych na Dajtkach Olsztyn". Takie są realia - istnieją problemy ze znalezieniem sponsorów dla klasowych drużyn sportowych.

fot: Raport Colliers International o atrakcyjności inwestycyjnej miast polskich. Znak zapytania pochodzi od autora.

Jednak prezydent tkwi w olsztyńskim matrixie i ocenia sytuację optymistycznie: "do inwestowania ustawia się coraz dłuższa kolejka przedsiębiorców i to jest dobra prognoza rozwojowa". A potem następuje wyliczanka jakich to inwestycji możemy się spodziewać:
- galeria handlowa przy Sikorskiego
- stadion wraz z galerią handlową na Piłsudskiego
- Leroy Merlin (market budowlany wym: [leruła merlę] :-)
- IKEA
- galeria handlowa przy Kasprzaka
- nowy dworzec PKS z "obiektem handlowym" (czyt. galerią)

Czyli galerie. Ogaleriowanie totalne. Powstaje pytanie, czy mieszkańcy miasta chcą zostać takimi galernikami? Galeria handlowa skutkuje wypływem netto kapitału z miasta i tym samym zubaża jego mieszkańców. Dlaczego? W realiach olsztyńskich właściciel galerii to zawsze firma "z zewnątrz", głównymi najemcami są z reguły wielkie sieci (H&M, C&A, Euro, Zara, Reserved, Solar, Vistula etc.). Kto więc zarabia? Na pewno nie olsztyńskie firmy. Olsztyn uzyskuje tylko niskopłatne miejsca pracy w obsłudze tych obiektów (sprzątanie, ochrona, sprzedaż, proste usługi) co więc z pracą dla absolwentów UWM, których uczelnia produkuje tysiącami? Prezydent oczywiście uważa, że Ci ludzie marzą o tym aby stanąć za ladą w H&M?
 

 
Podeprzemy się w tym momencie autorytetem zewnętrznym, aby pokazać, że nie odkrywamy Ameryki ale opisujemy prawdy znane stwierdzone od dawna, jak podają fachowcy:
1. "Przede wszystkim galerie są problemem ekonomicznym - ich właścicielami są najczęściej duże międzynarodowe firmy, ich najemcami są również międzynarodowe sieci. To oznacza, że zyski nie są reinwestowane lokalnie, lecz transferowane poza miasto. Biorąc pod uwagę pogłębiający się kryzys finansowy i fiskalny miast galerie handlowe są rodzajem czarnych dziur, wysysających życie i pieniądze z miasta."
2. "(...) galerie handlowe to nie jest żaden rozwój miasta. Galeria handlowa jest pasożytem, nie pomaga miastu rosnąć, lecz wręcz przeciwnie. Próba oparcia rozwoju na wielkopowierzchniowym handlu jest absurdalna – miasta, by się rozwijać, potrzebują pieniędzy. Pieniędzy w budżecie - a one biorą się z podatków. Przede wszystkim pobieranych od mieszkańców. Dlatego priorytetem rozwoju miast powinno być z jednej strony zwiększanie ilości miejsc pracy, z drugiej - umożliwianie mieszkańcom zamieszkanie w mieście, a nie poza jego granicami. Na pierwszy rzut oka, warunek pierwszy jest spełniany przez inwestycje, ale galeria handlowa wcale nie kreuje dużej ilości miejsc pracy, a na dodatek są one niskopłatne."
3. "(...) galeria handlowa jest łatwym rozwiązaniem. Miasto tylko sprzedaje lub dzierżawi teren - ma więc jednorazowy, szybki zysk, a potem to już właściciel terenu i galerii niech się martwi. (...) Myślę, że większości polskich władz samorządowych po prostu brakuje wyobraźni, wiedzy i odwagi by nie pozwalać na budowę galerii handlowych."

Prezydent mówi jeszcze w wywiadzie: "Olsztyn jest miastem atrakcyjnym gospodarczo i inwestycyjnie. (...) Wynika z nich, że Olsztyn jako jedno z niewielu miast, w najbliższej przyszłości będzie notował dodatni przyrost naturalny, a to między innymi znaczy, że wzrośnie liczba konsumentów dóbr materialnych."
Panie prezydencie! Jaka to atrakcyjność? Po prostu jest wielu chętnych, którzy chcą nam sprzedać żywność i ubrania. Oni na tym zarobią. My nie. Miejsca pracy nie powstaną, tak Anglia traktowała swoje imperium kolonialne. Milionom Hindusów i mieszkańców Afryki sprzedawała wyroby przemysłu tekstylnego, traktując te kraje jako rynki zbytu i bazy wojskowe (ew. wydobywano tam jakieś surowce mineralne). Podpisuje się Pan pod takim modelem rozwoju miasta. To trzeci świat. Ten model nie ma przyszłości. To pójście na łatwiznę prowadzące donikąd.
Jeśli atrakcyjność gospodarczą Olsztyna mierzy Pan liczbą żołądków do wykarmienia to znaczy, że nie rozumie Pan w wystarczającym stopniu otaczającego nas świata. Nie na tym polega konkurencyjność regionów i krajów. Nie na liczbie ludności do wyżywienia budują swój rozwój Chiny ale na przyciąganiu inwestycji typu "green field" i liczbie rąk do pracy. Wyobraźmy sobie chińskiego sekretarza, który mówi publicznie: "Chiny są atrakcyjnym krajem dla inwestorów bo jest nas 1,5 miliarda i można nam dużo sprzedać, zapraszamy amerykańskie, francuskie i niemieckie supermarkety aby budowały u nas swoje sklepy i sprzedawały nam swoje towary, a poza tym nie zrobimy nic więcej". Uznano by go za niespełna rozumu... 

fot: Gazeta Wyborcza

Nie ma możliwości oparcia rozwoju Olsztyna na budowie galerii handlowych i marketów z żywnością, bo jedno z rozwojem to ma niewiele wspólnego. Także wnioskowanie, na tej podstawie o atrakcyjności gospodarczej Olsztyna jest błędem. Olsztyn będzie atrakcyjny jeśli firmy będą tworzyć tu miejsca pracy. Przenosić je z innych krajów czy regionów Polski. Płacić tu podatki. Z globalizacji trzeba czerpać a nie tylko dawać innym. Przyciągajmy inwestycje na, których miasto gospodarczo zyska a nie tylko będzie terenem eksploracji biznesowej dla podmiotów zewnętrznych. 

Ale tego miasto nie robi. Nie umie też wykorzystać istniejących atutów. Wiadomo, nie będziemy drugą Doliną Krzemową (urzędnicy w ratuszu uważają inaczej), ale skoro Citibank stworzył w Olsztynie Centrum Rozliczeniowe należałoby się spodziewać działań w tym kierunku, przyciągnąć innych? A tymczasem? Centrum Operacji tego samego banku powstałe niedawno w Łodzi zatrudnia już ponad 370 osób, a poszukiwanych jest kolejnych 250. Co więcej Citibank, otworzył właśnie w Łodzi Centrum Rozwoju Produktów i Usług Bankowych (więcej). Czy ktoś z olsztyńskiego ratusza zadał sobie pytanie co poszło nie tak?  Czy wystosowano do tego banku propozycje poszerzenia współpracy? Czy próbowano zainteresować inne banki lub korporacje świadczeniem w Olsztynie usług BPO?  Kto by chciał pracować w centrum zajmującym się rozwijaniem produktów bankowych globalnego banku? Nudaaa, skoro będzie można spróbować w galerii handlowej.

Na osłodę pozostanie nam trochę szklanych paciorków - typu rewitalizacje (średnio udane) olsztyńskich placów śródmiejskich. Świeci się, błyszczy, jest nowocześnie. Ciemny lud by to kupił, ale my znamy Olsztyn nie od dziś i wiemy, że ludzie tutaj wcale nie są ciemni i glupi... To miasto stać na coś więcej. Nie wystarczy tylko być "lepszym od Czesława" bo to żadna skala porównawcza. Są tacy ludzie jak Truskolaski, Szczurek, Dutkiewicz, Ferenc, Grobelny, Chodorowski. Ale trzeba o nich czytać, podpatrywać co robią uczyć się, wejść na wyższy poziom. A nie udawać dobrego cara, albo jego nowszą wersję Putina i jeździć po mieście sterując ręcznie akcjami typu rozbiórka polbrukowego trawnika przy Dworcu Zachodnim. Od takich spraw powinni być odpowiedni ludzie. Od prezydenta oczekujemy WIĘCEJ!

