Pokazywanie postów oznaczonych etykietą innowacyjność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą innowacyjność. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 30 stycznia 2012

Tatarstan says YES to innovation! Olsztyn says YES, YES, YES!

Skąd tytuł artykułu? Z kampanii reklamowej Tatarstanu w telewizji BBC. Otóż tak reklamuje się ta republika rosyjska, poprzednia kampania upłynęła pod hasłem "Tatarstan at the heart of innovation". Do tego masa innych gadżetów typu "We can" i już niedługo świat uwierzy, że putinowski Tatarstan to taki drugi Tajwan.

Jak sie uczyć to od najlepszych, matrix olsztyński postanowił więc, że ofensywę czas zacząć. Nasza lokalna drużyna jest w stanie wyprodukować papierologię na każdy temat i udowodnić cokolwiek tylko zapragnie. Oni nie walczą o przetrwanie, nie diagnozują realnych problemów i nie próbują z nimi walczyć. Im jest dobrze.  Tak dobrze, że pchają się na świecznik, wmawiają nam, że jest cudownie i lepiej niż gdzie indziej. Postanowiono więc udowodnić mieszkańcom Olsztyna, że miasto to wzór i lider w biznesie, rozwoju i innowacjach. W związku z tym w pocie i znoju zdobywamy nic nie znaczące nagrody i wyróżnienia.


News na portalu Olsztyn24.com brzmi imponująco:  "W ramach IV edycji konkursu „Krajowi Liderzy Innowacji i Rozwoju” Gmina Olsztyn została laureatem regionalnej edycji konkursu. Dziś (26.01) w sali notowań Giełdy Papierów Wartościowych S.A. odbyło się ogłoszenie wyników konkursu. Wyróżnienie dla Olsztyna odebrał Piotr Grzymowicz, prezydent Olsztyna."


Tak grubo to nawet Czesław nie grał - był na to za słaby, koncentrował się głównie na swoich panegirykach w Naszym Olsztyniaku i cudacznej paradzie przebierańców - Jarmarku Jakubowym:) Wtedy to wystarczało, ale minęło trochę czasu ludzie już tego nie kupią, więc obecna ekipa poszła o lata świetlne do przodu. Turystyka wyszła z mody, po tym jak Ostróda pogrzebała nasze mocarstwowe plany i ośmieliła się zbudować wyciąg dla nart wodnych a Giżycko zafundowało sobie Mazurskie Centrum Sportów Lodowych. Teraz modne są: rozwój, inwestycje, biznes - trzeba więc powiedzieć narodowi, że w tym jesteśmy najlepsi. Od jakiegoś czasu Olsztyn kojarzy się więc z hasłami jak: career, business, prosperity, economics, innovation, e-business:)
Poniżej reklama Olsztyna z opracowania PwC "Investing in Poland 2012" czyż nie urocza? Zapewne nie jedna światowa korporacja da się zwabić przy pomocy tak znakomicie dobranej gry słów. A jeszcze te przeliczane banknoty w lewym dolnym rogu, szum pieniądza...
Całość uzupełnić można jeszcze rankingiem Forbes'a , jak donosił swego czasu serwis Urzędu Miasta:
"Olsztyn zajął IV miejsce w rankingu "Miasta atrakcyjne dla Biznesu", przeprowadzonym przez miesięcznik Forbes. Rankingiem objęto duże miasta Polski, liczące od 150 do 300 tys. mieszkańców. Z roku na rok zajmujemy coraz wyższe miejsca, co jest dowodem nasze działania w mieście idą w dobrym kierunku – mówi Piotr Grzymowicz, Prezydent Olsztyna." 

Można by myśleć, że dowodem będą np. ciekawe miejsca pracy w mieście, rosnące pensje, lepsza komunikacja z resztą świata. A tu ranking ma być dowodem na to, że jest lepiej...

