Pokazywanie postów oznaczonych etykietą UWM. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą UWM. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 29 stycznia 2013

UWM przeinwestował - bo publiczny grosz jest tani


Każdy ma prawo do własnego zdania, ale zastanawia opinia 36% (176 osób) uczestników ankiety w Gazecie Wyborczej, którzy w odpowiedzi na pytanie: "Dlaczego sale UWM święcą pustkami?" wybrali odpowiedź: "Winny jest bałagan przy organizacji zajęć" ?

Zilustrujmy to przykładem, hotel ma 30 pokoi, przyjechało 15 gości. Zajęli raptem 50% miejsc. Czy winny tego, że 15 pokoi jest pustych może być recepcjonista, który źle podzielił pokoje? Albo bałagan przy rozdziale pokoi? Oczywiście, że nie. Skoro więc na uniwersytecie narzekają na nadmiar pustych sal, to jak winny może być bałagan przy organizacji zajęć?

Czyżby brak bałaganu miał polegać na umiejętności zapełnienia nieskończonej liczby sal tą samą, określoną liczbą studentów? Też bez sensu - trzeba by wtedy dzielić grupy na coraz mniejsze a to oznacza zależność w postaci konieczności zatrudniania dodatkowych wykładowców. 

I jeszcze ten nieszczęsny były rektor Górniewicz w artykule - rozczarowany, że mu nie wybudują kolejnego pustawego budynku za pieniądze podatnika. Z taką niefrasobliwą skromnością komentuje: "Szacowaliśmy, że jego budowa i wyposażenie kosztowałaby nie więcej niż 70 mln zł. Dlatego będę zawiedziony, jeśli rzeczywiście zrezygnuje się z tego pomysłu."

Panie ex-rektorze, te skromne 70 milionów z naszej kieszeni. Przypominam więc, że majątek nieproduktywny to koszt. I ten koszt w postaci wybudowania, ogrzania, posprzątania i konserwacji pustawych budynków ponosi społeczeństwo. A kampus kortowski stał się molochem ponad miarę możliwości. Już teraz uniwersytet przeżera nieprawdopodobne sumy na budynki, drogi, stadiony   etc, zamiast na podwyższanie poziomu badań i kształcenia. A przecież na stadionie o czym powszechnie wiadomo sfuszerowano bieżnię i dlatego nie odbywają się tam żadne poważne zawody ani obozy lekkoatletyczne bo kolce sportowców przebijają się przez zbyt cienką warstwę tartanu aż do betonu. A co sądzić o przebudowie starej kotłowni w Kortowie? Ciągnie się od kilku lat, mimo, że z tablicy projektu wynika, że dawno już powinna być skończona. Budżet - dziesiątki milionów złotych. Sprawa wygląda na jakąś podejrzaną dziurę do topienia pieniędzy...
Studentów coraz mniej. Jeszcze parę lat niżu demograficznego i rosnących cen energii a dopiero będziemy świadkami dramatu pod tytułem: "jak to wszystko utrzymać?".  


niedziela, 28 października 2012

Olsztyński punkt widzenia i punkt siedzenia


Bardziej zorientowani w olsztyńskich realiach czytelnicy mówią nam, że problematyka poruszana w artykułach wskazuje na brak zrozumienia sytuacji i motywów postępowania drugiej strony - czyli tych o których piszemy. Idąc dalej polecają abyśmy wczuli się w skórę olsztyńskiego pana i wójta i spojrzeli na świat z ich strony.

W związku z tym dzisiejsza próba kilku ostatnich wydarzeń z obszaru gospodarczego w Olsztynie oczami głównych aktorów olsztyńskiego matrixu. Postaram się dokonać próby przedstawienia tych wydarzeń z perspektywy bloga - czyli podchodząc do tematu z punktu widzenia logiki i interesów "ogółu" a dla porównania spróbuję zdiagnozować odczucia i motywacje matrixu dla każdej z opisanych sytuacji. Oczywiście jest to tylko pewna próba, nie wiemy czy naprawdę tak jest. Poniżej hipotetyczna analiza trzech wiadomości z ostatnich dni.

1. Jarmark świąteczny tylko w weekend, bo nie ma dotacji unijnej na jego organizację (link) 

Wariant 1: Podejście logiczno-zdroworozsądkowe.
Jarmarki lokalne do dziś służą wykładowcom uczącym studentów na I roku studiów ekonomicznych do wyjaśnienia idei wolnego rynku. Jarmark to esencja takiego rynku - spotykają się producenci/sprzedawcy i klienci. Następuje przepływ dóbr i pieniądza. Wszyscy na tym korzystają, jedni zarabiają inni zaspokajają swoje potrzeby materialne. Jarmarki świąteczne to w Niemczech wielki biznes szacowany na 5 mld Euro rocznie. Jarmark to pewien szczególny rodzaj handlu i nie rozumiem, czemu brak dofinansowania z Unii nie pozwala nam handlować? Czy targowisko na Grunwaldzkiej powstało za pieniądze unijne? Oczywiście nie, w czym więc problem?

Wariant 2: Podejście matrixowe
Jarmark to taki kolejny rodzaj imprezy wynalezionej przez człowieka z ratusza (facet był w Niemczech i odkrył proch - czyli napił się Gluhweina a potem sprzedał to w Olsztynie jako swój pomysł).

Jarmark to okazja abyśmy wypromowali się jako Ci, którzy coś robią dla miasta i uzasadnili swoje istnienie. Dlatego jarmark nie może być rynkiem w sensie ekonomicznym, musi to być odgórnie zaplanowane i sterowane przez nas wydarzenie. Co więcej my powiemy kto i na jakich zasadach tam wystawi stoisko a także my wydamy pieniądze unijne na organizację - są więc szanse na jakieś dodatkowe korzyści. Jeśli nie ma dodatkowych 700 tys. z Unii na jarmark to nasza korzyść nie jest na tyle duża aby całą imprezę organizować.

Komentarz: przy takim podejściu już niedługo może się okazać, że bez środków unijnych nie wybudujemy żadnej drogi, nie wyremontujemy żadnego zabytku, nie kupimy nowego autobusu a na koniec zamkniemy sklepy spożywcze - bo Unia nie dofinansuje.
 

2. UWM pozyskał pieniądze na projekty dla biznesu i za te pieniądze pracownicy UWM odbędą staże w firmach i opracują pomysły na wsparcie biznesu tych firm. (link)

Wariant 1: Podejście logiczno-zdroworozsądkowe.
Współpraca na linii nauka- biznes, której w naszym kraju nie ma polega na tym, że prywatny kapitał wspiera uczelnie w prowadzeniu badań, z których to wyników badań potem korzysta. Tak jest na przykład w USA i to tam rozkwitają najlepsze uczelnie. Dotowanie uczelni po to aby pracowała dla potrzeb biznesu nadal jest po prostu oddalonym od potrzeb rynku dotowaniem jakbyśmy tego nie nazwali. Naukowiec zostanie opłacony niezależnie od tego czy jego pomysł znajdzie zastosowanie praktyczne w firmie.
 