Podsumowując, Olsztyn nie będzie drugą Gdynią, Rzeszowem czy Toruniem, ale podstawa aby ruszyć w dobrym kierunku to uczciwie zdefiniować obecną sytuację i powiedzieć wprost to o czym wiedzą wszyscy młodzi ludzie kończący studia i szukający pracy: Olsztyn nie nadąża za resztą kraju. Kreowanie matrixu pod tytułem OLSZTYN KOCHAM nie rozwiąże problemu.


piątek, 16 grudnia 2011

Jarmark w matrixie

Z jarmarkiem jest jak z wieloma innymi pomysłami olsztyńskiego matrixu. Wydano dużo pieniędzy (750 tys.) i władza uznaje to za główny miernik swojej sprawności. Ale jak to przy innej okazji skomentował nasz czytelnik "ekipie prezydenta Grzymowicza zabrakło elastyczności".


Zaplanowano coś co sprawdziło się rok temu, ale tylko dlatego, że zima była wyjątkowo wczesna i mroźna. Nie trzeba mieć ponadnormalnych zdolności futuryzowania aby przewidzieć, że oparcie jarmarku rok w rok o lodowe rzeźby i ośnieżone choinki nie sprawdzi się w naszym klimacie. Ale urzędnik działa jak maszyna, raz wyszło to będzie eksploatował pomysł do upadłego.
I teraz stoją choinki podparte szpetnymi barierami z magazynów jakiegoś ZOMO. Ludzi niedużo, dymi kilka koksowników. Smutny koncert (w piątek) kończy się po 17.00 i na scenę wchodzi pan z konkursem na temat olsztyńskiego "Społem"... Całość ratuje urok Starego Miasta i prywatna inicjatywa - czyli stoiska z różnościami. Szczególnie przy kilku z nich (np. grzaniec, wyroby litewskie) w piątkowy wieczór było dużo ludzi. 
I w zasadzie wszystko pięknie, ale powstaje pytanie gdzie roztopiło się te 750 tysięcy? Czas chyba zacząć uczyć się chińskiego bo skoro Unia finansuje takie projekty to jest z nią naprawdę niedobrze.

Problem w tym, że urzędnik chce wszystko regulować i organizować bo wtedy jest uzasadnienie dla jego istnienia i płacenia mu pensji. Teoria ekonomii mówi, że rynek to kupujący i sprzedawcy oraz procesy wymiany pomiędzy nimi zachodzące. A jarmark to pewien szczególny rodzaj rynku tylko, że organizowany z jakiejś okazji albo w jakimś konkretnym terminie. Teoretycznie jarmarkowi najbliżej do tzw. "idealnej konkurencji" która w normalnym kapitaliźmie w zasadzie już nie występuje, a na jarmarkach jeszcze tak. Jak wynika z definicji urzędnik wcale nie jest jarmarkowi potrzebny. W Olsztynie jednak to urzędnik jest centralnym punktem jarmarku. On załatwia pieniądze, on decyduje kto będzie handlował, on decyduje o części artystycznej i wystroju. Klienci są tylko uczestnikami matrixu a handlowcy to teatralna dekoracja zaplanowana w ratuszu.
A gdyby tak zrobić jarmark bez tej nadgorliwości biurokratycznej? Zapewnić handlującym niezbędne minimum - estetyczne budki do prowadzenia handlu i tyle? Ewentualnie zadbać o dobór sprzedawców czy zachęcić niektórych do pojawienia się. Czemu na jarmarku jest tak mało stoisk mają lokalne piekarnie, restauracje czy np. masarnie? Jest zimno, społeczeństwo domaga się gorących kiełbas w bułce i innych gotowych dań do szybkiego spożycia:) Wszystkie te rusztowania, bariery, zmasakrowane choinki nie są nikomu potrzebne - a kosztują !

I jeszcze atmosfera i frekwencja. Obecnie ratusz emituje komunikat mniej więcej takiej treści "Jarmark to kolejny sukces władzy, która pozyskała z Unii dofinansowanie na jego organizację. To dowód jacy jesteśmy sprawni ". A my wolelibyśmy przekaz do mieszkańców: "Spotkajmy się na rynku Starego Miasta. Grudzień to miesiąc, który także może być ciepły i przyjemny. Przybywajcie z rodzinami i stwórzmy przedświąteczną atmosferę".  

Niezależnie od oceny zachęcamy wszystkich aby wykorzystali ostatnie chwile i wybrali się na jarmark. Dajmy zarobić sprzedawcom i budujmy klimat miasta!

czwartek, 15 grudnia 2011

Przejście podziemne przy Alfie - miś naszych czasów


Przejścia podziemne, nadziemne, niezbędne na dworcach kolejowych i w metrze, zupełnie nie sprawdzają się w nowoczesnych miastach Europy. Ich ilość w zachodniej części Europy obecnie funkcjonująca jest śladowa, największa ich liczba występuje w tzn. krajach dawnego bloku sowieckiego, gdzie w czasach modernizmu stanowiło to symbol nowoczesności miasta. Jest to raczej przestarzała, zanikająca infrastruktura mająca swoje podłoże w odmiennych ideach planowania przestrzennego oraz poszczególnej polityki transportowej.

Miasta zachodniej Europy uznają zasadę zrównoważonego rozwoju za kluczową dla dobrego ich funkcjonowania. Zasada ta dotyczy również zrównoważonego transportu. W dużym skrócie jest ona kombinacją transportu indywidualnego i publicznego z uprzywilejowaniem tego drugiego oraz poważnie branym równorzędnym traktowaniem pieszych i rowerzystów. Dlaczego właściwie przejścia podziemne nie były budowane w miastach zachodniej Europy na masową skalę, tak jak w jej części środkowo-wschodniej? I dlaczego te, które zostały wybudowane, w latach 90-tych zaczęto stopniowo zamykać lub zmieniać ich podstawową funkcję?

Powody są proste i racjonalne: po pierwsze przejścia podziemne tworzą bariery w architekturze, co jest szczególnie ważne dla osób z ograniczeniami ruchu. Jest to coś, czym zbytnio nie przejmowano się w czasach ustroju komunistycznego w Polsce. Tworzone bariery powodują potrzebę zastosowania wind, ramp czy mało estetycznych podjazdów zajmujących dużo powierzchni. Optymalne nachylenie dla osób niepełnosprawnych powinno wynosić 6-15 stopni. W naszych realiach można spotkać podjazdy pod nachyleniem nawet 45 stopni. Czy pod taki podjazd osoba niepełnosprawna sama da radę podjechać? Oczywiście, że nie.
W aspekcie ekonomicznym rampy i windy przy przejściach podziemnych to element, który jest kosztowny i musi być później konserwowany, aby faktycznie działał, co również wiąże się z wzrostem kosztów stałych na bieżącą eksploatację.

Po drugie bezpieczeństwo i estetyka. Wieczorną porą przejścia podziemne są bardziej niebezpieczne niż zwykle przejścia na powierzchni. Na tych drugich mamy większą styczność z przestrzenią miejską i większą liczbą potencjalnych osób poruszających się w oddali. Wieczorem przejścia podziemne stanowią również publiczne toalety dla osób spożywających alkohol, co ma później przełożenie na zapach takiego miejsca. Kolejny problem to wandalizm czyli graffiti np. na ścianach i akty agresji, czyli niszczenie oświetlenia w
przejściach podziemnych. Aby powstrzymać chociaż w części takie sytuacje, trzeba znów zainwestować pieniądze. Na przykład w monitoring, który dużo kosztuje a i tak nie daje nam 100% pewności skutecznej ochrony przejścia podziemnego.