Bardzo wytrwali czytelnicy serwisu internetowego olsztyn.eu znajdą jeszcze taką informację : "Konferencją tematyczną zainaugurowano budowę i powstanie Olsztyńskiego Parku Naukowo-Technologicznego. Planowany obiekt usytuowany będzie między Skandą i al. Piłsudskiego. Obecnie na tym terenie powstają drogi dojazdowe, a w przyszłości OPN-T być może stanie się obiektem na miarę Doliny Krzemowej." 
Ta informacja nas zaskoczyła negatywnie. Urzędnik redagujący wiadomość dodał "być może" czyli czuć defetyzm. Niby już widział tą Krzemową Dolinę, ale zaasekurował się. Szanowny urzędniku. Nie żałuj nam Krzemowej Doliny! Skreśl to "być może". WE CAN. To pewne, że nam się uda!

Dla urzędnika grafika z czołowymi firmami mającymi swoje biura i laboratoria w Krzemowej Dolinie, aby nie ustawał w prowadzeniu Olsztyna w tym kierunku.

Podsumowując, pod względem gospodarczym w Olsztynie jest bardzo dobrze ale nie  beznadziejnie. Tylko czemu ludzie tego nie chcą zrozumieć i wyjeżdżają w poszukiwaniu dobrej pracą gdzie tylko się da? Czemu firmy nie chcą tego zrozumieć i nie tworzą u nas centrów badawczych, fabryk elektroniki czy centrów outsourcingowych? Czemu omijają nas autostrady i drogi ekspresowe, a o lotnisku możemy tylko pomarzyć? Czemu sejm w budżecie na 2012 nie dał nawet paru marnych milionów na rozpoczęcie prac koncepcyjnych nad obwodnicą Olsztyna?

Powiązane:
http://olsztynski.blogspot.com/2011/11/zainwestuj-w-olsztynie-zbuduj-budke-z.html

sobota, 1 października 2011

Nie będzie niczego

W województwie warmińsko-mazurskim będzie realizowany program... Kononowicza Krzysztofa (bo w tej kolejności się przedstawia), czyli "nie będzie niczego" i to niezależnie od tego, która partia polityczna wygra nadchodzące wybory. Takie wnioski można wyciągnąć z odpowiedzi których udzieliły sztaby wyborcze poszczególnych ugrupowań w ankiecie Gazety Wyborczej.

Oczywiście odpowiedzi już na wstępie są skazane na porażkę jeśli partie będą się trzymać sztywnych ram geograficznych nadanych przez reformę administracyjną z 1998 roku. "Warmia i Mazury" to już najczęściej "Warmiaimazury", tak jakby krainy te były do siebie podobne, a przecież różni je bardzo wiele i promować je trzeba w różny sposób. Ba, pomysły na nie muszą być różne.

Czytając wypowiedzi przytaczane przez GW zaskakuje to, że nikt nie zwrócił uwagi na to że przykładowo w Mikołajkach, Giżycku czy Węgorzewie turystyka faktycznie ma jakiś sens i tam można zaryzykować stwierdzenie że miejscowości te będą z niej żyły, a z pewnością można powiedzieć że będzie główną gałęzią gospodarki lokalnej. Do tego szeroko prowadzona kampania "Mazury cud natury" jednoznacznie wskazuje na Mazury właśnie, a nie Warmię. Zapewnienia polityków w wywiadach, że "to tak domyślnie chodzi o całe województwo" jest totalną ściemą! Turysta pojedzie "na Mazury" i na nie trafi. Nikt nie jedzie "wypoczywać w województwie warmińsko-mazurskim", albo nie "biwakuje na Warmii i Mazurach", bo albo jest na Warmii albo jest na Mazurach, przy czym częściej trafia na Mazury. Warmia nie jest promowana, a i gęstość zaludnienia w tej części województwa nie daje szans by z tych jezior mogli wszyscy, albo chociaż znaczna część, wyżyć.



Wracając do tych odpowiedzi z ankiety: na turystykę stawiają niemal wszyscy! Najmocniej akcentuje to Ruch Palikota, bo nie wskazuje nawet żadnego innego kierunku. Na zupełnie drugim biegunie, ku mojemu zaskoczeniu, znalazł się PiS, który jednoznacznie stwierdza że "turystyka się nie sprawdziła" i trzeba postawić na przemysł. Fajnie, szkoda tylko że politycy PiS nie dodali jaki to ma być przemysł, bo przemysłem teraz jest niemal wszystko. W przeprowadzonej zabawie wpisuję zatem PiSowi punkty przy różnych gałęziach przemysłu, ale nie turystyce i rolnictwie. Pozostałe partie jak mantrę powtarzają: turystyka, rolnictwo, lasy.

