Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komunikacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komunikacja. Pokaż wszystkie posty

środa, 22 sierpnia 2012

To nie nasze, to unijne

Coraz częściej, bo w kontekście olsztyńskich nielogicznych, barejowskich inwestycji, my mieszkańcy, tudzież niektórzy mieszkańcy bardzo łatwo poddają się manipulacji stosowanej przez broniących tych "misiów na miarę naszych możliwości".

Gazeta Wyborcza jako pierwsza(?) napisała o tunelu donikąd jaki powstał na dojeździe do Nowej Artyleryjskiej. Sprawę podchwycili prześmiewcy z grupy NoBeton często cytując przy tym jakże podobne zdania z Misia Stanisława Bareji.


Trzeba przyznać: świetne ujęcie perspektywy przez Pawła Kicowskiego (GO)

Z odsieczą przybywają Ratuszowi oraz niektórzy forumowicze - nie dojdę czy to zwykli mieszkańcy czy mieszkańcy pracujący w odpowiednich komórkach urzędu miasta. Tak być może, ale nie musi. A mówią oni mniej więcej tak:
(...) To Unia Europejska dała 85% z 800 tysięcy na ten tunel, a my wydaliśmy tylko 15%. Nieskorzystanie z tych pieniędzy to byłaby dopiero strata!
.

Dlaczego to nieprawda?
1. Polska jest członkiem Unii Europejskiej i składki członkowskie także płaci i trzeba się przyzwyczaić że będą coraz wyższe.

2. Nie zrobienie TEGO projektu nie oznacza że środki unijne nie byłyby wykorzystane. Mogłyby być wykorzystane na co innego, a na co zależy właśnie od składającego wniosek - w tym przypadku Urzędu Miasta. To już jest wybór Prezydenta i jego ekipy czy chce wyciągnąć kasę i zrobić dobrze mieszkańcom czy tylko to pierwsze.

3. Jeśli popatrzymy na sprawę pod kątem kosztów alternatywnych to może okazać się że koszt zaangażowania tego kapitału w tunel donikąd jest spory. Jeśli za chwilę okaże się że miasto będzie musiało na własną rękę wykonać jakąś remont (bo coś się sypie) to będzie musiało pozyskać pieniądze z rynku, a te szczególnie że rating Olsztyna jest raczej słaby (BB+) wyniesie ok. 7% (za 6,48% kapitał pozyskuje Warszawa, która ma rating AAA, a po drodze do kasy są jeszcze Białystoki, Radomie i wiele innych).

Przy założeniu 25-letniego okresu amortyzacji takiego tunelu (może być znacznie szybciej gdy tunel zacznie zarastać pokrzywami, które będą regularnie nawożone) i 7% stawki, wychodzi że taki tunel donikąd kosztuje nas jakieś 5600 zł miesięcznie, czyli jakieś 186 zł dziennie. Idąc dalej: w przeliczeniu na przechodnia (po wyeliminowaniu zwiedzających zainteresowanych tematem zostaje ich około 3 na dzień) wychodzi jakieś 60 zł!!! Mając na uwadze, że ruch samochodowy w tym miejscu jest bardzo nikły i raczej powolny z uwagi na zakręt, nachylenie terenu i wjazd w drogę nadrzędną wyjeżdżającą z garaży trzeba przyznać, że to miejsce z najwyższym wskaźnikiem szacunku dla bezpieczeństwa pieszego określanego zagrożeniem kolizji z pojazdem. Zdecydowany TOP w skali światowej.

4. Ratuszowy wojownik z krainy fantasy w materiale ITV prezentuje wizję jak zwykle próbując ratować tyłek swego przełożonego maga, który niejednokrotnie wskazywał na brak zrozumienia tematów w ujęciu przestrzennym (vide: największa zaleta projektu zintegrowanego centrum przesiadkowego to... galeria handlowa). Posługuje się przy tym czarami nieodpowiednio dobranymi do danego przypadku. Dyrektor Piekarski wskazuje na potrzebę prowadzenia ciągu pieszo-rowerowego (póki co w tej wersji to ciąg dla amatorów le parkour i BMX-ów) od Zamku do Lasu Miejskiego.


Ba, w momencie gdy dyrektor roztacza wizję pojawiają się obrazki "młodych projektantów" (dobry pomysł na zmiękczenia betonu - pokazać plebsowi że to młodzież wymyśliła), w której oznaczono ścieżkę. Nic w tym nie było dziwnego gdyby nie to że ten ciąg zaprojektowany przez młodzież jest... po drugiej stronie rzeki. Idzie logicznie i faktycznie ma sens. W odróżnieniu od kretów którzy zaplanowali - cytując opinie mieszkańców którzy widzieli ten obiekt - norę, schron, piwnicę, garaż bez drzwi.


PS. Nie pozostaje nic innego tylko do łączyć do happeningu NoBeton, który odbędzie się w czwartek 23. sierpnia o godz. 16:30 właśnie w tym tunelu.

wtorek, 5 czerwca 2012

Główny szaman matrixu wdroży teleportację?

Dziś krótki wpis z serii - jak władza wciska ludziom kit.
Inspiracją jest artykuł w Naszym Olsztyniaku:

"Na oficjalnym profilu Piotra Grzymowicza na Facebooku, studentka Magdalena wyraża swoje niezadowolenie z budowy buspasów w Olsztynie. Prezydent miasta odpowiada: "Dziś musi być gorzej, aby jutro mogło być... lepiej."

fot: Nasz Olsztyniak

Autor: Grzegorz Czykwin
W odpowiedzi prezydent Piotr Grzymowicz:
 "Dziękuję za Pani wiadomość i przepraszam za utrudnienia w olsztyńskiej komunikacji.
Powód jest prosty i jedyny – zaczęliśmy bardzo duże i ważne przedsięwzięcie drogowe, dlatego dziś musi być gorzej, aby jutro mogło być... lepiej".

Z tym akurat czasem trzeba się zgodzić, pytanie czy będzie to lepiej i o ile?

"Zapewniam, że szukaliśmy lepszych rozwiązań zastępczych, ale wobec dużego zakresu prac nie było to możliwe. Przykro mi, że o 100% wydłużył się Pani czas dojazdu na zajęcia, ale zapewniam, że po skończeniu inwestycji nastąpi proces odwrotny, czyli dojazd skróci się o 100% w stosunku do stanu przed jej rozpoczęciem".
I teraz odrobina matematyki:

Dojazd przed rozpoczęciem inwestycji = X
Czas dojazdu po rozpoczęciu prac (wzrost o 100%)
 X + X *100% = 2X
Czas po zakończeniu inwestycji (skrócenie o 100%  w stosunku do X)
X - X*100% = 0

Czyli jeśli studentka jechała z dworca do Kortowa 30 minut to po wybudowaniu buspasów zajmie jej to 0 ?


Czy prezydent, budowlaniec i doktor nauk technicznych ma problemy z prostą matematyką? Raczej nie, zresztą pisał to pewnie jego asystent lub doradca.

Jest to po prostu dowód na to jaki kit można wciskać ludziom na temat tego jak to kiedyś będzie dobrze. Władza olsztyńska nie krępuje się formułować bezsensownych odpowiedzi na niewygodne pytania. Ktoś się zapytał konkretnie o co cho - a prezydent na to wylał z siebie stek bzdur i zadowolony :) Na koniec oczywiście podziękował itd. itp.

A jeśli chodzi o równanie to nawet pod wypowiedzią prezydenta ktoś zauważył, że to nie ma sensu, podobne komentarze są pod artykułem w Olsztyniaku. Lud nie jest taki ciemny jak prezydenccy doradcy uważają.

