Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gospodarka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gospodarka. Pokaż wszystkie posty

środa, 14 listopada 2012

Z wspieraniem przedsiębiorczości w Olsztynie wychodzi jak zawsze

Usilnie próbuję doszukać się plusów w olsztyńskiej rzeczywistości. Była dobra szansa, ale znowu pojawia się poczucie, że coś nie do końca zagrało.
Polski Czempion - program zorganizowany przez trzy instytucje: Agencja Rozwoju Aglomeracji Wrocławskiej (że też mają coś takiego?) , PAIIZ i PwC - ma pomoc wybranym przedsiębiorstwom z danego miasta w ekspansji na rynki zagraniczne. W programie biorą jeszcze udział Gdańsk, Katowice, Poznań, Szczecin oraz Rzeszów. O dziwo z zaskoczenia dołączył też Olsztyn.
W związku z tym w dniu wczorajszym odbyło się w Olsztynie spotkanie inicjatywy.
Program spotkania:
11:00 powitanie gości: Anna Wasilewska oraz Piotr Grzymowicz
11:05 Prezentacja założeń Programu „Polski Czempion i omówienie bieżących aspektów ekonomicznych ekspansji na rynki zagraniczne w kontekście obecnej sytuacji gospodarczej w Europie
11:35 Prezentacja firm i ich doświadczenia w zakresie ekspansji na rynki zagraniczne
12:35 Wstępna diagnoza potrzeb warmińsko-mazurskich i olsztyńskich firm w ramach programu
 
Bardzo ciekawy pomysł, agenda spotkania też sensowna, co więc znowu poszło nie tak? A więc frekwencja i promocja spotkania -  miało ono charakter wybitnie kanapowy.
 
Z fotoreportażu na portalu olsztyn24.com dowiadujemy się, że na sali zasiadło 8 osób! Mimo wybitnych wysiłków kadrującego fotografa nie da się tego ukryć :)
Można obstawić, że z tych ośmiu jakieś 4 były od strony organizatorów - przecież skoro projekt organizuje kilka stron (ARAW, PAIIZ, PwC, UM, Urz. Marsz.) to pewnie wysłali swoich przedstawicieli.

Czyli jak widać znowu "one man show" a może precyzyjniej "one man and one woman show" czyli pan Grzymowicz,  i pani Wasilewska w roli orkiestry, dyrygenta i publiczności.
A gdzie przedsiębiorcy? Bardzo sprytnie można sobie wpisać do agendy "diagnoza potrzeb warmińsko-mazurskich i olsztyńskich firm" i debatować z 4 firmami :)
 
Chyba tylko po to aby nie przyszedł ktoś nieplanowy i nie popsuł zabawy informację o spotkaniu dodano w serwisie Urzędu Miasta w dniu spotkania. W ten sposób można się było pogrzać we własnym sosie a kto wie może i wybrać do programu te firmy, które akurat wiedziały...
Nie natrafiliśmy w żadnych lokalnych mediach na informację o spotkaniu umieszczoną z wyprzedzeniem i zachęcającą kogokolwiek do udziału. Pytanie więc - jakie są zasady rekrutacji firm, kto był na spotkaniu etc. ? Tego też brakuje w komunikacie ratusza wydanym ex post. Jeśli ktoś wie cokolwiek na ten temat to prosimy o informacje.
 
Może chcieli dobrze ale zabrakło wykończenia albo oleju, albo profesjonalizmu - tak jak ze znanym już INFOMRATOREM gospodarczym. Ale przebija się też nieśmiała myśl, że może wcale nie chcieli ? Może chcieli tylko odfajkować, odegrać szopkę, pstryknąć fotki i na tym koniec?

niedziela, 28 października 2012

Olsztyński punkt widzenia i punkt siedzenia


Bardziej zorientowani w olsztyńskich realiach czytelnicy mówią nam, że problematyka poruszana w artykułach wskazuje na brak zrozumienia sytuacji i motywów postępowania drugiej strony - czyli tych o których piszemy. Idąc dalej polecają abyśmy wczuli się w skórę olsztyńskiego pana i wójta i spojrzeli na świat z ich strony.

W związku z tym dzisiejsza próba kilku ostatnich wydarzeń z obszaru gospodarczego w Olsztynie oczami głównych aktorów olsztyńskiego matrixu. Postaram się dokonać próby przedstawienia tych wydarzeń z perspektywy bloga - czyli podchodząc do tematu z punktu widzenia logiki i interesów "ogółu" a dla porównania spróbuję zdiagnozować odczucia i motywacje matrixu dla każdej z opisanych sytuacji. Oczywiście jest to tylko pewna próba, nie wiemy czy naprawdę tak jest. Poniżej hipotetyczna analiza trzech wiadomości z ostatnich dni.

1. Jarmark świąteczny tylko w weekend, bo nie ma dotacji unijnej na jego organizację (link) 

Wariant 1: Podejście logiczno-zdroworozsądkowe.
Jarmarki lokalne do dziś służą wykładowcom uczącym studentów na I roku studiów ekonomicznych do wyjaśnienia idei wolnego rynku. Jarmark to esencja takiego rynku - spotykają się producenci/sprzedawcy i klienci. Następuje przepływ dóbr i pieniądza. Wszyscy na tym korzystają, jedni zarabiają inni zaspokajają swoje potrzeby materialne. Jarmarki świąteczne to w Niemczech wielki biznes szacowany na 5 mld Euro rocznie. Jarmark to pewien szczególny rodzaj handlu i nie rozumiem, czemu brak dofinansowania z Unii nie pozwala nam handlować? Czy targowisko na Grunwaldzkiej powstało za pieniądze unijne? Oczywiście nie, w czym więc problem?

Wariant 2: Podejście matrixowe
Jarmark to taki kolejny rodzaj imprezy wynalezionej przez człowieka z ratusza (facet był w Niemczech i odkrył proch - czyli napił się Gluhweina a potem sprzedał to w Olsztynie jako swój pomysł).

Jarmark to okazja abyśmy wypromowali się jako Ci, którzy coś robią dla miasta i uzasadnili swoje istnienie. Dlatego jarmark nie może być rynkiem w sensie ekonomicznym, musi to być odgórnie zaplanowane i sterowane przez nas wydarzenie. Co więcej my powiemy kto i na jakich zasadach tam wystawi stoisko a także my wydamy pieniądze unijne na organizację - są więc szanse na jakieś dodatkowe korzyści. Jeśli nie ma dodatkowych 700 tys. z Unii na jarmark to nasza korzyść nie jest na tyle duża aby całą imprezę organizować.

Komentarz: przy takim podejściu już niedługo może się okazać, że bez środków unijnych nie wybudujemy żadnej drogi, nie wyremontujemy żadnego zabytku, nie kupimy nowego autobusu a na koniec zamkniemy sklepy spożywcze - bo Unia nie dofinansuje.
 

2. UWM pozyskał pieniądze na projekty dla biznesu i za te pieniądze pracownicy UWM odbędą staże w firmach i opracują pomysły na wsparcie biznesu tych firm. (link)

Wariant 1: Podejście logiczno-zdroworozsądkowe.
Współpraca na linii nauka- biznes, której w naszym kraju nie ma polega na tym, że prywatny kapitał wspiera uczelnie w prowadzeniu badań, z których to wyników badań potem korzysta. Tak jest na przykład w USA i to tam rozkwitają najlepsze uczelnie. Dotowanie uczelni po to aby pracowała dla potrzeb biznesu nadal jest po prostu oddalonym od potrzeb rynku dotowaniem jakbyśmy tego nie nazwali. Naukowiec zostanie opłacony niezależnie od tego czy jego pomysł znajdzie zastosowanie praktyczne w firmie.
 
Wariant 2: Podejście matrixowe
Nie wiadomo czy uczelnia jest w stanie komukolwiek pomóc na tyle skutecznie aby ktoś zapłacił za doradztwo biznesowe czy badania nakierowane na potrzeby biznesu. Załatwmy jakąś kasę z budżetu bądź z projektu unijnego, a wtedy nawet jak pomysły naszych naukowców nie zostaną wykorzystane bo będą słabe to firmy się na to nie obrażą, bo nie będą przecież za to płacić. A, że jakieś środki publicznę zostaną zużyte nieproduktywnie. Trochę ludzi sobie dorobi.

Komentarz : miało być znowu śmiesznie, ale... W realiach polskich przyznać trzeba, że podejście matrixowe jest korzystne dla Olsztyna. Niezależnie od przydatności pomysłu, do miasta i uczelni spłyną jakieś fundusze i zasilą regionalną naukę i gospodarkę. Także nie można się przyczepić - UWM zagrał tak jak system pozwala. A kto wie może faktycznie powstaną jakieś dobre pomysły?


3. Olsztyńska loża BCC wyśle list do premiera postulując m.in. podniesienie poziomu edukacji ekonomicznej społeczeństwa i usprawnienie pracy aparatu skarbowego oraz zakończenie medialnych nagonek na firmy finansowe, zajmujące się pośrednictwem, oraz odbudowanie społecznego zaufania do przedsiębiorczości. (link)
Prezes Olsztyńskiej loży BCC - pan Wiesław Lubiński - fot. www.ro.com.pl

Wariant 1: Podejście logiczno-zdroworozsądkowe.
Olsztyn ma dużo bardziej prozaiczne problemy ograniczające możliwości prowadzenia biznesu i wzorstu gospodarczego niż chociażby zaufanie do przedsiębiorczości. Z kolei troska o firmy finansowe brzmi jak żart, czyżbyśmy utożsamiali nasze interesy z interesami órżnych tam ambergoldów i ołpenfajansów? A co z drogami i połączeniami kolejowymi do Olsztyna? Co z lotniskiem? Co z wysokim bezrobociem w regionie ograniczającym siłę nabywczą klienteli biznesów prowadzonych przez panów z BCC?
 
Wariant 2: Podejście matrixowe
Co jakiś czas musimy się przypomnieć, że istniejemy i że coś robimy. Najlepiej jak będzie to strzał z grubej rury, w Olsztynie to zrobi wrażenie, że piszemy do premiera. Poza tym może media ogólnopolskie podchwycą temat i ktoś usłyszy, że istniejemy? Można by wprawdzie napisać o problemach regionu, ale przecież prowadzimy swoje firmy od 20 lat i jest nam w miarę dobrze. W sumie to po co nam te lotnisko? A nuż przyleci jakiś Poznaniak i założy nam coś konkurencyjnego? Po co nam w ogóle rozwój gospodarczy miasta jeśli miałby oznaczać otwarcie na zewnętrznych inwestorów? Nawet jak nie będą z nami konkurować bo będą to Koreańczycy produkujący telewizory to podkupią siłę roboczą, trzeba będzie Olsztyniakom płacić większe pensje.

