wtorek, 16 kwietnia 2024

Czesław Jerzy - swój, przaśny, niezależny, taki nasz Łukaszenka, jedzmy kartofle one dają siłę.

Dawno nie zabieraliśmy głosu. Ale ważą się sprawy.

Nigdy nie było nam po drodze z Piotrem Grzymowiczem. To pewne. To człowiek o mentalności małomiasteczkowej i wyznawca kultu cargo. Nie rozumie nowoczesnych miast. Tkwi w przekonaniu, że kolejne zbudowane drogi tworzą miejski "vibe". Ale to pokolenie boomerów, wychowane na ideach typu, wyburzmy cośtam i zbudujmy szeroką drogę najbardziej go ukochało. To twórca Olsztyna jak poniżej - obrzydliwie niekorzystającego zw swoich atutów.




























Co po Grzymowiczu?

Perspektywa wyboru Jerzego Małkowskiego, to zakonserwowanie Białorusi. Będzie swój, będzie lokalny, będzie niezależny, nieuwikłany w wielką politykę. Nie ma kontaktu z Bodnarem, Tuskiem, tymi wszystkimi aferzystami z Warszawy i Gdańska. Zadba o nasz interes, będziemy bezpieczni, zaopiekowani. To myślenie w sam raz na lokalne ploteczki pod sklepem z bułkami. Będziemy wszyscy o 15-20 lat młodsi, cofniemy się o dwie dekady. Będziemy wspierać olsztyński Stomil i odbudujemy tor motocrossowy. I jeszcze Jerzy Małkowski obiecał, że na Starym Mieście będzie pięknie i kolorowo.

A tymczasem Robert Szewczyk, taki niedobry, w radzie miasta podwyższał ceny biletów komunikacji, ograniczał dotacje dla żłóbków i coś tam jeszcze. I zna tych obrzydliwych polityków z Platformy Obywatelskiej.
Tylko właśnie prezydent jest nam potrzebny. Ustosunkowany "dealmaker", który spotka się z Bodnarem, Tuskiem, Hołownią, a jak trzeba będzie to niech spotka się ze śliskimi facetami o spoconym czole w sejmowym hotelu i "załatwi". Tak po prostu działa ten kraj. Trzeba postawić na kogoś, kto będzie potrafił wyrwać kawał sukmany w naszym imieniu. Polska to kraj rządzony przez rywalizujące grupy interesów i ktoś spoza tego układu będzie wiecznie wypychany. Tak np. na układzie PiSowskim zyskiwał Rzeszów. A my? od 20 lat kandydaci, do których nikt się nie przyznawał. Outsiderzy, lokalni boomerzy. którzy coraz mniej rozumieją z otaczającego nas świata. 

Jeśli Robert Szewczyk ma potencjał aby przywieźć ministra Bodnara i obiecać wyprowadzenie aresztu z centrum, to tak jak najbadziej TAK. Mimo, że gra nieczysta, kolesiostwo, partyjniactwo. Who cares? Ten areszt od ponad wieku blokuje sensowny rozwój centrum Olsztyna. To był symbol powagi i mocy władzy niemieckiej, taka była jego rola w eksponowanym miejscu. Ale dziś? Zamiast głównej ulicy, salonu miasta, Piłsudskiego to mini autostrada pozbawiona życia, której spory kawał odgrodzono obrzydliwym murem. Takich właśnie pomysłów trzeba, a nie banałów o kolorowej i pięknej Starówce w wykonaniu Czesława. 

Podróżuję dużo po kraju. Wielu olsztynian w ogóle nie zauważa, jak niektóre polskie miasta uciekły do przodu. Wyzwania związane z transformacją energetyczną, demografią, imigracją, cyfryzacją. stanem zdrowia społeczeństwa ale i klasycznym ekonomicznym dobrobytem są olbrzymie. Olsztyn grał tutaj zawsze ubogiego peryferiusza na salonach. Nigdy nie potrafiliśmy zadbać o swoje interesy na poziomie centralnym. Swoją, skoro wybieramy sobie takich posłów jak Olga Semeniuk, która nasz region traktuje wyłącznie jak trampolinę na Wiejską to nie ma co się dziwić. 

W całym tym wyzwaniu pojawiły się pewne kropki, które można łączyć. Jest wiceminister finansów z Olsztyna. To niech i prezydentem miasta zostanie człowiek, który ma potencjał aby dla miasta coś załatwić? Wyrwać? Wychodzić? Wyprosić? Wynegocjować? Inaczej się po prostu nie da.
Czym miałoby być to coś? A to w następnych postach.


piątek, 11 marca 2022

Od północy graniczymy z lotniskowcem

Mamy niestety tego pecha, że od północy graniczymy z lotniskowcem, właściciel tego lotniskowca nawet nie kryje, że to taka miejscówka do terroryzowania otoczenia. Najprawdopodobniej "sąsiedzi", są w stanie skutecznie sparaliżować cały basen Bałtyku jak i większość Polski. Rakiety ( w tym Iskandery o zasięgu do 500 km), lotnictwo, czołgi. To wszystko jakieś 120-150 km. od Olsztyna

"Moskwa tłumaczy te zbrojenia wzrostem zagrożenia ze strony NATO i USA, ale charakter wzmacniania potencjału zgrupowania wojskowego w obwodzie kaliningradzkim wskazuje, że w razie wybuchu wojny może ono pełnić role już nie tylko obronne, ale i ofensywne." LINK

 W kontekście ostatnich wydarzeń wszystko to niepokoi. Oczywiście nie należy siać paniki, ale próba oceny sytuacji, analiza jest potrzebna. Nie wiem kto i jak takie rzeczy robi w naszym regionie, nic mi na ten temat nie wiadomo. A, że położenie mamy niefartowne to potwierdza szef kołchozu, który na odprawie wyskoczył z taką oto mapą, na której pokazał trochę za dużo. Potwierdza to, że jesteśmy w tzw. "teatrze działań". Jacek Bartosiak od kilku lat opowiada, że ten teatr to przede wszystkim strategicznie ważne dla "sąsiadów" uzyskanie lądowego połączenia pomiędzy Białorusią a Obwodem. 



Wszelkie czarne scenariusze w tej tematyce mają to do siebie, że są niepożądane i groźne dla całego kraju. Jakie są jednak szczególnie niedobre doświadczenia, które nasz region musi mieć na uwadze? Otóż wojna bywa asymetryczna jeśli chodzi o niszczycielski impakt.

Co przez to rozumiem? Nierównomierne geograficznie rozłożenie kosztów/strat/zniszczeń.

Wprost - istnieje ryzyko, że Olsztyn, Elbląg, Gdańsk będą w większej strefie zgniotu niż np. Jelenia Góra.

Region raz już to przeżył. Gdy  Prusy Wschodnie stały się ofiarą pierwszego impetu sowietów to większość niemieckiej prowincji między Renem a Odrą wyszła z wojny w zasadzie nietknięta. W praktyce niby wojna, wszyscy tracą, ale Mazur tracił życie albo jeśli udało się uciec dorobek tego życia, a bogaty gbur spod Monachium  w zasadzie zachowywał niezmieniony status materialny.

Widać to także na Ukrainie, jest kilka miast, w strefie natarcia, które dosłownie są równane z ziemią, gdy tymczasem (oby!) miasta Ukrainy Zachodniej mają więcej szczęścia.

Pewną nadzieje daje Jacek Bartosiak, który twierdzi mniej więcej tak (parafrazując z pamięci, zapewne nie oddaję wiernie jego analiz):

"Kierunek ataku z lotniskowca na południe ma dużo wad, bo generalnie jest pod górkę, teren pofalowany, sporo lasów, drogi kręte a na deser jeziora i inne przeszkody terenowe." 

Jak widzimy w ostatnich dniach "sąsiad" ma upodobanie do wysyłania długich kolumn czołgów "na pałę" , więc faktycznie pójście po płaskim terenie może tu pasować lepiej. Do tego można po drodze zająć Gdańsk/Gdynię (cel strategiczny) a następnie rozciąć Polskę na pół i wjechać do centrum.



Co z Olsztynem? Zapewne celem zabezpieczenia flanki głównych sił, miasto musi zostać spacyfikowane/zablokowane/otoczone/zdobyte etc. Może jakieś natarcie lżejszymi siłami? Zielone ludziki? Desant? A może tylko lotnictwo?  Ale zapewne obrona kraju uzna, że Olsztyn ma się trzymać bo wiąże siły, blokuje dojście na skróty do Warszawy. Bo faktycznie miasto nie bez powodów stało się niemieckim garnizonem. Dojście od wszystkich stron utrudnione. Od północy także, lasy, pagórki, kręte drogi, Wadąg, Łyna etc.