A na koniec brawo Nasz Olsztyniak ! Taką szpileczkę włożyć prezydentowi tym artykułem, akcja zakamuflowana pochlebstwem jak za najlepszych lat walki z cenzurą :)

środa, 11 kwietnia 2012

Dworzec Olsztyn Główny. Koszmar czy dobra architektura?

Dziś gościnnie artykuł Bogny z FRO, która prezentuje swoje spojrzenie na Dworzec Główny.  Tekst prezentujemy w formie dostarczonej przez autorkę.

W ostatnim czasie coraz głośniej mówi się o przebudowie dworca Olsztyn Główny. Firma Retail Provider prezentuje w prasie koncepcje nowego Zintegrowanego Centrum Przesiadkowego i podaje terminy jego powstania. W związku z tym stary budynek dworca PKP i PKS oraz biurowiec PKS mają zostać wyburzone.
Jako członek stowarzyszenia Forum Rozwoju Olsztyna zajmującego się architekturą i urbanistyką chcą przeanalizować jakość architektury olsztyńskiego Dworca Głównego.
Dzięki uprzejmości Towarzystwa Przyjaciół Kolei udało mi się dotrzeć do albumu przedstawiającego dworzec zaraz po otwarciu.




Elewacja frontowa była w pełni przeszklona, co umożliwiało podróżnym wgląd do wnętrza obiektu i dobrą orientację w usługach obiektu. Podziały okien elewacji budynków PKP i PKS tworzyły współgrającą kompozycję. We wnętrzach zastosowano materiały wysokiej jakości takie jak kamień, tynki szlachetne, okładziny ceramiczne i drewniane. Elementy wyposażenia dworca gwarantowały długotrwałą eksploatację, co zresztą jest potwierdzone – krzesła, drewniane oparcia czy wykończenia ścian nie uległy zniszczeniu przez ponad 40 lat.
W tamtym okresie była to nowoczesna, dobrej jakości architektura. Ponadto cechowała ją wysoka estetyka.
Dworzec został zaplanowany bardzo funkcjonalnie. Połączył funkcje PKP i PKS w jednym budynku- może wydawać się to nam oczywiste, ale w innych miastach, np. Poznaniu, aby dostać się z PKP na PKS trzeba przejść po kilka kilometrów. W Olsztynie hala PKP jest połączona z PKS łącznikiem i ma bezpośrednie wyjście na perony, co daje możliwość bezkolizyjnego ruchu pieszych. W budynku w łączniku zaprojektowane zostały wspólne poczekalnie dla podróżnych- obecnie tak potrzebne. Wszystkie usługi, jak kasy, kioski, biuro obsługi podróżnych, poczta zostały zaprojektowane w halach operacyjnych- PKS i PKP. Ponadto na piętrze znajdowały się pomieszczenia dla dłużej oczekujących. Tam był też bar, kawiarnia, kwiaciarnia.
Do dworca z każdej strony został zaprojektowany dogodny dojazd. 

Co zatem stało się z tamtym budynkiem, że obecnie tak nie wygląda i kojarzy nam się z makabryłą szpecącą miasto?
Aby znaleźć odpowiedź na to pytanie, w grudniu 2011r. wykonałam serię fotografii przedstawiających te same kadry jak z albumu wydanego w latach 70tych.
Dolna część przeszklenia została zakrywa szarymi płytami, napis nie jest już neonowy, na budynku przyklejone są reklamy, została wbudowana budka telefoniczna.
Zostały wymienione lampy, kasy oklejone są wielokolorowymi reklamami, podwieszana tablica z rozkładem została zlikwidowana, rozkład jest nieczytelny, wszędzie są wielokolorowe punkty usługowe
Przeszklenie zostało zabudowane brzydkimi budkami. Wszędzie pełno reklam, podłoga straciła kolor.
Przechowalnia bagażu i punkt obsługi podróżnych zostały zlikwidowane, nie ma wejścia na piętro, nie ma poczekalni dla podróżnych. Ściana pokrywa ładnym kamieniem jest zabrudzona i niepodświetlona, przez co zamieniła się w ponury zakamarek.
Hala PKS została pokryta ogromną ilością napisów, reklam. Po prawej okropna plastikowa i kolorowa przybudówka. Słup został wykorzystany do powieszenia nieestetycznej choinki i oklejony. Lampy na suficie zostały zlikwidowane.
Ozdobne schody są właściwie niewidoczne pod nieestetycznymi budkami, ozdobne pokrycie ściany jest niewidoczne z powodu braku oświetlenia i zabrudzenia.

Na podstawie tego materiału można stwierdzić, że dworzec wygląda bardzo źle głównie z powodu natłoku reklam, przybudówek, niedoczyszczenia, likwidacji oświetlenia, usunięcia poczekalni, przechowalni bagażu, tablic z rozkładem jazdy. Nie spełnia on obecnie swoich funkcji z powodu złego gospodarowania. Sam budynek został zaprojektowany prawidłowo i jest możliwość niewielkim kosztem doprowadzenia go do stanu z otwarcia. Oczywiście jest też możliwość zmodernizowania go, aby był jeszcze lepszy. Czy w takim razie wyburzenie go jest najlepszym wyjściem?

Komentarz bloga:
Zdjęcia z zewnątrz pokazują, że PKP skrzywdziło budynek zamieniając dolną część przeszklonych ścian na blachę pancerną, rodem z PGRowskiego garażu to uroda wnętrz była dyskusyjna od samego początku. Poza tym jest pytanie o funkcjonalność tego obiektu w kontekście jego wielkości i chociażby efektywności energetycznej (ogrzewanie).
Z przyjemnością prezentujemy post Bogny, bo jest to przejaw tak rzadkiego w Olsztynie myślenia o tym dlaczego jest tak a nie inaczej i jakie są alternatywy zmian. To dowód, że nie istnieje tylko jedna wizja miasta, znana wyłącznie w ratuszu.


czwartek, 22 marca 2012

Bohatersko walczymy z problemami, których inne miasta nie tworzą

Można albo się spotykać albo pracować, powiedział słynny ekspert od zarządzania Peter Drucker, piętnując w ten sposób pracę przez odbywanie niepotrzebnych spotkań - plagę w wielu firmach. W warunkach olsztyńskich sparafrazować to można mówiąc "można budować obwodnice (liczba mnoga) albo badać w laboratoriach jak się te obwodnice buduje".

Media z Polski wchodniej (źródło) donoszą, że Białystok buduje system 3(!) obwodnic miejskich, po to aby odciążyć ścisłe centrum od ruchu samochodowego (TIRów w szczególności):
"Przed końcem 2020 roku Białystok będzie miał kompletny system trzech miejskich obwodnic. Obwodnice sprawiają, że ruch samochodowy w mieście odbywa się sprawniej, płynniej, a przez to utrudnienia na drogach są mniejsze. Dlatego od paru lat Białystok konsekwentnie inwestuje w modernizację ulic, tworzących trzy ringi, ułatwiające poruszanie się po mieście. Nie bez powodu – taki kierunek wytyczyło studium transportowe, opracowane przed kilku laty na zlecenie urzędu miejskiego."

Udrażnianie ruchu w Białymstoku:
"Co dają miastu obwodnice? Znakomite połączenia między dzielnicami, z możliwością ominięcia najbardziej zazwyczaj zatłoczonego centrum. Dzięki temu strefa śródmiejska stanie się mniej obciążona ruchem. Widać to najlepiej, gdy spojrzy się na dużą obwodnicę Białegostoku – da się nią przejechać dołem lub górą miasta z najbardziej odległych dzielnic na antypody."