Komentarz: krótkookresowo zapewne racja. Poza tym panowie biznesmeni nie są od zbawiania świata, ale od interesów. Ale w ten właśnie sposób podcinają gałąź na której siedzą - biedne miasto = mała siła nabywcza, mały rynek zbytu etc. Czym więcej ludzi wyjedzie z Olsztyna w poszukiwaniu lepszego życia tym mniejsze możliwości biznesowe na przyszłość itd. itp. 

Podsumowując - wychodzi na to, że jakieś ogólnie zgodne, racjonalne działanie dla zwiększenia pomyślności gospodarczej Olsztyna samoistnie nie nastąpi. Zbyt duża jest różnica interesów w potrzebach wszelakich grup, które mają silną pozycję w mieście takich jak urzędnicy, lokalni biznesmeni, uniwersytet, a jeszcze większa jest rozbieżność tych interesów z interesem ogółu mieszkańców. Oczywiście czasami może pojawiać się pewna zbieżność, ale tylko okazjonalna i przypadkowa.  To taki model rodem z socjalizmu - to nic, że ogólnie wszyscy mamy gorzej niż gdzie indziej, ale akurat moja grupa ma lepiej niż większość.

Co więc należy zrobić? Opracować jakiś plan działania dla miasta oparty na sytuacji którą Ronald Reagan opisał nastepująco "wysoka woda podnosi wszystkie łódki". Na ogólnej poprawie sytuacji gospodarczej miasta długookresowo zyskaliby wszyscy. Brakuje tylko lidera, który zebrał by środowiska opiniotwórcze i decyzyjne, stworzył wspólną platformę dyskusyjną i rozpoczął debatę. Środowisko urzędnicze jest w Olsztynie na tyle jałowe intelektualnie, że raczej tej roli nie podejmie. Może więc UWM? 


środa, 29 sierpnia 2012

Big deal czy big mac?

Post nr 100 musi być trochę refleksyjny:)

Jeszcze w zimowych butach czyli dobre pól roku temu można było wziąć udział we wstępie do wstępu konsultacji społecznych dot. Zintegrowanego Planu Rozwoju Śródmieścia. A filmy jak na Olsztyn, aż dziwne że nie były zakazane.

Dzięki temu, że były to właśnie projekcje tematycznych dokumentów, a tylko w części dyskusja z udziałem ratuszowych dyrektorów, nie mogło być w 100% nudno. Nie było tym bardziej że pokazano coś co póki co w Olsztynie jest niemożliwe ze względów na bariery które siedzą w ludzkich głowach, bo czy jesteśmy w stanie wyobrazić sobie w Olsztynie taką akcję jak w Bogocie na przykład, gdzie wybrany burmistrz z dnia na dzień pozamieniał parkingi na trawniki wbrew oburzeniu i protestom, ale dzięki temu sprawił że położona wysoko w górach stolica Kolumbii pozbyła się swych podstawowych problemów (korki, wysoka przestępczość) i zaczęła łapać tlen - w przenośni i dosłownie?



Foto: Miasto nie ma problemu np. z takimi rzeczami jak ustawienie barierek. Tu skuteczność w ich wciskaniu jest porażająco wysoka!

Czy w Olsztynie jest ktoś kto potrafiłby nie iść na łatwiznę i zaproponować prawdziwą wizję miasta wyjątkowego i dążyć do realizacji prawdziwej strategii? Czy łatwiej jest się trzymać dokumentu strategii który pozwala robić wszystko: nawet podejmować dwa sprzeczne ze sobą działania.
Klepane od lat sloganów w stylu "mamy kilkanaście jezior", "miasto ma największy las w granicach administracyjnych - zielone płuca" czy też "Olsztyn jest znacznym ośrodkiem akademickim" to trochę mało... bo
ad.1 tuż obok jeziora wstawia się ekrany dźwiękochłonne które sprawiają że jeziorom nadaje się uroku stawów rybnych,
ad. 2 miasto się rozlewa na południe i mieszkaniec takiej ulicy Srebrnej czy Złotej szybciej dojedzie do rezerwatu Las Warmiński, Łańska czy Plusek niż ma się przebijać przez cały Olsztyn do lasu który nazywa się "miejskim",
ad. 3. jeśli nic się nie zmieni w zarządzaniu uczelnią i nie wykorzysta się jej atutów (m.in. kampus, ośrodek sportowy), albo nie zaczniemy płodzić dzieci to UWM stanie się pierwszym uniwersytetem na liście kandydatów do miana lokalnej szkoły wyższej a nie ośrodka wiodącego.

Wielkiej zmiany w Olsztynie nie będzie bo taka nie ma przez kogo zostać zrealizowana.
1. Urzędnicy nie potrafią rozmawiać i nie chcą rozmawiać. Nie dotyczy to tylko często poruszanych konsultacji, ale już samych spraw bieżących:
- nie da się wprowadzić kolei miejskiej, mimo że wozić ludzi chcą przewoźnicy kolejowi! - gdy przygotowuje się parking na Orkana, "nie da się" zrobić wjazdu od strony Statoila, bo... "to teren prywatny" (ale Statoil powinien być zainteresowany), bo... "na Śliwy będą buspasy" (więc zamykamy wszystkie zjazdy? zatem gdzie będzie można skręcić jadąc od Kortowa? Za Ratuszem?), bo... "tam są zbiorniki z paliwem" (można zrobić zjazd za nimi, a zresztą one nie są na powierzchni a nad nimi są miejsca postojowe), bo... "Pan myśli nieracjonalnie" (cyt. z Dyrektora Piekarskiego),
- ścieżka pieszo-rowerowa przy Warszawskiej będzie węższa (budują buspas), mimo iż po drugiej stronie płotu jest trawnik o szerokości kilku metrów, ale... nie da się bo "to teren wojskowy", więc nikt się tematu nie podejmie, chociażby wojsko miało problem z utrzymaniem tego terenu i chętnie się części pozbyło.
- przejście naziemne przy Alfie, które wymaga niewielkich nakładów (parę litrów farby, znaki pionowe które wycięto, odkręcenie paru płotków) będzie przywrócone, ale nie wiadomo kiedy.

2. Urzędnicy mają podejście defensywne, czyli robi się tylko to co musi, a nie to co może. Widać to nawet w wypowiedziach urzędników na stanowiskach dyrektorskich. "Ustawa nie nakazuje" to w tłumaczeniu na język polski oznacza, że "czegoś nie wolno robić". Przykładowy pomysł społeczników pt. Kajak Miejski to zadanie, którego nie jest w stanie objąć urząd. Pomimo tego, że w strategii można znaleźć masę celów zbieżnych z tym co proponują społecznicy to najlepiej brak sprawności w działaniu zrzucić na to że ustawa nie nakazuje. W domyśle: miejmy pretensje do Donka i spółki.

3. Brak dostosowań administracji do potrzeb. Miasto z kilkunastoma jeziorami i trzema rzekami nie ma kogoś odpowiedzialnego za wodę!. Za kolej odpowiadają spółki kolejowe więc "miastu nic do tego". Za ścieżki rowerowe od niedawna odpowiedzialny jest oficer na 1/4 etatu, czyli mniej więcej: oficer x 25% = "ćwierćoficer rowerowy" = "starszy szeregowy rowerowy", co pokazuje podejście władzy do tematu rowerów: to rekreacja! Ścieżki najszybciej powstają w lesie. Dzięki temu za rok, dwa będzie można powiedzieć, że rower nie jest w stanie zastąpić samochodu, bo przecież mamy dużo nowych ścieżek a samochodów jest coraz więcej.

4. Czy urzędnicy są w stanie przyciągnąć do Olsztyna dużego inwestora? Taki który byłby w stanie ochronić mieszkańców Olsztyna przed ewentualną wyprowadzką Michelina do Chin lub przynajmniej sprawić by Francuz nie miał monopsonu na rynku pracy w Olsztynie, a zwykły robotnik przy taśmie nie miał dylematu: praca za grosze lub brak pracy. Nie, bo duży inwestor wymagałby skoordynowania działań wielu wydziałów urzędu. W dzisiejszych czasach ściągnięcie tu takiego LG (jak w Mławie) czy Sharpa (jak w Toruniu) wymaga konkretnej oferty związanej nie tylko z oddaniem terenu i zwolenieniem z podatku, ale też przedstawienia wieloletnich planów w zakresie dostarczania odpowiednio wykształconych kadr, tworzenia infrastruktury (ale nie tylko drogowej!), potrzeba przewidywalności! Niski rating Olsztyna i bzdurnie wydawane pieniądze jeszcze to utrudniają!

Miejscy urzędnicy potrafią skupić się na małych punktach, dlatego są w stanie odsprzedać kolejny grunt deweloperowi pod budowictwo mieszkaniowe czy pod galerie handlową (ogromna stopa zwrotu inwestora sprawia że ten jest w stanie przewalczyć nawet betonowych urzędników), ale nie są w stanie prowadzić spraw wielkich. Big dealu jak w Bogocie nie będzie, będą powszechne proste rozwiązania, czyli takie siermiężne Big Mac'i.

piątek, 15 czerwca 2012

Na poprawę nastrojów w mieście galeria handlowa

Olsztyński serial galeryjny opisywany przez nas tutaj trwa nadal. Otóż nastąpiło kilka wyraźnych zwrotów akcji  - ekpia ratuszowa dotychczas "blokująca" od jakiegoś czasu twierdzi, że kolejna galeria w Olsztynie jest niezbędna i powstanie ona w miejscu na które zęby ostrzy sobie inwestor Galerii Warmińskiej. I teraz powstaje pytanie, co się zmieniło, że ratusz zmienił zdanie? Dotychczasowy plan zagospodarowania przestrzennego dla planowanej lokaliacji w rejonie skrzyżowania ulic Sikorskiego i Tuwima nie przewidywał wielkopowierzchniowego handlu, co się wobec tego stałoo? Chyba tylko to, że nikt nie skusił się na budowę stadionu w zamian za możliwość postawienia obok niego galerii handlowej. W związku z tym aby pokryć powstałe zakłopotanie prezydent w pośpiechu realizuje plan B = "Dajmy ludowi jakieś nowe szklane paciorki, musi coś się dziać, przecież przyspieszamy".