Zresztą samo zajęcie Olsztyna wcale nie poprawia sytuacji na południowym kierunku natarcia, w zasadzie jedyna sensowna przeprawa, wiedzie przez nazwijmy to roboczo "Bramę Stawigudzką". Ale i na tym wariancje nie brak przewężeń, mostów i bagienek. Zwłaszcza droga na Szczytno to nie byłby kierunek marzeń ruskiego czołgisty. 

Ale samo to "trzymanie" Olsztyna może sprawić, że wylądowalibyśmy w nieciekawym położeniu.



Co z tego wszystkiego wynika? Co z tym robić? Nie wiem. Mam nadzieję, że ktoś nad tym myśli.
Zauważam jedynie, że to co kiedyś było w olsztyńskich koszarach i co mogło pomóc - czyli wojsko zniknęło. To znaczy odbudowuje się, niektóre koszary od kilku lat jak widzę po tabliczkach na bramach wypełniają się jakimiś wojakami Szwejkami. Same jednostki sztabowe, magazynowe, samochodowe, nieruchomości wojskowe, wojskowe biura emerytalne, WKU, garkuchnie i inne. Wojaka z karabinem ani Javelinem tam nie uświadczysz. To sami pretendenci do przywilejów i przyspieszonych emerytur. Obstawiam, że w razie czego  pierwsi dadzą drapaka (ewakuują się w mundurowym slangu) do Jeleniej Góry.





wtorek, 9 lipca 2019

Olsztyński Matrix i otępienie umysłowe skutkują kultem jednostki

Taki post został zapisany w roboczych - w roku 2016, odkopany nie stracił aktualności.

Kult jednostki - czym jest?

"Przywódca otaczany takim kultem jest przedstawiany przez propagandę jako osoba nieprzeciętnie utalentowana, nieomylna, której cały naród jest winien wdzięczność. 
Jego wizerunek jest powielany w niezliczonych pomnikach, obrazach itd., a przypisywane mu myśli i wypowiedzi są nieustannie cytowane w książkach i innych mediach."

Od siebie dodam:
Rozdaje medale, daje pieniądze, podpisuje umowy, wyróżnia, ogłasza, ułatwia, oznajmia, wytycza kierunki. WIE NAJLEPIEJ, POUCZA, OCENIA, OSKARŻA.

Jak to wygląda w praktyce? Spoglądamy przykładowo na lokalny (obiektywny, informacyjny, rzetelny, profesjonalny) portal internetowy olsztyn24.com










Mamy więc sytuację, w której 3 na 5 newsów na stronie głównej portalu olsztyn24.com sławi Jednostkę. Tej Jednostce mieszkańcy zawdzięczają wszystko. Myślałby ktoś, że to małomiasteczkowa akcja wzajemnego wazeliniarstwa. A to po prostu prostacka usługa promowania Jednostki za miejskie pieniądze. W BIP takich umów jest więcej niż ta cytowana poniżej.

_________________________________________________________________________________


środa, 11 lutego 2015

Demograficznie Olsztyn już się kurczy

Opublikowana w grudniu 2014 prognoza demograficzna GUS dla miast i powiatów ( dane GUS ) wskazuje jednoznacznie. Olsztyn osiągnął 174 tysiące mieszkańców i liczba ludności będzie się już tylko zmniejszać. W zasadzie nie wiadomo czy to dobrze czy źle. Zależy to od tego czy miastu i jego mieszkańcom uda się przystosować do nowej sytuacji.
 
Proces ten dotyczy w zasadzie wszystkich polskich miast. Teoretycznie nie dzieje się nic niezgodnego z ogólnopolskim trendem - jednak warto te informacje przyjąć i zaakceptować. Piewcy "rozwoju Olsztyna" oraz planiści miejscy, którzy chcą budować nowe osiedla na 20 tysięcy mieszkańców (Pieczewo 2) muszą przy tym popukać się w głowę i zastanowić jak żyć i kształtować miasto w nowej rzeczywistości. Ta rzeczywistość to koniec epoki zarządzania demograficznym i przestrzennym rozrostem. To epoka zarządzania kurczeniem - tak aby było jak najmniej bolesne. Co istotne mieszkańców będzie coraz mniej i będą oni coraz starsi.

O ile bowiem obecnie tylko 25 tysięcy mieszkańców Olsztyna przekroczyło 65 lat (czyli co siódmy z 174 tys,) to w roku 2050 będzie to 48 tysięcy (czyli co trzeci ze 148 tys.)

 
Będziemy mieli więc do czynienia z  nowymi czynnikami związanymi z demografią takimi jak:
  1. Malejąca liczba mieszkańców
  2. Zmiana struktury wiekowej - wzrost udziału osób starszych
  3. Znaczny spadek liczby studentów. UWM będący istotnym czynnikiem miastotwórczym już dziś boryka się z problemem zapełnienia wielu kierunków studiów - a będzie tylko gorzej
  4. Spadek transferów finansowych z budżetu państwa i samorządu na szkolnictwo wyższe, edukację, urzędy - tym samym kurczenie rynku pracy w tych sektorach (na UWM już czuć presję na redukowanie etatów, bo studentów mało...).
 
Co to oznacza dla mieszkańców? Następstwa mogą być różne, większości nie da się obecnie przewidzieć, możliwe są jednak następujące procesy:
1. W dłuższym okresie spadnie atrakcyjność rynku nieruchomości jako miejsca na lokowanie kapitału.
Spadnie napływ studentów wynajmujących i kupujących mieszkania. To całkiem pokaźna grupa. Kupujący są głównie finansowani przez rodziców i jest to całkiem spory strumień pieniądza.  Co się stanie gdy go zabraknie? Dodatkowo starsza populacja nie generuje takich potrzeb mieszkaniowych jak ludzie młodzi.   możemy więc spodziewać się, że na rynku pojawi się w pewnym momencie znacząca przewaga podaży nad popytem.
 
2. Biznesy nakierowane na konsumpcję (rozrywka, sieci handlowe, galerie, usługi, wyposażenie mieszkań, elektronika,  różnorakie dobra) będą zmniejszały swój potencjał. Oczywiście będzie to częściowo równoważone przez bogacenie się społeczeństwa - ale z drugiej strony ile więcej można zjeść lub wypić wraz ze wzrastającym dochodem ? Ilość sprzedanego chleba zależy raczej od liczby mieszkańców a nie od dalszego wzrostu ich dochodów (zresztą akurat w przypadku chleba wzrost dochodów powoduje spadek jego spożycia - jeden z książkowych przykładów). Szacuje się, że to 30 i 40-latkowie mają największe potrzeby konsumpcyjne związane z rozrywką, wydatkami mieszkaniowymi, wychowywaniem dzieci etc.
 
3. Wzrosną koszty utrzymania infrastruktury miejskiej "per capita". Oznacza to ni mniej ni więcej, że różne mocarstwowe inwestycje, mające obsługiwać (i być utrzymywane) przez 200 tys. ludzi, będą utrzymywane przez 170, 160, 150 tys. ludzi. Dotyczy to wszystkiego - galerii handlowych, tramwajów, basenów, stadionów, urzędów (!) (oczywiście trochę inny mechanizm ale jednak skorelowany z liczbą ludności).
 
4. Uwidocznią się braki w infrastrukturze i usługach sprofilowanych pod potrzeby ludzi starszych. Gdzie są dzienne domy opieki, centra rehabilitacji, przychodnie geriatryczne (ilu pracuje geriatrów w Olsztynie?).
A co z dostosowaniem przestrzeni wspólnej takiej jak chodniki, parkingi, schody, autobusy, urzędy, miejsca pracy, bloki mieszkalne do miasta, którego mieszkańcy się starzeją? Czy ktoś o tym myśli?
Ciekawi mnie też jak zachowają się ceny mieszkań w blokach 4 piętrowych bez windy? Czy można się spodziewać, że 70 czy 80-letni człowiek ma zasuwać na to trzecie czy czwarte piętro?

Oczywiście te wszystkie procesy będą się pojawiać stopniowo i ich intensywność będzie narastać  powoli. To jednak oznacza, że przygotowania do nich powinny być prowadzone ze znacznym wyprzedzeniem.
Następstwa tej sytuacji mogłyby być strawne gdybyśmy mogli liczyć na sowite emerytury - ale ekonomista już kiedyś pisał, że to raczej mało realne.
 