Prorok jakiś czy co w tej białostockiej gazecie? Oni to wszystko wiedzą, a my  przerabiać na własnej skórze wprowadzanie ruchu do centrum a potem szukanie sposobu na zmianę tej sytuacji. W międzyczasie  (potrwa to 10 lat) kierowcy spalą tony paliwa w korkach, stracą tysiące godzin czasu, mieszkańcy nałykają się ton CO2 i innych świństw. Tak to jest jak drogowcy rządzą miastem. Budują nie tak jak dobrze dla miasta ale tak gdzie najłatwiej i gdzie można szybko załatwić pieniążki (np. z UE) i jeszcze szybciej je wydać. Koszty społeczne, których nikt nie liczy takiej polityki ponosimy my.

Spójrzmy na komunikacyjnego "pająka Grzymowicza" jakiego nam fundują. Całość oparta na anachronicznym, gwiaździstym układzie głównych ulic, które spotykają się w kilku głównych miejscach (czarne strzałki). Na czerwono zaznaczone główne osie komunikacyjne, które udrażnia obecna ekipa. Udrażnianie ma różny przebieg:
- budowa nowych ulic - np. Nowa Artyleryjska
- poszerzanie starych, śródmiejskich ulic - Limanowskiego, Wojska Polskiego
- plan poszerzenia starych, śródmiejskich - Partyzantów, Bałtycka
- grodzenie oraz likwidacja przejść dla pieszych, budowa przejść podziemnych - Piłsudskiego
- budowa tzw. buspasów - Warszawska, Śliwy, Niepodległości


Pająk Grzymowicza
W ten sposób gdziekolwiek jedziemy (oczywiście nie licząc krótkich podróży, albo wybranych tras jak z G do F czy z E do D) musimy przejechać przez któreś z 5 skrzyżowań (oznaczone strzałkami). A zielone kółeczko to wręcz przyszła strefa śmierci. Tak naprawdę zima pokazała, że wystarczy blokada skrzyżowań pod ratuszem i Sikorskiego-Pstrowskiego aby całe miasto stanęło.

Hitem jest trasa z punktu A do E - w nomenklaturze ratusza "obwodnica śródmiejska". Brzmi to jak pizza wegetariańska z kiełbasą. I tak też jest w praktyce, tak zarysowana obwodnica prowadzi 200 metrów od ratusza i 100 od teatru a potem do ulicy Partyzantów, która ma być poszerzona do 2 pasów w obie strony. A tą trasą wiedzie droga krajowa nr 16 , którą możemy spodziewać się ruchu tranzytowego na linii kraje nadbałtyckie - Niemcy. W założeniu pomysłodawców na całym odcinku miasta ma być rozbudowana do standardu 2x2 tak aby TIRy nie musiały specjalnie się oszczędzać. Jak dla nas to ewidentnie coś jak cięciwa, a nawet średnica - idzie po linii prostej przez sam środek. Trzeba mieć jakieś kosmiczne tabletki matrixowe aby uwierzyć w tą obwodnicę.
Pająk Grzymowicza ma jeszcze tą wadę, że jak udrożnimy trasy przez centrum to pani Bieńkowska na pewno nie da nam pieniędzy na obwodnice. W Polsce obwodnice buduje się tylko jak jest naprawdę źle, a skoro TIRy będą mogły gnać 300 metrów od ratusza to będzie dobrze. "Ten projekt nie ma jeszcze noża na gardle (...) - powiedziała w Olsztynie Elżbieta Bieńkowska, minister rozwoju regionalnego.  Budując autostrady przez centrum miasta pan Grzymowicz znakomicie udowadnia pani minister rację !!! Nie ma noża na gardle, puścimy ruch przez miasto ogród, wszystko jest w porządku :)
fot. gazeta.pl
Na zdjęciu zadowoleni z siebie, nie mamy noża na gardle, wszystko gra, mamy czas.
 
A teraz przysłowiowy gwóźdź programu. Co do Białegostoku to wspomniane 3 obwodnice to tylko obwodnice miejskie. Do 2016 GDDKiA dołoży tzw. dużą obwodnicę, przebiegającą kompletnie poza miastem:


Jaka jest odpowiedź Olsztyna? Laboratoria drogowe!

Jedno uruchomiła w lutym GDDKiA (źródło), 
"Dotychczasowa siedziba laboratorium znajdująca się w piwnicach budynku biura GDDKiA w Olsztynie stała się niewystarczająca dla coraz nowocześniejszych technologii i urządzeń stosowanych w badaniach jakości dróg oraz skali inwestycji drogowych prowadzonych przez olsztyński oddział GDDKiA."
Drugie wkrótce UWM zbuduje drugie (źródło). 
"Za kilka lat jakość dróg w naszym regionie poprawi się zauważalnie. Skąd taka pewność? Uniwersytet Warmińsko-Mazurski zaczyna nową ważną inwestycję - budowę laboratorium drogownictwa."
A my wiemy, że z laboratorium czy bez i tak kruszywo będą kradli a asfalt będzie pękał:) Taki kraj.Od zbudowania laboratorium jakość dróg się nie poprawi, ale autor tekstu ma pewność, że jedno idzie w parze z drugim. To może UWM stworzy pracownię alchemiczną? Da nam to pewność, że za kilka lat będziemy mieli kieszenie wypchane złotem.

Będą badać, eksperymentować, robić projekty, pisać raporty, publikować prace badawcze, klepać nadgodziny, pobierać granty, kupować nowy sprzęt, pozyskiwać środki unijne na etaty i komputery, jeździć na szkolenia, pisać wnioski. Olsztyński matrix jest w takie Gierki nie do zdarcia. No właśnie, jak za Edwarda Gierka w tym mieście. Mówią, że SUKCES i ROZWÓJ a jak się nie zgadzasz to wyjeżdżaj. Taki jest wybór.


wtorek, 28 lutego 2012

Strefa Wy-Free

Zapowiadałem że będzie pozytywnie o strefie płatnego parkowania i jeszcze będzie, bo generalnie to idea jest dobra dla miasta. Zwykle wprowadzenie odpłatnego parkowania lub podwyższenie ceny za postój w centrum prowadzi do jego zhumanizowania tj. ograniczenia ruchu samochodowego na rzecz przyjaznych rozwiązań dla komunikacji publicznej, pieszych i rowerzystów.

Tutaj jednak o takim celu nie może być mowy bo równocześnie prowadzi się działania sprzeczne z tą ideą jak np. poszerzanie ulic Partyzantów i Pieniężnego, zamykaniu przejść dla pieszych czy też ustawianiu sygnalizacji świetlnej pod kątem samochodów, bez myślenia o pieszych (np. 2:20 czerwonego ludzika przy teatrze).



Mieszkańcy Śródmieścia zwracają uwagę na błędy i nieścisłości w projekcie uchwały. Poza Śródmieściem z pewnością też się obudzą, bo pozostawienie takich ulic jak m.in. Żarskiej czy Kromera tudzież miejsc takich jak wielki trawniko-parking przy Orkana oraz błota staro-warszawskie (po wyburzeniach) spowoduje że te miejsca będą zapchane totalnie.
OK, gdzieś ta strefa w końcu musi się kończyć. Tak, ale powinna się kończyć tak, by do niej właściwie nie trzeba było wjeżdżać. Aby wjechać w Orkana, kierowcy będą jechali i przez Mochnackiego i przez Starą Warszawską i przez samą Orkana, zaś do ulicy Żarskiej da się dojechać tylko od strony Nowowiejskiego, a do tej tylko 11. listopada. Czyli przez całe centrum.
W planie strefy jest wycięta dziura, która na pierwszy rzut oka związana jest wyłącznie z zielenią przyszłego (oby) Parku Centralnego. Mapa która znajduje się w projekcie uchwały została wykonana na kolanie i z niej nie możemy być pewni czy np. cała Pieniężnego będzie w strefie. Z mapy można wnioskować że nie. O które miejsce chodzi?