Podstawowym problemem przejść podziemnych jest zmuszanie pieszych do zejścia do podziemi  z jednoczesnym uprzywilejowaniem transportu samochodowego, czyli zaprzeczenie zasady zrównoważonego transportu.
fot: www.inhabitat.com

Wydawanie paru milionów na przejścia podziemne jest bezsensowne z punkt widzenia głównego argumentu ich zwolenników zwiększenia bezpieczeństwa pieszych, wystarczy przejście ze światłami za kilkanaście tys. złotych, które również rozwiązuje ten problem i przede wszystkim traktuje równorzędnie wszystkich uczestników ruchu w mieście. Przy tym nie tworzy w mieście elementu przestarzałego urbanistycznie, który ma śladowe zastosowanie w nowoczesnych miastach krajów wysoko rozwiniętych. ,,Nawet tam, gdzie powstała stacja metra, nie zrezygnowano z pasów na jezdniach. Pomysły, by pieszym nie wolno było przechodzić przez jezdnie na ruchliwym Piccadilly Circus, Place de l’Opéra, Times Square czy Ringstraße nigdy nie zostały zrealizowane, mimo że pod wspomnianymi ulicami znajdują się rozbudowane podziemia. Kładki czy tunele dla pieszych pozostają domeną raczej peryferii niż śródmieść."

Przejście przy Alfie które jest tak forsowane przy okazji budowy linii tramwajowej jest najlepszym sposobem na... "przemielenie pieniędzy" unijnych. To inwestycja generująca głównie koszty: na etapie początkowym i w późniejszej eksploatacji. Taki miś naszych czasów.

piątek, 9 grudnia 2011

Kto wymyślił jarmark?

Dzisiaj startuje wydarzenie w Olsztynie, które nam się bardzo podoba. W wielu krajach europejskich, ludzie w grudniu nie siedzą przed telewizorem ale przy okazji świątecznych zakupów spotykają się ze znajomymi, popijają grzane wino i jedzą różne specjały na świątecznych jarmarkach właśnie. Zachęcamy więc do udziału, tak aby Stare Miasto tętniło życiem, dajmy zarobić właścicielom stoisk to wrócą do nas za rok:)

Musimy się jednak rozprawić z krążącymi w Olsztynie mitami:

1. Mit pierwszy: Maciej Rytczak, były dyrektor w UM, wymyślił jarmark świąteczny :)
Przeciwnicy Rytczaka twierdzą z kolei, że to był pomysł Janusza Wilińskiego. Jakbyśmy głębiej pokopali w ratuszu to okazałoby się zapewne, że "wynalazek" jarmarku przypisywany bywa także Czesławowi Małkowskiemu lub prezydentowi Grzymowiczowi.
Otóż tradycja takich jarmarków świątecznych istnieje w Europie od średniowiecza. Obecnie jest to nie tylko tradycja ale i wielki biznes, który szczególną popularność zyskał w krajach niemieckojęzycznych, ale także np w Szwecji czy Czechach. Naprawdę nie trzeba było tutaj niczego wymyślać. To po prostu oczywista sprawa, że można taką imprezę zorganizować i robi to wiele miast w Polsce. Doszły nas słuchy, że nawet w Filadelfii jest organizowany tzw. "German markt" gdzie leją grzańca i częstują wurstami.
Równie dobrze można analizować kto wymyślił basen w Olsztynie albo obwodnicę miasta:)

2. Mit drugi: olsztyński jarmark jest wybitnie udany i tak jak "Mazury cud natury" niespotykany w swym pięknie. Istnieje wiele bardziej udanych jarmarków, szczególnie te niemieckie są albo naprawdę ładne:

albo naprawdę duże:
fot: http://www.miovista.de/

albo duże i ładne:
fot: http://blog.trivago.de

A nasz jarmark? Rok temu był udany bo spadł śnieg przykrył brud i szarzyznę, było mroźno i kolorowo. Nie wiemy czy te stosy choinek jakie zwieziono w tym roku to dobry pomysł, jeśli pogoda się nie dopasuje to może to wyglądać brzydko i smutno.



3. Mit trzeci: jarmark musi być drogi i miasta może być na niego nie stać za rok
Jarmark to przede wszystkim ludzie i atmosfera. Czy naprawde potrzebne są te okropne rusztowania, na których wiszą lampy? Koszt wynajęcia tych instalacji jest pewnie spory a szału nie robią...
To w temacie kosztów. Jeśli zaś chodzi o przychody...
Jarmarki świąteczne w Niemczech generują obrót 5 miliardów Euro i i tworzą 188 tys. miejsc pracy. Tam jarmarki to gałąź gospodarki. Odnosimy wrażenie, że u nas logika tej imprezy stoi na głowie. Zamiast jak zyskać miasto mówi: "ile można stracić?". Naprawdę siłowanie się i dokładanie dużych pieniędzy jest bez sensu i stawia cały pomysł pod znakiem zapytania.

Przytoczymy jeszcze dwie informacje, które bardzo nas skonfudowały:

"Olsztyn po raz drugi na organizowanie jarmarku pozyskał unijne dofinansowanie. - Zarówno ubiegłoroczna, jak i tegoroczna edycja jarmarku to koszt około 750 tysięcy złotych, przy czym 85 procent to wsparcie europejskie, a 15 procent wkład własny miasta. Do tego dochodzi pula świadczeń sponsorskich, najczęściej w formie pozafinansowej" - dodaje Szpaderska. (1)


"Jarmark przedświąteczny w Pile rozpocznie się 10 grudnia i potrwa do samej Wigilii. Miasto dopłaci do niego 130 tys. zł"(2)

Ktoś wie o co chodzi?


4. Mit czwarty: wszyscy lubią jarmark bo nie da się go nie lubić
Podejrzewamy, że panowie odpowiedzialni za TO nie lubią jarmarku bo przecież ich klienci z miasta stołecznego nie podjadą swoimi Q7 pod drzwi restauracji. A taki fajny parking był na rynku...



A tymczasem udajemy się do Drezna i Berlina na studia terenowe w temacie przedstawionych rozważań:)



poniedziałek, 5 grudnia 2011

Zmiany w ratuszu a styl pracy prezydenta?

Prezydent przygniatany w ostatnim czasie przez ciągłe doniesienia o nieustannych problemach z ZKM i MZDiM podjął decyzję o zmianach kadrowych. Najprawdopodobniej uznał, że dyrektorzy obu zarządów "zużyli się" w mediach i czas zastąpić ich nowymi twarzami. Aby jednak nie przyznać się do tego, że z olsztyńskimi drogami i transportem miejskim jest krucho, dorzucił w pakiecie trzeciego dyrektora i określił całą operację mianem zmian po roku urzędowania.
fot:Gazeta Wyborcza
Jeśli ktoś nie jest obecny w pracy albo nie realizuje swoich obowiązków to narusza kodeks pracy i powinien zostać zwolniony w drodze dyscyplinarnej. A tu z jednej strony prezydent zarzuca poważne naruszenia obowiązków pracowniczych a z drugiej strony proponuje pracę na innym stanowisku. Do tego pojawiają się dziwne oskarżenia w stylu "wiem ale nie powiem" dotyczące rzekomych problemów z finansami w departamencie kierowanym przez Rytczaka. Jeśli takie nieprawidłowości zaistniały to sprawa powinna być prosta, panu należało podziękować już dawno temu. A co do p. Rytczaka to trzeba było u szanować pracę "na urzędzie" :)
Prezydent wspominał coś jeszcze o stylu pracy p. Rytczaka...