Wariant 2: Podejście matrixowe
Nie wiadomo czy uczelnia jest w stanie komukolwiek pomóc na tyle skutecznie aby ktoś zapłacił za doradztwo biznesowe czy badania nakierowane na potrzeby biznesu. Załatwmy jakąś kasę z budżetu bądź z projektu unijnego, a wtedy nawet jak pomysły naszych naukowców nie zostaną wykorzystane bo będą słabe to firmy się na to nie obrażą, bo nie będą przecież za to płacić. A, że jakieś środki publicznę zostaną zużyte nieproduktywnie. Trochę ludzi sobie dorobi.

Komentarz : miało być znowu śmiesznie, ale... W realiach polskich przyznać trzeba, że podejście matrixowe jest korzystne dla Olsztyna. Niezależnie od przydatności pomysłu, do miasta i uczelni spłyną jakieś fundusze i zasilą regionalną naukę i gospodarkę. Także nie można się przyczepić - UWM zagrał tak jak system pozwala. A kto wie może faktycznie powstaną jakieś dobre pomysły?


3. Olsztyńska loża BCC wyśle list do premiera postulując m.in. podniesienie poziomu edukacji ekonomicznej społeczeństwa i usprawnienie pracy aparatu skarbowego oraz zakończenie medialnych nagonek na firmy finansowe, zajmujące się pośrednictwem, oraz odbudowanie społecznego zaufania do przedsiębiorczości. (link)
Prezes Olsztyńskiej loży BCC - pan Wiesław Lubiński - fot. www.ro.com.pl

Wariant 1: Podejście logiczno-zdroworozsądkowe.
Olsztyn ma dużo bardziej prozaiczne problemy ograniczające możliwości prowadzenia biznesu i wzorstu gospodarczego niż chociażby zaufanie do przedsiębiorczości. Z kolei troska o firmy finansowe brzmi jak żart, czyżbyśmy utożsamiali nasze interesy z interesami órżnych tam ambergoldów i ołpenfajansów? A co z drogami i połączeniami kolejowymi do Olsztyna? Co z lotniskiem? Co z wysokim bezrobociem w regionie ograniczającym siłę nabywczą klienteli biznesów prowadzonych przez panów z BCC?
 
Wariant 2: Podejście matrixowe
Co jakiś czas musimy się przypomnieć, że istniejemy i że coś robimy. Najlepiej jak będzie to strzał z grubej rury, w Olsztynie to zrobi wrażenie, że piszemy do premiera. Poza tym może media ogólnopolskie podchwycą temat i ktoś usłyszy, że istniejemy? Można by wprawdzie napisać o problemach regionu, ale przecież prowadzimy swoje firmy od 20 lat i jest nam w miarę dobrze. W sumie to po co nam te lotnisko? A nuż przyleci jakiś Poznaniak i założy nam coś konkurencyjnego? Po co nam w ogóle rozwój gospodarczy miasta jeśli miałby oznaczać otwarcie na zewnętrznych inwestorów? Nawet jak nie będą z nami konkurować bo będą to Koreańczycy produkujący telewizory to podkupią siłę roboczą, trzeba będzie Olsztyniakom płacić większe pensje.

Komentarz: krótkookresowo zapewne racja. Poza tym panowie biznesmeni nie są od zbawiania świata, ale od interesów. Ale w ten właśnie sposób podcinają gałąź na której siedzą - biedne miasto = mała siła nabywcza, mały rynek zbytu etc. Czym więcej ludzi wyjedzie z Olsztyna w poszukiwaniu lepszego życia tym mniejsze możliwości biznesowe na przyszłość itd. itp. 

Podsumowując - wychodzi na to, że jakieś ogólnie zgodne, racjonalne działanie dla zwiększenia pomyślności gospodarczej Olsztyna samoistnie nie nastąpi. Zbyt duża jest różnica interesów w potrzebach wszelakich grup, które mają silną pozycję w mieście takich jak urzędnicy, lokalni biznesmeni, uniwersytet, a jeszcze większa jest rozbieżność tych interesów z interesem ogółu mieszkańców. Oczywiście czasami może pojawiać się pewna zbieżność, ale tylko okazjonalna i przypadkowa.  To taki model rodem z socjalizmu - to nic, że ogólnie wszyscy mamy gorzej niż gdzie indziej, ale akurat moja grupa ma lepiej niż większość.

Co więc należy zrobić? Opracować jakiś plan działania dla miasta oparty na sytuacji którą Ronald Reagan opisał nastepująco "wysoka woda podnosi wszystkie łódki". Na ogólnej poprawie sytuacji gospodarczej miasta długookresowo zyskaliby wszyscy. Brakuje tylko lidera, który zebrał by środowiska opiniotwórcze i decyzyjne, stworzył wspólną platformę dyskusyjną i rozpoczął debatę. Środowisko urzędnicze jest w Olsztynie na tyle jałowe intelektualnie, że raczej tej roli nie podejmie. Może więc UWM? 


piątek, 18 maja 2012

Igrzyska zamiast dobrego wykształcenia?

Dziś coś czego w Olsztynie nie wolno, mianowicie nie wolno krytykować kortowiady, tego cudu nad Kortówką, najlepszych juwenaliów w Polsce, słynnych hen daleko.

Czy kortowiada to coś co studenci UWM dostają w zamian, za brak złudzeń, że po studiach dobra praca będzie na nich czekać ? Taka swego rodzaju transakcja wymienna? Pobujacie się 5 lat, poudajecie, że studiujecie a my poudajemy, że was nauczamy ale przynajmniej się wybawicie? (od tej zasady są liczne wyjątki - wydziały, które reprezentują poziom europejski - oraz studenci, którzy korzystają z możliwości jakie dają dzisiejsze czasy).
Zresztą kortowiada to tylko symbol, w tym kierunku idzie cała polityka uczelni. Oferta dla studenta jest czytelna - UWM to najbardziej rozrywkowy uniwersytety w kraju, pięknie położony, z masą klubów oferujących tanie piwo, a do tego w samym środku jest duży sklep, w którym alkoholu do woli a na kortowiadę otwierane są specjalne stoiska z piwskiem! Postronny obserwator może wręcz odnieść wrażenie, że producenci piwa to główna siła na terenie uniwersytetu.
Wiemy, że czyta nas wielu studentów UWM, ale cóż blog w założeniu miał prowokować do myślenia niestadnego więc i tym razem pójdziemy wbrew powszcechnym zachwytom nad kortowiadą. Zresztą czuję, że ci studenci, którzy nas czytają zapewne w jakimś stopniu przyznają nam rację. 
Juwenalia miały być imprezą wzbogacającą życie uczelniane zarówno na płaszczyźnie zabawy jak i kultury studenckiej. Jak to wygląda obecnie? Poziom zabawy zostawimy bez komentarza, widocznie takie są gusta na tej uczelni, że upicie się i darmowy koncert to szczyt cudownej zabawy. Co do kultury studenckiej to jako taka propagowana na kortowiadzie na pewno nie jest, jest nikłym dodatkiem. Pytanie kto zyskuje na tej imprezie.