I tu pierwsza zauważalna kontrowersja. W rozsądnie zarządzanych miastach istnieją plany czy koncepcje zagospodarowania przestrzennego, których nie zmienia się ad hoc w ramach twórczej bieżączki. Sytuacja, w której galerie są blokowane a potem nagle ze względu na jeden niewypał w błyskawicznym tempie wciskamy inną galerię tam gdzie miało jej nie być jest dziwna. Skąd taka duża swoboda urzędnicza w podejmowaniu decyzji o tym kto gdzie i jaki ma robić biznes? To typowa sytuacja korupcjogenna - za dużo władzy urzędnika, który decyduje kto może zarobić a kto nie. Czemu dać zarobić Warmińskiej a nie dać komuś innemu? Bo przecież są i inni chętni.
Z punktu widzenia planistyki miasta to tak jak z przesuwaniem jeziora w PRLowskiej komedii:

Miastem zarządza się długofalowo i w horyzoncie wieloletnim, a nie na zasadzie, że tu nam nie wyszło z galerią to wsadzimy ją gdzie indziej - czyli pomiędzy trzema ważnymi i korkującymi się trasami.
Druga kontrowersja to dylemat ekonomiczny: czy galerie to wielki sukces i  to na co czekają mieszkańcy Olsztyna?
Przypomnę co powiedział swego czasu P. Grzymowicz w wywiadzie dla GO: "Olsztyn jest miastem atrakcyjnym gospodarczo i inwestycyjnie. (...) Wynika z nich, że Olsztyn jako jedno z niewielu miast, w najbliższej przyszłości będzie notował dodatni przyrost naturalny, a to między innymi znaczy, że wzrośnie liczba konsumentów dóbr materialnych."
Przecież to żadna atrakcyjność. Jest wielu chętnych, którzy chcą nam sprzedać żywność i ubrania. Oni na tym zarobią. My nie.  My nie jesteśmy dla nich atrakcyjni, my jesteśmy dla nim RYNKIEM ZBYTU. Czy taki problem to zrozumieć? Ten model nie prowadzi do rozwoju miasta. To pójście na łatwiznę prowadzące donikąd.
Jeśli atrakcyjność gospodarczą Olsztyna prezydent mierzy liczbą żołądków do wykarmienia to znaczy, że nie rozumie otaczającego nas świata. Chodzi o to aby wytworzyć i sprzedać, o to się toczy gra. Kupić jest łatwo - trzeba tylko mieć pieniądze.
fot:olsztyn.com.pl
Trzecia kontrowersja to ekonomiści UWM zachwalający galerie.
Poczytny lokalny dziennik opublikował artykuł w którym dr Tomasz Wierzejski z UWM zachwala galerie i widzi potrzebę ich budowy w Olsztynie. link
"Żyję nadzieją, że w Olsztynie będzie więcej galerii handlowych — mówi ekonomista Tomasz Wierzejski. — Zniknie zmowa cenowa i pojawi się uzdrawiająca dla rynku konkurencja. Również badania stale potwierdzają, że na niemal 180 tysięcy mieszkańców jedno centrum handlowe to za mało."
To takie zdecydowanie anachroniczne poglądy. Po pierwsze konkurencja między galeriami jest wątpliwa - ten sam kapitał inwestycyjny, te same sieci sklepów, ceny i oferta ustalane odgórnie w stolicy. Po drugie z takimi gigantami nie są w stanie konkurować przedsiębiorcy lokalni co dla miasta będzie bolesne! Spójrzmy tylko jaka konsumpcja odbywa się w Alfie - w tym czasie handel na Starym Mieście podobno słabo sobie radzi (oczywiście Starówka Razem twierdzi, że to dlatego, że nie można wjeżdżać do ich lokali samochodami ) Tendencja jest taka, że w nowych galeriach wrzuca się obecnie taką ilość gastronomii, że planowana Warmińska nakarmi pewnie pół Olsztyna. Padnie też zapewne cała drobnica handlowa ulokowana na Wilczyńskiego, i wrócimy do modelu blokowiska doklejonego do kombinatu handlowego wzdłuż Sikorskiego (Warmińska, Praktiker, Media Markt, Real, a ponoć w kolejce czeka IKEA i paru innych)

Czwarta kontrowersja - obiektywizm i profesjonalizm.
Mirosław Gornowicz przewodniczący prezydenckiego klubu "Ponad Podziałami" w Radzie Miasta to szef ekonomisty Tomasza Wierzejskiego na UWM (jako kierownik katedry). I ma miejsce taka transparentna sytuacja - prezydent i jego ekipa podjęli decyzję, że pozwolą galerii Warmińskiej powstać, a jednocześnie dr Wierzejski podległy zawodowo na UWM prawej ręce Grzymowicza czyli Gornowiczowi startuje z eksperckimi i niezależnymi tezami w mediach, że galerie to długo oczekiwane dobro. To jest dopiero gra strategiczna olsztyńskiego matrixu.

Całą zabawę zepsuli mieszkańcy Olsztyna, którzy nie docenili dobroczynnego wpływu galerii na miasto! Pod entuzjastycznym artykułem w GO pojawiło się mnóstwo komentarzy, które nie tylko merytorycznie biły na głowę p. Wierzejskiego ale pokazały, że w Olsztynie ludzi myślących są całe tabuny. Niektóre z tych komentarzy są tak trafne, że wręcz odbierają chleb naszemu blogowi. Nie musimy więc już nic pisać, podamy przykład kilku wypowiedzi. Konkurencja była spora, wybraliśmy tylko kilka i zachęcamy do ich przeczytania. Mieszkańcy miasta wykładają panom ekonomistom z UWM jak wygląda dzisiejszy świat:
Cytujemy niektóre:
"W galeriach handlowych od 80 do 90% firm ma siedziby w Warszawie lub poza granicami naszego kraju. (...) Jaką więc korzyść poza niewielkimi ruchami cen w dół ma z takiej galerii Olsztyn czy szerzej Warmia i Mazury szanowny Panie ekonomisto (...)?"
"Szanowni panowie "ekonomiści". Może najpierw dajmy Olsztyniakom pracę np. w nowych zakładach produkcyjnych lub innych gałęziach gospodarki a dopiero potem budujmy nowe galerie handlowe... (...) Tyle że jak się jedzie do tych miast to są tam całe dzielnice przemysłowe gdzie widać ogromne fabryki, magazyny, siedziby znanych firm... A u nas pola,, lasy i miasto w środku tego... Jestem jak najbardziej za galeriami handlowymi, ale najpierw praca, potem galerie..."

HIT według bloga: "Będzie druga, trzecia...piąta galeria i co z tego. Otrzymasz 33 kino i co ci to da? Chciałbym żeby moje dzieci miały w Olsztynie najlepsze szkoły w Polsce, najlepszą opiekę zdrowotną w kraju, nieskażoną przyrodę, sport na najwyższym poziomie do trenowania...oczywiście lotnisko itd. A kolejne galerię? Może i się przydadzą ale na pewno nie są treścią mojego życia. Są ciekawsze sprawy w życiu..."



"Żal mi Tomasza ekonomisty( ... ). Troche z historii: już w średniowieczu jak Krzyżacy zakładali na naszym terenie miasta, to bardzo dbali o aby ściągnąć taką ilość kupców i rzemieślników, aby Ci mogli zarobić i jeszcze stać ich było na płacenie podatków. Ci kupcy wydawali pieniądze na miejscu przyczyniając się do rozwoju miasta. Wprowadzanie Galerii i co za tym idzie zapraszanie kupców z całego świata w zamian za podatek gruntowy i bankructwo miejscowych przedsiębiorców doprowadzi tylko do zubożenia naszego miasta i wypłynięcia naszych pieniędzy na zewnątrz. (...)"

"Olsztyn ach... szkoda mi tego miasta... takie tępe władze ... myślą że galerie handlowe przyniosą pracę.. dla kogo, dla studentów za 8-9 zł na umowę zlecenie? (...)"

"Pan ekonomista (...) nie wie chyba (albo nie chce wiedzieć), że centra handlowe w miastach niszczą małych i średnich przedsiębiorców, którzy akurat miastu płacą podatki i zatrudniają pracowników w odróżnieniu od galerii. Już Warszawa zreflektowała się, jaką głupotę zrobiła pozwalając na centra handlowe na terenie miasta. Ale Olsztyn, jako jądro głupoty, zawsze nie nadąża - vide: http://biznes.gazetaprawna.pl/komentarze/619872,kazmierczak_warszawa_miastem_widmem_i_nie_tylko_ona.html"

"Uroczyście przysięgam, że przestane krytykować olsztyńskie władze, jeśli powstanie w mieście nowy teren inwestycyjny dla firm, które chcą zbudować tu jakikolwiek zakład produkcyjny zatrudniający powyżej 500 osób. Złego słowa nie powiem na Prezydenta Miasta jeśli przedstawi spójny i realny projekt aktywnego zwalczania bezrobocia w mieście. Chwalić będę ze wszystkich sił, jeśli miasto stworzy skuteczny program zachęcania przedsiębiorców do inwestowania w poza handlowe miejsca pracy w Olsztynie. Peany wygłaszać będę, jeśli dzięki działaniom Urzędu Miasta co najmniej 10% absolwentów UWM zechce zostać w Olsztynie i z nim związać swoją karierę zawodową. (...) Prezydencie Grzymowicz, Rado Miejska, weźcie się wreszcie do roboty zamiast uśmiechać się do nas z Facebooka!!!

"Szanowni czytelnicy i redakcjo. Mam taką gorącą prośbę: czy zamiast pisać o pierdołach i cytować pseudo ekonomistów możecie się skupić na podawaniu budujących faktów? Chciałbym przeczytać że dzięki staraniom władz miasta ściągnięto do Olsztyna firmę, która zatrudniła chociaż z 30 osób przy prodkukcji. A może ktoś zna jakiś przykład przedsiębiorstwa, które zwiększyło zatrudnienie, płaci godziwe stawki (za umowe o pracę a nie jakieś śmieciowe umowy). Chciałbym aby pokazywano takie firmy - w jakiś sposób dzięki temu reklamowano je i ich wyroby. Powstaje Park Naukowo-Techniczny : na olbrzymim terenie za megakasę. Może już wiadomo jaka fima wysokich technologi otworzy tam swój oddział? Dla kokoś to się buduje. No chyba że tylko dla aptekarza, piekarza i betoniarza. (...)?"