Z uwagi na fakt iż mało prawdopodobne by jedna partia była w stanie sama utworzyć rząd, każdej partii przypisuje jeden głos. I w ten sposób wychodzi, że dalej będzie to co jest, nic nowego: turystyka, która jak dowodzi jacOL (Pomysł na Olsztyn?) nie utrzyma np. Olsztyna. Dalej mamy gospodarkę leśną, rolnictwo, czyli... co tu dużo gadać: rozwój gospodarczy nam nie grozi, bo ile można się rozwijać bazując na drewnie, którego zresztą znaczna część musi przecież pozostać w lasach, które to są "zielonym płucem Polski" przecież. O ile można zwiększyć efektywność rolnictwa i jakie daje to szanse regionowi skoro za grosze można je kupić na nieodległych rynkach zagranicznych.

W "Raporcie o innowacyjności polskiej gospodarki", jej autorzy wyraźnie mówią o tym, że dziś wygrywa ten który opanuje wiedzę, zacznie patentować i na wdrożonych innowacjach zarabiać i to dwukrotnie, najpierw sprzedając wytworzone dzięki innowacjom dobra, a później odsprzedając po kilku(nastu) latach przestarzałe już technologie do krajów które nie nadążają za pionierami innowacji a są jedynie odtwórcami.

Rolnictwo i turystyka to jest całkowicie odmienny biegun. To są działy gospodarki które są tłem rozwoju, a nie umożliwiają postęp cywilizacyjny. Na tym da się wycisnąć 1,5% - 2,5% wzrostu PKB rocznie, ale opierając się na takim wzroście cofamy się, a różnica w poziomie gospodarczym w stosunku do np. województwa Kujawsko-Pomorskiego, bo nie będę porównywał do Warszawy czy Trójmiasta, będzie się tylko powiększać.

"Przemysł", który przez wielu utożsamiany jest z dużymi fabrykami co to dają dużo miejsc pracy jest dobry, ale musi opierać się na lokalnych innowatorach i zbudowanej lokalnie kulturze innowacyjności (programy edukacji szkolnej zachęcające do nieszablonowych działań, powszechne dodatkowe zajęcia pozaszkolne, programy studiów związane z małymi badaniami i konkursami badawczymi, współpraca nauki i biznesu poprzez określenie wspólnych pól do współpracy, promowanie kreatywności i pomysłowości w mediach).

Era przemysłowa się skończyła! Dziś liczy się know-how. Fabryki, które są jedynie odtwórcami, a nie opierają się na "lokalnych, ale globalnych" jednostkach badawczych i rozwojowych są przenoszone coraz dalej na Wschód.

Co będzie gdy jedyna duża fabryka w mieście zostanie przeniesiona na Ukrainę czy do Chin, a do tego lato będzie deszczowe? Obudźmy się!

poniedziałek, 26 września 2011

Akwakultura prawdę Ci powie.

Tytułowy kierunek studiów na UWM znakomicie obrazuje przykład zupełnego braku koordynacji między celami a sposobami ich osiągania lub też pomiędzy stanem faktycznym a "UWMowskim matrixem", w którym żyją władze uczelni.