O te zaznaczone czerwoną ramką:


Co do części Osiedla Grunwaldzkiego to też raczej niedociągnięcie. Przy Dworcu Zachodnim powinna być strefa. Chyba że przyświeca nam idea Park & Ride z Olsztyna do Warszawy. Pozostawienie tego obszaru poza strefą spowoduje będą tam zalegały całymi dniami samochody wyjeżdżających poza Olsztyn pociągiem, a także dojeżdżających mieszkańców Redykajn i Gutkowa, którzy jadąc do Śródmieścia właśnie tam będą parkować. A przecież mają mieć kolej miejską, którą mogliby dojechać pod sam ratusz!

Właśnie, tylko całościowe myślenie o rozwiązaniu problemu parkowania może być skuteczne. Projektowanie strefy w oderwaniu od: parkingów i ciągów komunikacyjnych (samochodowych, pieszych i rowerowych) oraz wszelkich planowanych inwestycji i zagospodarowania Śródmieścia potwierdza jeszcze raz że pod szyldem szczytnych zmian wprowadzane zostają regulacje mające na celu jedynie zwiększenie wpływów do budżetu. Prezydent ogłasza konsultacje ws. Śródmieścia, a w tym samym czasie prowadzi -naście zmian bez konsultacji m.in. omawianą nową strefę.

Na koniec zagadka: ile zapłaci mieszkaniec strefy za 10 samochodów? Pewnie zamierzeniem uchwałodawcy było że za jeden zapłaci 50 zł a za każdy następny tyle co niemieszkańcy. Czytając projekt uchwały można jednak wnioskować, że mieszkaniec zapłaci jeden raz 50 zł... a to już doprowadzi do tego że 10 tysięcy właścicieli kart dla niepełnosprawnych uciekając przed strażą miejską (skądinąd dobrze, że będą z tym walczyć! - przynajmniej taką zapowiedź usłyszeliśmy) trafi z meldunkiem do cioci w śródmieściu. Dlatego, jeśli macie ciocie w strefie to Wy zaparkujecie za free.

środa, 22 lutego 2012

Zwodzą Olsztyn obwodnicą

Zwodzą zamiast obwodzić. Polscy politycy traktuje nasz region jak kolonię. To wielowiekowa tradycja, polskie państwo robi to od dawna, z grubsza licząc utraciło zainteresowanie naszymi terenami mniej więcej po wygaśnięciu panującej w kraju dynastii Jagiellonów. A w zasadzie może zaczęło się to wraz z ich przyjściem? Wtedy to ziemie wschodnie, różne Ukrainy i Kijowy stały się ważniejsze niż Olsztyn, Elbląg czy nawet Gdańsk. A potem były żale, że Prusak zabrał...

Skoro jedno państwo uważa, że mu się należy, a inne organizmy państwowe budują zamki, miasta, kanały, drogi,  koleje etc. to potem różnie wychodzi. Nawet dzisiaj można dojechać w ciągu 7 godzin pociągiem z Olsztyna do Berlina, a przecież wydaje się, że to już inna galaktyka. Do "sąsiedniego" Białegostoku najkrócej dojedziemy w 4:36. Z kolei miasta takie jak Wrocław czy Rzeszów to z perspektywy Olsztyna jakaś egzotyka, tak trudno tam dojechać.  Nasz region jest zupełnie nie połączony komunikacyjnie z resztą kraju, dotyczy to zarówno dróg, jak i kolei a najbardziej chyba połączeń lotniczych.
To się ładnie wpisuje w odwieczne ignorowanie tego regionu przez rządzących. Czy to Batory, czy Sobieski, czy Piłsudski albo Gierek, Miller i Tusk, wszyscy oni mieli/mają nas w poważaniu. Zawsze albo Smoleńsk, albo Wiedeń, albo Kijów, albo Łódź są ważniejsze. O czym bowiem świadczy poniższa mapa? Olsztyn będzie jedynym miastem wojewódzkim, do którego nie dojedziemy ani autostradą ani drogą ekspresową. Nawet droga ekspresowa z Warszawy do Gdańska, która miała się o nas otrzeć, po pierwsze tylko się otrze (Olsztynek i Ostróda) a po drugie jest daleka od powstania w najbliższych latach. Plany łącznika Olsztynek - Olsztyn (jako S-51 o standardzie ekspresowym), obwodnicy Olsztyna, oraz drogi krajowej nr 16 (Grudziądz - Ełk) w standardzie dwupasmowej drogi ekspresowej zostały schowane na dno archiwów. To samo dotyczy południowej obwodnicy Olsztyna, w budżecie państwa na rok 2012 GDDKiA nie otrzymała nawet kliku milionów złotych na prowadzenie prac projektowych. W polskich realiach jeśli czegoś się jeszcze nie projektuje to znaczy, że w ciągu najbliższych 10 lat to na pewno nie powstanie. Bo wiadomo jak to jest, projekty, pozwolenia, środki na budowę, przetargi, dopiero potem sama budowa + opóźnienia.

Inna bliższa prawdy mapa. Wszystkie miasta wojewódzkie wpisane w sieć dróg ekspresowych i autostrad a Olsztyn to po prostu jakiś "punkt" obok S-7 czyli czegoś czego nie ma i przez najbliższe kilka lat nie będzie. 



Pośród całego tego wykluczenia komunikacyjnego nie możemy się jeszcze doprosić obiecanej nam już wielokrotnie obwodnicy. Niejeden z lokalnych oficjeli obiecywał, że "załatwił" pieniądze. Najwięcej obiecano za ministra Grabarczyka podczas jego wizyty w Olsztynie. Po czym spotkanie się odbyło a obwodnicy ani śladu. Najstarsi górale nie pamiętają już ile razy ta obwodnica była obiecana i "zagwarantowywana".
for: www.olsztyn24.com

Dwóch eleganckich panów właśnie "zagwarantowało" fundusze na obwodnicę, zdjęcie zrobione w czasie wizyty ministra, po którym padły takie to o to słowa:
"Cieszę się, że nasza wspólna akcja zmobilizowała Pana Ministra do przyjazdu do Olsztyna. Cieszę się również z zapewnień jakie otrzymałem. To bardzo dobra wiadomość dla Warmii i Mazur. Szesnastka - kręgosłup komunikacyjny - będzie modernizowana. Również południowa obwodnica Olsztyna jest bezpieczna - to dla miasta strategiczna inwestycja" – podkreślał senator Ryszard Górecki.
Czemu ta obwodnica jest taka ważna? Wbrew pozorom wcale nie jesteśmy tak daleko od europejskich szlaków transportowych. Z analiz rządowych można wydobyć taką oto prognozę natężenia ruchu tranzytowego samochodów ciężarowych do roku 2025. Oczywiście jest to schemat, linie łączą po prostu skrajne punkty na granicy, bez oddania rzeczywistego przebiegu ruchu. Jednakże conajmniej część z tych samochodów będzie się przedzierać przez Warmie i Mazury oraz Olsztyn. 