"Przypomina mi się z jednej książki opis targowiska pełnego żydowskich handlarzy i chłopskich furmanek. Wszyscy histerycznie usiłowali coś sprzedać, ale nikt prawie nie kupował, bo bieda w okolicy aż piszczala."



niedziela, 15 kwietnia 2012

Warmia i Mazury, arm aber sexy

Kontynuacja artykułu o regionie elbląsko-sanockim

Rozwijając tytuł, wytłumaczyć należy, że powiedzenie ukuto dla Berlina, który nie należy do najbogatszych miast niemieckich ale ma sporą siłę przyciągania i oferuje wielu ludziom satysfakcjonujące życie. Berlin, arm aber sexy - biedny ale seksowny. W wersji dla Warmii i Mazur przetłumaczmy to jako "Skromnie ale godnie" :)

Warmia i Mazury mimo, że nie najbogatsze to jednak mogą być atrakcyjną marką. To może być fajny region, atrakcyjne miejsce do życia, turystyki, studiowania etc. Ciągle jeszcze resztki postrzegania regionu jako czegoś wyjątkowego istnieją. Jednak szuflada Polska Wschodnia powoduje, że przestajemy być atrakcyjni. Bo Polska Wschodnia to m.in. Kielce, Stalowa Wola i Biała Podlaska, a im raczej bycie cool nie grozi, tak jak nie grozi im to aby przeciętny rodak marzył aby tam spędzić urlop czy zamieszkać. Ale już takich marzących o zamieszkaniu w Mikołajkach, Iławie, Pluskach czy Giżycku jest sporo. Wszystko jednak ulega szybkiej erozji dzięki lansowanemu w mediach obrazowi, który mówi, że Polska Wschodnia to drewniane chałupy, cerkwie, śledzikowanie. A najczęstszy przekaż w mediach to ten, który mówi, że tam mieszkają ludzie, którzy czekają tylko i wyłącznie na to aby im pomóc.

To tytułem atrakcyjności. Czas na temat bardziej wymierny. Czy Warmia i Mazury mogą się rozwijać i bogacić? Już znany teoretyk wszechnauk Karol Marks stwierdził, że kapitalizm replikuje się przez sąsiedztwo z bogatymi :-) (to parafraza a nie dosłowny cytat). Naturalnie więc i my powinniśmy szukać szansy we współpracy z regionami bogatszymi i lepiej rozwiniętymi niż z tymi biedniejszymi. Analogicznie Polska szuka partnera w Unii Europejskiej a nie w Białorusi czy Ukrainie. Należy więc postawić na współpracę z pomorskim, kujawsko-pomorskim a nawet wielkopolskim. Dążyć do poprawy sieci dróg prowadzących na zachód. To stamtąd może przyjść kapitał, technologie i modernizacja. Bynajmniej nie od strony Białegostoku. Będzie to tym łatwiejsze, że gospodarczo jesteśmy podobni do sąsiadów zachodnich a nie wschodnich.

Karmi się nas informacjami , że z Polską Wschodnią połączyła nas bieda i bezrobocie. Ale zupełnie inna bieda i bezrobocie oraz ich przyczyny występują na Podlasiu a inneWarmii i Mazurach.

W pierwszym przypadku to kwestia zapóźnienia wynikającego z "dobrodziejstw" zaboru rosyjskiego, rozdrobnienia rolnictwa i dużego udziału ludności rolniczej. Z kolei na Warmii i Mazurach bieda jest spowodowana głównie wysokim udziałem PGRów w czasach dawnego systemu. Upadek tychże spowodował powstanie wysokiego bezrobocia strukturalnego, które na Podlasiu nie występuje. Widać to na poniższej grafice - pas bezrobocia w województwach północnych i zachodnich. Naprawdę czy to tzw Polska A czy B, sytuacja wiosek popegieerowskich pomiędzy Olsztynem a Szczecinem nie różni się bardzo.
Co więcej to właśnie to postPGRowskie bezrobocie to cecha wspólna dla Polski północnej i zachodniej.


Na czym polega problem całej opisanej sytuacji?

Jeśli uspójnimy problemy tak skrajnie odmiennych regionów to w jaki sposób możemy te problemy likwidować? To tak jakby pacjentów z oddziałów ortopedycznego, kardiologicznego i okulistycznego zacząć leczyć jednym lekarstwem. Każdy z tych regionów ma inne cele i inne ścieżki rozwoju. Wrzucenie do jednego worka dyskredytuje sensowność wszelkich działań. Olsztynowi na pewno nie jest po drodze z Białymstokiem ani Kielcami. 

Podstawowa odmienność naszego regionu od reszy Polski wschodniej to wielkość gospodarstw rolnych i związana z tym struktura mieszkańców regionu. Polska Północna to gospodarstwa duże, powstałe w dużej cześci na bazie ziemi po upadłych PGRach (albo przejęte po autochtonach), a tymczasem Polska Wschodnia to gospodarstwa małorolne, bedące wynikiem trwającego od pokoleń przeludnienia wsi,  przy czym każdy ma te kilka swoich hektarów.  Powoduje to, że bezrobocie oficjalne na wsi praktycznie tam nie istnieje.
To sytuacja w której mamy mało hektarów, ale je mamy. Czyli jesteśmy zainteresowani istniejącym modelem redystrybucji dochodów poprzez dopłaty do hektara, dopłaty do KRUS, dopłaty do produkcji rolnej, wczesne emerytury.
Porównajmy to z bezrobotnym na Warmii i Mazurach, który nie ma swoich kilku hektarów, nie ma ubezpieczenia społecznego w KRUS, nie prowadzi produkcji rolnej, nie nabył praw do emerytury - w jego interesie jest rozwijanie gospodarki w taki sposób aby powstały miejsca pracy poza rolnictwem.  Ta nadwyżka siły roboczej domaga się miejsc pracy w usługach i produkcji. Ci ludzie potrzebują fabryk mebli, firm budowlanych, tartaków, hoteli, itd. Co więcej potrzebują dobrych połączeń z najbliższymi miastami gdzie najłatwiej będzie tą pracę znaleźć. Ich dzieci nie mogą zostać na gospodarstwie więc potrzebują także perspektyw edukacyjnych i zawodowych w zupełnie innej skali niż rówieśnicy na Podlasiu czy Lubelszczyźnie.


Konkluzja - oba światy wymagają zupełnie odrębnego podejścia. Są to wręcz podejścia przeciwstawne, pierwsze mówi "niech się dzieje co chce byleby były dopłaty dla rolników i dotacje budżetowe do emerytur rolniczych w KRUS" drugie podejście mówi: "tnijmy dopłaty dla rolników i dotacje do KRUS" bo zbyt obciążają gospodarkę kraju, która w związku z tym nie tworzy nowych miejsc pracy.

Spójrzmy teraz na rozwój społeczny. W koncepcji Polski Wschodniej jej mieszkańcy są określani jako konserwatywni, bardzo katoliccy, nieufni etc. Tymczasem wyniki wyborów do parlamentu pokazują jak jest naprawdę. Polska Wschodnia to tereny zasiedziałe z ludnością niewymieszaną, o przekonaniach głęboko katolickich, tradycyjne zagłębia elektoratu PiS. A tymczasem Warmia i Mazury jak cała Polska zachodnia i północna, zamieszkała jest przez ludność w większości napływową o przewadze zdecydowanie innych poglądów politycznych i społecznych.



Może sieć transportowa nas połączy?
Plany rozwoju sieci kolejowej - widać zupełną dezintegrację komunikacyjną tzw. Polski Wschodniej. Jedni są skomunikowani z Krakowem i Śląskiem, inni z Warszawą, a my z Pomorzem i Wielkopolską (tak, podróż z Olsztyna do Poznania to łatwizna w porównaniu z dojazdem do Lublina czy Rzeszowa). Ale właściwie po co budować taką sieć połączeń skoro to sztuczny twór. Kto planuje w najbliższym czasie podróż do Kielc albo Rzeszowa?
Ciekawostką jest mapka z rządowego dokumentu: Koncepcja Przestrzennego Zagospodarowania Kraju, która wyraźnie pokazuje z kim nam po drodze. Na lewo od nas cywilizacja, drogi, autostrady, lotniska, duże ośrodki metropolitalne. Na prawo? Niewiele.

Na czym polega problem całej opisanej w artykule sytuacji?

1. Bieda z biedą może tylko konkurować. Szans na rozwój trzeba szukać w integracji z silniejszymi i bogatszymi. Tylko to zapewni rozwój dyfuzyjny.

2. Skuteczność programów rozwojowych opartych o zuniwersalizowane kryteria, które nie uwzględniają zróżnicowania regionalnego jest wątpliwa.


3. Jeśli będziemy dawać karmić się bajkami o rozwoju Polski Wschodniej to stracimy z oczu naprawdę istotny cel dla regionu jakim jest współpraca w ramach Polski Północnej z województwami Pomorskim i Kujawsko - Pomorskim. To od strony Gdańska i Poznania dotrzeć może do nas postęp cywilizacyjny. To przez Toruń i Poznań prowadzi droga do Europy Zachodniej skąd napływa do Polski kapitał inwestycyjny, technologie czy wiedza. To do Torunia można dojechać pociągiem w trochę ponad 2 godziny, gdy tymczasem wyprawa do Lublina czy Rzeszowa brzmi jak podróż na krańce świata.

Kontynuacja artykułu o regionie elbląsko-sanockim

FCB:  Warmia i Mazury to nie region Polska Wschodnia

piątek, 16 marca 2012

Gazele Biznesu 2011

Gazele Biznesu to nazwa dość popularnego i dobrze rozpoznawalnego konkursu dla małych i średnich przedsiębiorstw. Zapisy regulaminowe wyróżniają ten konkurs spośród wielu innych m.in. tym że jest tu dość czysty układ: firmy nie są naciągane na członkostwo i opłatę z której przedsięwzięcie jest finansowane, a przy okazji prowadzący konkurs dość jasne reguły stawiają także przedstawicielom władz regionalnych na terenie których poszczególne gale się odbywają.
Współpraca lokalnych polityków z organizatorem polega na objęciu imprezy honorowym patronatem (bez opłat). Co więcej przedstawiciele marszałka i wojewody, bo tacy zdecydowali się na Warmii i Mazurach patronat objąć, mieliby możliwość wzięcia udziału w godzinnym panelu dyskusyjnym, razem z zaproszonymi gośćmi i przedsiębiorcami. Warto dodać, że na warmińsko-mazurskiej gali, która odbyła się w olsztyńskiej filharmonii obecnych było 100 przedsiębiorców, których firmy najlepiej radziły sobie w ostatnich trzech latach. Trzech, a więc nie są firmy które trafiają tu z przypadku, jak może się zdarzyć w przypadku konkursów w którym liczy się jeden rok i możliwy jest jednosezonowy "wystrzał w górę". Trzy lata w biznesie to wieki. Najczęściej nie możliwym jest utrzymaniu dzięki jednorazowej akcji i z grubsza rzecz biorąc prostej taktyce. Tu już zaczyna się liczyć strategia. Taką miały firmy m.in Riviera Furniture z Barczewa (432% wzrostu), MPMT z Nidzicy czy Szopex (znany z marki Olimp), Rombud i Ozamet. Na liście też znalazły się firmy które mocno stawiają na regionalizm jak np. Browar Kormoran (19. miejsce) i które swoimi produktami przyczyniają się także do utrwalania marki "Warmii i Mazur". W rankingu odnaleźć możemy, choć na dalszych miejscach nawet spółki komunalne: MPEC, PWiK z Olsztyna.