Obecna formuła kortowiady wpisuje się znakomicie w markę tzw. "Uniwersytetu Wiecznego Melanżu" którą UWM nabył w Polsce. Na czym polega ta marka? Otóż UWM staje się sławny w Polsce jako uniwersytet , gdzie wiedzy wprawdzie nie zdobędziesz ale spędzisz przyjemne kilka lat okraszone dużą ilością alkoholu i zabawy. Sami studenci kultywują ten obraz propagując w internecie różne dziwne treści.
Wyobraźmy sobie, że po wpisaniu  hasła "uniwersytet wiecznego melanżu" w Google pierwsze obrazki to ten powyżej i ten poniżej:
www.singielwpodrozy.pl
Naszym zdaniem studenci, rozpowszechniając taki obraz uczelni sami robią sobie krzywdę. Melanż kortowiadowy (ale nie tylko) jest już szeroko znany. Słyszałem o nim kiedyś w pociągu relacji Warszawa - Kraków, oraz na kempingu na Helu. Jak myślicie czy przyczynia się to do wzrostu szans na zatrudnienie po skończeniu studiów? Raczej nie. Czy nie lepiej byłoby dbać o postrzeganie swojej uczelni jako swego rodzaju przepustki na rynek pracy zamiast promować ją jako miejsce rozrywki niskich lotów?
Czemu w władze UWM wspierają tą niewyszukaną strategię promocji uniwersytetu ? Czemu UWM to największy w Polsce obszar przestrzeni publicznej na którym nie ma żadnych sankcji za picie alkoholu, oddawanie moczu gdzie popadnie, tłuczenie butelek? To miejsce zaczyna przypominać nieustającą prowincjonalną imprezownię, coś a'la wiejska zabawa.

Czy taka jest rola uczelni publicznej? Otóż władze te najprawdopodobniej się poddały. Zrezygnowały z wykreowania UWM na miejsce istotne na edukacyjnej mapie Polski, a swojej szansy na przyciąganie studentów upatrują w tym, że można sobie wypić piwko na "kacrondzie", pogrillować kiełbaskę na plaży, a raz do roku zaszaleć na całego. Proste! Do tego trochę cudacznych budyneczków za pieniądze unijne i wszystko się kręci! Jak to napisała jedna ze studentek na portalu olsztyn.com.pl : "Przekonałam się wszem i wobec w ciągu 5 lat studiów na UWMie, że student jest dla władz ostatnią osobą, która powinna być brana pod uwagę w planowanych inwestycjach. Najważniejszy jest LANS. Trzeba się w końcu pokazać w Unii. Typowa polaczkowość, na każdym kroku w każdej dziedzinie." (1 )

Na koniec pytanie , czemu przy okazji kortowiady władze UWM dopuszczają do ogromnej dewastacji Kortowa, zanieczyszczania ekskrementami jeziora Kortowskiego (przecież za kilka tygodni tam się będą kąpać koloniści z Almaturu - znakomita reklama, a także mieszkańcy Olsztyna).
Pozostaje wyrazić nadzieję, że nowy rektor jako człowiek światły i bywały wzniesie tą imprezę na wyższy poziom oraz zadba o image UWM. Za obecnej, schodzącej już ekipy z roku na rok poziom dołował. Panie Rektorze elekcie, w panu nadzieja. 

PS. Tutaj BONUS, link na który według mnie powinny zareagować władze UWM. Użycie loga uniwersytetu bez zezwolenia w sposób przynoszący szkody uczelni  http://i1.kwejk.pl/site_media/obrazki/101396-kortowiada-2011.JPG

wtorek, 8 maja 2012

UWM buduje makabryły

Naiwny były ten, kto spodziewał się że napływ manny z nieba w postaci pieniędzy unijnych dla UWM pobudzi ambicje aby wydawać je, tak aby wzbogacić architektonicznie miasto i jednocześnie rozwijać potencjał Kortowa jako miejsca wyjątkowego. Wybrano utartą ściężkę bazowania na tym co zrobili Niemcy oraz tzw. komuna, szczególnie ta we wczesnej fazie. Taki chociażby budynek wydziału Bioinżynierii (socreal zdaje się) bije na głowę to co zafundował sobie UWM przez ostatnie lata.
A tymczasem inne wyższe uczelnie pokazują, że można zbudować obiekty, które na pewno będą zauważone, a wręcz mogą stać się rozpoznawalnym symbolem uczelni. Przecież taki skok inwestycyjny nie powtórzy się przez najbliższe kilkadziesiąt lat, a może już nigdy, więc oczywiste jest, że trzeba było budować na lata a nie na dziś. UWM wybrał aby budować dużo ale byle jak.
Przykładowe ciekawsze realizacje, które pokazują, że można zbudować coś co wzbogaca miasto i przyczynia się do kreowania wizerunku uczelni wyższej:

Wydział Matematyki i Nauk Informacyjnych Politechniki Warszawskiej
www.gazeta.pl

Wydział Prawa, Administracji i Ekonomii Uniwersytetu Wrocławskiego,
www.archinea.pl

Instytut Biotechnologii Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego,
www.kul.pl

A teraz spójrzmy na olsztyński dorobek, sztandarowy obiekt to biblioteka, której elewacja powala swą nachalną sztuczną monumentalnością i pseudo klasycyzmem.

fot:http://www.ro.com.pl

Tu krańcowy przypadek tandety i infantylizmu. Architektura rodem z przemysłowych przedmieść. Niejeden salon samochodowy albo zakład przemysłowy bije ten obiekt na głowę. To centrum konferencyjne UWM - czyli wizytówka uczelni dla potencjalnych gości.

Poniżej coś co kojarzy nam się nieodparcie z silosem rakietowym, a za nim jakieś centrum kontroli lotów? Wszystko zdehumanizowane, mimo , że wydział humanistyczny, pozbawione małej architektury i ścieżek dla ludzi! Każdy student humana wie jak ciężko z tego fortu wydostać się na piechotę do przystanku autobusowego.
fot: wikipedia
Na koniec powierzchnia, która idealnie nadawałaby się na miejsce dla ludzi, wyobraźmy sobie tutaj trawę, ławki i studentów z książkami, może parę drzew? Skądże znowu, UWM tak mocny kierunkami przyrodniczymi wybetonował wielkiego "grzymowicza" w postaci kilku hektarów polbrukowego parkingu. Cywilizowany świat chowa parkingi pod ziemię albo na tył budynków, UWM zgodnie z olsztyńskimi trendami chwali się jaki to park maszyn posiadają wykładowcy i studenci. 
Prowincjonalna uroda tego miejsca jest wręcz przygnębiająca.
fot:http://tajemnicaolsztyna.bloog.pl
Niestety UWM zorganizował jeszcze jakieś środki na dalszą rozbudowę swoich obiektów, a zwycięski projekt to połączenie szerokiego prospektu automobilowego z budynkami w stylu późnego NRD. Gdzie atmosfera uniwersytetu? Gdzie tereny dla ludzi? Z eko-kampusu nad jeziorem robimy betonowego molocha, zwykłą dzielnicę biurową. Ten uniwersytet naprawdę mógłby mieć swój styl. Niepowtarzalny, wyjątkowy, nawiązujący do otoczenia i starej części Kortowa.
fot:www.gazeta.pl

A tymczasem projekty jak ten poniżej nie znalazły uznania w oczach władz UWM. 

fot:www.gazeta.pl
Czemu nudne projekty wygrywają a ciekawe przegrywają? Czemu o tym co i jak budować decydują ludzie jak się wydaje pozbawieni poczucia estetyki? Czemu nawet jeśli chcą dobrze to wychodzi tak jak zawsze? Część odpowiedzi znajduje się w poniższm artykule oraz dla bardziej wytrwałych czytelników w piśmie od SARP do rektora Górniewicza.