W końcu więc lokalny matrix dostrzegł problem, postanowił więc podziałać i urządził nasiadówkę przy w świetle fleszy i kamer:
fot: olsztyn.gazeta.pl

Poziom dyskusji jak i głębia analizy jakoś nie zachwyciły:
"Buduje się drogi z południa na północ, buduje się autostrady ze wschodu na zachód." - zachęcamy do wysłuchania tej wypowiedzi:

http://olsztyn.gazeta.pl/olsztyn/10,88280,11185566,Piotr_Grzymowicz_o_obwodnicy_Olsztyna.html


Efekty spotkania podsumujmy cytując pana Cichonia:
 "Od 2006 roku sprawy idą w dobrym kierunku i biorąc pod uwagę, jak trudna to materia, dzieje się to całkiem sprawnie". (źródło) Pewnie, że sprawnie, jak widać na zdjęciu soczek pomarańczowy, jabłkowy, woda mineralna, pewnie ciastka i kawa też były. Czyli poszło całkiem sprawnie. Chyba jedynie to miał pan Cichoń na myśli, bo jeśli obwodnicę to tabletki matrixowe aż tak dobrze nie działają i ja na pewno nie uwierzę, że ona powstaje. Zaraz się okaże, że sprawy idą na tyle sprawnie, że zacznie się wypłacanie pierwszych premii za tą obwodnicę...
Co gorsza prezydent Grzymowicz buduje nam trasy przelotowe dla TIRów przez centrum miasta, tym samym wybijając Olsztynowi argumenty w sprawie niezbędności obwodnicy. Jeśli bowiem przysłowiowy litewski albo ruski TIR śmignie Sielską, Nowoartyleryjską, Wojska Polskiego albo poszerzoną Partyzantów (takie są plany) a potem Limanowskiego to żaden rząd nie da pieniędzy na obwodnicę. U nas pieniądze znajdują się tylko w sytuacji ostatecznej, podbramkowej, gdy coś się wali. Najlepiej byłoby świadomie utrudniać tranzyt przez Olsztyn, tak jak to robią inne duże miasta. Niestety nasi włodarze nie rozumieją, że miasto to wspólnota obywateli i im ma służyć, oni uważają, że miasto ma dbać o tych co tylko przejazdem... Absolutne postawienie na głowie priorytetów.



Swego czasu ratusz zorganizował jedną godną pochwały akcję, wysyłanie listu do ministra Grabarczyka, sęk w tym, że minister się dawno zmienił a ratusz teraz śpi. Przecież to prosta sprawa, zaktualizować petycję, rozpocząć akcję na nowo i atakować ministrów Nowaka i Bieńkowską siłami mieszkańców. A petycja nadal do Grabarczyka:

Tu trzeba postawić na masowy nacisk mieszkańców Olsztyna na polityków centralnych. Wysłać nie 5 tysięcy ale 50 tysięcy maili. Albo przywieźć J. Kaczyńskiego, niech powie: "Ja bym Olsztynowi dał obwodnicę, ale Tusk nie chce dać" od razu zrobi się głośniej o sprawie :-) Póki co za urzędników z ratusza pracę wykonują dziennikarze i nawołują do pisania do minister, do czego namawiamy:
http://olsztyn.wm.pl/92071,Mieszkaniec-Warszawy-apeluje-o-obwodnice-dla-Olsztyna.html

Zachęcamy też panów prowadzących ten profil do reaktywacji:
TAK DLA BUDOWY OBWODNICY OLSZTYNA






sobota, 11 lutego 2012

Galeria - nowa telenowela olsztyńska

Będzie, nie będzie, będzie, nie będzie, będzie ale nie wiadomo gdzie, będzie z dworcem. I tak od dłuższego czasu. Idąc śladem speców z telewizji, gdzie Plebanię zastąpiono Galerią, nasz matrix zaproponował nam swoją wersję telenoweli galeryjnej. Podobieństw jest całkiem sporo, polecam opis serialu, zwłaszcza fragment o rodzinie Woydattów ( LINK). To taki rodzaj matrixu galeryjnego, który wciska się obecnie społeczeństwu, że prawdziwe życie to tylko w galerii, a najlepszy sposób na spędzanie wolnego czasu to wizyta w galerii i wydawanie pieniędzy.


W Olsztynie nie ma wizji rozwoju miasta ani nie ma dyskusji o niej. Zaproponowano nam tylko dyskusję o tym jakie galerie będą i kiedy powstaną. Karmią nas tymi galeriami jakby to było cudo. Czasem dorzucą, że będzie jeszcze stadion, a czasem aquapark. Z aquaparkiem to się okazali tacy przebiegli, że nie tylko obiecywali ale i zbudowali. To dopiero perfidia:)

Kto spędził trochę czasu za granicą, wie,że wszędzie tam gdzie się przyjemnie żyje w mieście, miasto tworzą ulice, przeważnie z ograniczonym ruchem samochodów w centrum, ale za to z mnóstwem sklepów, restauracji i tłumem ludzi. To taki rozwój zrównoważony, można powiedzieć równomierny.
Europa Środkowa z kolei uległa czarowi rozwoju punktowego czyli galeryjnego. Polega to mniej więcej na tym, że ulice miejskie, nawet te w centrum są puste, brudne, zapyziałe i nieciekawe, a w kilku punktach miasta znajduje się COŚ. To coś to sztuczna przestrzeń, która ma nam zapewnić wrażenie bycia w lepszej miejskiej przestrzeni. To tak jak byśmy weszli do studia filmowego, bo zazwyczaj wnętrza galerii stylizowane są na miejskie deptaki, są ławeczki, latarnie, trochę zieleni, czasem jakiś wodospadzik. Wychodzisz z tego studia filmowego i jest Afryka.

Mało kto dostrzega główną różnicę, o ile ulice handlowe tworzą miejsca pracy, budują przestrzeń miejską, pobudzają lokalny biznes, to galerie handlowe pozwalają nam te pieniądze tylko wydawać. Nie mogę zrozumieć zachwytów części mieszkańców Olsztyna jakie to piękne galerie będziemy mieli. To tak jakby się cieszyć jaki to piękny Real powstał na Nagórkach. Duży, nowy, blaszano - szklany, wielki parking, wszystko na miejscu... Ale tenże Real pozbawił mieszkańców Nagórek szansy na normalne miasto. Na zawsze zostaną blokowiskiem doklejonym do supermarketu.
Tak samo jak Alfa pozbawiła nas szansy na zadbane i tętniące życiem Stare Miasto. A czemu ? Po prostu pieniądze mieszkańców miasta, które dotychczas rozkładały się po całej okolicy śródmieścia, zostają wessane przez gigantyczny wir jakim jest Alfa, w której znajdziemy wszystko, sklepy spożywcze, ubrania, fryzjera, kawiarnię, kino, kiosk, kantor, gastronomię. A biedni przedsiębiorcy ze Starego Miasta zostali ze swoimi biznesami w standardzie lat 90tych, w których serwują piwo i kotleta, i zagubieni zupełnie domagają się aby parking na rynku funkcjonował bo w tym widzą swoją przyszłość. Nie panowie, parking na rynku nic wam nie daje, Alfa wyssała rynek, nie macie kapitału na rozwój, kiśniecie bez ciekawej oferty i Stare Miasto umiera.
Znakomitym przykładem jest Łódź, jeśli ktoś tam był ostatnio i widział jak Manufaktura załatwiła ulicę Piotrkowską, wizytówkę miasta to zapewne najlepiej zrozumie całe zjawisko. 200 metrów od galerii zazwyczaj zaczyna się dramat:


Można to streścić tak: galerie nie dają mieszkańcom miasta możliwości zarobienia pieniędzy, dają tylko możliwość ich wydania. Z czego więc się cieszyć?
Większość przestrzeni wynajmą sieciówki, sprzedadzą nam ciuchy uszyte gdzie indziej, sprowadzone przez kogoś innego, a zapłacą tylko ekspedientce (Olsztyniance). Ochrona i sprzątanie będą świadczone przez firmy typu "Work & cośtam" zarejestrowane w Gdańsku albo Wrocławiu. W Olsztynie zatrudnią tylko pana ochroniarza i pana sprzątacza (za grosze na tak zwaną "umowę śmieciową"). Właściciel galerii będzie zapewne z Warszawy, tam też zatrudni księgowych, administratorów, informatyków i marketingowców. Tam też zapłaci wszystkie (prawie) podatki. Po czym w promieniu 2 kilometrów padną wszystkie inne sklepy, prowadzone przez ludzi z Olsztyna, którzy są naszymi sąsiadami.