Galę przyćmił jednak fakt, że ani Wojewoda, ani Marszałek Województwa na gali się nie pojawili. Wydelegowany Jarosław Słoma może nie błysnąłby wiedzą z zakresu inwestowania na Warmii i Mazurach, ale z pewnością mógłby zapewnić o dobrym klimacie do prowadzenia biznesu, tak jak to ma miejsce na pozostałych galach, gdy władze regionalne często opowiadają o tym samym (potwierdzają to również dokumenty strategii województwa i nie chodzi już tylko o warmińsko-mazurskie, choć pod względem ogólności jest w czołowej piątce). Oliwy do ognia dolano nie tylko tym, że nie pojawił się nikt z zastępców czy podległych pracowników. Niemobilne okazały się nawet banery marszałka, które na galę nie dotarły! Prawdopodobnie to wszystko przez tramwaje których nie ma, a połączyłyby Urząd Marszałkowski z Filharmonią w minutę. A może nie dało się uruchomić samochodu do dyspozycji marszałka za ponad 100 tys. opłaconych z państwowej kasy?

Serwis Invest in Warmia and Mazury podległy marszałkowi napisał o gazelach... 26. stycznia, po czym nastąpiła cisza w temacie. Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie by promocją gospodarki się zajmować... Serwis ogłasza:

Konkurs na najlepsze projekty promocyjne
W ramach festiwalu odbędzie się pierwsza edycja konkursu na najlepsze projekty promocyjne jednostek samorządu terytorialnego województwa warmińsko-mazurskiego: „PRO Warmia Mazury” 2012. Główną ideą przedsięwzięcia jest podnoszenie standardów działań marketingowych oraz upowszechnianie najlepszych przykładów i dobrych praktyk komunikacji marketingowej, prowadzonej przez samorządy regionu.
To wszystko w informacji o tytule: "Festiwal Promocji Warmii i Mazur pod znakiem promocji gospodarczej".
Przedsiębiorcy w prywatnych rozmowach podkreślają ogólne zażenowanie sytuacją. Ktoś z zewnątrz przyjeżdża (Puls Biznesu), włożył sporo wysiłku żeby przygotować wyliczenia, oprawę, a gospodarz regionu nie raczył się nawet pojawić - skarżą się. Jak my wyglądamy w oczach innych?

Przy okazji wkurzać może syndrom Psa Ogrodnika, bo przecież gdyby na gali wystąpił chociażby prezydent Olsztyna bądź Elbląga to już pokazywałoby to, że ktoś w tym regionie jest zainteresowany rozwojem MŚP, tworzeniem dobrych warunku do ich rozwoju, wreszcie przyciąganiem inwestorów. Sama obecność prezydenta w wiadomy sposób sprawiałaby że nawet Gazeta Olsztyńska by na galę dotarła, ale o niej dalej.
Ten przypadek (biorę patronat i reszta mnie nie obchodzi, nawet nie przyjdę) niestety po raz kolejny pokazuje stosunek lokalnych / regionalnych polityków do biznesu. Pisaliśmy już o tym gdy to Warmińsko-Mazurski Klub Biznesu organizował debatę dot. rozwoju regionu. Biznes się dziwi, że władze nie chcą rozmawiać... w końcu w filharmonii spotkało się 100 przedsiębiorców z regionu! Czy trzeba zrobić spotkanie z inicjatywy samorządu, sfinansować je z funduszu unijnego wspierającego kooperację między przedsiębiorstwami i zaprosić na to do swojej siedziby media? - pytają.

Jeśli już przy mediach jesteśmy: największa regionalna gazeta, czyli "Olsztyńska" woli zająć 3 strony konkursem na "Dziewczynę na okładkę" (może lepiej "na rozkładówkę"???), "Miss lata", "Miss GO", "Nastolatkę miesiąca" niż napisać o tym kto zdobył regionalną Gazelę Biznesu, o problemach przedsiębiorstw, dobrych wzorcach do naśladowania, doświadczeniach tych co wygrali.

poniedziałek, 30 stycznia 2012

Tatarstan says YES to innovation! Olsztyn says YES, YES, YES!

Skąd tytuł artykułu? Z kampanii reklamowej Tatarstanu w telewizji BBC. Otóż tak reklamuje się ta republika rosyjska, poprzednia kampania upłynęła pod hasłem "Tatarstan at the heart of innovation". Do tego masa innych gadżetów typu "We can" i już niedługo świat uwierzy, że putinowski Tatarstan to taki drugi Tajwan.

Jak sie uczyć to od najlepszych, matrix olsztyński postanowił więc, że ofensywę czas zacząć. Nasza lokalna drużyna jest w stanie wyprodukować papierologię na każdy temat i udowodnić cokolwiek tylko zapragnie. Oni nie walczą o przetrwanie, nie diagnozują realnych problemów i nie próbują z nimi walczyć. Im jest dobrze.  Tak dobrze, że pchają się na świecznik, wmawiają nam, że jest cudownie i lepiej niż gdzie indziej. Postanowiono więc udowodnić mieszkańcom Olsztyna, że miasto to wzór i lider w biznesie, rozwoju i innowacjach. W związku z tym w pocie i znoju zdobywamy nic nie znaczące nagrody i wyróżnienia.


News na portalu Olsztyn24.com brzmi imponująco:  "W ramach IV edycji konkursu „Krajowi Liderzy Innowacji i Rozwoju” Gmina Olsztyn została laureatem regionalnej edycji konkursu. Dziś (26.01) w sali notowań Giełdy Papierów Wartościowych S.A. odbyło się ogłoszenie wyników konkursu. Wyróżnienie dla Olsztyna odebrał Piotr Grzymowicz, prezydent Olsztyna."


Tak grubo to nawet Czesław nie grał - był na to za słaby, koncentrował się głównie na swoich panegirykach w Naszym Olsztyniaku i cudacznej paradzie przebierańców - Jarmarku Jakubowym:) Wtedy to wystarczało, ale minęło trochę czasu ludzie już tego nie kupią, więc obecna ekipa poszła o lata świetlne do przodu. Turystyka wyszła z mody, po tym jak Ostróda pogrzebała nasze mocarstwowe plany i ośmieliła się zbudować wyciąg dla nart wodnych a Giżycko zafundowało sobie Mazurskie Centrum Sportów Lodowych. Teraz modne są: rozwój, inwestycje, biznes - trzeba więc powiedzieć narodowi, że w tym jesteśmy najlepsi. Od jakiegoś czasu Olsztyn kojarzy się więc z hasłami jak: career, business, prosperity, economics, innovation, e-business:)
Poniżej reklama Olsztyna z opracowania PwC "Investing in Poland 2012" czyż nie urocza? Zapewne nie jedna światowa korporacja da się zwabić przy pomocy tak znakomicie dobranej gry słów. A jeszcze te przeliczane banknoty w lewym dolnym rogu, szum pieniądza...
Całość uzupełnić można jeszcze rankingiem Forbes'a , jak donosił swego czasu serwis Urzędu Miasta:
"Olsztyn zajął IV miejsce w rankingu "Miasta atrakcyjne dla Biznesu", przeprowadzonym przez miesięcznik Forbes. Rankingiem objęto duże miasta Polski, liczące od 150 do 300 tys. mieszkańców. Z roku na rok zajmujemy coraz wyższe miejsca, co jest dowodem nasze działania w mieście idą w dobrym kierunku – mówi Piotr Grzymowicz, Prezydent Olsztyna." 

Można by myśleć, że dowodem będą np. ciekawe miejsca pracy w mieście, rosnące pensje, lepsza komunikacja z resztą świata. A tu ranking ma być dowodem na to, że jest lepiej...

Bardzo wytrwali czytelnicy serwisu internetowego olsztyn.eu znajdą jeszcze taką informację : "Konferencją tematyczną zainaugurowano budowę i powstanie Olsztyńskiego Parku Naukowo-Technologicznego. Planowany obiekt usytuowany będzie między Skandą i al. Piłsudskiego. Obecnie na tym terenie powstają drogi dojazdowe, a w przyszłości OPN-T być może stanie się obiektem na miarę Doliny Krzemowej." 
Ta informacja nas zaskoczyła negatywnie. Urzędnik redagujący wiadomość dodał "być może" czyli czuć defetyzm. Niby już widział tą Krzemową Dolinę, ale zaasekurował się. Szanowny urzędniku. Nie żałuj nam Krzemowej Doliny! Skreśl to "być może". WE CAN. To pewne, że nam się uda!

Dla urzędnika grafika z czołowymi firmami mającymi swoje biura i laboratoria w Krzemowej Dolinie, aby nie ustawał w prowadzeniu Olsztyna w tym kierunku.

Podsumowując, pod względem gospodarczym w Olsztynie jest bardzo dobrze ale nie  beznadziejnie. Tylko czemu ludzie tego nie chcą zrozumieć i wyjeżdżają w poszukiwaniu dobrej pracą gdzie tylko się da? Czemu firmy nie chcą tego zrozumieć i nie tworzą u nas centrów badawczych, fabryk elektroniki czy centrów outsourcingowych? Czemu omijają nas autostrady i drogi ekspresowe, a o lotnisku możemy tylko pomarzyć? Czemu sejm w budżecie na 2012 nie dał nawet paru marnych milionów na rozpoczęcie prac koncepcyjnych nad obwodnicą Olsztyna?

Powiązane:
http://olsztynski.blogspot.com/2011/11/zainwestuj-w-olsztynie-zbuduj-budke-z.html

niedziela, 15 stycznia 2012

Olsztyn uwierzył w Gazprom.


Ponieważ od 2016 roku Michelin zaprzestanie sprzedaży ciepła do sieci miejskiej, w mieście pojawi się deficyt ciepła. Ratusz ma plan aby zlikwidować deficyt budując ciepłownię na gaz i od razu zastąpić nią istniejącą ciepłownię.
Olsztyński magistrat postanowił pożeglować po światowych wodach polityki energetycznej. Krajowy węgiel okazał się paliwem o zbyt dużej gwarantowanej dostępności, zbyt dużej stabilności cen i zbyt stabilnym politycznie. A gaz? Cena gazu jest kształtowana na rynkach światowych. Do tego dochodzi ryzyko kursowe, za gaz zapłacimy w USD, jakie więc mogą być emocje gdy złotówka w przyszłości będzie się bardziej osłabiać!
Tak to z opłotków lokalnej polityki i zacisza ciepłowni MPEC na Słonecznym Stoku lądujemy prawie, że w londyńskim City! O ile ciekawsza będzie praca urzędników. Światowe giełdy, indeksy surowcowe, kontrakty terminowe. A do tego polityka globalna, bo jeśli Putin zakręci kurek to w Olsztynie nie możemy mieć zimnych kaloryferów! W takiej sytuacji szybki telefon do Radka Sikorskiego, który w imieniu ratusza przywoła Putina do porządku.