Przyjrzyjmy się wobec tego stylowi pracy prezydenta. To wprawdzie nie dyrektor ale prezydent, wychodzimy więc z założenia, że od prezydenta należy wymagać więcej. O cenzurowaniu profilu na facebooku (profil prowadzony przez urzędnika na etacie Urzędu Miasta, więc tak jakby służbowy) już pisaliśmy TU.
Teraz kolejny temat. Dotyczy sprawy skomplikowanej i ważnej, ale uznaliśmy, że zwrócenie uwagi na mechanizmy manipulacji jest głównym priorytetem.
19 listopada pan prezydent odwiedził szpitał MSWiA... Przekazujemy więc głos naszemu bohaterowi:

"Skoro odwiedziłem olsztyński szpital MSWiA, aby wesprzeć osoby, które zdecydowały się być w przyszłości dawcami szpiku, to podjąłem decyzję, aby również mi pobrano krew do badania. "
fot:www.olsztyn.eu
Serwis internetowy Urzędu Miasta podawał z kolei: "Dziś w południe Piotr Grzymowicz, prezydent Olsztyna dołączył do grona dawców dołączył do grona dawców w Szpitalu MSWiA."
Serwis Olsztyn24.com podał: "Dziś (19.11) w południe Piotr Grzymowicz, prezydent Olsztyna, dołączył do grona dawców w Szpitalu MSWiA. - Procedura rejestracji nie jest skomplikowana. Osoby, które chcą pomóc ratować inne życie wypełniają zaledwie kwestionariusz dotyczący stanu zdrowia i oddają krew do badania zgodności, następnie zostają wpisani do światowego rejestru dawców szpiku kostnego – mówi Piotr Grzymowicz
Podobną informację podał serwis Olsztyn.com.pl.

I teraz ciekawostka, wszystkie sprawdzone przez nas dotychczas źródła:
- Fundacja Urszuli Jaworskiej - http://www.fundacjauj.pl/main.php?l=pl
- Kampania społeczna Dawca.pl - http://www.dawca.pl/
- Centralny Rejestr Niespokrewnionych Dawców Szpiku i Krwi Pępowinowej - http://www.szpik.info/
- Fundacja Podaruj Życie - http://www.podarujzycie.org/ ,
 informują, że wiek dawcy nie może przekroczyć 50 lat !!! Jedynie fundacja DKMS Polska kwalifikuje osoby do lat 55: "Dawcą nie mogą zostać następujące osoby:
- W wieku poniżej 18 roku życia oraz powyżej 55"http://www.dkms.pl/choose.html

Panie prezydencie doceniamy intencje, ale deklarowanie, że dołączył pan do grona dawców szpiku kostnego jest conajmniej przedwczesne i wygląda na działanie w celu zwiększenia swojej popularności politycznej. Po prostu oddał pan krew do badań i tyle. 11 stycznia skończy pan 58 lat!  Pochwalamy promocję kampanii ale nie pochwalamy bohaterskich deklaracji na wyrost w tak poważnych sprawach!!!





piątek, 2 grudnia 2011

Zmiany, zmiany, zmiany

Wiadomością dzisiejszego dnia pozostaną zwolnienia dyrektorów: Jaszczuka, Popiołka i Rytczaka. Szybka i konkretna konferencja odbywa się właśnie w Ratuszu. Może przy okazji tak ciepłego grudnia to powiew wiosny? Wkrótce dowiemy się co dalej... Czytajcie naszego bloga, zawsze na bieżąco;)


Na gapę: zrzuta na radnych i rodziny pracowników MPK

Zarząd Komunikacji Miejskiej ostatnio dość często narzeka na fakt, że w Olsztynie bardzo dużo osób korzysta ze zniżek i dlatego ogólnie rzecz biorąc wynik finansowy przewoźnika jest kiepski. Przekaz w mediach (np. tutaj i tutaj) jest prosty: Na 10 osób podróżujących olsztyńską komunikacją miejską: 3 - jadą za darmo, 4 - mają 50% ulgi, a 3 płacą 100% ceny biletu.

ZKM chwali się wyliczeniem. Szkoda, że poza wyliczeniem nie przygotował analizy która mogłaby czemuś służyć na przyszłość. Niski (procentowy) udział pasażerów jeżdżących za 100% może wynikać z dwóch czynników:

1. Dużej liczby uprawnionych do zniżek
lub
2. Małej liczby korzystających z przewozów zbiorowych którzy zniżek nie posiadają. 



Czynnik nr 1 jest oczywisty... w Olsztynie mamy najbardziej rozwinięty system zniżek w całej Polsce a uchwała Rady Miasta z końca października jeszcze te uprawnienia rozbudowuje. Przy okazji: jak mówi przysłowie: ryba psuje się od głowy. Pod koniec czerwca gdy głosowano podwyżkę cen biletów niektórzy radni zwracali uwagę na potrzebę zlikwidowania przywileju darmowych przejazdów dla radnych. Łatwo jednak przyjęto, że okazja to słaba i odczytywana by była jako populistyczna. Na sali panowała powszechna zgodność, że likwidację tej 100% zniżki należy przegłosować później, już bez większej burzy medialnej. Świetna okazja do tego była pod koniec października gdy nowe zasady zniżek głosowano. I co? Pkt. 4 nowej tabeli jak wół mówi: uprawnieni do darmowych przejazdów: "Radni Rady Miasta Olsztyna".

Zniżką która została jest też ta dla rodzin pracowników MPK (pkt. 24: "Osoby posiadające legitymację służbową lub rodzinną pracownika Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego Sp. z o.o.". Przy okazji to wskazuje na zrównanie ZKM do MPK. Czy to nie dyskryminuje Fastera?

Jak podawała Gazeta Olsztyńska:
Uchwalone (...) zmiany zostały przygotowane po konsultacjach z: Radą Warmińsko–Mazurskiego Sejmiku Osób Niepełnosprawnych w Olsztynie, Miejską Społeczną Radą ds. Osób Niepełnosprawnych w Olsztynie, Polskim Związkiem Emerytów, Rencistów i Inwalidów - Zarząd Oddziału Okręgowego w Olsztynie.
I teraz pytanie: czy to już wszyscy z kim powinno się taką zmianę konsultować? Chyba nie. W końcu na darmowe przejazdy zrzucają się wszyscy, bo ZKM jest dofinansowywany z budżetu miasta.

Czynnik nr 2 należy analizować w kontekście liczb absolutnych dla całego rynku, a nie tylko danych ze sprzedaży. Te jasno pokazują kto i czym po Olsztynie się przemieszcza: na 1000 mieszkańców w stolicy Warmii jest około 400 samochodów osobowych i bynajmniej nie oznacza to bogactwa mieszkańców.

Najważniejsze pytanie które w analizie ZKM powinien sobie postawić: Dlaczego w Olsztynie powszechne jest jeżdżenie samochodem a nie jazda autobusem? I dlaczego te wskaźniki procentowe np. dorosłych w przedziale 26-55 lat w liczbie mieszkańców ogółem nie są tak dobre jak w innych miastach? Ceny? Elastyczność oferty w kontekście potrzeb? Rozkłady jazdy? Lokalizacja przystanków? itd. itd.
Żeby załatać dziurę pomiędzy przychodami a kosztami nie można tylko "upiększać oferty zniżkami". ZKM musi sięgnąć po klienta pełnopłatnego, tak żeby równanie: 3x0% + 4x50% + 3x100% zamienić w 3x0% + 4x50% + 4x100%?

czwartek, 1 grudnia 2011

Przyjaźń z Rosją i tania siła robocza

Postanowiliśmy dla odmiany zajrzeć "w teren", bo przecież blog miał być o regionie a nie tylko Olsztynie. Na pierwszy rzut powiat olsztyński. Ten twór nie kojarzył się nam z niczym konkretnym a na pewno nie z jakąś konkretną działalnością (oprócz wydawania pozwoleń na budowę). Po analizie tematu nie rozczarowaliśmy się pozytywnie. Władze powiatu przyciągnęły naszą uwagę jedynie wycieczką do Obwodu Kaliningradzkiego i zadekretowaniem przyjaźni z Rosją (!).

Scenariusz i przebieg wizyty, można streścić opisem innego wydarzenia z przed ponad 200 lat:
"Niejaki Potiomkin (gubernator jednej z prowincji imperium) w 1787 roku zorganizował dla carycy Katarzyny i jej dworu przejażdżkę w dół Dniepru w celu pokazania jak wielki sukces książę odniósł podczas kolonizacji prowincji świeżo wydartej Turkom osmańskim. Aby wywrzeć na niej dobre wrażenie, Potiomkin zmontował kilka przenośnych "wiosek" rozmieszczonych w ważniejszych punktach wzdłuż brzegu rzeki. Gdy cesarska łódź pojawiała się w polu widzenia, przebrani za wieśniaków ludzie Potiomkina zaczynali wznosić radosne okrzyki na cześć carycy i towarzyszących jej zagranicznych ambasadorów."

