piątek, 24 sierpnia 2012

Bizancjum schowane w podziemiu

Wprawdzie do zamknięcia tunelu nie doszło a sympatyczna pani hostessa informowała przy wejściu że przejście jest otwarte to masa krytyczna urzędników pod sceną-schodami na których przemawiał dr inż. Piotr Władysław sprawiła że przypadkowi przechodnie omijali te występy (poza występami wspomnianego wyżej była też kapela) szerokim łukiem, a nawet na skróty w ramach Olsztyn Aktywnie! czyli przez płotki, barierki... nic dziwnego człowiek jest stworzony do chodzenia po powierzchni i dla osób nieanalizujących przejść podziemnych pod kątem technicznej wykonalności są czymś nienaturalnym. Ale od początku...

Nie do końca dla mnie zrozumiałym jest dlaczego w tunelu otwiera się inwestycję drogową. Może dlatego że na jej powierzchni jest zbyt wiele pomyłek, porażek, skandali? Gdyby urzędnicy nie schowali się do podziemi zobaczyliby np. jak wiata wejściowa do podziemi jest zlokalizowana i że piesi podążający wzdłuż asfaltowej inwestycji wchodzą na ścieżkę rowerową, a czarną barierkę omijają dokładnie z drugiej strony niż założyli projektanci. Przy okazji tych kilkudziesięciu urzędników musiałoby się ustawić gdzieś na chodniku pomiędzy własnymi źle zaparkowanymi samochodami(!).

Tunel ma dwa końce i niestety do drugiego wyjścia także można mieć sporo zastrzeżeń. Dlaczego tylko piszę o zastrzeżeniach? OK, to na początku pochwalę:

To dobrze że wyłożoną podczas przebudowy polbrukiem skarpę zamieniono w kawałek zieleni ostatecznie. [koniec]

Na wizualizacji: zejścia po prawej nie ma, chodnika z tej strony też nie ma. Trawnik oddzielający pasy ruchu został zastąpiony polbrukiem.


Szkoda jednak że skoro wybrano wariant odkrywkowej budowy przedłużenia tunelu to ciągnięto go aż do wąskiego chodnika i ścieżki rowerowej, a pomiędzy nimi: barierki. Tak, tak, starej "dobrej" czarnej barierki wygrodzeniowej typu olsztyńskiego. Przy okazji rozkopania skarpy od strony skrzyżowania ulic Konopnickiej i Jagiełły, można było zrobić placyk, na którym po wyjściu z tunelu turyści mogliby mieć czas i miejsce na zastanowienie się i doinformowanie, którędy i gdzie mogą się poruszać by dotrzeć do celu. Ba, takie rozwiązanie jest bardziej naturalne dla człowieka oraz skracałoby drogę dotarcia do przystanku przy ulicy Grunwaldzkiej. W końcu jak wskazywała jakiś czas temu rzeczniczka ZKM: odpowiednim dla Dworca Zachodniego przystankiem jest ten przy targowisku. Chyba zbyt mocno zasugerowali się tym VIP-kierowcy który przybyli na otwarcie zajmując ścieżkę i chodnik właśnie przy przystanku. Nowym przystanku. A że to przystanek nie otwarty? To po co znak? Inwestycja nieskończona? To po co otwarcie?

Żeby nie było: przejście podziemne pod dworcem zachodnim było bardzo potrzebne! Tym bardziej że już istniało, a wystarczyło je przedłużyć i nieco odświeżyć. Ale jak Bob Budowniczy się weźmie to nie ma to tamto, trzeba robić od początku. Cudem ocalały zabytkowe wiaty, ale że bronić ich musieli społecznicy to już porażka urzędnicza. Wspomniał o tym (o tym że społecznicy) nawet sam Piotr Władysław w swoim okazjonalnym przemówieniu, które zakończył dość odważnym stwierdzeniem że to dla mieszkańców Inwestycja Marzeń! Muszę przyznać że jeśli to jest inwestycja marzeń to boję się o kolejne, które już marzeniem nie będą. Jeżeli dla kogoś to jest marzenie to z tym miastem jednak lepiej nie będzie:(

Samo otwarcie też przypomniało jak bizantyjskie podejście do tematu mają nasi urzędnicy. Bankiet z plazmowym telewizorem na którym wyświetla się zdjęcia tego co jest nad tunelem, podświetlenie murów na kolor różowy, występy muzyczne... przejście zamieniono na moment w Piwnicę Artystyczną. Był też tort, a jak to z tortem bywa musi być jakaś wisienka na nim: dziś był nią samochodzik. Tak, tak, jak na przyjęciu urodzinowym dziecka. No ale właśnie tak to bywa jak rządzi Bob Budowniczy!:)

Szkoda że te pół ratusza które schowało się do tunelu nie przeszło się do całkiem nieodległego tunelu otwartego dzień wcześniej. Krótki odcinek, a po drodze złe oznaczenie, mimo iż dzień wcześniej pucowano znaki pionowe i wycierano kurz przed otwarciem. Przeszliby także wzdłuż ekranów które pozasłaniały całkowicie budynki. Zobaczyliby brak zejścia do przystanku od strony peronu 3. które było na wizualizacji przed rozpoczęciem inwestycji. Kto by chciał, zobaczyłby także polbruk zamiast trawy, która była w tym promocyjnym materiale. Na końcu wycieczki czekałby widok przejścia podziemnego donikąd oraz pieszych którzy wbrew planom planistów preferują pozamykane na klucz przejścia techniczne. No cóż... są dużym skrótem. Nasi planiści jeszcze nie doszli do etapu rozpoznania potrzeb mieszkańców. Ale może kiedyś w przyszłości...

A gdyby tak każdy urzędnik przeszedł się raz w przyszłości tunelem im. Ryszarda Ochódzkiego to może okazało by się że jednak, że ten tunel byłby potrzebny?

5 komentarzy:

  1. Którędy wjechał Pan Kierowacz który zaparkował w starym tunelu? Czyj to samochód?

    OdpowiedzUsuń
  2. PS. Skoda w zatoczce autobusowej jakaś znajoma chyba.

    OdpowiedzUsuń
  3. Proponuję zanieść zdjęcia samochodów tych chamów na policję i złożyć oficjalne doniesienie. W dupach się chamom poprzewracało.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak dla mnie to szczyt abstrakcji zeby jakies zwykle, a do tego w sumie zbyteczne, przejscie podziemne otwierac z hukiem jakby to byl niewiarygodny sukces na miare wykopania tunelu pod Alpami lub co najmniej otwarcie linii metra. Pewnie jakby policzyc koszty zwiazane z organizacja tego watpliwej jakosci jubla (wliczajac w to nieobecnosc urzednikow w pracy ktorzy mogliby, przynajmniej w teorii, zrobic w tym czasie cos pozytecznego) to koszty tunelu donikad wzrosly wlasnie o kilkanascie tysiecy zl.

    OdpowiedzUsuń
  5. W tunelu im. Ryszarda Ochódzkiego wykonawca zapomniał o montażu pisuarów. Można było wycisnąć jeszcze parenaście dodatkowych tysięcy na fakturze.

    OdpowiedzUsuń