W związku z ambicjami tych ostatnich UWM wybudował w ramach wartego 130 milionów złotych projektu BIO (od autora: - poprzednio podano kwoty za portalem olsztyn.com.pl, po zweryfikowaniu prostujemy) Centrum Akwakultury (koszt 29,5 mln złotych) mające slużyć do badań organizmów wodnych i ich hodowli. W ofercie uczelni istnieje przecież kierunek akwakultura i bezpieczeństwo żywności także, sens budowania obiektu był oczywisty. Jednakże studenci (a może to rynek pracy?) zadecydowanie nie docenili nowego opakowania takiej oferty dydaktycznej i zagłosowali nogami. Kierunek w ramach rozpoczynającego się za kilka dni roku akademickiego nie zostanie uruchomiony z powodu braku chętnych (2). Tzn. chętny byl jeden, ale nie został przyjęty :)
I tu pojawia się pierwsze pytanie - czy ktokolwiek ze sponsorów takiej oferty kształcenia (MNiSW, UWM, budżet państwa) zastanowił się bądź zbadał czy istnieje w ogóle zapotrzebowanie na taki kierunek studiów? Może rynek pracy nie potrzebuje akwakulturystów? Po co w takim razie rozwijać taką specjalizację i przeznaczać na nią olbrzymie pieniądze?
Władze uczelni jednakże szybko rozwiązaly ten dylemat. Na pytanie prasy o sens budowy Centrum Akwakultury skoro nie zostanie uruchomiony kierunek studiów, który w założeniu miał z niego korzystać, pojawia się błyskotliwa odpowiedź :"Skorzystają z niego studenci rybactwa" (2)
Sprawdzamy na stronie UWM, ilu studentów przyjęto na tenże kierunek w ramach tegorocznego naboru, wychodzi 9 (dziewięć) osób.
http://www.uwm.edu.pl/uploads/files/ksztalcenie/aa-rekrutacja-listy/ryb-p.pdf

Musimy być naprawdę bogatym krajem, który potrafi stworzyć wybranym jednostkom takie elitarne warunki kształcenia, gdzie nakłady inwestycyjne na jedngo studenta można liczyć w milionach. A może chodzi jedynie o to aby wydać pieniądzę z UE? Przypominamy jednak, takie inwestycje trzeba będzie utrzymywać przez wiele lat i na to Unia pieniędzy już nam nie da! A co gdy za kilka lat nie pojawi się ani jeden chętny do studiowania akwakultury czy rybactwa? Zostaniemy z naszym pięknym i drogim w utrzymaniu Centrum, jak przysłowiowi Grecy, którzy przejedli dofinansowanie unijne i zostali jedynie z kosztami i długami.

(1) http://www.olsztyn.com.pl/wiadomosc,33945,centrum-akwakultury-uwm-niemal-gotowe.html
(2) http://m.olsztyn.gazeta.pl/olsztyn/1,106514,10339028,Uniwersytet_zamyka_ksztalcenie_na_czterech_kierunkach.html

środa, 21 września 2011

Zatrudniają będą zwalniać, zwalniają będa zatrudniać?

Dzisiejszy artykuł dotyczący UWM zobrazować można różnymi parafrazami zaczerpniętego z literatury cytatu: „Zwalniają – znaczy się będą przyjmować".
W wersji UWM może on brzmieć nastepująco: "Budują i betonują - będą zwalniać" lub też "Idźmy w hektary a zwalniajmy ludzi"

Jakże inaczej rozumieć napływające równocześnie z UWM wydawałoby się logicznie sprzeczne informacje? Z jednej pieniędzy brak, uniwersytetowi grozi utrata płynności finansowej.(1) Z drugiej strony brak wystarczającej liczby kandydatów na niektóre kierunki, co zaowocuje spadkiem dofinansowania z MEN.(2) Jak podały władze, pomimo dodatkowej rekrutacji pierwszy rok nauki na UWM zacznie 12 tys. studentów przy 14,5 tys. dostępnych miejsc. I co w takiej sytuacji planują władze? Kolejne inwestycje i kolejne budynki! (3) I to w perspektywie kolejnych pokoleń niżu demograficznego w naszym kraju. Pytanie tylko komu one będą służyć i kto poniesie koszty. W analogicznej sytuacji zarząd każdej rozsądnie działającej firmy (spadek sprzedaży, spadek przychodów) podjąłby decyzję o zaostrzeniu dyscypliny finansowej i wstrzymaniu inwestycji, które wygenerują koszt zarówno jednorazowy jak i rozłożony w czasie. Co innego bowiem wybudować tylko po to aby wydać pieniądze z UE a co innego utrzymywać w przyszłości, a na utrzymanie tych pomników obecnych rektorów Unia środków już nie da :(

Rekompensowanie tych wszystkich problemów ewentualnymi zwolnieniami w sytuacji gdy UWM należy do znaczących pracodawców w mieście wydaje się pomyłem jeszcze gorszym. Całość bowiem może zakończyć się błednym kołem: mniej studentów - mniej pracowników - więcej drogich w utrzymaniu, niepotrzebnych budynków. Korzyść dla miasta i społeczeństwa z takiego rozwoju sytuacji jest oczywiście żadna.