Nie daj Bóg wygrać konkurs architektoniczny na UWMie
List SARP

poniedziałek, 12 marca 2012

Uniwersytet na peryferiach

W temacie wyborów rektora UWM, warto spojrzeć na dorobek tej uczelni w ostatnich latach. W momencie gdy uniwersytet powstawał wydawało się, że to będzie początek lepszej przyszłości miasta i uniwersytetu, napędzających się wzajemnie. Tymczasem po ponad 10 latach widać, że UWM to odrębny byt, którego rola miastotwórcza jest duża ale wykorzystana tylko częściowo. Może to kwestia oddalenia i hermetyczności kampusu. Z UWM nie wychodzą żadne pomysły na rozwój miasta, żadne przełomowe idee. Środowisko intelektualne UWM żyje na marginesie miasta i zajęte swoimi sprawami niewiele do niego wnosi. Także rola kulturotwórcza jest wątpliwa, patrząc na imprezy typu Kortowiada. Uniwersytet nie promieniuje na miasto ideami, pomysłami, stąd też to zacofanie umysłowe w ratuszu jakim zostaliśmy pokarani. Bo jak inaczej skomentować postępującą degradację przestrzeni miejskiej gdy na uniwersytecie funkcjonuje rzadkie w kraju nagromadzenie kierunków związanych z kształtowaniem przestrzeni i gospodarką przestrzenną?

Podsumowaniem tej historii jest nieciekawy obraz kampanii wyborczej na UWM. Kandydaci nowi-starzy, czyli nic nowego. Wykształciły się dwa obozy zasklepione wokół swoich "liderów", ale większość pewnie i tak nie popiera żadnego z nich tylko bezwolnie ulega jednej bądź drugiej grupie. Zamiast programów, media donoszą o gierkach i brudnych chwytach.



Kiczowata architektura "imperialna" to także znak rozpoznawczy UWM


UWM to miała być lokomotywa napędowa Olsztyna, a tymczasem: 
1. Poziom kształcenia na niektórych kierunkach rozczarowuje jak na uniwersytet. O ile na początku wydawało się, że UWM wybuduje pewną markę o znaczeniu ponadregionalnym, to poza kilkoma kierunkami nie ma o tym mowy. Uczelnia przekształciła się w szkołę masową przemielającą prowincjonalną młodzieź, a duża część absolwentów mimo "uniwersyteckiego" wykształcenia nie wybiega marzeniami poza karierę przedstawiciela handlowego.
2. Niedoinwestowana kadra (tak pensje na UWM leżą na dole widełek ministerialnych) nie jest w stanie nadać tej uczelni poziomu, którym byśmy mogli się pochwalić w kraju. Działa zasada "jaka płaca taka praca". Pensje są niskie bo władze lubią budować. 
3. W temacie budowania właśnie - buduje się kolejne hektary budynków a tymczasem niektóre wydziały dramatycznie kurczą nabory na kolejne roczniki. Swego czasu w wiadomościach uniwersyteckich opublikowano wywiad z rektorem pod tytułem "Niż na wykładach, wyż na budowie".
Rektor mówił, że wprawdzie studentów jest coraz mniej ale buduje się coraz więcej. Ewidentny paradoks tej sytuacji jest widoczny chyba dla każdego.
4. UWM psuje lokalny rynek pracy dla ludzi młodych - działa jak wielki wir, zasysa młodzież z całego regionu i  wypuszcza ją na olsztyński rynek pracy. Tak  to w niezbyt dużym mieście wojewódzkim jest na codzień conajmniej kilka tysięcy studentów i absolwentów, chcących wykonywać często jakąkolwiek pracę za minimalną ustawową pensję. A często i poniżej tej stawki (tzw. umowy śmieciowe, staże etc. umożliwiają obejście pensji minimalnej). I teraz spójrzmy na młodego mieszkańca Olsztyna, który chce sobie normalnie skończyć szkołę lub studia i pracować w swoim mieście - nie ma pracy albo praca za 1000 zł, bo rynek pracy zalany młodzieżą z /po UWM.


Jak zwykle w naszym kraju starsze pokolenia zyskują (Dajtki i Brzeziny upychające po piwnicach studentów) a młodzi tracą i muszą ewakuować się do Anglii...



fot: Wikipedia
Na zdjęciu fragment silosów rakietowych z uwmowskiego kosmodromu.

Wszysko za parę lat naprostuje niż demograficzny, będzie tylko płacz po utraconych szansach a my jak Grecy zostaniemy z wielkimi, drogimi w utrzymaniu obiektami. Nikt przecież tego nie kupi za tyle ile wydano na budowę, to budynki duże, o ściśle zdefiniowanej funkcjonalności. To, że rektorowi "przyrasta" wartość majątku UWM to kwestia tylko księgowa. Jak za 10 lat UWM będzie pracował na połowę dzisiejszej mocy to budynki będą na sprzedaż nie po wartości księgowej ale rynkowej. 

Na koniec anegdota. Całkiem niedawno GO opublikowała artykuł o hiszpańskim piłkarzu, który przyjechał na studia na UWM i dla zabicia nudy zaczął grać w Stomilu. Trener Stomilu nie mógł się piłkarza nachwalić, dodał jednak, że jedynym mankamentem jest komunikacja, bo Hiszpan nie mówi ani po polsku ani po angielsku więc nie ma jak się porozumiewać na boisku: "Bariera językowa to nasz największy problem" skomentował Zbigniew Kaczmarek. Czyli Hiszpan ma w nogach, ale nie ma w języku i okazało się, że dla piłkarza to problem. Piłkarz musi wbrew pozorom być mocny i w nogach i w głowie i w językach. A na UWM tego mankamentu nie dostrzegli i piłkarz studiuje prawo... (Jeśli studiuje po hiszpańsku to obiecuję przeprosiny:)

Taki jest nasz UWM, z każdego, nawet najbardziej opornego studenta zrobią prawnika.  Pozostaje mieć tylko nadzieję, że tak samo nie jest z arabskimi studentami medycyny i wykładowcom udało się nawiązać z nimi przynajmniej minimalną nić komunikacji. Bo jeśli nie to szejk się może zapytać za co właściwie  zapłacił :)



sobota, 25 lutego 2012

Był sobie park... były kiedyś drzewa w Olsztynie

Sesja Rady Miasta która odbędzie się 29. lutego przykuwa uwagę mediów głównie ze względu na wprowadzane zmiany w zakresie strefy płatnego parkowania. Tymczasem przy okazji sesji zdecydowano o zmianie statusu klonu który znajduje się na terenie kampusu uniwersyteckiego. Status zmieniono by go wyciąć - to jasne. Nie robię problemu z wycinki jednego drzewa. Przy Warszawskiej pod topór idą dziesiątki, w tym takie o pniu średnicy kilkudziesięciu centymetrów, przy Bałtyckiej pójdą... razem setki.