 
 

środa, 20 sierpnia 2014

Olsztyńskie bogactwo przedwyborcze

Jak pokazuje doświadczenie, wystarczy przez dłuższy czas przestać pisać i głupota olsztyńska natychmiast pokazuje rogi!
 
A może to lokalna prasa przygotowuje grunt pod wybory samorządowe? I to w związku z tym coraz częściej pojawiają się różnego rodzaju optymistyczne artykuły, sławiące zazwyczaj bogactwo miasta i mieszkańców oraz słynny już "prężny rozwój" ? Czas więc odgrzać bloga , bo gdy rozum śpi, budzą się demony...
 
Przykładem totalnej manipulacji połączonej z kompromitacją merytoryczną jest chociażby ten artykuł:
"Mieszkańcy Olsztyna w pierwszej dziesiątce najbogatszych" (źródło  Gazeta Olsztyńska )
Jak podaje autor:
"Tak wysoko nie byliśmy od lat. Mieszkańcy stolicy Warmii i Mazur znaleźli się na 9. miejscu w klasyfikacji średniego miesięcznego dochodu. Ten na statystycznego olsztyńskiego Kowalskiego wynosi prawie 4 tys. zł — Takie liczby trzeba włożyć między bajki — mówią jednak mieszkańcy.  

Ciekawe wyliczenie uwzględniające ubiegły rok przygotował magazyn "Wspólnota". Miesięczny dochód na mieszkańca wyliczono biorąc pod uwagę dochody, jakie wypracował w tym czasie samorząd. Z wyliczeń specjalistów wynika więc, że "na głowę" jest to dokładnie 3939,94 zł"


fot: www.wm.pl
 
Pochylmy się nad tą kompromitacją. A więc dochód roczny samorządu (bo to analizował zajmujący się tematyką samorządową magazyn "Wspólnota" - źródło) przypadający na głowę, Gazeta prezentuje jako "średni miesięczny dochód mieszkańca" - czyli coś jakby przeciętne wynagrodzenie miesięczne. Ogłaszam więc, że to ile kasy wpływa do ratuszowego budżetu a to ile zarabiają mieszkańcy Olsztyna to odmienne kategorie ekonomiczne! Magazyn "Wspólnota" zestawił jedynie dochody budżetowe miast wojewódzkich i podzielił je przez liczbę mieszkańców, każdego z nich. Aby wysnuć na tej podstawie wniosek, że chodzi o średni miesięczny dochód statystycznego olsztyńskiego Kowalskiego, trzeba już nawet nie tylko wykazywać się brakiem orientacji w podstawowych pojęciach ekonomicznych, ale po prostu być totalnym ignorantem, nie umiejącym czytać ze zrozumieniem.
To mniej więcej tak jakby podzielić przychody budżetu państwa zaplanowane w tym roku na 276 mld zł przez 38 milionów mieszkańców. i stwierdzić, że uzyskane w ten sposób 7263 zł to miesięczny dochód statystycznego Polaka.
 

P.S. Gazeta anonsowała ciąg dalszy historii, który zapowiada się równie pikantnie:
"(...)Co myślą o rankingu sami mieszkańcy? I z czego wynikają takie wyniki? O tym przeczytacie we wtorkowym wydaniu Gazety Olsztyńskiej. Gazeta dostępna też w PDF na Kupgazete.pl"


Kto ma wczorajszy numer i może podrzucić skan?
 

środa, 4 grudnia 2013

Protas jak dzwon - głośny bo próżny

Można zaryzykować twierdzenie, że gdyby w Olsztynie ogłoszono konkurs na pomnik Kopernika, szanse na wygraną miałyby wyłącznie propozycje w stylu:
1. Jacek Protas przechadza się po Centrum Nauki Kopernik, albo
2. Jacek Protas siedzi za biurkiem i myśli o Koperniku, lub
3. Jacek Protas patrzy w niebo tak jak Kopernik.

 
Fot: "Zupełnie jak Kopernik"
W tym guście dokonano wyboru dzwonu Kopernika z Jackiem Protasem. Budzi mój to niesmak z wielu powodów:

1. Nie upamiętnia się w taki sposób osób, które żyją. Dlaczego? Ano dlatego, że nie wiemy co taki może jeszcze wywinąć. Wiadomo jak to jest z politykami. Tym bardziej nie wolno czcić człowieka, który sprawuje jeszcze urząd!
Podobnie ma się rzecz z z księdzem Lesińskim, który ma trafić na dzwon. Nie ma gwarancji, że nie wyjdą jakieś trupy z jego szafy. I wtedy co ? Będziemy zdrapywać jego nazwisko z dzwonu?
2. Nie upamiętnia się osób małych, które niczego nie dokonały.
Kim jest pan Protas? Jakie ma zasługi dla Olsztyna? Czemu ma być upamiętniony na wieki w mieście Kopernika, Oskara Beliana, Jakuba Rarkowskiego, Ericha Mendelsohna?
Kim jest proboszcz Lesiński? W porównaniu do swoich niektórych poprzedników, jak Feliks Szrajber, Jan Hanowski czy Tadeusz Borkowski to jakaś anonimowa postać.
3. Nie przywłaszcza się roli fundatora. Dzwon finansuje społeczeństwo Warmii i Mazur a nie marszałek Protas. Określanie go mianem fundatora to przejaw wielkiej pychy i ignorancji.
4. Nie włącza się polityków do elementów kultu religijnego. Komu jest potrzebne aby na dzwonie archikatedry, będącej obiektem kultu religijnego z całym inwentarzem, pojawiały się inskrypcje sławiące polityka, który z życiem religijnym katolików tego miasta nie ma nic wspólnego. To jakieś bałwochwalstwo! Zabobon! Pogaństwo! Protas będzie nas wzywał na Pasterkę?!

5. Istnieje rozdział państwa od kościoła.  Nie wiadomo, kto i na jakiej zasadzie podjął decyzję o tym sponsoringu. Jakże śmiesznie i fałszywie brzmi w tym kontekście wypowiedź p. Roberta Szewczyka z urzędu marszałkowskiego: "Napis na dzwonie zaproponowała strona kościelna - My spełniliśmy prośbę parafii, by ten dzwon sfinansować, nie dyskutowaliśmy z tym, jakie napisy mają na nim być"
Panie Robercie, przecież to oczywista ustawka. A jeśli strona kościelna zaproponowała by aby w katedrze powiesić obraz pana Protasa w zamian za konkretne pieniądze to też byście się zgodzili? A poza tym jak to rozumieć? Administracja samorządowa daje pieniądze na dzwon a nie ma prawa głosu? Finansujecie a nie dyskutujecie? Nie stawiacie warunków?

6. Kościół powinien zachować minimalną przyzwoitość. Wydaje się, że zebranie 200 000 zł wśród mieszkańców nie byłoby problemem. A tak instytucja ta poniża się wchodząc w układy z władzą dla kwoty nieznaczącej nic w ogólnym budżecie diecezji.
Poza tym pamiętam proboszcza Tadeusza Borkowskiego, który przeważnie na piechotę przemierzał miasto a związanny był z katedrą przez 51 lat! Obecny proboszcz ksiądz Andrzej Lesiński wydaje się tu marną, pyszałkowatą karykaturą poprzednika. Jak pupilek władzy, wchodzi w krzywe układy - a czy ktoś o nim wcześniej słyszał?


Nie budząca kontrowersji treść napisu na dzwonie powinna brzmieć mniej więcej tak: Wizerunek Mikołaja Kopernika z datą 1473 i 1543, inskrypcja: ROK MIKOŁAJA KOPERNIKA ANNO DOMINI 2013, herbem papieski, herb Arcybiskupa warmińskiego, herb województwa warmińsko-mazurskiego. Ew. informacja, że papieżem był Franciszek.
Reszta to fanaberie chorych na pychę ludzi. Zarówno polityka jak i arcybiskupa i proboszcza. Ośmieszają się zupełnie. Protasa to mi nie szkoda. Zrobił facet z siebie pośmiewisko. Ale , że kościół tak się kompromituje to smutna historia.
PS. W lutym pisaliśmy o zupełnym braku pomysłów na Rok Kopernikański. Stało się zgodnie z przewidywaniami. Chytry toruńczyk nas wykiwał. Olsztyn nie wykorzystał zupełnie potencjału aby przebić się w kontekście Kopernika. Za to wydarzeń w Toruniu, o których trąbiły ogólnopolskie media było mnóstwo. Zostanie nam tylko dzwon.

sobota, 30 listopada 2013

Wójtowi i plebanowi odbiło, pchają się na dzwon z Kopernikiem

Kraków ma dzwon Zygmunta, Toruń dzwon Tuba Dei, Licheń dzwon Maryja Bogurodzica. Olsztyn będzie miał dzwon Protas! To się nazywa wystawić sobie za życia pomnik ze spiżu!