Tu naprawdę nie ma co się cieszyć, że wybudują plastikowo-szklane świecidełko i na nas zarobią. 20 lat kapitalizmu w Polsce i w ludziom Olsztynie nadal ciężko zrozumieć, że lepiej sprzedać komuś niż kupić od kogoś? Polecam lekturę Adama Smitha, on pierwszy sformułował czytelnie podstawowe prawdy kapitalizmu. Jeśli ktoś piecze nam chleb to nie po to aby zrobić nam dobrze, ale chce sobie zrobić dobrze! To wcale nie jest złe, o ile on nam piecze chleb a my mu robimy buty. Ale jeśli  on nam piecze chleb, robi buty i sprzedaje ubrania, a my mu nie sprzedajemy nic to jesteśmy skazani na biedę. Chyba, że mamy złoża gazu albo ropy. 

Należy więc mieć świadomość, że matrix zafundował nam pozorny wybór mówiąc "Możemy mieć albo galerię na dworcu, albo na stadionie". To nie jest tak naprawdę żaden wybór. To przecież nie jest łaska ani cudowny sukces. Ci panowie od galerii sami się do nas pchają. Mącenie ludziom w głowach od lat i pokazywanie coraz to piękniejszych wizualizacji jest już nudne. Co kilka dni nowe przecieki z ratusza,  będzie galeria, nie będzie galerii, będzie galeria ze stadionem, nie będzie galerii ze stadionem. A my mamy oglądać ten dreszczowiec z urzędnikami w roli głównej i emocjonować się ich działaniami.
Obecna sytuacja z jedną galerią w śródmieściu, jest zdecydowanie niekorzystna, ponieważ jej właściciel czerpie  korzyści z monopolu, stworzonego przez miasto. To naprawdę idealny biznes być jedyną galerią w dużym mieście, stąd też chore ceny albo wyprzedaże będące kpiną z klienta. Skoro już się zdecydowaliśmy, że galerie do miasta będą być wpuszczane, to należy pozwolić je budować wszystkim chętnym na równych zasadach. a nie sprzedawać bajki, że najpierw galeria na stadionie a potem na dworcu bo takie są priorytety. Jeśli już mamy tak oceniać, to dla 90% mieszkańców miasta ważniejsze jest dworzec a nie stadion, więc kolejność powinna być zupełnie odwrotna.
(kliknij na foto aby powiększyć)
Czemu więc stadion? Już rzymskie Koloseum miało na celu pozyskanie przychylności gawiedzi. I to takiej, której horyzonty myślowe nie wybiegały zbyt daleko w przyszłość. Chleba i igrzysk! W tym samym celu władza wybudowała nam stadion narodowy w Warszawie, za 2 miliardy złotych i to bez wielkiej żenady pomalowany na biało-czerwono, aby maksymalnie wykorzystać patriotyczne odczucia i przekuć je na swoją popularność. Mając do wyboru igrzyska albo dworzec w Olsztynie zdecydowanie powinniśmy wybrać dworzec! W mieście będącym komunikacyjnym zaściankiem Polski, dworzec byłby przebłyskiem, nadzieją na lepsze czasy, a jednocześnie wyraźną poprawą obecnej sytuacji. 
A poza tym jeśli wpuściliśmy galerię do centrum i nie żądaliśmy nic w zamian, to piętrzenie przeszkód przed kolejnym chętnym, który chce dorzucić w pakiecie dworzec, sprawia wrażenie dziwnego protekcjonizmu znakomicie poprawiającego istniejącej galerii.




piątek, 20 stycznia 2012

Upadek funkcji państwa na przykładzie Olsztyna

Teorie państwowości mówią, że państwa w zamian za spełnianie określonych obowiązków zapewniają ochronę, bezpieczeństwo i porządek. W dzisiejszych czasach można pójść dalej i dodać to tego infrastrukturę transportową, usługi komunalne, szkolnictwo, służbę zdrowia, kulturę, przestrzeń publiczną. Wraz z postępującą decentralizacją coraz większą część z tych obowiązków od administracji centralnej przejął szczebel lokalny czyli samorządy. Samorządy okazały się znakomite w rozwijaniu biurokracji i rozwoju struktur, ale beznadziejnie nieskuteczne w wypełnianiu swoich podstawowych zadań. W ten sposób dochodzimy do stanu, w którym obowiązki nakładane na obywateli nie maleją, a może i rosną (podatki, składki, ubezpieczenia) a państwo wyspecjalizowało się w unikaniu swoich obowiązków.

Dzisiejszy dzień był przykładem obrazowym jak źle zarządzane miasto przestaje pełnić swoje funkcje. Media rozpisują się o 9 centymetrowej warstwie śniegu, która sparaliżowała rano miasto (1). Nawet najmłodsi czytelnicy bloga muszą pamiętać dużo większe opady śniegu, które jeszcze parę lat temu nie robiły wielkiego spustoszenia. Co dopiero jeśli cofniemy się do lat 80tych czy nawet 90tych? Z kilkucentymetrowymi opadami śniegu radzono sobie bez problemu, paraliż zaczynał się tak gdzieś od -20 stopni i 30-40 cm śniegu. 

Spójrzmy na poniższe zdjęcie, czy widać na nim jakieś monstrualne zaspy? Temperatura powyżej zera, śnieg sam się topi, więc w czym problem?
fot: Gazeta Wyborcza
"W czwartek wieczorem do akcji odśnieżania Olsztyna skierowaliśmy pięć pługów, trzy ciągniki wyposażone w pług, a także pięć solarek, cztery piaskarki oraz kilkanaście sztuk mniejszych pojazdów do oczyszczania chodników" powiedział Gazecie Wyborczej Paweł Pliszka, rzecznik MZDiM. Z głosu rzecznika przebija duma ile to drogiego sprzętu, spalającego coraz droższe paliwo i wyposażonego w sprzęt GPS wysłano na ulice. Pokazuje to zupełne niezrozumienie roli tej instytucji, przecież kierowcy nie oceniają jej po liczbie wysłanego sprzętu ale po skuteczności. Nie lepiej byłoby wysłać na niektóre kluczowe miejsca człowieka z taczką piachu i łopatą? A tak, na Pienieżnego pod ratuszem utknął autobus, który nie mógł podjechać pod górę, zablokował skrzyżowanie, a powstały korek zablokował pół miasta.

Według nas, głównym winowajcą całego problemu jest rozwijany w Olsztynie układ komunikacyjny. W momencie gdy cały ruch opiera się na kilku arteriach, z których każda prowadzi do centrum, w przypadku jakichkolwiek problemów korki przenoszą się wzdłuż głównych tras po całym mieście. Dodatkowo, bezplanowa rozbudowa miasta w kierunku południowym skazuje mieszkańców Jarot na podobne problemy praktycznie dożywotnio. Nie da się bowiem zapewnić dojazdu kilkudziesięciu tysiącom ludzi, którzy będą jechać w jednym momencie wzdłuż jednej osi ruchu. Chyba, że wybudujemy amerykańską autostradę z ośmioma pasami.