Może i nie da się tego jednego drzewa uratować. Może i próby tego już były... nie wiem. Jedno co mi się jednak rzuca w oczy to to że Park w Kortowie przestaje istnieć w tempie geometrycznym. Bez wycinki ale efekt podobny jak właśnie przy Warszawskiej, gdzie w imię poszerzania jezdni wycina się kilkudziesięcioletnie drzewa, a pieszych spycha na płot. Klon-jawor przy DS 6 to przy tym pestka, ale może niech ta pestka stanie się właśnie tym przełomowym, symbolicznym od którego wycięcia nadeszły zmiany na lepsze...

O traktowaniu zabytkowego parku pisaliśmy już przy okazji tematu parkowania.

Mogłoby się wydawać że uczelnia, która kształci studentów w zakresie architektury krajobrazu, ochrony środowiska i na wielu innych kierunkach związanych z przyrodą powinna dawać wzorowy przykład. A tu jest odwrotnie: UWM pozwala by w centrum kampusu - można powiedzieć "sercu" - ginął park który pamięta historię nie tylko ART czy WSR, ale też czasy przedwojenne. Za Niemca w parku znajdował się przyszpitalny cmentarz. Dziś, to cmentarzysko samochodów: zaparkowane w nim samochody to w znacznej części poerefenowski złom. Chichot historii sprawił że na niemieckich grobach parkują volkswageny, bmw, audi i inne ople.

Przerzedzanie się parku widać szczególnie od strony Jeziora Kortowskiego. W latach 80-tych zupełnie nie, a w 90-tych z trudem dało się z łódki zobaczyć halę sportową. Drzew było dużo więcej. Nasadzenia, które robiono pozostawały same sobie. Wycinkę wiekowych drzew z kolei prowadzi się bez większych oporów.

Podniecamy się niemal wszyscy tym kampusem, jego wyjątkowością, ale jak długo? Inne uczelnie w braku zieleni robią wszystko by ją pozyskać. OK, nagle nie będą mieli 100-letnich drzew... ale my też nie będziemy mieli. Oni za to będą mieli już kilkunastoletnie, a my co najwyżej będziemy hodować sadzonki.

W 2007 roku, zaraz po tym, jak SGGW przeniosła się z warszawskiego Mokotowa na Ursynów - wiele osób narzekało, że to jednak daleko od centrum, "takie niezagospodarowane pole" i faktycznie osiedle akademików wyglądało jak obrzeża Ostrołęki: betonowa zabudowa, a obok puste pole. Władze SGGW wiedziały jednak że inwestycja w zieleń się opłaca. W 2007 roku na dużo mniejszym obszarze od Kortowa posadzono 1500 drzew i krzaków. Później je starannie pielęgnowano i nie spoczywano na laurach z jednorazowej akcji: od tamtej pory w nowej części kampusu zostało posadzonych już 6 tysięcy drzew i krzewów! Całości obrazu powstającego parku dopełniają klomby projektowane według historycznych założeń Księżnej Izabeli Czartoryskiej, znawczyni i założycielki wielu kompleksów parkowych w Polsce. W uczelnianym parku zaprojektowano także ścieżki dla spacerowiczów i rowerzystów, ławki oraz oświetlenie. Projekt zagospodarowania terenu opracował zespół pracowników SGGW pod kierunkiem dr inż. Przemysława Wolskiego z Katedry Architektury Krajobrazu. Wiosna przy Nowoursynowskiej już rok temu była dużo przyjemniejsza. W tym roku będzie jeszcze piękniej.

W Kortowie - będzie brzydziej. Bogactwo zasobów zabija czujność, a nic nie jest dane na zawsze.

Na UWM szykują się do wyborów rektora. Może sytuacja się zmieni? Chyba niestety nie, bo albo będzie tak jak jest (rektor Górniewicz) albo do głosu dojdzie niezniszczalny kandydat profesor biolog, za którego kadencji ilość wylanego betonu przekroczyła wszelkie normy. Nawet na swojej nowej stronie internetowej - wizytówce profesor wita nas na parkingu przy betonowej ścianie budynku a'la Sosac. Dokładnie to księżycowy parking stanowi tło, a sam profesor stoi na monumentalnych kortowskich schodach wzorowanych na tych ze sceny z "Pancernika Potiomkina" tudzież lepiej znanego w Polszy "Deja vu" Juliusza Machulskiego, kiedy to w trakcie bitwy po schodach zjeżdża wózek dziecięcy. Jest betonowo - jest fajnie. Oto Kortowo! Oto Olsztyn!

PS. Dlaczego tak o tym jednym drzewie piszę skoro kilkaset metrów wycinają całe szpalery drzew? Bo wierzę, że na uczelni ktoś może jednak to zrozumieć i się ocknąć. W miejską ekipę Boba Budowniczego nie wierzę. Bob ma kielnie w ręku i betoniarkę między uszami.

środa, 25 stycznia 2012

Nie ten klimat

Zainteresowała nas sprawa... urządzeń klimatyzujących. W klimacie w którym amplitudy roczne temperatury przekraczają 60 stopni C klimatyzacje w niektórych obiektach są niezbędne. To jasne. Sala sesyjna w ratuszu była duszna i ciężko w niej było wytrzymać, nowopowstałe centrum handlowe też nie może obyć się bez klimatyzacji.


Klimatyzatory są potrzebne także w innych publicznych miejscach. Martwi jednak to jak są one eksponowane. Te nieudane lokalizacje dotyczą niemal każdego rodzaju budynku, są najnowsze olsztyńskie inwestycje jak biblioteka uniwersytecka, jedyna w mieście galeria handlowa, ale też tania socjalistyczna bezstylowa siłownia, a nawet... zabytowy budynek w centrum miasta.

Oto parę przykładów:
1. Alfa Centrum. Wydaje się że projektant myślał tylko o tych którzy znajdą się w środku. Klimatyzatory za to będą marną atrakcją dla odwiedzających już wkrótce kawiarnie na dachu Dukata. Z tego nowego miejsca będą mogli podziwiać Park Centralny, ulice Dąbrowszczaków, Ratusz i... klimatyzatory na Alfie. A jeszcze gorszy widok zastaniemy po otwarciu dla szerszej publiczności dzisiejszego aresztu!

2. Biblioteka UWM. Dzięki położeniu na górce wzbogacona o taras mogła cieszyć odwiedzających widokiem na panoramę Olsztyna, podobną do tej którą zachwycają się wjeżdżający do Olsztyna od strony Warszawy. Ale nie, w najważniejszym punkcie stoją blaszane rury tak żeby studenci się uczyli a nie oglądali widoki.

3. Siłownia przy Kortówce. Akurat tutaj klimatyzatory na dachu byłyby zasłaniane w większości przez wysokie topole rosnące po obu stronach budynku. Ale nie, tutaj akurat będzie odwrotnie. Klimatyzatory posłużyły za okienną zasłonę, tak żeby przechodzące obok studentki nie mogły przypadkiem podglądać prężących się bicepsów:)


4. Pięknie wyremontowany budynek na rogu ulic Marii Skłodowskiej-Curie i Wyzwolenia został przywdziany w blaszane rury niczym jakiś hangar w murzyńskiej dzielnicy Nowego Jorku.

5. Sto metrów dalej zaplecze teatru to jakiś składowisko m.in. łodzi(!), w którym królują betonowe domki transformatorów.