Generalnie delegaci widzieli dużo, wszędzie było pięknie i europejsko, a współpraca powiatu z Rosjanami rozkwitnie. Polska delegacja była pod wrażeniem przyjęcia przez Rosjan: "Rosyjscy przyjaciele ujęli nas swoją otwartością i wielką gościnnością - mówi Grzegorz Drozdowski, przewodniczący Rady Powiatu. - Kaliningrad i jego przedmieścia to miejsca, w których widać europejski charakter całego Obwodu Kaliningradzkiego."


W czasie wizyty nie brakowało interesujących i pełnych napięcia chwil. "W czasie zwiedzania siedziby rejonu braliśmy przez chwilę udział w ślubie i składaliśmy życzenia młodej parze - mówi Mariusz Kwas, dyrektor wydziału promocji olsztyńskiego starostwa. Potem przedstawiciele powiatu i gminy 
Jonkowo, która współpracuje z Rosjanami od kilku lat, mieli okazję oglądać imponujący obiekt szkolny na 900 uczniów."
Po prostu sielanka, to była naprawdę owocna wizyta a korzyści dla powiatu olsztyńskiego są wręcz nieocenione! Na koniec pamiątkowe zdjęcie. Jakbyśmy się cofnęli w czasie o 40 lat - nawet te eleganckie kurtki pasują (zapewne z CH Manhattan :-).



Fajna wycieczka, ale czas zejść na ziemię. Zaglądamy do sekcji Gospodarka, w serwisie internetowym powiatu. I co mamy? Garść dziwnych informacji o barterze i to sprzed 3 lat. Nie rezygnujemy i klikamy na sekcję Przemysł, może tam znajdziemy jakieś przejawy aktywności starostwa? Większych banialuków nie można się było spodziewać: "Powiat olsztyński, okalając Olsztyn, stolicę Warmii i Mazur, jest największym ośrodkiem gospodarczym i rynkiem zbytu w Polsce północno-wschodniej. Położenie w bezpośrednim sąsiedztwie metropolitalnego centrum sprawia, że inwestycja u nas, to dobra inwestycja." To dopiero arugmentacja, INWESTYCJA U NAS TO DOBRA INWESTYCJA. Czy to hasło zostało zastrzeżone? Z kolejnych istotnych argumentów: "Nie bez znaczenia dla potencjalnych inwestorów jest również tania i wykwalifikowana siła robocza." Państwo urzędnicy a można tak ładniej i jakoś  bardziej kreatywnie napisać o swoich krajanach? Tania siła robocza to pojęcie z epoki dzikiego kapitalizmu w Chinach. Może sformułowanie "duża dostępność wykwalifikowanych zasobów pracy" byłoby ciekawsze? Całość jest niezbyt profesjonalna i raczej nikogo do robienia interesów na terenie powiatu nie zachęci. Ale grunt, że wycieczka była udana, sami byśmy chcieli pojechać więc od razu się pytamy, kiedy następna i gdzie można się zapisać?


piątek, 25 listopada 2011

Olsztyński matrix kwitnie w najlepsze!

fot: wrzuta.pl
"Bo jeśli wyobrażenie, do tego przyjemne, jest równie silne, jak rzeczywistość, to jaka w sumie różnica?" - Kevin Warwick

Jakiś czas temu, zainteresowało nas Centrum Akwakultury na UWM. Chodziły bowiem słuchy, że studenci na kierunku akwakultura nie dopisali, a na rybactwie także nie ma wielkiego naporu.Okazuje się, że pracownikom wydziału nie są potrzebni studenci. Oni prowadzą badania nad rozmnażaniem węgorzy. 
Pech w tym, że o sprawie dowiedzieli się ludzie z zewnątrz. Jak znamy polskie realia Ci z zewnątrz pewnie zazdroszczą, że sami nie wpadli na ten pomysł, albo ich nie zaproszono do współpracy (za wynagrodzeniem). I to jest ich główna motywacja napisania tego złośliwego i w sumie bezczelnego listu. Pan z Sopotu, który się poczuł urażony przecież też nie jest śmietanką światowej nauki, więc jak może oceniać innych z perspektyw panteonu?
Nie zmienia to jednak faktu, że hodowla węgorzy w warunkach sztucznych wydaje się dość ryzykownym. No bo nawet jeśli się udało w superdrogim i wyposażonym znakomicie sztucznym środowisku, kosztem pracy wielkiego zespołu badawczego, to jak tego dokonać na skalę komercyjną? Przyznajemy, że nie jesteśmy w stanie ocenić naukowej strony badań. To taki "olsztyński matrix", miliony złotych na projekty, których pożytek społeczny nie jest wymiernie zdefiniowany, ale przynajmniej się kręci. Wszyscy mają swoje projekty, niby to robią swoją robotę ale wszystko to rozgrywa się w odrealnionym świecie raportów, sprawozdań, publikacji  i innych fantazji.

Mistrzami matrixu pozostaną jednak miejscy urzędnicy, pozwolimy się powołać na przykład ratusza:
"Remont ratuszowej wieży, który zaczął się przed wakacjami, miał się zakończyć 31 października. Wykonawca wystąpił jednak do magistratu z prośbą o przedłużenie prac do 25 listopada. - W uzasadnieniu wyjaśnił że nowa, dwuwarstwowa technologia kładzenia tynku zajęła więcej czasu niż pierwotnie zakładano. Na wieży podczas prac remontowych przez lata dokładano kolejne warstwy tynku tak, że w niektórych miejscach miał 5-10 cm. Wykonawca musiał to wszystko oczyścić, aż do cegieł i dopiero mógł kłaść tynk odtworzeniowy - powiedziała Aneta Szpaderska, rzecznik urzędu miasta." (źródło)

Nie możemy uwierzyć! Przy remoncie ratusza stosowana jest jakaś nieznana, nowa dwuwarstwowa technologia. Na pewno jest to pierwszy przykład zastosowania tej technologii na świecie i stąd nie było wiadomo, że zajmie ona więcej czasu. To przecież technologia rodem z "gwiezdnych wojen". A poza tym to dziś jest ten D-Day, 25 listopada, ktoś wie czy skończyli wreszcie?!!!!

"Przypomnijmy, że podczas zbijania kolejnych warstw tynku konserwatorzy zbadali także pierwotną kolorystykę ratuszowej wieży. Okazało się, że nie była ona różowa - jak w ostatnich kilkunastu latach - lecz szara, a okna wieży były ciemnoczerwone."
Te odkrycie naszego matrixu powala na kolana. A wystarczyło tylko popytać starszych mieszkańców miasta, albo spytać nawet nas. To, że ratusz kiedyś nie był różowy to żadna tajemnica !



Na koniec niegroźny matrix w redakcji Gazety Wyborczej:" Olsztyński ratusz został zbudowany w latach 1912-1915 na terenie dawnego cmentarza. Stan techniczny wieży przed remontem był tak kiepski, że wchodził tam tylko zegarmistrz doglądający zegarów oraz konserwatorzy."

Panie redaktorze... Nie tylko zegarmistrz, nie tylko, inni majsterkowicze też tam byli :) Pan nowy w Olsztynie?

wtorek, 22 listopada 2011

Zgodnie z prawem, czyli o tym co może MZDiM

Na przejeździe dla rowerów na zielonym świetle ginie człowiek. Nie trzeba wydawać pieniędzy na skomplikowane analizy (wzorem tych zamówionych dot. przejścia przy Ince), by zauważyć że sygnalizatory są źle zaprogramowane. Wystarczy że porozmawia się z kierowcami i okaże się że niemal każdy taką sytuację już wcześniej zauważał. Po chwili od wypadku znalazła się grupa wskazujących inne źle działające sygnalizatory. A co na to MZDiM?