Jak pokazał dzisiejszy dzień, wystarczy, że zablokują się dwa główne skrzyżowania - pod ratuszem, oraz Sikorskiego-Pstrowskiego i całe miasto jest sparaliżowane. Informatyk powiedziałby, że to brak redundancji :)


Kilka innych przykładów odwracania się miasta od swoich zadań:

Nieprawidłowe parkowanie i brak reakcji służb miejskich. Pisalismy już kilkukrotnie, że Stare Miasto nie dość, że jest dewastowane przez chorą organizację ruchu, to jeszcze w ramach tej organizacji nikt nie egzekwuje jej przestrzegania. Kierowcy parkują gdzie sobie życzą, blokują chodniki, schody, wejścia do sklepów. Nawet MZDiM zarzucił Straży Miejskiej niewypełnianie swojej roli. A Straż Miejska? Wiadomo, tysiąc powodów dlaczego nie można się tym zająć.


Brak dbałości o przestrzeń publiczną. Czy takie obrazki byłyby możliwe przed Alfą? Prywatny właściciel zawłaszczający kawałek miasta ma tą jedną zaletę, że poradzi sobie z każdym problemem. A tymczasem władze Olsztyna fundują nam krajobraz księżycowy w centrum.

Wielka dziura. Pierwszy widok niemieckich turystów, którzy wysiadają z parkujących tuż obok autokarów:
Brak dbałości o estetykę miasta. Oczywiście wiadomo NIE DA się. A dziwnym trafem gdzie indziej się da.


Nieumiejętność utrzymania respektu wobec istniejącego porządku prawnego. Znakomitym przykładem jest tutaj deweloper, który wybudował nad jeziorem Krzywym budynki mieszkalne i w nosie ma to jakie było przeznaczenie tego terenu i to co o nim myślą urzędnicy miejscy.(2)
fot: www.mojemazury.pl

To między innymi z powyżej opisanych powodów, Olsztyn staje się coraz szybciej miastem zakorkowanym, rozlazłym, pełnym spalin, brzydkim, szarym i brudnym. To takie prawdziwe miasto problem. Chcąc nacieszyć oczy estetyką i czystością trzeba wyjechać kilkadziesiąt kilometrów do Ostródy, Iławy, Giżycka, Pisza albo Elbląga. Tam jak na dłoni widać zmiany na lepsze. U nas widać tylko parę nowych betonplaców. A wszystko firmowane hasłami jak z epoki budowniczych PRLu - Rozwój. Inwestycje. Budujemy. Ścigajmy się z Białorusią.

sobota, 7 stycznia 2012

Pieszy po jarmarku się nie liczy

Sobota w Olsztynie. Ponieważ matrixowy jarmark będący okazją do popisania się jak wywalić 750 tysięcy złotych się skończył, wracamy do gminnych zwyczajów, czyli każdy może wjechać na gumno, choćby traktorem. Jak wiadomo, do GSu i kościoła zawsze zajeżdżało się pod same drzwi. Była to też okazja aby zaprezentować wypucowany poprzedniego dnia samochód. A w takim Zamościu jacy dziwni ludzie, taki dobry parking się marnuje, albo taki Gdańsk, Toruń, Bydgoszcz, Zielona Góra, Sandomierz, Poznań - wszędzie mogliby zrobić dobrze kierowcom i restauratorom i zamienić swoje rynki staromiejskie na parkingi! MZDiM olsztyński z pewnością pokazałby jak to się robi.

Zamość, Rynek, fot: www.polskiekrajobrazy.pl

Jak to powiedział Paweł Pliszka portalowi olsztyn.com.pl "Głosy za utrzymaniem obecnego stanu wyrażają handlowcy i restauratorzy ze Starego Miasta. Argumentują, że zakaz parkowania obniży poziom ich dochodów."
Panie Pawle a od kiedy to planowaniem miasta rządzą wybrani restauratorzy? A restauratorom i handlowcom z Wojska Polskiego opóźniający się remont tej ulicy też obniżył poziom dochodów i czemu ich Pan nie broni? A skoro w tym roku nie pada śnieg, to firma odśnieżająca miasto ma obniżony poziom dochodu, może ich też Pan obroni i zasili extra premią od MZDiM? Czym restauratorzy ze Starego Miasta zasłużyli sobie na bycie pod specjalną ochroną?

Obecnie na olsztyńskim  rynku parkuje się już w kilku rzędach:

Tradycyjnie główny trakt pieszy wzdłuż Starego Miasta jest przeważnie zastawiony:

Samochody jeżdżą we wszystkich kierunkach, rowerzyści i piesi przemykają zalęknieni opłotkami (zdjęcia celowo w dużym rozmiarze):

Czarne BMW sprzed paru sezonów szarżuje bez żadnych skrupułów mimo zakazu ruchu na tym odcinku:

Reprezentacyjny deptak:

I na koniec pytanie:
Rzecznik MZDiM (urzędnik):
"Rzeczywiście niektórzy kierowcy nie stosują się do przepisów i parkują na rynku Starego Miasta w sposób dowolny. Ustawianie kolejnych znaków, naszym zdaniem, niczego nie zmieni skoro ignorowane są te obecnie istniejące. Trudno odpowiadać nam za to, że na takie sytuacje nie reagują służby mundurowe. Z naszej strony staramy się takie sygnały przekazywać policji i straży miejskiej."

Mamy więc sytuację, w której jeden urząd podległy prezydentowi miasta zarzuca oficjalnie Straży Miejskiej, także podległej prezydentowi miasta brak reakcji na łamanie prawa. Zarzut dotyczy też policji, na platformie konsultacyjnej Urzędu Miasta pan Pliszka ujął to bardziej konkretnie:
"Drodzy Państwo. Jeszcze raz wyjaśnię, że nie MZDiM a służby mundurowe mogą egzekwować od kierowców obowiązek przestrzegania przepisów ruchu drogowego. Trudno mi odpowiedzieć dlaczego nie podejmują interwencji w tak oczywistych przypadkach, jak te na zdjęciach. Zasygnalizujemy szefowi straży miejskiej i komendantowi policji narastający problem z kierowcami ignorującymi prawo."


Kto w tej sytuacji nie wypełnia swoich obowiązków? Panie prezydencie bądź Pan dobrym carem i ukaż winnych. Albo Straż Miejska rzeczywiście nie wypełnia swoich obowiązków albo MZDiM kłamie. Nie wiadomo, która opcja jest gorsza.

piątek, 2 grudnia 2011

Na gapę: zrzuta na radnych i rodziny pracowników MPK

Zarząd Komunikacji Miejskiej ostatnio dość często narzeka na fakt, że w Olsztynie bardzo dużo osób korzysta ze zniżek i dlatego ogólnie rzecz biorąc wynik finansowy przewoźnika jest kiepski. Przekaz w mediach (np. tutaj i tutaj) jest prosty: Na 10 osób podróżujących olsztyńską komunikacją miejską: 3 - jadą za darmo, 4 - mają 50% ulgi, a 3 płacą 100% ceny biletu.

ZKM chwali się wyliczeniem. Szkoda, że poza wyliczeniem nie przygotował analizy która mogłaby czemuś służyć na przyszłość. Niski (procentowy) udział pasażerów jeżdżących za 100% może wynikać z dwóch czynników:

1. Dużej liczby uprawnionych do zniżek
lub
2. Małej liczby korzystających z przewozów zbiorowych którzy zniżek nie posiadają. 