I tak to właśnie w Olsztynie, by wytworzyć dobry klimat wewnątrz budynku, marnuje się o wiele cenniejszy klimat w sensie estetyki. Już widzę tych mądralińskich co to mówią że "bez klimatyzatorów nie da się żyć i jak autor posta sobie to wyobraża, przecież w całej Europie tak się robi". Otóż nie, tak się nie robi. Klimatyzatory są dyskretnie obudowywane lub znajdują się w miejscach mało widocznych. Oko ekonomisty jest wrażliwe nie tylko na suche kalkulacje. Tandetę będziemy wytykać ile wlezie!

piątek, 25 listopada 2011

Olsztyński matrix kwitnie w najlepsze!

fot: wrzuta.pl
"Bo jeśli wyobrażenie, do tego przyjemne, jest równie silne, jak rzeczywistość, to jaka w sumie różnica?" - Kevin Warwick

Jakiś czas temu, zainteresowało nas Centrum Akwakultury na UWM. Chodziły bowiem słuchy, że studenci na kierunku akwakultura nie dopisali, a na rybactwie także nie ma wielkiego naporu.Okazuje się, że pracownikom wydziału nie są potrzebni studenci. Oni prowadzą badania nad rozmnażaniem węgorzy. 
Pech w tym, że o sprawie dowiedzieli się ludzie z zewnątrz. Jak znamy polskie realia Ci z zewnątrz pewnie zazdroszczą, że sami nie wpadli na ten pomysł, albo ich nie zaproszono do współpracy (za wynagrodzeniem). I to jest ich główna motywacja napisania tego złośliwego i w sumie bezczelnego listu. Pan z Sopotu, który się poczuł urażony przecież też nie jest śmietanką światowej nauki, więc jak może oceniać innych z perspektyw panteonu?
Nie zmienia to jednak faktu, że hodowla węgorzy w warunkach sztucznych wydaje się dość ryzykownym. No bo nawet jeśli się udało w superdrogim i wyposażonym znakomicie sztucznym środowisku, kosztem pracy wielkiego zespołu badawczego, to jak tego dokonać na skalę komercyjną? Przyznajemy, że nie jesteśmy w stanie ocenić naukowej strony badań. To taki "olsztyński matrix", miliony złotych na projekty, których pożytek społeczny nie jest wymiernie zdefiniowany, ale przynajmniej się kręci. Wszyscy mają swoje projekty, niby to robią swoją robotę ale wszystko to rozgrywa się w odrealnionym świecie raportów, sprawozdań, publikacji  i innych fantazji.

Mistrzami matrixu pozostaną jednak miejscy urzędnicy, pozwolimy się powołać na przykład ratusza:
"Remont ratuszowej wieży, który zaczął się przed wakacjami, miał się zakończyć 31 października. Wykonawca wystąpił jednak do magistratu z prośbą o przedłużenie prac do 25 listopada. - W uzasadnieniu wyjaśnił że nowa, dwuwarstwowa technologia kładzenia tynku zajęła więcej czasu niż pierwotnie zakładano. Na wieży podczas prac remontowych przez lata dokładano kolejne warstwy tynku tak, że w niektórych miejscach miał 5-10 cm. Wykonawca musiał to wszystko oczyścić, aż do cegieł i dopiero mógł kłaść tynk odtworzeniowy - powiedziała Aneta Szpaderska, rzecznik urzędu miasta." (źródło)

Nie możemy uwierzyć! Przy remoncie ratusza stosowana jest jakaś nieznana, nowa dwuwarstwowa technologia. Na pewno jest to pierwszy przykład zastosowania tej technologii na świecie i stąd nie było wiadomo, że zajmie ona więcej czasu. To przecież technologia rodem z "gwiezdnych wojen". A poza tym to dziś jest ten D-Day, 25 listopada, ktoś wie czy skończyli wreszcie?!!!!

"Przypomnijmy, że podczas zbijania kolejnych warstw tynku konserwatorzy zbadali także pierwotną kolorystykę ratuszowej wieży. Okazało się, że nie była ona różowa - jak w ostatnich kilkunastu latach - lecz szara, a okna wieży były ciemnoczerwone."
Te odkrycie naszego matrixu powala na kolana. A wystarczyło tylko popytać starszych mieszkańców miasta, albo spytać nawet nas. To, że ratusz kiedyś nie był różowy to żadna tajemnica !



Na koniec niegroźny matrix w redakcji Gazety Wyborczej:" Olsztyński ratusz został zbudowany w latach 1912-1915 na terenie dawnego cmentarza. Stan techniczny wieży przed remontem był tak kiepski, że wchodził tam tylko zegarmistrz doglądający zegarów oraz konserwatorzy."

Panie redaktorze... Nie tylko zegarmistrz, nie tylko, inni majsterkowicze też tam byli :) Pan nowy w Olsztynie?

niedziela, 6 listopada 2011

Współpraca z gospodarką przez duże CC


Może to nie temat stricte ekonomiczny, ale trudno też przejść obojętnie obok faktu, że osoba podpisująca się stanowiskiem ds. współpracy z gospodarką na UWM "sprzedała" (wysłała CC:) mi, szaremu żuczkowi uczestnikowi Dni Nauki* (!) kilkadziesiąt maili osób, które w żaden sposób na to zgody nie wyraziły, no chyba że takie jest na naszym uniwersytecie "przetwarzanie danych" czyli równoznaczne z "udostępnianiem gdzie się da".
Drobna sprawa? Nie mam o czym pisać? No nie! Jeśli ktoś współpracujący z gospodarką sforwarduje maila z jednej firmy do drugiej będąc uczelnianym "partnerem" to współpraca zakończy się natychmiast. No chyba, że nie natychmiast bo sprawa w sądzie może się ciągnąć dłużej.
Możemy tak długo opowiadać sobie o RCI za 30 mln zł (plus 10 mln na wyposażenie), ale jeśli współpraca z gospodarką opiera się na takich kardynalnych błędach to trudno tu będzie cokolwiek zdziałać. Analfabeta nie pozna teorii względności choćby miał wykłady z samym Einsteinem!
Morał z całej historii jest taki, że UWM mimo wydanych setek milionów złotych na nowe obiekty, mentalnie nadal jest wiele lat za cywilizowanym światem jeśli chodzi o profesjonalne standardy.
* Olsztyńskie Dni Nauki same w sobie były bardzo udane. Autor jest za organizacją tego typu imprez i wręcz je popiera aktywnym udziałem.

piątek, 7 października 2011

Przyjechali i pozastawiali

Społeczność uniwersytecka Kortowa otrzymała Nagrodę Specjalną w plebiscycie „7 nowych cudów Polski" organizowanym przez magazyn „National Geographic Traveler" jak donosi serwis UWM i lokalne media. Większość z nich rozpływa się także w zachwytach nad studentami uczelni, przykładowo jeden z lokalnych portali komentuje: "Kortowo nie jest cudem, ale jest nim studencka społeczność!"
I tak to o to zasługi natury, niemieckich budowniczych Kortowa, oraz odbudowujących Kortowo po wojennych zniszczeniach idą w niepamięć, a fetyszem jest społeczność studencka, której poziomom kultury okazywany jest chociażby poprzez sposób parkowania samochodów na terenie uniwersytetu.
A tu panuje całkowite przyzwolenie władz UWM na niszczenie terenów zielonych, blokowanie przejść dla pieszych i skrzyżowań, zastawianie chodników.