Olsztyński CEiK ogłosił przetarg na dostawę dzwonu KOPERNIK. Dzwon ma ważyć 1600 kilogramów i wygląda na to, że będzie zawieszony na wieży Archikatedry św. Jakuba. To wiekopomne wydarzenie ma uświetnić mijający Rok Kopernikański (czy ktoś go zauważył?). Jeśli dobrze pójdzie to dzwon będzie wisiał wieki (?)



I teraz cytując ogłoszenie:
2) "na dzwonie umieszczony będzie wizerunek Mikołaja Kopernika, daty 1473 i 1543, inskrypcja ROK MIKOŁAJA KOPRNIKA ANNO DOMINI 2013, herb papieski Ojca Św. Franciszka, herb Arcybiskupa warmińskiego, herb województwa warmińsko-mazurskiego, imiona i nazwiska oraz piastowane funkcje Papieża Ojca Św. Franciszka, ks. Arcybiskupa Wojciecha Zięby Metropolity Warmińskiego, Jacka Protasa Marszałka województwa warmińsko-mazurskiego, ks. Prałata dr Andrzeja Lesińskiego proboszcza Archikatedry, 3) elementem wystroju dzwonu będą gwiazdki pokryte płatkowym złotem."

Rozumiem, że dzwon finansuje instytucja kulturalna podległa marszałkowi (CEiK), ale jak można być tak próżnym i wpakować się na ten dzwon obok Kopernika i papieża Franciszka? Tylko i wyłącznie dlatego, że wydaje się na niego nie swoje pieniądze? Bo przecież marszałek nie sfinansuje dzwonu z kieszeni prywatnej tylko z budżetu samorządowego jak mniemam? 
 
Dzwony zgodnie z tradycją to miejsce szczególne, pamiątka historyczna. To co tam jest napisane zostaje pomnikiem. Archikatedra to symbol Olsztyna, nasze dobro wspólne. Tymczasem tylu ludzi zasłużonych dla Olsztyna przewineło się przez to miasto i w żaden sposób nie są upamiętnieni. A tenże Protas, który unijne pieniądze przepala wszędzie byle nie w Olsztynie ma trafić na taki dzwon? Nie wiem jak Wam ale mi się to nie mieści w głowie. Może ktoś ma pomysł aby powstrzymać tego pyszałka? Dobrze , że Bubu Podziewski i Grzymowicz nie pchają się na dzwon - chyba ich nawet polubię! A może proponowali plebanowi za mało $$$ ?

Smutne jest także to, że kościół w Olsztynie ceni przede wszystkim dobrą współpracę z władzą. Cześka Małkowskiego bronili do upadłego bo sypał groszem. Teraz  sprzedają się Protasowi. Nawet jak kiedyś wojujący antyklerykał z Ruchu Palikota zostanie prezydentem to też będą mu jedli z ręki. Dla świętego spokoju. Po prostu miasto upadłe, wszyscy się kompromitują. 

I jeszcze jedno - apel do urzędasa, który zamieścił ogłoszenie. Jeśli nie umiałeś poprawnie napisać nazwiska Kopernik to lepiej szybko sprawdź w specyfikacji, którą przekażesz wykonawcy. Potem może okazać się, że na dzwonie znajdzie się "KOPRNIK" i będzie skandal. Swoją drogą co za ludzi opłacamy z publicznych środków? Przekręcić KOPERNIKA pisanego dużymi literami? A Protasa nie mógłby jakoś przez przypadek przekręcić ?:) No ale cóż tam Kopernik wobec Protasa!





wtorek, 26 listopada 2013

Najpierw uzdrowienie władz, potem uzdrowisko

Hanna Gronkiewicz-Waltz po wygranym referendum powiedziała, że to była dobra nauczka, że nie wystarczy budować, trzeba jeszcze rozmawiać z ludźmi. Piotr Grzymowicz niestety tej lekcji nie dostał. Referendum go ominęło. Budował i buduje sobie a nie nam, mieszkańcom. Mam nadzieje, że zadziała tu zasada - kto się nie uczy ten odpada z gry.
Poniżej artykuł Krzysztofa Suchowieckiego z Forum Rozwoju Olsztyna, który zastanawia się co dalej z naszym miastem i czy demokracja na poziomie lokalnym sprawdzi się i "uzdrowi" władzę. (Jacol)
 
Wygląda na to, że ozpoczęła się już kampania wyborcza przed wyborami samorządowymi w 2014 roku. Jednym z przejawów, jest chociażby klip na youtube, w którym prof. Wojciech Maksymowicz, do niedawna członek PO, tłumaczy dość zawile i chropawo, że Olsztynowi potrzebna jest prawdziwa wizja rozwoju, a dokładniej uzdrowisko. A ja twierdzę, że Olsztynowi nie jest wcale potrzebne uzdrowisko, ale uzdrowienie. Uzdrowienie władz lokalnych! jego autorami powinni być członkowie organizacji pozarządowych i wszyscy Ci, którzy aktywnie działają na rzecz naszego miasta (nie mylić z obecnymi politykami).
Większości z nas marzy się Olsztyn nowoczesny, przyjazny mieszkańcom i dobrze zarządzany.  Jestem oczywiście świadom obiektywnych trudności, których nie jesteśmy w stanie pokonać. Problemów, których nie zdołamy rozwiązać własnymi siłami. Marzy się nam miasto, które nie będzie drugim Wrocławiem czy Gdańskiem, ale które może być przyzwoitym średniakiem w skali ogólnopolskiej.
Obserwując w jakim kierunku zmierza Olsztyn, wielu z nas stwierdziło, że czas wziąć sprawy w swoje ręce. Dlatego zaczęliśmy zakładać stowarzyszenia, nieformalne grupy, organizować się na różne sposoby czy po prostu mówić głośno o pewnych problemach. Warto więć, na rok przed wyborami samorządowymi zastanowić się, czy udało się nam zmienić Olsztyn na lepsze. Moim zdaniem nie – pomimo wielu wysiłków. Olsztyn staje się coraz bardziej prowincjonalnym miastem, z którym coraz rzadziej się identyfikujemy. Jest miastem, w którym zaczynamy czuć się obco i na którego los nie mamy wpływu. Z Polski B stajemy się Polską C.
Gdy ponad dwa lata temu wstąpiłem do „Forum Rozwoju Olsztyna” FRO wierzyłem naiwnie, że działając z poziomu stowarzyszenia można dokonać widocznych zmian. Nie mówię tu o cudownej przemianie Olsztyna w krainę miodem i mlekiem płynącą. Wierzyłem jednak w możliwość zmiany w sposobie myślenia lokalnych władz o Olsztynie – trwałej zmiany. Zdaję sobie sprawę, że brak znaczących sukcesów to w jakimś stopniu nasza wina – mało efektywny sposób dotarcia do „zwykłych” mieszkańców i władz. Jednak zasadniczym problemem jest to, iż społecznicy oraz lokalni politycy i urzędnicy mówią w dwóch różnych językach i nigdy nie dojdą do porozumienia. Po dziesiątkach apeli, próśb, spotkań konsultacyjnych, wysłanych listów itp. itd., po kilku latach działań, jesteśmy dalej w tym samym miejscu. Nasi lokalni politycy nie zmienili się ani trochę. Prezydent Grzymowicz nadal nie rozumie czym jest dialog ze społeczeństwem i będzie realizował swoją wizję „rozwoju”, mimo iż nie znajduje ona poparcia wśród mieszkańców. Być może są wśród nas tacy, którzy wierzą, że zmiany powinny zachodzić w drodze ewolucji, nie zaś rewolucji i wyznają zasadę, że kropla drąży skałę. Uważam jednak, że Olsztyna nie stać na ewolucję. Bo taka ewolucja to powolne umieranie Olsztyna. Potrzebna jest natomiast obywatelska rewolucja!
Nadszedł w końcu czas, aby faktycznie wziąć sprawy w swoje ręce i spróbować sił w wyborach. Nie widzę obecnie innej, realnej możliwości wpływu na olsztyńską rzeczywistość. Uważam, że gdyby udało się połączyć różne grupy i organizacje, a także osoby działające w pojedynkę, możliwe byłoby stworzenie komitetu, który miałby realne szanse, aby uzyskać co najmniej skromną reprezentację w Radzie Miasta. Zresztą nie chodzi nawet o sam wynik. Chodzi o to, aby nadać kampanii wyborczej pewien ton, aby politycy od lat przyklejeni do stołków musieli wysilić się trochę bardziej niż dotychczas i skonfrontować z osobami spoza obecnego układu, które myślą według zupełnie innych schematów. Wierzę, że skoro umiemy współdziałać na co dzień, walcząc o lepszy Olsztyn, to potrafilibyśmy połączyć siły i zawalczyć również o realną władzę.
Do wyborów pozostało mniej niż 365 dni. To ostatni dzwonek, aby rozpocząć prawdziwą dyskusję o ewentualnym starcie. Taka dyskusja powinna być naturalną koleją rzeczy, szczególnie w Olsztynie, gdzie narzekamy na brak kompetentnych samorządowców, którzy potrafiliby sprawnie zarządzać miastem, mieliby wizję, a nie tylko politycznie zaplecze, dzięki któremu mogą trwać od lat przy władzy. Być może okaże się, że jest wielu, którzy również myślą o udziale w wyborach. Być może okaże się, że jest wielu takich, którzy chcieliby oddać głos na świeżych kandydatów. Jeśli tej dyskusji zabraknie, będzie to oznaczało, iż bardzo słabo wychodzi nam budowanie społeczeństwa obywatelskiego. Bo społeczeństwo obywatelskie to nie działanie dla samej idei, ale wykorzystywanie szans, gdy nadarzy się okazja i branie odpowiedzialności, gdy zachodzi potrzeba. A takim momentem będą nadchodzące wybory samorządowe.
Krzysztof Suchowiecki