Czynnik nr 1 jest oczywisty... w Olsztynie mamy najbardziej rozwinięty system zniżek w całej Polsce a uchwała Rady Miasta z końca października jeszcze te uprawnienia rozbudowuje. Przy okazji: jak mówi przysłowie: ryba psuje się od głowy. Pod koniec czerwca gdy głosowano podwyżkę cen biletów niektórzy radni zwracali uwagę na potrzebę zlikwidowania przywileju darmowych przejazdów dla radnych. Łatwo jednak przyjęto, że okazja to słaba i odczytywana by była jako populistyczna. Na sali panowała powszechna zgodność, że likwidację tej 100% zniżki należy przegłosować później, już bez większej burzy medialnej. Świetna okazja do tego była pod koniec października gdy nowe zasady zniżek głosowano. I co? Pkt. 4 nowej tabeli jak wół mówi: uprawnieni do darmowych przejazdów: "Radni Rady Miasta Olsztyna".

Zniżką która została jest też ta dla rodzin pracowników MPK (pkt. 24: "Osoby posiadające legitymację służbową lub rodzinną pracownika Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego Sp. z o.o.". Przy okazji to wskazuje na zrównanie ZKM do MPK. Czy to nie dyskryminuje Fastera?

Jak podawała Gazeta Olsztyńska:
Uchwalone (...) zmiany zostały przygotowane po konsultacjach z: Radą Warmińsko–Mazurskiego Sejmiku Osób Niepełnosprawnych w Olsztynie, Miejską Społeczną Radą ds. Osób Niepełnosprawnych w Olsztynie, Polskim Związkiem Emerytów, Rencistów i Inwalidów - Zarząd Oddziału Okręgowego w Olsztynie.
I teraz pytanie: czy to już wszyscy z kim powinno się taką zmianę konsultować? Chyba nie. W końcu na darmowe przejazdy zrzucają się wszyscy, bo ZKM jest dofinansowywany z budżetu miasta.

Czynnik nr 2 należy analizować w kontekście liczb absolutnych dla całego rynku, a nie tylko danych ze sprzedaży. Te jasno pokazują kto i czym po Olsztynie się przemieszcza: na 1000 mieszkańców w stolicy Warmii jest około 400 samochodów osobowych i bynajmniej nie oznacza to bogactwa mieszkańców.

Najważniejsze pytanie które w analizie ZKM powinien sobie postawić: Dlaczego w Olsztynie powszechne jest jeżdżenie samochodem a nie jazda autobusem? I dlaczego te wskaźniki procentowe np. dorosłych w przedziale 26-55 lat w liczbie mieszkańców ogółem nie są tak dobre jak w innych miastach? Ceny? Elastyczność oferty w kontekście potrzeb? Rozkłady jazdy? Lokalizacja przystanków? itd. itd.
Żeby załatać dziurę pomiędzy przychodami a kosztami nie można tylko "upiększać oferty zniżkami". ZKM musi sięgnąć po klienta pełnopłatnego, tak żeby równanie: 3x0% + 4x50% + 3x100% zamienić w 3x0% + 4x50% + 4x100%?

wtorek, 22 listopada 2011

Zgodnie z prawem, czyli o tym co może MZDiM

Na przejeździe dla rowerów na zielonym świetle ginie człowiek. Nie trzeba wydawać pieniędzy na skomplikowane analizy (wzorem tych zamówionych dot. przejścia przy Ince), by zauważyć że sygnalizatory są źle zaprogramowane. Wystarczy że porozmawia się z kierowcami i okaże się że niemal każdy taką sytuację już wcześniej zauważał. Po chwili od wypadku znalazła się grupa wskazujących inne źle działające sygnalizatory. A co na to MZDiM?

Albo wypowiedź została zmanipulowana przez gazetę, albo jest jeszcze gorzej niż mogłoby się wydawać. Czy jedyną weryfikacją podejmowanych działań tak często powołujących się na eksperckie analizy i wiedzę w zakresie drogownictwa MZDiM jest analiza zgodności z prawem? A może skoro od razu mówi się o "zgodności z prawem" a nie np. konkretach rozwiązania tzn. że coś na rzeczy może być? Bo to że zgodne z prawem to przecież wiadomo (choć jak pokazuje przegrana sprawa sądowa ze "społecznikiem" Borolem też nie koniecznie), w końcu to urząd!

Zgodnie z prawem można bardzo dużo. Można na przykład zamknąć wszystkie wjazdy na rondo. A co? Nie dałoby się? Dało by się. I to zgodnie z prawem. A może parking dla tirów pod samym ratuszem? Dlaczego nie? Też da się zgodnie z prawem.
Może się zatem wydawać że taka pewność siebie dyr. Gustka jest akceptowana przez Prezydenta Olsztyna. Oczywiście prezydent ma od tego też specjalistów, a jednym z nich ma być nadzorujący MZDiM zastępca prezydenta Olsztyna Bogusław Szwedowicz. Dla śledzących lokalną prasę dość niespodziewaną raczej jest wypowiedź pana Szwedowicza o "potrzebie świeżej krwi" i "nowego spojrzenia". Ale cieszyć może że taka potrzeba jest zauważona. Czekamy na kolejne kroki!

Szkoda że choćby przy tym tragicznym wydarzeniu nie udaje się rozpocząć rozmowy na temat szerszej polityki w zakresie zielonego transportu. Nawet rowerowy Pełnomocnik Prezydenta skupia się w tym momencie na "bieżącym załataniu dziury" tj. zmianie ustawienia sygnalizatorów. Oczywiście trzeba to załatwić jak najszybciej, ale z drugiej strony wypadałoby rozpocząć rozmowę dot. także ogólnego podejścia do tematu rowerów w Olsztynie, czyli np. problemu polegającego na tym, że wszystkie ścieżki rowerowe idą wzdłuż i często przecinają szerokie arterie (nowe w podobny sposób są planowane), a to daje efekt w postaci wielu możliwości kolizji rowerzysty i samochodu w którym przegranym może być tylko jeden.

O tym że drogi rowerowe mogą prowadzić daleko od czteropasmówek pisaliśmy już jakiś czas temu. Ścieżka wzdłuż Łyny zmniejszałaby ilość krzyżówek ścieżki rowerowej i drogi dla samochodów do minimum. Zmniejszenie kilkukrotne tych krzyżówek prawdopodobnie zmniejszyłoby tyle samo razy liczbę wypadków (w tym: śmiertelnych). W tak dobrze znanym już wielu olsztynianom Londynie na pierwszy rzut oka mapa ścieżek rowerowych jest trudna do ogarnięcia. Dlaczego? A to właśnie dlatego że każdy szuka w niej odniesienia do układu dróg samochodowych, a to ni jak się ma jedno do drugiego: ścieżki rowerowe są prowadzone właśnie tam gdzie ruch samochodowy jest mały albo wręcz żaden. No ale ratusz ma wizję trzeciej drogi dla Olsztyna i nie będzie kopiować zachodnich wzorców, a Pan Piekarski (celowo piszę bez tytułu pochodzącego od stanowiska, bo te w ratuszu ma dość elastyczne) stwierdza jednoznacznie:
Dlatego ktoś kto chce np. dojechać z Osiedla Generałów lub innej noclegowni do pracy w Śródmieściu będzie jechał obok salonu samochodowego, zakładu wulkanizacji opon, płotu ogródków działkowych (to wszystko przy ulicy Sikorskiego) wdychając spaliny samochodów, smażąc się jak na patelni w dni letnie, w hałasie wyższym niż 80 decybeli, by dotrzeć do megagórki na przyszłej Obiegowej i po wdrapaniu się na nią zjechać z górki Żołnierską. A to wszystko przecież w celach "rekreacyjnych", bo wg "ratuszowych speców" rower tylko taką funkcję pełnić może.

Może ktoś w ratuszu wreszcie zastanowi się dlaczego student pracujący w Londynie jeździ tam wszędzie rowerem i zarabia na dwudziestoletniego golfa którym będzie się poruszał w trakcie roku akademickiego po Olsztynie a nawet samym Kortowie?