Ambicją pewnej grupy studentów jest podjechanie swoim starym golfem jak najbliżej miejsca zajęć, czy akademika, nawet jeśli przy okazji trzeba zaparkować na trawniku. Inna sprawa, że większość tych trawników jest nimi już tylko z nazwy.
Kolejny aspekt tego zjawiska to teren byłego cmentarza niemieckiego w okolicach DS6 i DS4. Chociażby z tego względu władze UWM powinny zadbać o ten skrawek terenu, na którym jeszcze w latach 90tych znaleźć można było ludzkie kości lub płyty nagrobne. W obecnej chwili jest to folwark parkingowy dla wszelkiego rodzaju BLów, WMLów i CBRów. Oczywiście NOSy, NELe i NBRy także dopisują.


Tak to o to ten olsztyński CUD jakim jest Kortowo zalewany jest i dewastowany przez przybyszów nie znających historii miejsca, ale nie potrafiących również uszanować jego estetyki i zasad współżycia międzyludzkiego.

Przedstawione zdjęcia pochodzą sprzed paru miesięcy, ale mamy już sygnały, że wraz z rozpoczęciem roku akademickiego sytuacja wróciła do "normy" i znowu "parkują gdzie popadnie" - także nie omieszkamy ukazać nowych ciekawych materiałów dowodowych w następnych odsłonach.
C.D.N.

poniedziałek, 26 września 2011

Akwakultura prawdę Ci powie.

Tytułowy kierunek studiów na UWM znakomicie obrazuje przykład zupełnego braku koordynacji między celami a sposobami ich osiągania lub też pomiędzy stanem faktycznym a "UWMowskim matrixem", w którym żyją władze uczelni.

W związku z ambicjami tych ostatnich UWM wybudował w ramach wartego 130 milionów złotych projektu BIO (od autora: - poprzednio podano kwoty za portalem olsztyn.com.pl, po zweryfikowaniu prostujemy) Centrum Akwakultury (koszt 29,5 mln złotych) mające slużyć do badań organizmów wodnych i ich hodowli. W ofercie uczelni istnieje przecież kierunek akwakultura i bezpieczeństwo żywności także, sens budowania obiektu był oczywisty. Jednakże studenci (a może to rynek pracy?) zadecydowanie nie docenili nowego opakowania takiej oferty dydaktycznej i zagłosowali nogami. Kierunek w ramach rozpoczynającego się za kilka dni roku akademickiego nie zostanie uruchomiony z powodu braku chętnych (2). Tzn. chętny byl jeden, ale nie został przyjęty :)
I tu pojawia się pierwsze pytanie - czy ktokolwiek ze sponsorów takiej oferty kształcenia (MNiSW, UWM, budżet państwa) zastanowił się bądź zbadał czy istnieje w ogóle zapotrzebowanie na taki kierunek studiów? Może rynek pracy nie potrzebuje akwakulturystów? Po co w takim razie rozwijać taką specjalizację i przeznaczać na nią olbrzymie pieniądze?
Władze uczelni jednakże szybko rozwiązaly ten dylemat. Na pytanie prasy o sens budowy Centrum Akwakultury skoro nie zostanie uruchomiony kierunek studiów, który w założeniu miał z niego korzystać, pojawia się błyskotliwa odpowiedź :"Skorzystają z niego studenci rybactwa" (2)
Sprawdzamy na stronie UWM, ilu studentów przyjęto na tenże kierunek w ramach tegorocznego naboru, wychodzi 9 (dziewięć) osób.
http://www.uwm.edu.pl/uploads/files/ksztalcenie/aa-rekrutacja-listy/ryb-p.pdf

Musimy być naprawdę bogatym krajem, który potrafi stworzyć wybranym jednostkom takie elitarne warunki kształcenia, gdzie nakłady inwestycyjne na jedngo studenta można liczyć w milionach. A może chodzi jedynie o to aby wydać pieniądzę z UE? Przypominamy jednak, takie inwestycje trzeba będzie utrzymywać przez wiele lat i na to Unia pieniędzy już nam nie da! A co gdy za kilka lat nie pojawi się ani jeden chętny do studiowania akwakultury czy rybactwa? Zostaniemy z naszym pięknym i drogim w utrzymaniu Centrum, jak przysłowiowi Grecy, którzy przejedli dofinansowanie unijne i zostali jedynie z kosztami i długami.

(1) http://www.olsztyn.com.pl/wiadomosc,33945,centrum-akwakultury-uwm-niemal-gotowe.html
(2) http://m.olsztyn.gazeta.pl/olsztyn/1,106514,10339028,Uniwersytet_zamyka_ksztalcenie_na_czterech_kierunkach.html

środa, 21 września 2011

Zatrudniają będą zwalniać, zwalniają będa zatrudniać?

Dzisiejszy artykuł dotyczący UWM zobrazować można różnymi parafrazami zaczerpniętego z literatury cytatu: „Zwalniają – znaczy się będą przyjmować".
W wersji UWM może on brzmieć nastepująco: "Budują i betonują - będą zwalniać" lub też "Idźmy w hektary a zwalniajmy ludzi"

Jakże inaczej rozumieć napływające równocześnie z UWM wydawałoby się logicznie sprzeczne informacje? Z jednej pieniędzy brak, uniwersytetowi grozi utrata płynności finansowej.(1) Z drugiej strony brak wystarczającej liczby kandydatów na niektóre kierunki, co zaowocuje spadkiem dofinansowania z MEN.(2) Jak podały władze, pomimo dodatkowej rekrutacji pierwszy rok nauki na UWM zacznie 12 tys. studentów przy 14,5 tys. dostępnych miejsc. I co w takiej sytuacji planują władze? Kolejne inwestycje i kolejne budynki! (3) I to w perspektywie kolejnych pokoleń niżu demograficznego w naszym kraju. Pytanie tylko komu one będą służyć i kto poniesie koszty. W analogicznej sytuacji zarząd każdej rozsądnie działającej firmy (spadek sprzedaży, spadek przychodów) podjąłby decyzję o zaostrzeniu dyscypliny finansowej i wstrzymaniu inwestycji, które wygenerują koszt zarówno jednorazowy jak i rozłożony w czasie. Co innego bowiem wybudować tylko po to aby wydać pieniądze z UE a co innego utrzymywać w przyszłości, a na utrzymanie tych pomników obecnych rektorów Unia środków już nie da :(

Rekompensowanie tych wszystkich problemów ewentualnymi zwolnieniami w sytuacji gdy UWM należy do znaczących pracodawców w mieście wydaje się pomyłem jeszcze gorszym. Całość bowiem może zakończyć się błednym kołem: mniej studentów - mniej pracowników - więcej drogich w utrzymaniu, niepotrzebnych budynków. Korzyść dla miasta i społeczeństwa z takiego rozwoju sytuacji jest oczywiście żadna.