Pytanie tylko po co psuć to co działa i fundować coś co będzie niepewne? I to za jakie pieniądze? Według   informacji lokalnych mediów ciepłownia gazowa ma kosztować pomiędzy 600 mln a 1 mld złotych. Oczywiście powie ktoś, że są kwestie emisji CO2 i pyłów, które szczególnie dotyczą węgla, ale można przecież  modernizować ciepłownię a zakup kwot emisyjnych to też raczej kwestia milionów a nie setek milionów złotych. Można wykonać ruch w kierunku ekologii dostosowując istniejącą ciepłownie do spalania biomasy i odpadów tak jak to robią inne miasta. Przejście na ciepłownie gazową to ewenement w skali Polski dla dużych miast. Największe miasto uzależnione całkowicie od gazu to Siedlce, liczące 77 tys mieszkańców. Natomiast dywersyfikacja poprzez uruchamianie turbin gazowych czy pieców na biomasę lub śmieci przy jednoczesnym użytkowaniu węgla to spotykane rozwiązanie. Co więcej w chwili obecnej węgiel jest bardziej ekonomicznym paliwem niż gaz jeśli chodzi o produkcję ciepła.

Źródło: Rzeczpospolita

Spójrzmy jeszcze na kwestie finansowe. Ciepłownie ma zbudować inwestor zewnętrzny, który miastu sprzedawał będzie ciepło. Przy inwestycji na poziomie 600 milionów, roczny koszt zaangażowanego kapitału może wynieść nawet ok. 10%. Co oznacza, że właściciel ciepłowni musiałby zarabiać w ciągu roku minimum 60 milionów złotych aby pokryć koszty samego finansowania. A  MPECowi jak wynika z raportu rocznego (raport roczny 2008) wystarczał roczny zysk rzędu 1,2 mln złotych przy przychodzie 73 milionów. I jak tu teraz uzyskać zysk na poziomie 60 milionów? Taka konstrukcja oznacza więc podwyżki ceny dostarczanego ciepła - to w sumie logiczne, ktoś wydaje 600-1000 mln., które chce potem odzyskać. Odzyskać oczywiście od mieszkańców miasta bo innej opcji nie ma. 

fot: www.wm.pl
Na koniec tryb prowadzenia całej sprawy. O tym, że Michelin chce wycofać się ze sprzedaży ciepła wiadomo było od lat. Czemu nie odbyła się prezentacja możliwych wariantów, a także debata uwzględniająca głos mieszkańców bo to przecież najważniejsi interesariusze w całej sprawie? Nie robi się rewolucji w polityce energetycznej miasta ot tak z dnia na dzień ! A wygląda na to , że tak właśnie chce zrobić olsztyński ratusz.


Według nieoficjalnych informacji pomysł budowy ciepłowni gazowej, poparty przygotowanymi w analizami przedstawiono instruując radnych, że sprawa jest pilna i jeśli nie przyjmą tego rozwiązania to od 2016 roku 40% mieszkań pozostanie bez ogrzewania. Co więcej możliwości manewru są ograniczone przez Studium Uwarunkowań i Kierunków Zagospodarowania Przestrzennego Miasta Olszyna, które nie przewiduje w możliwości wybudowania elektrowni opalanej biomasą, a na zmianę zapisów w studium potrzeba około roku.
Konkluzja jest więc taka jak zwykle w Olsztynie: po cichu zaplanowano pewien wariant, a potem nagłe uderzenie: musimy TAK zrobić bo jak nie to inaczej się NIE DA a nie mamy CZASU. Kto chciałby sprawdzić sensowność pomysłu i inne dostępne alternatywy ten jest hamulcowym rozwoju miasta, malkontentem. Jesteś z nami albo przeciwko nam!

  • Brakuje w tym przedsięwzięciu transparencji i wysłuchania opinii mieszkańców. 
  • Brakuje kalkulacji finansowej opłacalności paliwa gazowego w perspektywie możliwych zmian cen gazu. 
  • Brakuje kalkulacji wpływu tej inwestycji na ceny ciepła w perspektywie kilku dekad. 
  • Brakuje uwzględnienia takich źródeł energii jak biomasa i spalanie śmieci. 
  • Brakuje dostosowania studium zagospodarowania miasta do użytkowania tych paliw.
  • Brakuje uwzględnienia ryzyk politycznych (Putin, Iran. Hugo Chavez etc.).
  • Brakuje uwzględnienia możliwych wahań cen gazu w przyszłości. Poza tym Polska kupuje gaz od Gazpromu po cenach wyższych od rynkowych.


Warto pokazać jak powyższe ryzyka ocenili eksperci pracujący na zlecenie ratusza, po wielu stronach chwalenia  paliwa gazowego umieszczają dwa zdania (w raporcie liczącym kilkaset stron) :
"Odrębnym problemem jest zagrożenie dla ciągłości dostaw gazu na obszarze Polski, ale skala zagadnienia w tym zakresie leży poza zasięgiem wpływu samorządów lokalnych.
Wreszcie należy wspomnieć o innym zagrożeniu rozwoju systemu gazowniczego, jakim jest zagrożenie ekonomiczne, przejawiające się w stale wzrastających cenach gazu, czyniących nieopłacalnym jego użytkowanie do określonych zastosowań, np. celów grzewczych, (...)."
Mistrzostwo świata, jeśli dany scenariusz niesie ze sobą ryzyka, na które nie mamy wpływu to po prostu napiszmy, że skala zagadnienia leży poza naszym zasięgiem i go nie uwzględniajmy :-)

Podsumowując brakuje zdrowej logiki i rozsądku. Stracono kilka lat a teraz w pośpiechu  ktoś próbuje to nadrobić, a tymczasem wiadomo, że jak musi być szybko to i musi być drogo. Ewentualne niepowodzenia i koszty pokryją przecież mieszkańcy. W mieszkaniu trzeba mieć ciepło. To taki hazard cudzymi pieniędzmi. A, że po drodze ktoś jednak zarobi (chociażby na budowie nowej ciepłowni) to całkiem inna historia.

Prosimy o przesłanie tego artykułu znajomym, ponieważ sprawa jest niezwykle istotna dla miasta. Ratusz potrafi nieskończoną ilość razy informować o mało istotnych tematach, typu zawieszenie nowego dzwonu na wieży, ale o ciepłowni cisza. O sprawie szerzej pisuje na swoim blogu jeden z radnych, który zajmuje się tematem od jakiegoś czasu. 


Treści przedstawione w artykule są prywatnymi opiniami autorów.

poniedziałek, 19 grudnia 2011

Prezydent kontynuacji matrixu


W mediach trwa seria podsumowań roku prezydentury Piotra Grzymowicza. Nie  było naszą intencją aby komentować poczynania polityków olsztyńskich, ale  chcąc pisać o Olsztynie nie da się pominąć prezydenta. Jak to w państwach zbiurokratyzowanych i na dodatek na prowincji, władza decyduje o zbyt wielu sprawach. Analizy dokonamy w dwóch odcinkach. Podstawą do rozważań są wypowiedzi prezydenta z 16 grudnia, zamieszczone w wywiadzie w Gazecie Olsztyńskiej. Na pierwszy ogień sprawy interesujące nas najbardziej - gospodarka. Artykuł wyszedł dość długi ale wytrwajcie :)

Olsztyn to biała plama na gospodarczej mapie Polski i nie ma pomysłu jak to zmienić (pisaliśmy o tym TU). Brak tu kapitału i firm, brak transferu technologii, brak nowych miejsc pracy. Brak możliwości sprawnego dojazdu, koleją, samochodem, samolotem. To widać po tym kto sponsoruje olsztyńskie kluby sportowe: Warmia-Anders Group-Społem Olsztyn czy KKS Apteki Arnika Olsztyn. Chwała tym firmom za to co robią, ale niestety - nie ta liga! Jak tak dalej pójdzie to przeciwko tym wszystkim Lotosom, Delectom, Tytanom, Orlenom, Tauronom i Azotom wystawiać będziemy kluby typu "Warmia Sklep Mięsny na Jarotach Olsztyn" albo "AZS Studio Mebli Kuchennych na Dajtkach Olsztyn". Takie są realia - istnieją problemy ze znalezieniem sponsorów dla klasowych drużyn sportowych.

fot: Raport Colliers International o atrakcyjności inwestycyjnej miast polskich. Znak zapytania pochodzi od autora.

Jednak prezydent tkwi w olsztyńskim matrixie i ocenia sytuację optymistycznie: "do inwestowania ustawia się coraz dłuższa kolejka przedsiębiorców i to jest dobra prognoza rozwojowa". A potem następuje wyliczanka jakich to inwestycji możemy się spodziewać:
- galeria handlowa przy Sikorskiego
- stadion wraz z galerią handlową na Piłsudskiego
- Leroy Merlin (market budowlany wym: [leruła merlę] :-)
- IKEA
- galeria handlowa przy Kasprzaka
- nowy dworzec PKS z "obiektem handlowym" (czyt. galerią)

Czyli galerie. Ogaleriowanie totalne. Powstaje pytanie, czy mieszkańcy miasta chcą zostać takimi galernikami? Galeria handlowa skutkuje wypływem netto kapitału z miasta i tym samym zubaża jego mieszkańców. Dlaczego? W realiach olsztyńskich właściciel galerii to zawsze firma "z zewnątrz", głównymi najemcami są z reguły wielkie sieci (H&M, C&A, Euro, Zara, Reserved, Solar, Vistula etc.). Kto więc zarabia? Na pewno nie olsztyńskie firmy. Olsztyn uzyskuje tylko niskopłatne miejsca pracy w obsłudze tych obiektów (sprzątanie, ochrona, sprzedaż, proste usługi) co więc z pracą dla absolwentów UWM, których uczelnia produkuje tysiącami? Prezydent oczywiście uważa, że Ci ludzie marzą o tym aby stanąć za ladą w H&M?
 