poniedziałek, 28 października 2013

Czy Grzymowicza kuszą klimaty w stylu homo sovieticus ?

Często pojawia się diagnoza, że źródłem problemów Olsztyna jest "postsowiecka" mentalność części "elit". To błąd. To nie mentalność postsowiecka - to czysty homo sovieticus, wciąż żywy!

Z zasady unikamy tematów polityczno-historycznych, ale jak przejść do porządku dziennego nad pomysłem na wyeksponowaniem pomnika wdzięczności armi czerwonej? Bo jak inaczej nazwać koncepcję, która zwyciężyła w konkursie przeprowadzonym przez olsztyński ratusz? Przecież ten pomnik to pewna wstydliwa tajemnica.  W całej Polsce tego rodzaju pamiątki albo dyskretnie się przesuwa, albo pozwala im się zarastać krzakami aby nie budziły zgorszenia. Nie chodzi o to aby zburzyć, skandal dyplomatyczny gwarantowany. Ale po cichu, niech sobie szubienice odchodzą w niepamięć. Historia miasta, także i ta polska, nie zaczęła się w 1945 roku. Dlaczego więc mitem założycielskim Olsztyna ma być jego zdobycie przez armię czerwoną?
Tymczasem w jednym z bardziej eksponowanych punktów miasta nastąpi spektakularne podkreślenie tego monumentu poprzez dokładne wybetonowanie terenu wokół i podświetlenie. Dlaczego pomnik obcej armii ma być centralnym elementem placu, przy którym stoją główne urzędy, przy głównej ulicy miasta? Horror!
 
Tak będzie wyglądać ta świątynia homo sovieticusa:

 
Komentarz na blogu Piotra Grzymowicza powala:
"Zwycięska propozycja arch. Radosława Guzowskiego z Warszawy wydaje się interesująca i odpowiadająca zapotrzebowaniu społecznemu.(...) Mam nadzieję, że kiedy dojdzie już do realizacji projektu, plac Dunikowskiego stanie się ulubionym miejscem olsztynian. "
 
Czyjemu zapotrzebowaniu społecznemu ta koncepcja niby odpowiada?  Czytając opinie internautów na olsztyńskich portalach widać, że estetycznie ten projekt nie przekonał nikogo ! Mamy Stare Miasto, mamy parki, mamy jeziora, a ulubionym miejscem olsztynian ma być kolejne betonowe klepisko z ołtarzem ku czci sowieckiego żołnierza? Już to sobie wyobrażam, w marzeniach Grzymowicza, w niedzielne popołudnia mieszkańcy miasta przyjeżdżają z rodzinami i spacerują po tym beton placu, w jakże doborowym towarzystwie z widokiem na pomniki olsztyńskiej władzy - Urząd Marszałkowski i Urząd Wojewódzki. Jakże kusząca i słuszna wizja!
 
Logika takiego postępowania jest tutaj spójna - rynek Starego Miasta niszczeje, pod gotyckim ratuszem urządza się parking, a tymczasem sprzed pomnika wdzięczności sowietom wygonimy samochody, położymy równiutką kostkę i całość podświetlimy. Widać co jest w mieście ważne!

I jeszcze dwa nurtujące mnie pytania:
 
1. Czemu w mieście wciąż mamy plac Rooosevelta, który sprzedał nas w Jałcie Stalinowi jak niepotrzebnego już rupiecia? A gdzie place Reagana, Wilsona - czyli tych którzy nam faktycznie pomogli i którym wiele zawdzięczamy?
2. Czemu wciąż istnieje ten tandetny, komunistyczny wytwór jakim jest plac Jedności Słowiańskiej? Przecież tej jedności zdecydowanie nie ma, nawet Czesi mają nas w gdzieś, Rosjanie tym bardziej, każdy sobie rzepkę skrobie... I tak od wieków, więcej problemów i wojen mieliśmy z tymi Słowianami niż korzyści.


środa, 16 października 2013

Warmia i Mazury w brukselskim metrze

 
Bruksela, to miasto różnych osobliwości, jedną z nich jest to, że ktoś oblepił brukselskie metro płachtami promującymi Warmię i Mazury jako region turystyczny.
 
Niestety, murzyni z belgijskiego Konga i Marokańczycy (główni użytkownicy tego środka transportu) oraz brukselska klasa robotnicza (w tym Polacy z Siemiatycz i Białegostoku) wydają się zupełnie obojętni na te cuda...
 
Zresztą nawet jeśli by nie byli obojętni. Czy jest to nasza grupa docelowa? Czy widział ktoś takie płachty w Berlinie albo Hamburgu? Nie, bo to nie chodzi o grupę docelową, ale o to aby pokazać się i napisać w urzędniczych raportach, że kampania prowadzona była w "stolicy Europy". To , że jest to strzelanie na ślepo nikogo nie obchodzi.

Ponawiam więc wezwanie do urzędników o pokazanie mierzalnych wskaźników co dają regionowi takie kampanie!  Proszę o dane nt. wzrostu ruchu turystycznego będącego wynikiem, tego rodzaju zabaw. Jeśli cele nie są osiągane to autorzy kampanii niech poniosą konsekwencje! Nie ma uzasadnienia na wydawanie milionów złotych na tego rodzaju idiotyczne pomysły.
 
Jest jeszcze coś takiego jak kontekst kampanii - najlepiej promować produkty w miłym otoczeniu, czasem także z dodatkiem dobrego jedzenia. Brukselskie metro jest brudne i śmierdzące - z tuneli wychodzi się z absolutną odrazą do wszystkiego co tam się zobaczyło. Gwarantuje, że pasażerom Warmia i Mazury nie będzie się już nigdy kojarzyć z czystą wodą i powietrzem, ale z zaduchem, półmrokiem i tłokiem.
 
 
 
 
Potencjalni goście nie wydają się jakoś zauroczeni zdjęciem trzech drzew na tle wody.




wtorek, 13 sierpnia 2013

Tramwaje - jest dobrze ale nie beznadziejnie?

Kupowanie świecidełek aby zamknąć usta ludziom i tchnąć w naród ducha sukcesu to specjalność naszych władców. Spójrzmy tylko na Dreamlinery i Pendolino. Jedno na tle ledwo zipiącego LOT drugie na tle nie umiejącego zadbać o czyste kible PKP wygląda jak Porsche na polnej drodze. Podobnie z Olsztynem. Nie mam wątpliwości, że o projekcie tramwajowym nie zdecydowano ze względów pragmatycznych (ekonomicznie wg. mnie sprawa się nie broni) ale po to aby ludowi dać COŚ. Coś co mają w Toruniu, czy Elblągu a co my mieliśmy. Czytelnie poprawi to nasze ego na tle chociażby Białegostoku, który nie miał i nie będzie miał :) 
Grzymowicz swego czasu twierdził nawet, że dzięki tramwajom nabierzemy metropolitalnego charakteru .