Albo wypowiedź została zmanipulowana przez gazetę, albo jest jeszcze gorzej niż mogłoby się wydawać. Czy jedyną weryfikacją podejmowanych działań tak często powołujących się na eksperckie analizy i wiedzę w zakresie drogownictwa MZDiM jest analiza zgodności z prawem? A może skoro od razu mówi się o "zgodności z prawem" a nie np. konkretach rozwiązania tzn. że coś na rzeczy może być? Bo to że zgodne z prawem to przecież wiadomo (choć jak pokazuje przegrana sprawa sądowa ze "społecznikiem" Borolem też nie koniecznie), w końcu to urząd!

Zgodnie z prawem można bardzo dużo. Można na przykład zamknąć wszystkie wjazdy na rondo. A co? Nie dałoby się? Dało by się. I to zgodnie z prawem. A może parking dla tirów pod samym ratuszem? Dlaczego nie? Też da się zgodnie z prawem.
Może się zatem wydawać że taka pewność siebie dyr. Gustka jest akceptowana przez Prezydenta Olsztyna. Oczywiście prezydent ma od tego też specjalistów, a jednym z nich ma być nadzorujący MZDiM zastępca prezydenta Olsztyna Bogusław Szwedowicz. Dla śledzących lokalną prasę dość niespodziewaną raczej jest wypowiedź pana Szwedowicza o "potrzebie świeżej krwi" i "nowego spojrzenia". Ale cieszyć może że taka potrzeba jest zauważona. Czekamy na kolejne kroki!

Szkoda że choćby przy tym tragicznym wydarzeniu nie udaje się rozpocząć rozmowy na temat szerszej polityki w zakresie zielonego transportu. Nawet rowerowy Pełnomocnik Prezydenta skupia się w tym momencie na "bieżącym załataniu dziury" tj. zmianie ustawienia sygnalizatorów. Oczywiście trzeba to załatwić jak najszybciej, ale z drugiej strony wypadałoby rozpocząć rozmowę dot. także ogólnego podejścia do tematu rowerów w Olsztynie, czyli np. problemu polegającego na tym, że wszystkie ścieżki rowerowe idą wzdłuż i często przecinają szerokie arterie (nowe w podobny sposób są planowane), a to daje efekt w postaci wielu możliwości kolizji rowerzysty i samochodu w którym przegranym może być tylko jeden.

O tym że drogi rowerowe mogą prowadzić daleko od czteropasmówek pisaliśmy już jakiś czas temu. Ścieżka wzdłuż Łyny zmniejszałaby ilość krzyżówek ścieżki rowerowej i drogi dla samochodów do minimum. Zmniejszenie kilkukrotne tych krzyżówek prawdopodobnie zmniejszyłoby tyle samo razy liczbę wypadków (w tym: śmiertelnych). W tak dobrze znanym już wielu olsztynianom Londynie na pierwszy rzut oka mapa ścieżek rowerowych jest trudna do ogarnięcia. Dlaczego? A to właśnie dlatego że każdy szuka w niej odniesienia do układu dróg samochodowych, a to ni jak się ma jedno do drugiego: ścieżki rowerowe są prowadzone właśnie tam gdzie ruch samochodowy jest mały albo wręcz żaden. No ale ratusz ma wizję trzeciej drogi dla Olsztyna i nie będzie kopiować zachodnich wzorców, a Pan Piekarski (celowo piszę bez tytułu pochodzącego od stanowiska, bo te w ratuszu ma dość elastyczne) stwierdza jednoznacznie:
Dlatego ktoś kto chce np. dojechać z Osiedla Generałów lub innej noclegowni do pracy w Śródmieściu będzie jechał obok salonu samochodowego, zakładu wulkanizacji opon, płotu ogródków działkowych (to wszystko przy ulicy Sikorskiego) wdychając spaliny samochodów, smażąc się jak na patelni w dni letnie, w hałasie wyższym niż 80 decybeli, by dotrzeć do megagórki na przyszłej Obiegowej i po wdrapaniu się na nią zjechać z górki Żołnierską. A to wszystko przecież w celach "rekreacyjnych", bo wg "ratuszowych speców" rower tylko taką funkcję pełnić może.

Może ktoś w ratuszu wreszcie zastanowi się dlaczego student pracujący w Londynie jeździ tam wszędzie rowerem i zarabia na dwudziestoletniego golfa którym będzie się poruszał w trakcie roku akademickiego po Olsztynie a nawet samym Kortowie?

poniedziałek, 21 listopada 2011

Polska jest brzydka ale Olsztyn nie musi 2

Pisaliśmy w ubiegłym tygodniu o brzydocie atakującej Olsztyn a tymczasem pojawia się kolejny przykład jej przenikania do naszego miasta.
PKP podjęły decyzję o przebudowie dworca Olsztyn Zachodni - uraczono nas wizualizacją w wykonaniu firmy IKA Projekt, która wygląda tak:

Projekt ten poraża brzydotą oraz niedopasowaniem do otoczenia. Nie mówiąc o betonowym placu przed dworcem, który umiejscowiony jest w rzeczywistości na nasypie. Czyżby więc autorzy projektu nawet nie pojawili się na miejscu akcji aby zapoznać się z otoczeniem dworca?

W tym kontekście wizualizacja przygotowana przez Forum Rozwoju Olsztyna wydaje się nam o niebo lepszy.


W całej sprawie zastanawia milczenie władz Olsztyna. Z tego co wiemy, ratusz uważa, że skoro pozwolenia na budowę dla PKP leżały w gestii wojewody i to on je wydał, to sprawa należy do jego kompetencji.
Otóż nie jest to sprawa pomiędzy PKP a wojewodą. To jedna z istotniejszych spraw dla miasta i władze powinny zrobić co się tylko da aby uchronić nas przed tą "zemstą Grabarczyka".


piątek, 18 listopada 2011

Polska jest brzydka ale Olsztyn nie musi

Może ściągniemy na siebie gniew oburzenia, ale musimy to napisać. Polska jest brzydkim krajem. Może wynika to z cech całej Słowiańszczyzny? Pewien znany socjolog rosyjski (nie niemiecki albo francuski na szczęście) powiedział, że "kulturze słowiańskiej brak poczucia piękna - ludzie przywykli do brudu i smrodu". Jednakże kto był w Czechach albo Chorwacji może się nie zgodzić z takim uogólnieniem. Pozostaniemy więc przy polskiej brzydocie. Większość społeczeństwa w Polsce jest jak indianie - odrobina szklanych paciorków w postaci kolorowej farby i szkła i już im się podoba. A jeszcze jak się świeci, tak jak pod olsztyńskim ratuszem - to już szczęście pełne. Jakbyście się nie zgadzali to poniżej mamy materiał dowodowy, a przy swoim zdaniu pozostaniemy.
Wrocław:

Grajewo:
fot. www.archirama.pl


Jednakże Olsztyn wcale nie musi być brzydki. Korzystając ze skomplikowanej historii miasta mamy tu dziedzictwo jednych z najlepszych budowniczych Europy. Na szczęście wszystkie z głównych elementów poniższego "skyline" przetrwały i nadal możemy się z nich cieszyć:

W czym więc problem? Niestety w tym, że to dziedzictwo jest bezmyślnie trwonione w tempie szybszym niż to czyniono za PRLu, który borykał się z różnymi problemami i nie mógł ot tak budować czego chciał i gdzie chciał. Obecnie gdy materiały a często i fundusze są dostępne, problemem jest absolutny brak wyczucia brzydoty i obciachu. To już nawet nie chodzi o to, że można dostać pozwolenie na budowę absolutnie szkaradnych obiektów. Pozwolenie na brzydotę nie zobowiązuje do brzydoty! Czemu inwestorzy, najemcy nie widzą tych okropieństw? Nawołujemy do tego aby w Olsztynie zaczęło obowiązywać poczucie obciachu ! Aby panował ostracyzm, potępienie dla tych, którzy szpecą miasto. Wyśmiewajmy się z nich, obgadujmy, oplotkowujmy i co tam jeszcze można. Ci ludzie chcą nam zafundować Kalkutę w centrum Europy.