(1)"Na 14,5 tysiąca miejsc zgłosiło się 12 tysięcy kandydatów - mówi prof. Józef Górniewicz, rektor uczelni. Niektóre kierunki studiów mogą więc zostać zlikwidowane, a w ślad za tym możliwa jest redukcja zatrudnienia."
http://olsztyn.gazeta.pl/olsztyn/1,35189,10316215,Malo_zakow_na_UWM__Niewykluczone_sa_wiec_zwolnienia.html


(2)"W lutym senat Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego zdecydował, że uczelnia nie da dodatkowych pieniędzy na budowę szpitala akademickiego. Władze uniwersytetu uznały, że przez medycynę cała uczelnia może stracić płynność finansową. Okazało się bowiem, że koszt inwestycji, zamiast początkowych 30 mln zł, ma wynieść 40 mln zł i zamiast planowanych 9 mln zł, uniwersytet musiałby dołożyć ponad 17,5 mln zł"
http://olsztyn.gazeta.pl/olsztyn/1,35189,10310347,Szpital_bylby_za_1_5_roku__bedzie_za_2_5_roku.html

(3)"Wiadomo już, jak ma wyglądać kompleks nowych budynków Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego. Władze uczelni liczą, że dzięki konkursowi architektonicznemu gmach stanie się dumą miasta"
http://olsztyn.gazeta.pl/olsztyn/1,35189,10316645,Wyniki_konkursu_na_najbardziej_reprezentacyjny_gmach.html