A było tak pięknie. Te zachwycone twarze? Nawet Bubu Podziewski przyklasnął. Ale łysy back seat driver z lewej już coś przeczuwa, tak się jakoś przyczaił...
Fot. gazeta.olsztyn.pl

Skoro jednak decyzja o realizacji projektu zapadła, to należało zbudować sprawnie i szybko. Nie wyszło i Piotr G. oraz jego internetowi klakierzy rzucili się do mediów z komunikatem: "Pogromca złych Hiszpanów, wygonił ich z budowy".
 
Absurd tej sytuacji jest oczywisty. W tym projekcie celem nie było wywalanie Hiszpanów tylko zbudowanie! Prezydent miasta to menadżer wynajęty przez mieszkańców po to aby sprawnie zarządzał i osiągał efekty! Wyszukiwanie zewnętrznych powodów porażki i prezentowanie ich jako usprawiedliwienie to specjalność urzędników. Każdy kto nie jest urzędnikiem a pracuje w sektorze prywatnym zna to z autopsji, przychodzimy do swojego przełożonego i tłumaczymy nie dlaczego nam nie wyszło, ale co zrobiliśmy aby było dobrze. Osoby na stanowiskach kierowniczych mają jeszcze gorzej. W przypadku niepowodzenia podyktowanego nawet niezależnymi od nich okolicznościami słyszą zazwyczaj od swoich szefów: "Ja to wszystko rozumiem, ale nie zawracaj mi głowy bo po to Cię mam, abyś problemy rozwiązywał a nie tłumaczył nimi swoje porażki. Nie interesuje mnie to i tamto, masz osiągnąć cel, za to Ci płacimy i na tej podstawie Cię oceniamy".

Tymczasem - zatrudniony przez mieszkańców menadżer miasta, Piotr Grzymowicz po dwóch latach od podpisania umowy z FCC Construccion, odsłania swoje zęby z porcelany w rozbrajającym uśmiechu i mówi "nie wyszło, bo wiecie prawo zamówień publicznych jest wadliwe, nic nie mogliśmy zrobić". Oczywiście sam wie, że to lipne tłumaczenie, dlatego konferencje organizuje w piątek (!) o 19.00 tuż przed tygodniem, który charakteryzuje się głównie tym, że prawie każdy jest na urlopie albo chociaż będzie miał wolne podczas tzw. długiego weekendu. Taka tania sztuczka PRowska, z arsenału Piotra Tymochowicza czy innego "speca". Przykryjmy zły news wakacjami albo czymś takim.

No to robimy panowie, tzn. jeden robi reszta patrzy :)
 
 
Fot. tramwaje.olsztyn.eu

A ja na to - Grzymowicz zawiódł! Budował przecież ten swój wizerunek od lat. Drętwy, sztywny, o aparycji gminnego sekretarza partii, mówił nam, może nie jest sexi prezydentem, ale za to jest skuteczny, ma doświadczenie jako budowlaniec, będzie specem od pracy organicznej, uporządkuje chaos inwestycyjny w mieście. Osiągnięcia ma umiarkowane! Wszystko za co się brał kończyło się na bałaganie, przedłużonych terminach i przekroczonych kosztorysach. A w końcu dostał tą wisienkę na torcie, rozpoczął projekt na którym mógł się  wylansować jak nie przymierzając Oskar Belian czy Rudy Guliani (hahaha) i go schrzanił! Nie zaoferował nam jako prezydent nic ponad przeciętność. Radził sobie gdy szło, gdy tylko pojawiły się trudności ponosił porażki. Takich ludzi z zarządzania szybko się eliminuje, przeciętność nie predysponuje do wielkich zadań, aby im podołać trzeba sobie radzić w sytuacjach niestandardowych i pokonywać problemy.

A co do nieszczęsnego prawa zamówień publicznych (PZP) - tak wiem, to modny temat, znakomite alibii dla tych co nie potrafili wybudować autostrad, torów kolejowych, stadionów i linii tramwajowych. Jednak stoję po stronie tych ekspertów, którzy mówią, że to zamawiający ma karty w garści. Nieprawdą jest, że PZP zmusza do wyboru najtańszej oferty, o wyborze decydują kryteria oceny zawarte w SIWZ! Te kryteria ustawia zamawiający!

Podeprę się tu opinią prof. Tomasza Siemiątkowskiego z SGH, eksperta od prawa gospodarczego, który twierdzi (słyszałem na pewnej konferencji), że niepowodzenia w inwestycjach infrastrukturalnych nie są związane z niewłaścywim prawem, ale jego niewłaściwym stosowaniem. Profesor zauważa często nieumiejętne poruszanie się po stronie zamawiającego, czyli po stronie państwa, czy administracji – w określonych regulacjach i w tym widzi problem.

A teraz zrobię reklamę kancelarii z Olsztyna (nic mnie z nią nie łączy, google wskazał) i podam link oraz zacytuję artykuł z jej strony:
http://www.prawnikolsztyn.net/artykul/3732/w-zamowieniach-publicznych-nie-musi-wygrac-oferta-najtansza

"TRZY PYTANIA DO... Moniki Kucharczyk, eksperta z Zespołu Zamówień Publicznych Kancelarii Salans - Czy oferta najkorzystniejsza złożona w przetargu może być droższa od pozostałych?
Zamawiający wybiera ofertę najkorzystniejszą według kryteriów ustalonych w specyfikacji. Podstawowym kryterium oceny ofert jest cena. Nie musi to być kryterium jedyne. Zamawiający ma prawo określić kryteria np. jakość, funkcjonalność, parametry techniczne, termin gwarancji, stawkę za roboczogodzinę. W tej sytuacji ofertą najkorzystniejszą będzie oferta, która przedstawia najkorzystniejszy bilans zarówno ceny, jak i kryteriów dodatkowych. Za najkorzystniejszą ofertę nie musi zostać uznana oferta z najniższą ceną, lecz oferta najkorzystniejsza dla zamawiającego ekonomicznie."

Na koniec jeszcze jedna zła wiadomość, Grzymowicz mówi nam: "Polacy nic się nie stało" i obiecuje, że koszty dodatkowe związane z całym tym niepowodzenie powetuje sobie z gwarancji bankowej jaką przedstawiło FCC Construcccion (10% wartości kontraktu czyli 25 mln zł).

Pamiętacie chiński Covec, który zszedł z budowy autostrady Warszawa-Łódź? Premier Donald i minister Sławomir też mówili, że Chińczycy dostaną za to po kieszeni bo była gwarancja bankowa... I co? Sprawa leży w chińskich sądach, bo oczywiście gwarancji nie można uruchomić ot tak.

Podobnie będzie z gwarancją bankową ze strony FCC. Sprawa skończy się w sądzie. Hiszpanie może są leniwi ale nie są głupi. Na pewno zbierali dowody na to, że miasto źle przygotowało inwestycje, że dokumentacja była nieprawidłowa etc. (a wiem od osób związanych z podwykonawcami budowy, że takie sytuacje miały miejsce). Na koniec okaże się jak zwykle, że prawnicy ratuszowi przygotowali niekorzystną umowę, a Hiszpanie to wykorzystają i wynajęta przez nich czołowa warszawska kancelaria rozniesie papugi Grzymowicza w pył. Będziemy jeszcze musieli im dopłacić za to, że zeszli z budowy.





poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Ekonomista jak rambo

Pewnie niewielu z Was kojarzy ekonomistę, profesora Witolda
Kieżuna? Wyrobił sobie markę kontestatora przemian ekonomicznych w Polsce po roku 1989. Tzn nie samego ich faktu, ale tego, że nie wykorzystano wszystkich szans.
To trochę tak jak z Olsztynem - niby lepiej, ale wciąż nie tak jak by mogło być.
Więcej na ten temat np. TUTAJ i TUTAJ
 



Pan Kieżun ma już swoje lata, dziś wygląda tak. Miałem okazję słuchać go na żywo. Jego poglądy są różnie oceniane, na pewno nie jest w tzw. mainstreamie (jak np. dyżurny salonowiec Witold Orłowski etc.) Te poglądy są na pewno wielu osobom czy środowiskom nie na rękę ale warto conieco poczytać - aby wiedzieć , że istnieją różne, całkiem przemyślane opinie na dorobek L. Balcerowicza i innych "transformatorów"...
Co właściwie w nim takiego interesującego, żeby o nim tu pisać?
Otóż profesor Kieżun został szybko zdemaskowany na pewnym filmie. I to gra jedną z bardziej przemawiających do wyobraźni ról...
 