 
Podeprzemy się w tym momencie autorytetem zewnętrznym, aby pokazać, że nie odkrywamy Ameryki ale opisujemy prawdy znane stwierdzone od dawna, jak podają fachowcy:
1. "Przede wszystkim galerie są problemem ekonomicznym - ich właścicielami są najczęściej duże międzynarodowe firmy, ich najemcami są również międzynarodowe sieci. To oznacza, że zyski nie są reinwestowane lokalnie, lecz transferowane poza miasto. Biorąc pod uwagę pogłębiający się kryzys finansowy i fiskalny miast galerie handlowe są rodzajem czarnych dziur, wysysających życie i pieniądze z miasta."
2. "(...) galerie handlowe to nie jest żaden rozwój miasta. Galeria handlowa jest pasożytem, nie pomaga miastu rosnąć, lecz wręcz przeciwnie. Próba oparcia rozwoju na wielkopowierzchniowym handlu jest absurdalna – miasta, by się rozwijać, potrzebują pieniędzy. Pieniędzy w budżecie - a one biorą się z podatków. Przede wszystkim pobieranych od mieszkańców. Dlatego priorytetem rozwoju miast powinno być z jednej strony zwiększanie ilości miejsc pracy, z drugiej - umożliwianie mieszkańcom zamieszkanie w mieście, a nie poza jego granicami. Na pierwszy rzut oka, warunek pierwszy jest spełniany przez inwestycje, ale galeria handlowa wcale nie kreuje dużej ilości miejsc pracy, a na dodatek są one niskopłatne."
3. "(...) galeria handlowa jest łatwym rozwiązaniem. Miasto tylko sprzedaje lub dzierżawi teren - ma więc jednorazowy, szybki zysk, a potem to już właściciel terenu i galerii niech się martwi. (...) Myślę, że większości polskich władz samorządowych po prostu brakuje wyobraźni, wiedzy i odwagi by nie pozwalać na budowę galerii handlowych."

Prezydent mówi jeszcze w wywiadzie: "Olsztyn jest miastem atrakcyjnym gospodarczo i inwestycyjnie. (...) Wynika z nich, że Olsztyn jako jedno z niewielu miast, w najbliższej przyszłości będzie notował dodatni przyrost naturalny, a to między innymi znaczy, że wzrośnie liczba konsumentów dóbr materialnych."
Panie prezydencie! Jaka to atrakcyjność? Po prostu jest wielu chętnych, którzy chcą nam sprzedać żywność i ubrania. Oni na tym zarobią. My nie. Miejsca pracy nie powstaną, tak Anglia traktowała swoje imperium kolonialne. Milionom Hindusów i mieszkańców Afryki sprzedawała wyroby przemysłu tekstylnego, traktując te kraje jako rynki zbytu i bazy wojskowe (ew. wydobywano tam jakieś surowce mineralne). Podpisuje się Pan pod takim modelem rozwoju miasta. To trzeci świat. Ten model nie ma przyszłości. To pójście na łatwiznę prowadzące donikąd.
Jeśli atrakcyjność gospodarczą Olsztyna mierzy Pan liczbą żołądków do wykarmienia to znaczy, że nie rozumie Pan w wystarczającym stopniu otaczającego nas świata. Nie na tym polega konkurencyjność regionów i krajów. Nie na liczbie ludności do wyżywienia budują swój rozwój Chiny ale na przyciąganiu inwestycji typu "green field" i liczbie rąk do pracy. Wyobraźmy sobie chińskiego sekretarza, który mówi publicznie: "Chiny są atrakcyjnym krajem dla inwestorów bo jest nas 1,5 miliarda i można nam dużo sprzedać, zapraszamy amerykańskie, francuskie i niemieckie supermarkety aby budowały u nas swoje sklepy i sprzedawały nam swoje towary, a poza tym nie zrobimy nic więcej". Uznano by go za niespełna rozumu... 

fot: Gazeta Wyborcza

Nie ma możliwości oparcia rozwoju Olsztyna na budowie galerii handlowych i marketów z żywnością, bo jedno z rozwojem to ma niewiele wspólnego. Także wnioskowanie, na tej podstawie o atrakcyjności gospodarczej Olsztyna jest błędem. Olsztyn będzie atrakcyjny jeśli firmy będą tworzyć tu miejsca pracy. Przenosić je z innych krajów czy regionów Polski. Płacić tu podatki. Z globalizacji trzeba czerpać a nie tylko dawać innym. Przyciągajmy inwestycje na, których miasto gospodarczo zyska a nie tylko będzie terenem eksploracji biznesowej dla podmiotów zewnętrznych. 

Ale tego miasto nie robi. Nie umie też wykorzystać istniejących atutów. Wiadomo, nie będziemy drugą Doliną Krzemową (urzędnicy w ratuszu uważają inaczej), ale skoro Citibank stworzył w Olsztynie Centrum Rozliczeniowe należałoby się spodziewać działań w tym kierunku, przyciągnąć innych? A tymczasem? Centrum Operacji tego samego banku powstałe niedawno w Łodzi zatrudnia już ponad 370 osób, a poszukiwanych jest kolejnych 250. Co więcej Citibank, otworzył właśnie w Łodzi Centrum Rozwoju Produktów i Usług Bankowych (więcej). Czy ktoś z olsztyńskiego ratusza zadał sobie pytanie co poszło nie tak?  Czy wystosowano do tego banku propozycje poszerzenia współpracy? Czy próbowano zainteresować inne banki lub korporacje świadczeniem w Olsztynie usług BPO?  Kto by chciał pracować w centrum zajmującym się rozwijaniem produktów bankowych globalnego banku? Nudaaa, skoro będzie można spróbować w galerii handlowej.

Na osłodę pozostanie nam trochę szklanych paciorków - typu rewitalizacje (średnio udane) olsztyńskich placów śródmiejskich. Świeci się, błyszczy, jest nowocześnie. Ciemny lud by to kupił, ale my znamy Olsztyn nie od dziś i wiemy, że ludzie tutaj wcale nie są ciemni i glupi... To miasto stać na coś więcej. Nie wystarczy tylko być "lepszym od Czesława" bo to żadna skala porównawcza. Są tacy ludzie jak Truskolaski, Szczurek, Dutkiewicz, Ferenc, Grobelny, Chodorowski. Ale trzeba o nich czytać, podpatrywać co robią uczyć się, wejść na wyższy poziom. A nie udawać dobrego cara, albo jego nowszą wersję Putina i jeździć po mieście sterując ręcznie akcjami typu rozbiórka polbrukowego trawnika przy Dworcu Zachodnim. Od takich spraw powinni być odpowiedni ludzie. Od prezydenta oczekujemy WIĘCEJ!

Podsumowując, Olsztyn nie będzie drugą Gdynią, Rzeszowem czy Toruniem, ale podstawa aby ruszyć w dobrym kierunku to uczciwie zdefiniować obecną sytuację i powiedzieć wprost to o czym wiedzą wszyscy młodzi ludzie kończący studia i szukający pracy: Olsztyn nie nadąża za resztą kraju. Kreowanie matrixu pod tytułem OLSZTYN KOCHAM nie rozwiąże problemu.


czwartek, 1 grudnia 2011

Przyjaźń z Rosją i tania siła robocza

Postanowiliśmy dla odmiany zajrzeć "w teren", bo przecież blog miał być o regionie a nie tylko Olsztynie. Na pierwszy rzut powiat olsztyński. Ten twór nie kojarzył się nam z niczym konkretnym a na pewno nie z jakąś konkretną działalnością (oprócz wydawania pozwoleń na budowę). Po analizie tematu nie rozczarowaliśmy się pozytywnie. Władze powiatu przyciągnęły naszą uwagę jedynie wycieczką do Obwodu Kaliningradzkiego i zadekretowaniem przyjaźni z Rosją (!).

Scenariusz i przebieg wizyty, można streścić opisem innego wydarzenia z przed ponad 200 lat:
"Niejaki Potiomkin (gubernator jednej z prowincji imperium) w 1787 roku zorganizował dla carycy Katarzyny i jej dworu przejażdżkę w dół Dniepru w celu pokazania jak wielki sukces książę odniósł podczas kolonizacji prowincji świeżo wydartej Turkom osmańskim. Aby wywrzeć na niej dobre wrażenie, Potiomkin zmontował kilka przenośnych "wiosek" rozmieszczonych w ważniejszych punktach wzdłuż brzegu rzeki. Gdy cesarska łódź pojawiała się w polu widzenia, przebrani za wieśniaków ludzie Potiomkina zaczynali wznosić radosne okrzyki na cześć carycy i towarzyszących jej zagranicznych ambasadorów."

Generalnie delegaci widzieli dużo, wszędzie było pięknie i europejsko, a współpraca powiatu z Rosjanami rozkwitnie. Polska delegacja była pod wrażeniem przyjęcia przez Rosjan: "Rosyjscy przyjaciele ujęli nas swoją otwartością i wielką gościnnością - mówi Grzegorz Drozdowski, przewodniczący Rady Powiatu. - Kaliningrad i jego przedmieścia to miejsca, w których widać europejski charakter całego Obwodu Kaliningradzkiego."


W czasie wizyty nie brakowało interesujących i pełnych napięcia chwil. "W czasie zwiedzania siedziby rejonu braliśmy przez chwilę udział w ślubie i składaliśmy życzenia młodej parze - mówi Mariusz Kwas, dyrektor wydziału promocji olsztyńskiego starostwa. Potem przedstawiciele powiatu i gminy 
Jonkowo, która współpracuje z Rosjanami od kilku lat, mieli okazję oglądać imponujący obiekt szkolny na 900 uczniów."
Po prostu sielanka, to była naprawdę owocna wizyta a korzyści dla powiatu olsztyńskiego są wręcz nieocenione! Na koniec pamiątkowe zdjęcie. Jakbyśmy się cofnęli w czasie o 40 lat - nawet te eleganckie kurtki pasują (zapewne z CH Manhattan :-).