wtorek, 20 września 2011

TECHNOlsztyn

Kierunek Informatyka na UWM jest. Dotychczas tyle o tym kierunku można powiedzieć, bowiem już w konkursach programistycznych wyjątkowych osiągnięć studenci UWM nie mają. To kierunek, który jak to na UWM zwykło się mówić: „rozwija się”. Generalnie to wszystkie ciągle się rozwijają, ale chętnych na nie ubywa z roku na rok nie tylko o wskaźnik demograficzny odzwierciedlający wchodzący na uczelnie niż. Najczęściej, po frazesach o rozwoju dodaje się od razu… mamy piękny kampus i warunki do studiowania, mamy nowy budynek, nowoczesne pracownie. Oczywiście w przypadku informatyki wyposażenie ma znaczenie, ale to jakby rozwiązanie 0/1, czyli określony stan techniczny chcąc mieć informatykę na uniwersytecie trzeba mieć. To, że jest to „nowoczesne centrum” (RCI) jest oczywiste skoro powstało przed chwilą. Trudno żeby za 30 milionów wybudowano nienowoczesne centrum. RCI może robić wrażenie na mieszkańcach Olsztyna, bo w większości nikt nie spotyka się na co dzień z przykładami działań innych uczelni w kraju. Trzeba wiedzieć że takie projekty w obecnych latach po prostu muszą powstawać – to żadna wyjątkowość Olsztyna. Olsztyn jest za to wyjątkowy pod innym względem… Przede wszystkim nie dąży się do osiągnięcia zysku z synergii różnych inwestycji. Przykładem na to jest lokalizacja Olsztyńskiego Parku Naukowo-Technologicznego, który miasto będzie budować w okolicach Skandy, czyli - w ładnym (bo ładnym) polu, do którego trzeba doprowadzić drogi i komunikację miejską. Tymczasem naturalną lokalizacją (jeśli faktycznie ten park ma być choć trochę „naukowy”) byłyby okolice UWM (Kortowa) i samego RCI, nie wspominając że obok znajdowałaby się biblioteka i centrum konferencyjne. Jeśli do Olsztyna miałaby trafiać jakakolwiek myśl z zewnątrz (jest to niezbędne) to łatwiej by jej było dotrzeć właśnie w okolice Kortowa. Prestiż uczelni, który może kiedyś uda się zbudować dodatkowo wspomagałby OPN-T. Poza tym, jeśli to pracownicy naukowi UWM na co dzień mają tworzyć wartość naukową parku to powinni mieć możliwość działania w nim bez dłuższych wycieczek i być aktywnym cały czas, a nie „w piątek bo już nie muszę być na uczelni”. Wydaje się, że po raz kolejny celem staje się samo wydanie środków unijnych a nie realizacja określonego celu w ujęciu strategicznym. Nie widać bowiem też żadnych działań zmierzających do rozwoju czystych technologii, które wskazuje się jako te które warto rozwijać w „turystycznym Olsztynie”. Bajki o „dolinie krzemowej” w RCI czy OPN-T znajdą miejsce w lokalnej gazecie, ale nie na tym blogu. Wiemy bowiem co robią inne miasta a czego władze Olsztyna nie robią. Pomijając tutaj największe metropolie: np. Szczecin organizuje polsko-niemiecki Startup Weekend, podczas którego ponad setka uczestników będzie mogła poznać tajniki zakładania e-biznesu, a w wakacje na dwa miesiące zjechali się tam młodzi ludzie by rozwijać swoje pomysły pod okiem ekspertów od e-biznesu. Trzeba dodać przy okazji, że potencjał spotkań uczestników z dwóch krajów zawsze rodzi wiele nowych pomysłów i otwiera wiele szans, nawet jeśli na początku mają to być kalki serwisów internetowych z jednego kraju do drugiego. Czy ktokolwiek zastanawiał się o wykorzystaniu potencjału współpracy olsztyńsko-kaliningradzkiej podczas podobnych spotkań? Przecież one nie wiele kosztują, a mogą zrodzić wiele małych biznesów, a Olsztyn mógłby zacząć być postrzegany jako promujący nowe technologie i tym samym przyciągać przyszłych studentów informatyki. Zorganizowanie hackerspace’ów w fajnym kampusie akademickim sprawiłoby, że o imprezie i Olsztynie mogłoby być głośno w Polsce, a miasto za nagrody i utrzymanie uczestników mogłoby zyskać niebanalne rozwiązania np. dla e-administracji, które w sposób tradycyjny (przetarg) trzebaby wydać setki tysięcy złotych. To że w branży coś tam działa pokazuje przykład olsztyńskiego bar campu, czyli nieformalnych spotkań olsztyńskich informatyków. Z instytucji: w Olsztynie działa najprężniejszy w Polsce inkubator przedsiębiorczości Inqbe powstały ze środków unijnych (PO IG). Jest też Fabryka Innowacji przy UWM i Akademicki Inkubator Przedsiębiorczości (nie tylko dla studentów!) oraz mało znany Science2Business, ale o ich sukcesach inwestycyjnych zbytnio nie słychać. Zresztą nie ma co na to zbytnio liczyć: duża część wielkich biznesów była realizowana jednak metodą garażową. Jak wskazują eksperci z branży: inkubowane i wspierane przez unię start-up’y w ponad 90% padną w ciągu dwóch-pięciu lat, gdy poza jednorazowo otrzymaną dotacją będą musiały w końcu zarabiać. W instytucjach procedury ubiegania się o środki trwają za długo co zmniejsza szanse na sukces rynkowy młodych biznesmenów. Rynek w tym czasie po prostu ucieka. Niestety „stratedzy miejscy” nie rozumieją tych prawidłowości i wydaje im się że trzeba postawić budynek w polu i czekać że ktoś tam zacznie robić biznes. Zgodzę się z dr Jackiem Poniedziałkiem, który mówi że w regionie mamy z reguły słabe elity samorządowe, które nie przyjmują pomysłów z zewnątrz, żyjąc we własnym świecie, który można nazwać "urzędniczym matriksem". Niestety, działając w taki sposób doprowadzą do takiej sytuacji że w olsztyńskim parku najpierw będzie selekcja do firm wysoce technologicznych, a gdy te się nie pojawią to do branż preferowanych przez region (np. meblarstwo), a na koniec będzie można tam hodować indyki.

środa, 31 sierpnia 2011

Pomysł na Olsztyn?