Od sekundy 0:40
 
 
A teraz wyobraźcie sobie, że Wasi profesorowie z UWM, w młodości też byli tacy :) Od razu robi się ciekawiej!
 
 
 
 
 
 
 


piątek, 26 lipca 2013

Stołówka nieczynna z powodu przerwy obiadowej

Zgłosił się do nas czytelnik, z historią, która potwierdza, że w Olsztynie komuna wiecznie żywa, a patologie mają się dobrze.

W miniony weekend mieliśmy wymarzoną pogodę dla żeglarzy. Umiarkowanie ciepło, za to bardzo mocny wiatr praktycznie przez cały dzień. Czytelnik wraz z gośćmi z Warszawy wybrał się w niedzielę na przystań miejską "Słoneczna Polana" - tam gdzie przeniesiono sprzęt pływający OSiR. Pomysł był prosty - wypożyczenie omegi. Tymczasem na miejscu okazało się, że jest to niemożliwe. Wcale nie dlatego, że wszystkie były zajęte. Przy nabrzeżu cumowało sobie grzecznie conajmniej dziesięć!
 
Co więc było nie tak? Otóż bardzo ważny pan (z OSiR jak mniemam) powiedział, że dobry prezydent Grzymowicz zorganizował dla ludu regaty! W związku z tym pięć omeg jest niesprawnych technicznie a reszta czeka w rezerwie. Na komentarz, że regaty są dla jachtów kabinowych, pan powiedział, że omegami też pływają (!!!)
 
Ostatecznie skwitował rozmowę słowami - proszę przyjść w poniedziałek o 8.00 rano, dostępnego sprzętu będzie do wyboru.
 
I tak oto niezbyt mądry, finansowany z budżetu miasta relikt komunizmu pokazał, że dla pracownika najlepszy OSiR to OSiR bez klientów. Przecież dotacja z budżetu miasta i tak jest zapewniona, na pensje będzie - więc po co klienci. Klienci to tylko problem, dobra pogoda też jest problemem, najlepiej aby nie wiało ale za to padało. Wtedy nikt nie pojawi się po łódkę czy kajak i można cały dzień spędzić w kanciapie... A ludzie są dziwni, że chcą pływać w niedzielę, poniedziałek 8.00 to przecież najlepsza godzina!
 
Panicz na OSIRZE:

Tymczasem omegi stoją i czekają na jesień, bo trwają regaty:




 
Ogólna refleksja jest taka:
1. Sezon mamy krótki
2. Ceny za wypożyczanie omeg są wyśrubowane (30 zł za godzinę) - dla większości olsztyńskiej młodzieży są to ceny zbyt wysokie
3. Łódki przeważnie stoją nieużywane (obserwacja własna)
4. Jak już mamy to krótkie lato, jest weekend i wieje to OSiR organizuje regaty i "zamraża" sprzęt
5. Skandalem jest 5 (!!!) niesprawnych technicznie omeg w środku lipca
 
 
Ku mojemu zdumieniu całą tą żenująca sytuacja jest sukcesem Grzymowicza!
 
"Medale i puchary wręczał osobiście prezydent Olsztyna" - głosi podpis pod zdjęciem (olsztyn24.com)
 
 
Regaty były o Puchar Prezydenta Olsztyna, więc w mieście "dzieje się", Grzymowicz jest aktywny, medale i dyplomy wręczono. A to, że turyści i mieszkańcy są w tym całym cyrku zbędni to inna historia. Zapewne tak skończy się ta cała historia ze "strefami przedsiębiorczości". Garstka "kabiniarzy" będzie sobie regatować z Grzymowiczem i odbierać puchary, a masy dostaną kawałek zasyfionego wyciekami z silników (idiotyczny pomysł - marina obok kąpieliska) darmowego taplania.

 jak mniemam

poniedziałek, 22 lipca 2013

Budowlaniec partacz część 2 - czyli poszukiwania tramwaju

Szukając pozytywnych stron działalności P. Grzymowicza, zainspirowany propagandowym dodatkiem do Naszego Olsztyniaka przyjrzałem się projektowi tramwajowemu.
Z dodatku wynika, że jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej.  Urząd miasta opublikował też w internecie raport z postępów prac (link). Trzeba być naprawdę pozbawionym instynktu samozachowawczego aby tego rodzaju raportami zaklinać rzeczywistość. Czarno na biały widać, że mało się dzieje. Wiadomo powszechnie, że realizująca kontrakty firma FCC Construccion należy, do hiszpańskiej grupy, której sytuacja finansowa nie jest najlepsza. Zarówno sama FCC jak i inna spółka z grupy, Alpine Bau zeszły już z kilku budów w Polsce a przyczyny i tłumaczenia były różnorakie i przeważnie mętne.

Czy taki scenariusz grozi Olsztynowi? Za wcześnie oceniać ale ta budowa prowadzona jest tak jakby komuś zależało aby zamrozić jak najmniej środków. Nie widać zbyt wielu maszyn, wykonywane są głównie roboty przygotowawcze, nie zużywa się materiałów ani środków trwałych, nie powstaje żadna wartość dodana. Po prostu w kilku miejscach miasta, od wielu miesięcy nieduże grupki ludzi, ruszających się jak muchy w smole, ryją i przesuwają (bardzo często ręcznie) ziemię z jednego miejsca na inne. Wygląda to na typowe pozorowanie, w jednych miejscach zerwali nawierzchnie, w innych wykopali dziury lub wycięli drzewa a jeszcze gdzie indziej po prostu  ogrodzili teren. I to wszystko w szczycie sezonu budowlaneg, dzień jest długi, pogoda sprzyja.
Całość prowadzona jest tak jakby inwestor miał problemy z płynnoścą finansową albo starał się nie utopić zbyt wiele funduszy, na wypadek aby móc uciec z budowy bez zbyt wielkich strat.

Do czego to prowadzi? Zgodnie z harmonogramem na koniec 2014 roku miał nastąpić pierwszy przejazd tramwaju w ruchu liniowym. Tymczasem mamy lipiec 2013. Najprawdopodobniej jeszcze przez kilka miesięcy FCC podrąży dziury w ziemi, a w październiku dostaniemy komunikat, że w związku z warunkami pogodowymi sezon prac w budownictwie się zakończył i zostaną one wstrzymane gdzieś tak do kwietnia 2014. A potem Hiszpanie w ciągu 6 miesięcy wybudują całą linię tramwajową? Oczywiście , że nie. Pojawią się na pewno znane ze wszystkich olsztyńskich inwestycji miejskich scenariusze obejmujące zarówno wydłużenie czasu budowy jak i zwiększenie jej budżetu. O ile w ogóle projekt będzie kontynuowany w tej formule.

I proszę nie mówić, że wszystkiemu winne prawo zamówień publicznych. Po pierwsze to nie prawda, że najniższa cena jest jedynym kryterium, po drugie, to inwestor jest odpowiedzialny za taką konstrukcję przetargu i warunków współpracy aby zabezpieczyć swoje interesy. Najwyraźniej projekt tramwajowy przerósł ratuszowe harcerstwo zaprawione w uprawianym na szeroką skalę obkładaniu wszystkiego polbrukiem.
 
A sam raport? Idiotyczny, w rzeczywistości propagandziści ratuszowi przyznają się do niemocy swojej instytucji. To co pokazują to strzał we własne kolano - dokładnie widać, że po prawie roku prac postęp jest mizerny. Poniżej parę przykładów. Już sam wstęp powala wręcz optymizmem. Następnie fotografie i budujące napięcie opisy.

"Budowa linii tramwajowej toczy się już na czterech odcinkach. Oto relacja z placów budów z drugiego weekendu czerwca. Zdjęcia pokazują, co działo się na budowach toru technicznego do zajezdni wzdłuż ulic Dworcowej i Towarowej i odnogi do Kortowa wzdłuż ulicy Tuwima"
"Za skrzyżowaniem Towarowej ze Składową tramwaje skręcą na teren zajezdni."



"Dwutorowa linia do zajezdni pobiegnie pasem zieleni między jezdniami ulicy Towarowej."