Fajna wycieczka, ale czas zejść na ziemię. Zaglądamy do sekcji Gospodarka, w serwisie internetowym powiatu. I co mamy? Garść dziwnych informacji o barterze i to sprzed 3 lat. Nie rezygnujemy i klikamy na sekcję Przemysł, może tam znajdziemy jakieś przejawy aktywności starostwa? Większych banialuków nie można się było spodziewać: "Powiat olsztyński, okalając Olsztyn, stolicę Warmii i Mazur, jest największym ośrodkiem gospodarczym i rynkiem zbytu w Polsce północno-wschodniej. Położenie w bezpośrednim sąsiedztwie metropolitalnego centrum sprawia, że inwestycja u nas, to dobra inwestycja." To dopiero arugmentacja, INWESTYCJA U NAS TO DOBRA INWESTYCJA. Czy to hasło zostało zastrzeżone? Z kolejnych istotnych argumentów: "Nie bez znaczenia dla potencjalnych inwestorów jest również tania i wykwalifikowana siła robocza." Państwo urzędnicy a można tak ładniej i jakoś  bardziej kreatywnie napisać o swoich krajanach? Tania siła robocza to pojęcie z epoki dzikiego kapitalizmu w Chinach. Może sformułowanie "duża dostępność wykwalifikowanych zasobów pracy" byłoby ciekawsze? Całość jest niezbyt profesjonalna i raczej nikogo do robienia interesów na terenie powiatu nie zachęci. Ale grunt, że wycieczka była udana, sami byśmy chcieli pojechać więc od razu się pytamy, kiedy następna i gdzie można się zapisać?


niedziela, 6 listopada 2011

Współpraca z gospodarką przez duże CC


Może to nie temat stricte ekonomiczny, ale trudno też przejść obojętnie obok faktu, że osoba podpisująca się stanowiskiem ds. współpracy z gospodarką na UWM "sprzedała" (wysłała CC:) mi, szaremu żuczkowi uczestnikowi Dni Nauki* (!) kilkadziesiąt maili osób, które w żaden sposób na to zgody nie wyraziły, no chyba że takie jest na naszym uniwersytecie "przetwarzanie danych" czyli równoznaczne z "udostępnianiem gdzie się da".
Drobna sprawa? Nie mam o czym pisać? No nie! Jeśli ktoś współpracujący z gospodarką sforwarduje maila z jednej firmy do drugiej będąc uczelnianym "partnerem" to współpraca zakończy się natychmiast. No chyba, że nie natychmiast bo sprawa w sądzie może się ciągnąć dłużej.
Możemy tak długo opowiadać sobie o RCI za 30 mln zł (plus 10 mln na wyposażenie), ale jeśli współpraca z gospodarką opiera się na takich kardynalnych błędach to trudno tu będzie cokolwiek zdziałać. Analfabeta nie pozna teorii względności choćby miał wykłady z samym Einsteinem!
Morał z całej historii jest taki, że UWM mimo wydanych setek milionów złotych na nowe obiekty, mentalnie nadal jest wiele lat za cywilizowanym światem jeśli chodzi o profesjonalne standardy.
* Olsztyńskie Dni Nauki same w sobie były bardzo udane. Autor jest za organizacją tego typu imprez i wręcz je popiera aktywnym udziałem.

środa, 2 listopada 2011

Zainwestuj w Olsztynie - zbuduj budkę z zapiekankami albo pole namiotowe.

Jak ważne jest wsparcie lokalnego biznesu ale również przyciąganie zewnętrznych inwestorów pisaliśmy już TU i TU.
Skoncentrujemy się teraz na badaniu jak z z tej roli wywiązuje się olsztyński Urząd Miasta. Wywiązuje - czyli w praktyce czy robi cokolwiek, bo efektów jakoś nie widać.
W serwisie www.olsztyn.eu wchodzimy do sekcji Gospodarka. Dalej klikamy Oferty inwestycyjne i co otrzymujemy? Opis kilku działek zlokalizowanych przy ulicach Pływackiej, Kajakowej, Sielskiej i Słoneczna Polana. Już same nazwy ulic są wielce obiecujące i sugerują, że chodzi o działki w lesie a może nad jeziorem, na których postawić można budkę z zapiekankami albo wypożyczalnię kajaków:)
fot. www.olsztyn.eu
Piękne działeczki jak wynika ze zdjęć, ale raczej na plażowanie czy grillowanie. Od biedy może jakaś agroturystyka czy pole namiotowe?:)

fot. www.olsztyn.eu
Lektura opisów działek potwierdza, ten fakt. Nieruchomości są nieduże (dla poważnego biznesu działki wielkości 1 hektara albo i mniej to tyle co nic, pozbawione dobrego dojazdu, a ich przeznaczenie w planie zagospodarowania przestrzennego obejmuje funkcje jak:

  • obiekty kubaturowe przystani wodnej i obsługi plaży- ośrodek szkoleniowy sportów wodnych,
  • pomieszczenia do przechowywania i obsługi sprzętu pływającego
  • pomieszczenia klubowe i szkoleniowe,
  • gastronomia,
  • obiekty hotelowe,
  • zieleń urządzona,
  • terenowe obiekty sportowe(boiska), - inne usługi turystyczne, sportowe i rekreacyjne
Już widzimy, ten kapitał z całej Polski napływający do naszego miasta w celu aby budować pomieszczenia do przechowywania sprzętu pływającego, boiska sportowe i pomieszczenia klubowe.

Ogólnie chodzi o tereny nad Jeziorem Krzywym, gdzie może kiedyś rozkwitnie jakaś cywilizacja (aczkolwiek w to wątpimy biorąc pod uwagę krótki sezon turystyczny w naszym regionie). Czyli powtarzana jest stara śpiewka, turystyka i zagospodarowanie brzegów Krzywego. Tyle ma do zaoferowania inwestorom miasto uniwersyteckie liczące 175 tysięcy mieszkańców.
Wystarczy szybka wizyta na serwisie Zainwestuj w Toruń aby przekonać się, że nasz ratusz jest lata świetlne za tym co robią w tym zakresie inne miasta. Biuro Obsługi Inwestora, kompleksowa informacja o dostępnych terenach, mapy, formularze, poradniki etc. Informacji i tematów bez liku. A może nie chodzi o bycie w tyle, ale po prostu o olsztyńskie nieróbstwo i niekompetencję. Może potrzebni są lepsi specjaliści, którzy będą wiedzieli jak zająć się tematem?

sobota, 1 października 2011

Nie będzie niczego

W województwie warmińsko-mazurskim będzie realizowany program... Kononowicza Krzysztofa (bo w tej kolejności się przedstawia), czyli "nie będzie niczego" i to niezależnie od tego, która partia polityczna wygra nadchodzące wybory. Takie wnioski można wyciągnąć z odpowiedzi których udzieliły sztaby wyborcze poszczególnych ugrupowań w ankiecie Gazety Wyborczej.

Oczywiście odpowiedzi już na wstępie są skazane na porażkę jeśli partie będą się trzymać sztywnych ram geograficznych nadanych przez reformę administracyjną z 1998 roku. "Warmia i Mazury" to już najczęściej "Warmiaimazury", tak jakby krainy te były do siebie podobne, a przecież różni je bardzo wiele i promować je trzeba w różny sposób. Ba, pomysły na nie muszą być różne.

Czytając wypowiedzi przytaczane przez GW zaskakuje to, że nikt nie zwrócił uwagi na to że przykładowo w Mikołajkach, Giżycku czy Węgorzewie turystyka faktycznie ma jakiś sens i tam można zaryzykować stwierdzenie że miejscowości te będą z niej żyły, a z pewnością można powiedzieć że będzie główną gałęzią gospodarki lokalnej. Do tego szeroko prowadzona kampania "Mazury cud natury" jednoznacznie wskazuje na Mazury właśnie, a nie Warmię. Zapewnienia polityków w wywiadach, że "to tak domyślnie chodzi o całe województwo" jest totalną ściemą! Turysta pojedzie "na Mazury" i na nie trafi. Nikt nie jedzie "wypoczywać w województwie warmińsko-mazurskim", albo nie "biwakuje na Warmii i Mazurach", bo albo jest na Warmii albo jest na Mazurach, przy czym częściej trafia na Mazury. Warmia nie jest promowana, a i gęstość zaludnienia w tej części województwa nie daje szans by z tych jezior mogli wszyscy, albo chociaż znaczna część, wyżyć.



Wracając do tych odpowiedzi z ankiety: na turystykę stawiają niemal wszyscy! Najmocniej akcentuje to Ruch Palikota, bo nie wskazuje nawet żadnego innego kierunku. Na zupełnie drugim biegunie, ku mojemu zaskoczeniu, znalazł się PiS, który jednoznacznie stwierdza że "turystyka się nie sprawdziła" i trzeba postawić na przemysł. Fajnie, szkoda tylko że politycy PiS nie dodali jaki to ma być przemysł, bo przemysłem teraz jest niemal wszystko. W przeprowadzonej zabawie wpisuję zatem PiSowi punkty przy różnych gałęziach przemysłu, ale nie turystyce i rolnictwie. Pozostałe partie jak mantrę powtarzają: turystyka, rolnictwo, lasy.

Z uwagi na fakt iż mało prawdopodobne by jedna partia była w stanie sama utworzyć rząd, każdej partii przypisuje jeden głos. I w ten sposób wychodzi, że dalej będzie to co jest, nic nowego: turystyka, która jak dowodzi jacOL (Pomysł na Olsztyn?) nie utrzyma np. Olsztyna. Dalej mamy gospodarkę leśną, rolnictwo, czyli... co tu dużo gadać: rozwój gospodarczy nam nie grozi, bo ile można się rozwijać bazując na drewnie, którego zresztą znaczna część musi przecież pozostać w lasach, które to są "zielonym płucem Polski" przecież. O ile można zwiększyć efektywność rolnictwa i jakie daje to szanse regionowi skoro za grosze można je kupić na nieodległych rynkach zagranicznych.

W "Raporcie o innowacyjności polskiej gospodarki", jej autorzy wyraźnie mówią o tym, że dziś wygrywa ten który opanuje wiedzę, zacznie patentować i na wdrożonych innowacjach zarabiać i to dwukrotnie, najpierw sprzedając wytworzone dzięki innowacjom dobra, a później odsprzedając po kilku(nastu) latach przestarzałe już technologie do krajów które nie nadążają za pionierami innowacji a są jedynie odtwórcami.

Rolnictwo i turystyka to jest całkowicie odmienny biegun. To są działy gospodarki które są tłem rozwoju, a nie umożliwiają postęp cywilizacyjny. Na tym da się wycisnąć 1,5% - 2,5% wzrostu PKB rocznie, ale opierając się na takim wzroście cofamy się, a różnica w poziomie gospodarczym w stosunku do np. województwa Kujawsko-Pomorskiego, bo nie będę porównywał do Warszawy czy Trójmiasta, będzie się tylko powiększać.

"Przemysł", który przez wielu utożsamiany jest z dużymi fabrykami co to dają dużo miejsc pracy jest dobry, ale musi opierać się na lokalnych innowatorach i zbudowanej lokalnie kulturze innowacyjności (programy edukacji szkolnej zachęcające do nieszablonowych działań, powszechne dodatkowe zajęcia pozaszkolne, programy studiów związane z małymi badaniami i konkursami badawczymi, współpraca nauki i biznesu poprzez określenie wspólnych pól do współpracy, promowanie kreatywności i pomysłowości w mediach).

Era przemysłowa się skończyła! Dziś liczy się know-how. Fabryki, które są jedynie odtwórcami, a nie opierają się na "lokalnych, ale globalnych" jednostkach badawczych i rozwojowych są przenoszone coraz dalej na Wschód.

Co będzie gdy jedyna duża fabryka w mieście zostanie przeniesiona na Ukrainę czy do Chin, a do tego lato będzie deszczowe? Obudźmy się!