(1)"Na 14,5 tysiąca miejsc zgłosiło się 12 tysięcy kandydatów - mówi prof. Józef Górniewicz, rektor uczelni. Niektóre kierunki studiów mogą więc zostać zlikwidowane, a w ślad za tym możliwa jest redukcja zatrudnienia."
http://olsztyn.gazeta.pl/olsztyn/1,35189,10316215,Malo_zakow_na_UWM__Niewykluczone_sa_wiec_zwolnienia.html


(2)"W lutym senat Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego zdecydował, że uczelnia nie da dodatkowych pieniędzy na budowę szpitala akademickiego. Władze uniwersytetu uznały, że przez medycynę cała uczelnia może stracić płynność finansową. Okazało się bowiem, że koszt inwestycji, zamiast początkowych 30 mln zł, ma wynieść 40 mln zł i zamiast planowanych 9 mln zł, uniwersytet musiałby dołożyć ponad 17,5 mln zł"
http://olsztyn.gazeta.pl/olsztyn/1,35189,10310347,Szpital_bylby_za_1_5_roku__bedzie_za_2_5_roku.html

(3)"Wiadomo już, jak ma wyglądać kompleks nowych budynków Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego. Władze uczelni liczą, że dzięki konkursowi architektonicznemu gmach stanie się dumą miasta"
http://olsztyn.gazeta.pl/olsztyn/1,35189,10316645,Wyniki_konkursu_na_najbardziej_reprezentacyjny_gmach.html

wtorek, 20 września 2011

TECHNOlsztyn

Kierunek Informatyka na UWM jest. Dotychczas tyle o tym kierunku można powiedzieć, bowiem już w konkursach programistycznych wyjątkowych osiągnięć studenci UWM nie mają. To kierunek, który jak to na UWM zwykło się mówić: „rozwija się”. Generalnie to wszystkie ciągle się rozwijają, ale chętnych na nie ubywa z roku na rok nie tylko o wskaźnik demograficzny odzwierciedlający wchodzący na uczelnie niż. Najczęściej, po frazesach o rozwoju dodaje się od razu… mamy piękny kampus i warunki do studiowania, mamy nowy budynek, nowoczesne pracownie. Oczywiście w przypadku informatyki wyposażenie ma znaczenie, ale to jakby rozwiązanie 0/1, czyli określony stan techniczny chcąc mieć informatykę na uniwersytecie trzeba mieć. To, że jest to „nowoczesne centrum” (RCI) jest oczywiste skoro powstało przed chwilą. Trudno żeby za 30 milionów wybudowano nienowoczesne centrum. RCI może robić wrażenie na mieszkańcach Olsztyna, bo w większości nikt nie spotyka się na co dzień z przykładami działań innych uczelni w kraju. Trzeba wiedzieć że takie projekty w obecnych latach po prostu muszą powstawać – to żadna wyjątkowość Olsztyna. Olsztyn jest za to wyjątkowy pod innym względem… Przede wszystkim nie dąży się do osiągnięcia zysku z synergii różnych inwestycji. Przykładem na to jest lokalizacja Olsztyńskiego Parku Naukowo-Technologicznego, który miasto będzie budować w okolicach Skandy, czyli - w ładnym (bo ładnym) polu, do którego trzeba doprowadzić drogi i komunikację miejską. Tymczasem naturalną lokalizacją (jeśli faktycznie ten park ma być choć trochę „naukowy”) byłyby okolice UWM (Kortowa) i samego RCI, nie wspominając że obok znajdowałaby się biblioteka i centrum konferencyjne. Jeśli do Olsztyna miałaby trafiać jakakolwiek myśl z zewnątrz (jest to niezbędne) to łatwiej by jej było dotrzeć właśnie w okolice Kortowa. Prestiż uczelni, który może kiedyś uda się zbudować dodatkowo wspomagałby OPN-T. Poza tym, jeśli to pracownicy naukowi UWM na co dzień mają tworzyć wartość naukową parku to powinni mieć możliwość działania w nim bez dłuższych wycieczek i być aktywnym cały czas, a nie „w piątek bo już nie muszę być na uczelni”. Wydaje się, że po raz kolejny celem staje się samo wydanie środków unijnych a nie realizacja określonego celu w ujęciu strategicznym. Nie widać bowiem też żadnych działań zmierzających do rozwoju czystych technologii, które wskazuje się jako te które warto rozwijać w „turystycznym Olsztynie”. Bajki o „dolinie krzemowej” w RCI czy OPN-T znajdą miejsce w lokalnej gazecie, ale nie na tym blogu. Wiemy bowiem co robią inne miasta a czego władze Olsztyna nie robią. Pomijając tutaj największe metropolie: np. Szczecin organizuje polsko-niemiecki Startup Weekend, podczas którego ponad setka uczestników będzie mogła poznać tajniki zakładania e-biznesu, a w wakacje na dwa miesiące zjechali się tam młodzi ludzie by rozwijać swoje pomysły pod okiem ekspertów od e-biznesu. Trzeba dodać przy okazji, że potencjał spotkań uczestników z dwóch krajów zawsze rodzi wiele nowych pomysłów i otwiera wiele szans, nawet jeśli na początku mają to być kalki serwisów internetowych z jednego kraju do drugiego. Czy ktokolwiek zastanawiał się o wykorzystaniu potencjału współpracy olsztyńsko-kaliningradzkiej podczas podobnych spotkań? Przecież one nie wiele kosztują, a mogą zrodzić wiele małych biznesów, a Olsztyn mógłby zacząć być postrzegany jako promujący nowe technologie i tym samym przyciągać przyszłych studentów informatyki. Zorganizowanie hackerspace’ów w fajnym kampusie akademickim sprawiłoby, że o imprezie i Olsztynie mogłoby być głośno w Polsce, a miasto za nagrody i utrzymanie uczestników mogłoby zyskać niebanalne rozwiązania np. dla e-administracji, które w sposób tradycyjny (przetarg) trzebaby wydać setki tysięcy złotych. To że w branży coś tam działa pokazuje przykład olsztyńskiego bar campu, czyli nieformalnych spotkań olsztyńskich informatyków. Z instytucji: w Olsztynie działa najprężniejszy w Polsce inkubator przedsiębiorczości Inqbe powstały ze środków unijnych (PO IG). Jest też Fabryka Innowacji przy UWM i Akademicki Inkubator Przedsiębiorczości (nie tylko dla studentów!) oraz mało znany Science2Business, ale o ich sukcesach inwestycyjnych zbytnio nie słychać. Zresztą nie ma co na to zbytnio liczyć: duża część wielkich biznesów była realizowana jednak metodą garażową. Jak wskazują eksperci z branży: inkubowane i wspierane przez unię start-up’y w ponad 90% padną w ciągu dwóch-pięciu lat, gdy poza jednorazowo otrzymaną dotacją będą musiały w końcu zarabiać. W instytucjach procedury ubiegania się o środki trwają za długo co zmniejsza szanse na sukces rynkowy młodych biznesmenów. Rynek w tym czasie po prostu ucieka. Niestety „stratedzy miejscy” nie rozumieją tych prawidłowości i wydaje im się że trzeba postawić budynek w polu i czekać że ktoś tam zacznie robić biznes. Zgodzę się z dr Jackiem Poniedziałkiem, który mówi że w regionie mamy z reguły słabe elity samorządowe, które nie przyjmują pomysłów z zewnątrz, żyjąc we własnym świecie, który można nazwać "urzędniczym matriksem". Niestety, działając w taki sposób doprowadzą do takiej sytuacji że w olsztyńskim parku najpierw będzie selekcja do firm wysoce technologicznych, a gdy te się nie pojawią to do branż preferowanych przez region (np. meblarstwo), a na koniec będzie można tam hodować indyki.