"Na ulicy Tuwima tor (na razie pojedynczy, ale przy planowanym w kolejnym etapie przedłużeniu linii do Kortowa II pewnie już podwójny) pobiegnie po północnej stronie."




wtorek, 9 lipca 2013

Budowlaniec partacz - czyli po co to referendum

Wiem już dlaczego warto zrobić referendum i odwołać P. Grzymowicza. Spójrzcie na Elbląg - nikt o tym mieście nie mówił, to była Polska B, Polska Wschodnia, ściana wschodnia i inne głupoty. A teraz? Donald, Jarosław, Janusz, Leszek, Aleksander etc. Jeżdżą, obiecują, komplementują. Elbląg to teraz pełne perspektyw miasto hanzeatyckie, powiązane z regionem bałtyckim, z szansami na czwarty co do wielkości polski port, położone w znakomitym miejscu między Obwodem a Trójmiastem.
Donald zastanawia się co zrobić aby Elbląg był równie atrakcyjny dla Rosjan jak Gdańsk, minister Biernacki przywozi 50 mln złotych na budowę nowego budynku sądu. Nawet Jarosław wysilił mózgownicę i chlapnął, że pisowski kandydat ma super pomysł! Mianowicie ogłoszenia po niemiecku i szwedzku w Hamburgu i Karlsruhe, o tym, że Elbląg to dobre miejsce do inwestycji. Genialne, nie uważacie? Nikt na to wcześniej nie wpadł, można dać ogłoszenie i już inwestorzy przyjadą.
Tylko skąd to Karlsruhe? I ten szwedzki? Ano Jarosławowi pomyliła się zapewne Karlskrona z Karlsuhe (południowe Niemcy), ale to nieistotny szczegół.

Piękne? Wyobraźcie sobie ten czas antenowy, naprawdę warto ponieść koszty referendum aby stać się na jakiś czas pępkiem polskiej polityki. Tym bardziej na jesieni, sezon polityczny rozkwitnie po wakacjach. Do Olsztyna zjadą wszyscy. Nie wiem kogo poprze PO - ale na 100% przyjedzie Donald i da nam obwodnicę. Scenariusz może być taki, że kandydatem wspartym przez PO będzie właśnie Grzymowicz i jako kiełbasę faktycznie tą obwodnicę dostaniemy. Warto? Warto!

Co więcej Grzymowicz postraszony referendum nagle zaczął się aktywizować. Wprowadza budżet obywatelski, nawołuje do sprzątania miasta, udaje , że walczy ze szpetnymi reklamami, zdejmuje żółte barierki... Jeszcze chwila a ogłosi w ramach kiełbasy wyborczej, że zawiesza na czas kampanii dewastowanie miasta :)

Są jeszcze bardziej prozaiczne powody aby odwołać Grzymowicza. Chociażby dlatego, że to partacz. Spójrzcie jak wygląda droga do plaży miejskiej, wejście na plażę. To totalna prowizorka, zagrożenie dla zdrowia ludzkiego. Wszystko na odwal. W mieście rządzonym przez budowlańca inwestycje budowlane są prowadzone jak w Afryce!








Co gorsza elementem prac są tajemnicze i śmiercionośne (piszę to na poważnie) studzienki. Widział ktoś coś takiego? Okolice plaży miejskiej upstrzone są takimi nieudolnie pozakrywanymi dziurami. Głębokie to na conajmniej kilka metrów, wąskie , a na dole woda. Wyobraźmy sobie co się może stać.



Jak powiedział nam ekspert, budowlaniec istniejący plan bezpieczeństwa i ochrony zdrowia dla tej budowy na pewno określa należyte zabezpieczenie tych miejsc, inaczej nie byłoby pozwolenia na budowę.
Za ewentualne wypadki odpowiada Kierownik Budowy. W tym wypadku, gdyby ktokolwiek tam wpadł (czego nikomu nie życzę) poszedłby siedziećMiejsce powinno być oznakowane słupkami i taśmą, lub dziury powinny być zamknięte w sposób TRWAŁY.

A to , że planu się nie przestrzega i miasto jako inwestor na to pozwala, a nadzór budowlany przymyka oko?
Teren nieogrodzony, nieoznaczony, wstęp wolny, i dziury pułapki, odkryte bądź zakryte zgniłą dyktą. Olsztyn po prostu! U Grzymowicza-budowlańca każda "inwestycja" to chaos, bałagan, opóźnienia, przekroczenia budżetu, usterki, niedoróbki etc.









PS. Prośba do odpowiednich służb o interwencję! A P. Grzymowiczowi już podziękujemy.


piątek, 21 czerwca 2013

Cudownie to poczuć, ale sensu w tym nie ma


Nowa kampania promocyjna regionu to kolejne pieniądze wywalone w błoto. W Warszawie widać te plakaty, w różnych dziwnych miejscach, tak jak tu - obok Maryli Rodowicz i Solarium ABI. Czy taki przekaz się przebije? Czy zachęci kogoś? Nie, ale 10 milionów na kampanie uda się zutylizować.

Odpowiadając na pytanie jednego z czytelników - dlaczego uważam, że przekaz słabo się przebije:
1. Zdjęcie z plakatu jest ładne ale ginie w w tłumie spamu reklamowego, który jak widać jest dość niskich lotów. Warmia i Mazury w towarzystwie kas pancernych i gołej baby to nie jest dobre pozycjonowanie. 
2. Rozmiar i kadr zdjęcia nie pasują do reklamy wielkoformatowej. Z dołu widać tylko, że na dole plakatu jest biało, wyżej czerwono, potem trochę błękitu i zieleni. W porównaniu do niektórych zdjęć z kampanii Mazury Cud Natury wypada to bez polotu.
3. Promocja regionu, który liczy się na rynku turystycznym tylko latem, powinna się zacząć w styczniu, lutym!
Czy komuś zabrakło wyobraźni? Tylko mały odsetek ludzi planuje swoje wakacje w czerwcu, co więcej ci z największymi budżetami dawno już mają zarezerwowane wakacje. Po co oplakatowywać Polskę w czerwcu, lipcu a pewnie i sierpniu? Licząc na tych nielicznych, którzy tknięci impulsem, zwabieni plakatem przyjadą do nas? Bez sensu.
4. Póki co kampania nie wydaje się być nastawiona na jakąkolwiek grupę docelową ani nie niesie za sobą czegoś co marketingowcy nazywają "unique selling proposition". To po prostu przypadkowy wybór zdjęć krajobrazowych. Takie strzelanie "panu Bogu w okno" od dawna nie sprawdza się w reklamie. To raczej zagrywka wizerunkowa Urzędu Marszałkowskiego, skierowana do nas ! Mamy widzieć i doceniać jak "oni" się dla nas starają.



Przykład drugi - promowanie regionu w stolicy tego regionu :)
Ewidentne działanie na pokaz - nie chodzi o dotarcie do turystów, ale chodzi o pokazanie mieszkańcom, że "dzieje się"


















I Jeszcze dodatkowa informacja - liczba turystów korzystających z obiektów noclegowych w okresach styczeń-czerwiec w latach 2011 i 2012, dla wybranych województw. (źródło)

Dolnośląskie:  983,2 tys. i 1 047 tys.

Kujawsko-Pomorskie:  381,5 tys. i 395,7 tys.

Opolskie: 104,2 tys. i 112,5 tys.

Podlaskie: 220,3 tys. i 224,7 tys.

Pomorskie: 688 tys. i 739,6 tys.

Warmińsko-Mazurskie: 407,8 tys. i 404,5 tys.

Spadek miał miejsce w 5 województwach: śląskim, mazowieckim, podkarpackim, lubelskim i warmińsko-mazurskim.

Znacznie gorzej wygląda to gdy porównamy liczbę udzielonych noclegów : 950 tys. w 2011 i tylko 874,7 w 2012 ! Czy więc poprzednia kampania Mazury Cud Natury to na pewno taki sukces jakim ją obwołano?

Poproszę urzędników o pokazanie mierzalnych wskaźników co dała regionowi tamta kampania! Poproszę także o mierzalne cele dla tej, która właśnie startuje. Jeśli nie zostaną osiągnięte to autorzy kampanii niech poniosą konsekwencje!

Wydanie 10 milionów złotych to nie jest żaden sukces. To tylko gierki pieniędzmi podatników.

Dochodzimy także do innego istotnego wątku. Jaka jest sytuacja branży turystycznej na Warmii i Mazurach? Branża się rozwija się czy się kurczy? Pytanie istotne w kontekście tego, że mamy ponoć w ramach tzw. "inteligentnych specjalizacji" nastawić się na turystykę, rybactwo i leśnictwo właśnie.