Nasi kandydaci to "top szrot":

1. Solarium GOBI (what the hell? wtf?) i sąsiedzi. Jak można w tak reprezentacyjnym punkcie miasta REMONTOWAĆ taki barak? Tu wyraźnie brakuje spychacza. Obiekt jest tak brzydki, że chyba tylko klienci gabinetu okulistycznego nie mają problemu z tym aby tam bywać.

2. Wystrzałowy hotel przytulony do gotyckiej bramy? A nie dałoby się zdjąć tych badziewnych reklam? Potem pomalować obiekt na ciemną czerwień i dodać spadzisty dach kryty czerwoną dachówką?Wizytówka naszego Starego Miasta :( Czy ktoś może coś z tą budą zrobić?
I pomyśleć, że te dwa obiekty są własnością olsztyńskiego PTTK. To dopiero "olsztyński matrix"! Organizacja ma promować turystykę na Warmii i Mazurach. Teraz cytat ze strony internetowej: "Członkowie Oddziału jako przewodnicy terenowi oprowadzają liczne wycieczki grup zorganizowanych po terenie Olsztyna i województwa warmińsko-mazurskiego". I co wspomniani członkowie mówią turystom o swoim sztandarowym obiekcie szpecącym miasto? Większą korzyść dla miasta przyniosło by gdybyście szanowni członkowie-przewodnicy spakowali się i zabrali stąd razem z waszym zapuszczonym hotelem!

3. Okrąglak - ponoć ten budynek ma pewne walory architektoniczne ale jego zaniedbanie i   afrykańskie szmaty z reklamami, oraz brak spójności detali (chociażby różne drzwi obok siebie, czy Arnika musi mieć białe a Santander szare?) powodują, że wygląda jak prowincjonalny barak dworca PKS.

4. Spółdzielnia "Pojezierze" sen szalonego architekta. A może była wyprzedaż farby markecie budowlanym?
fot: www.ro.com.pl

5. A to ? Nie wiemy gdzie to i co to ale straszy!!!

I jak się żyje w takim otoczeniu? Olsztyn to nie jest potęga ekonomiczna gdzie mieszkańcy pławią się w ponadprzeciętnym dobrobycie. Musimy więc wykorzystać potencjał w innych obszarach, miasto powinno być przynajmniej ładne, czyste, przyjazne dla mieszkańców. Chodzi o wysoką jakość życia! Jeśli tak będzie to nawet wyższa pensja w Warszawie nie nakłoni nas do przeprowadzki.

Miał być blog ekonomiczny a robi się publicystyka miejska. Miało być profesjonalnie jest emocjonalnie. Ale co poradzić, gdy człowiek idzie ulicą a tu brzydko jak na dworcu w Kutnie !!! I jeszcze prezydent cenzuruje swój profil na Facebook'u. Przynajmniej WPB poprawiło "Dąbroszczaków" na "Dąbrowszczaków" ale budynek i tak będzie brzydki.




wtorek, 15 listopada 2011

W ratuszu nowe media stare nawyki

Prezydent Piotr Grzymowicz jako człowiek nowoczesny i nie unikający kontaktu z mieszkańcami miasta posiadł swój profil na Facebook'u. Teoretycznie pomysł zacny, ułatwia bezpośrednią komunikację z prezydentem i tak dalej... Podeszliśmy do tego na tyle naiwnie, że postanowiliśmy zadać panu prezydentowi pytanie.

Pytanie było dość proste, a dotyczyło tej mianowicie wypowiedzi z czwartkowego spotkania z mieszkańcami Zatorza, jak podała Gazeta Wyborcza:
"Prezydent Piotr Grzymowicz próbował uspokoić mieszkańców nadzieją na budowę południowej obwodnicy Olsztyna, która ma połączyć drogę z Ostródy z trasą w kierunku Mrągowa. Za tę inwestycję odpowiada Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad. - Z naszych informacji wynika, że jej projekt jest już na ukończeniu - zapewniał zebranych."
Każdy kto zna Olsztyn, wie, że obwodnica łącząca drogę z Ostródy z drogą w kierunku Mrągowa (czyli po osi drogi krajowej nr 16) ma niewiele wspólnego z ruchem idącym al. Wojska Polskiego, która to ulica prowadzi w kierunku granicy rosyjskiej,
Południowa obwodnica Olsztyna nic tu nie zmieni (bo o budowie północnej w ciągu najbliższych kilku lat nie ma nawet mowy).

Na czerwono symbolicznie (bez wiernego przebiegu trasy) zaznaczona południowa obwodnica, na pomarańczowo al. Wojska Polskiego. Poprosiliśmy więc prezydenta o wyjaśnienie co miał na myśli, bo jedno z drugim niewiele wiąże.

I jaka była odpowiedź?
W ciągu 5 minut post z pytaniem został wykasowany, a konto użytkownika, z którego zadano pytanie zablokowane na profilu i to tak drastycznie, że profil prezydenta stał się dla nas niewidoczny.Przyjmijmy, że prezydent nie chce udzielać odpowiedzi w taki sposób, albo pytanie było "nie na temat", ale podejście z kasowaniem i blokowaniem użytkownika przypomina pewne standardy, których spodziewalibyśmy się po poprzednim prezydencie. 
Nie przekona nas tłumaczenie, że to prywatny profil i jego właściciel "może co chce". Doszły nas słuchy, że profil prowadzi pracownik ratusza, jeden z asystentów prezydenta. Skoro więc urzędnik zajmuje się tym w ramach obowiązków służbowych to traktujemy profil jako oficjalny profil prezydenta-urzędnika a nie profil domowy osoby prywatnej.
Panie Prezydencie. Został pan wybrany na fali oburzenia wobec działań "byłego", który nie dość, że kiedyś był cenzorem to jeszcze był (lub jest) podejrzany w innych sprawkach. Wierzymy, że stać Pana na dużo więcej niż "byłego". Ale niech Pan nie cenzuruje dyskusji na swoim profilu (o ile oczywiście nie jest łamane prawo czy zasady netykiety).
Podejście z blokowaniem użytkownika, który zadał grzecznie konkretne pytanie, świadczy o zupełnym niezrozumieniu idei social media. Czy ekipa prezydenta patrzy na Facebook'a w ten sam sposób w jaki Jaćwingowie patrzyli z lasu na przelatującą kometę? Widzieli , że przelatuje, świeci, bali się jej i czekali aż przeminie. Tylko po co wobec tego ktoś wpadł na pomysł aby stworzyć ten profil?


A przy okazji zapraszamy tu:Okiem Ekonomisty na Facebooku
oraz tu Zlikwidować świecące pały pod ratuszem - pały jednak zostały, ale strona nam się podoba, jako symbol,
a także tu Olsztyn - miasto problem, też nam się podoba!

Na wszystkich serwisach można pytać, pisać bez cenzury i bez banowania:)



niedziela, 13 listopada 2011

(P)Osłowie z regionu czy olsztyńska wieża Babel?

 
Z uporem powtarzaliśmy TU oraz TU i powtarzać będziemy, że region o niezbyt dużej sile gospodarki, a jednocześnie ofiara wieloletnich zaniedbań inwestycyjnych zarówno PRL jak i wszystkich rządów po '89 roku, musi prowadzić działania mające na celu przyciąganie kapitału inwestycyjnego, który pomoże w modernizacji.
Tylko tak można stworzyć miejsca pracy, w szczególności te, na których nam zależy - czyli dla absolwentów wyższych uczelni. Jeśli uniwersytet się rozrósł to nie można traktować studiów jako przechowalni dla przyszłych bezrobotnych.

Dotychczas wydawało się nam , że istnieje pewna zgoda w sprawie powyższego, a jedynie wykonanie szwankuje. Głównie ze względu na przysłowiową "olsztyńską niekompetencję".
Niestety coraz więcej sygnałów, które docierają do nas mówi, że jest nawet gorzej. Szwankuje nie tylko wykonanie, brak jest także strategii działania i determinacji "elit" aby coś zmieniać!