"Olsztyn zajął IV miejsce w rankingu "Miasta atrakcyjne dla Biznesu", przeprowadzonym przez miesięcznik "Forbes". Rankingiem objęto duże miasta Polski, liczące od 150 do 300 tys. mieszkańców. Z roku na rok zajmujemy coraz wyższe miejsca, co jest dowodem nasze działania w mieście idą w dobrym kierunku – mówi Piotr Grzymowicz, Prezydent Olsztyna."
Takie to optymistyczne przesłanie znaleźć można na stronie olsztyńskiego Urzędu Miasta: http://www.gospodarka.olsztyn.eu/pl,aktualnosci,article,148,olsztyn-atra.html

Wydawałoby się więc, że Olsztyn to miasto wyróżniające się rozwojem gospodarczym na tle kraju, będące jednocześnie lokomotywą gospodarczą regionu i zapewniające mieszkańcom możliwości znalezienia atrakcyjnej pracy i bezpieczeństwo ekonomiczne. Patrząc z zewnątrz dojść można jednak do wniosku, że ma to niewiele wspólnego ze stanem faktycznym a stanowi znakomite usprawiedliwienie dla nieróbstwa prezydenta i władz miasta.

Wytrwalsi czytelnicy serwisu internetowego olsztyn.eu znajdą jeszcze taką informację z dnia 28 marca b.r. : "Konferencją tematyczną zainaugurowano budowę i powstanie Olsztyńskiego Parku Naukowo-Technologicznego. Planowany obiekt usytuowany będzie między Skandą i al. Piłsudskiego. Obecnie na tym terenie powstają drogi dojazdowe, a w przyszłości OPN-T być może stanie się obiektem na miarę Doliny Krzemowej." Ciężko o przykład większej megalomanii i niezrozumienia realiów gospodarczych, a może wręcz jest to przykład zwykłej urzędniczej głupoty?

Obie te informacje to przykład maskowania braku pomysłu na rozwój Olsztyna historyjkami z pogranicza propagandy i science-fiction. Wałkowane od zawsze plany rozwoju turystyki (wspierane przez festiwale serów i latawców), wydają się być pomysłem na miarę miasta 10 tysięcznego, a nie stolicy województwa o populacji dobijającej do 200 tysięcy. Zastanówmy się bowiem ile miejsc pracy wykreować można w turystyce przy naszym krótkim i kapryśnym sezonie, braku większych atrakcji w samym mieście i położeniu w jednym z najsłabiej dostępnych komunikacyjnie regionów Europy? Według danych Eurostat zatrudnienie w turystyce w krajach Unii Europejskiej stanowi od 6 do 11% ogólnego zatrudnienia. Według szacunków UE, turystyka stanowi 5 % PKB. Przyjmując 10% (zakładam, że jest to maksymalny wskaźnik dla dużego miasta nie leżącego nad Morzem Śródziemnym), przy zatrudnieniu 61 tys. osób (dane GUS) sektor turystyczny w naszym mieście wygeneruje docelowo 6,1 tysięcy miejsc pracy, z czego większa część zapewne już powstała. Czy można na tym opierać przyszłość Olsztyna? Powstaje więc pytanie, czy ktokolwiek rzetelnie zastanowił się nad ekonomicznym znaczeniem turystyki dla miasta? Czy cała teza opiera się na powtarzalnej bezmyślnie od wielu lat kalce o „wysokich walorach turystycznych Warmii i Mazur”. Aby uniknąć zarzutów o brak sensu w porównywaniu Olsztyna do miast takich jak Warszawa czy Gdańsk, należy powiedzieć od razu, że nasz punkt odniesienia zdefiniowany jest na innym poziomie. Bliski nam geograficznie Toruń, miasto o porównywalnej wielkości i aspiracjach, także bije nas na głowę. I tak dla przykładu, od kilku lat kształtuje wizerunek miasta skupiającego firmy z branży elektronicznej. Swoje zakłady zbudowały tam już Sharp i kilkanaście innych firm skupionych w tzw. Crystal Park w podtoruńskich Łysomicach. Docelowo zatrudnią one kilkanaście tysięcy osób.

Co na to Olsztyn? Olsztyn żyje z umiejscowionego tu aparatu urzędniczego i UWM. To wystarcza, aby miasto jako tako prosperowało czerpiąc z transferów budżetowych. Lotnisko, dobry dojazd drogowy czy kolejowy, park przemysłowy i technologiczny, nowe zakłady pracy, rozwój usług, aquapark, nowoczesna hala widowiskowa, zrewitalizowane centrum miasta – to wszystko nie jest potrzebne.