24 października Warmińsko-Mazurski Klub Biznesu zorganizował spotkanie w celu "uzgodnienia wspólnego programu rozwoju (...) województwa oraz zintensyfikowania działań na tym polu, niezależnie od opcji politycznych”. Jakkolwiek ogólnikowo by to brzmiało to jest to zapewne krok w dobrym kierunku. Na spotkanie zaproszeni zostali wojewodą, marszałkiem oraz samorządowcy i parlamentarzyści z regionu.
Niestety z 22 wybranych niedawno posłów i senatorów, pojawili się tylko: Iwona Arent, Jerzy Szmit, Tadeusz Iwiński, Ryszard Górecki i Witold Gintowt-Dziewałtowski (wymieniamy z nazwiska, bo a nuż to Ci, którym "zależy"?). Poseł Penkalski wydelegował zastępstwo.

Całość niby prosta , mieli zaproszenie, nie przybyli, widocznie im się nie chciało. Ale przecież 24 października odbywało się szkolenie dla nowo wybranych parlamentarzystów z zasad pracy poselskiej (oraz wręczanie gadżetów, typu tabliczki, teczki, długopisy - a to jak sami wiemy jest ważna część obowiązków zawodowych każdego, nie tylko posła).
Kto wobec tego zawalił sprawę i ustalił spotkanie w takim terminie ? Wychodzi na to, że Klub Biznesu jest zorganizował sprawę niezbyt profesjonalnie.
Aby jednak nie wydawać pochopnych ocen odpytaliśmy Klub Biznesu. Jak się okazało, przed wysłaniem zaproszeń Klub zapytał a parlamentarzyści nie informowali o kolizji terminów. Co więcej w szkoleniu w Warszawie uczestniczyło tylko kilku z parlamentarzystów na 22 wybranych. Większość nieobecnych nawet nie poinformowała, że na spotkanie nie zamierza się stawić, za to kilku potwierdziło uczestnictwo ale nie przybyło.
Trzeba naprawdę dużej przenikliwości aby ocenić co poszło nie tak i czemu się nie dogadali. Z jednej strony termin na pewno niefortunny, z drugiej strony brak woli większości posłów ewidentny. Czyli nie umieją się dogadać? Używają innych języków? Nie lubią się? A może nie dostrzegają wspólnych celów regionu?

Jedno jest pewne, rząd PO zmuszony jest do cięć i przesunięć budżetowych , ze względu na kryzys, spadek przychodów etc. W takiej sytuacji politycy z regionu muszą walczyć jak lwy o nasze interesy. Tymczasem w sytuacji gdy nie mogą się nawet spotkać "ponad podziałami" wiemy, że nie mamy co liczyć w najbliższej przyszłości na takie atrakcje jak:
- budowa obwodnicy Olsztyna
- rozbudowa DK 16 na pełnym odcinku (od Grudziądza do Ełku)
- lotnisko z prawdziwego zdarzenia
- inwestycje w kolej

Pozostają też inne sprawy o których dyskutowano na spotkaniu jak chociażby przenoszenia instytucji wielu szczebli decyzyjności do innych miast (np. w Poczcie Polskiej i sądownictwie).
Z takim podejściem marginalizacja regionu będzie postępować, a nasi posłowie, także ci o znanych sportowych nazwiskach będą marionetkami do głosowania w rękach Grabarczyków, Schetynów i innych. A potem się dziwić, że autostrady i obwodnice to tylko w Łodzi, Wrocławiu, Katowicach, Poznaniu, Toruniu, Rzeszowie (mimo zacofania kraju lista rośnie, a my możemy ewentualnie zagłosować sobie na Mazury cud natury, taki szklany paciorek dla głupich Indian).





piątek, 11 listopada 2011

Rosnący popyt na patriotyzm

Budujący jest rosnący patriotyzm Polaków! Widać go wyraźnie w całej Polsce: od Placu Piłsudskiego w Warszawie i budowanego Stadionu Narodowego po małe miasteczka i wsie. W dużych miastach na obchody odzyskania niepodległości przychodzą tłumy. Dużo osób na obchody przychodzi także w Olsztynie. To bardzo budujące.

A jeśli już o budowie;) to zupełnie niebudujące jest to że właśnie wybudowany (no bo przecież nie "zrewitalizowany") Plac Solidarności nie spełnia swoich zadań, no chyba że głównym zadaniem jest spełnianie funkcji parkingu. O parkingu Solidarności już dawno pisaliśmy. Dzisiejszy dzień pokazał, że ktoś nie przewidział zwrotu Polaków ku patriotyzmowi i chęci jego manifestowania. Z głośników od organizatora mieszkańcy usłyszeli tylko "proszę wyjść za słupki", "proszę zejść na trawnik" (przy okazji: albo nie jest to w takim razie zabronione albo publicznie namawia się do łamania prawa).

To smutne, że nowa inwestycja może być tak nieprzemyślana. W kontekście kilkunastu poprawek oraz wypowiedzi o tym, że docelowo potrzebny jest tam parking podziemny - ręce opadają. No ale... patriotyzm to wybór nieekonomiczny, a Ojczyznę "kocha się mimo wszystko".

czwartek, 10 listopada 2011

Na gapę: bilet na krótko

O podwyżce cen biletów i jej totalnym braku uzasadnienia pisaliśmy już w lipcu. Z racji tego że czerwcowa decyzja rady miasta jest wyjątkowo absurdalna (niektórzy powiedzą że to jednak olsztyński standard) rozpoczynamy cykl na gapę. Tytuł cyklu nie pochodzi od jazdy bez biletu, ani autor nie namawia do przekazywania biletu;), ale wynika z tego że niektóre sprawy związane z komunikacją zbiorową są zupełnie niezauważone, czyli "przegapione". Zacznijmy od przejazdów "o jeden/dwa przystanki".

Od razu tłumaczę: nie jest to najpopularniejszy bilet, bo dużo ważniejsze są bilety okresowe, ale w mieście "turystycznym" oferta taka powinna być w miarę dostępna cenowo, bo turyści właśnie z takich biletów korzystają. To także bilet dla studenta (Olsztyn - miasto uniwersyteckie z malejącą liczbą studentów), który raz w tygodniu w niedziele wieczorem wraca z dworca do akademika czy na stancję, a później w ciagu tygodnia porusza się pieszo.
Ile kosztuje przejazd krótki w innych miastach? Okazuje się że "im większa prowincja tym drożej"... Może więc zatem ambicjonalnie decydenci podejdą do tematu? W końcu... Olsztyn się rozwija, tak?
Z obserwowanych: najtaniej jest w Łodzi, bo do 10 minut płaci się... 1,70 zł(!), a taka cena jednorazowo korzystających z komunikacji w Olsztynie w większości by ucieszyła. Tanio przejedziemy się także w drugim co do wielkości mieście województwa warmińsko-mazurskiego tj. w Elblągu, bo do dwóch przystanków zapłacimy 2 złote, a powyżej dwóch: 2,20 zł więc też niedrogo. Stolica Świętokrzyska to z kolei najtańsza stolica wojewódzka z ceną 2,00 zł niezależnie jak długi jest to przejazd.
Duże aglomeracje z kolei już zauważyły że trzeba mieć ofertę na krótkie odcinki i że na takim kliencie też trzeba zarabiać: Kraków - 2,00 zł, Poznań - 2,00 zł do 10 przystanków. Często porównywany do Olsztyna Rzeszów? 2,30 zł. Białystok? 2,40 zł.
Wielu Olsztynian jeździ do Warszawy i tam płaci do 20 minut 2,60 zł, ale należy zaznaczyć że w stolicy... jak wysiądzie z autokaru (rzadziej z pociągu niestety) to w kierunku N/S przejedzie na ten bilet kilkanaście kilometrów - metrem. W kierunku E/W może szybko przemieścić się tramwajem.
W Olsztynie jest najdrożej, ale ZKM zupełnie nie chce się schylić po pieniądze które leżą na ulicy. Woli przykładem Ostrołęki i Koszalina, ustalić cenę biletu na poziomie luksusowym, a nawet bardziej luksusowym tj. o 30 groszy wyżej. Można by tu przy okazji tych byłych miast wojewódzkich przytoczyć ujemną korelację ogólnopolską: cena biletu a liczba mieszkańców i długość tras... ale to już temat na kolejne odcinki z cyklu "na gapę".