Pokazywanie postów oznaczonych etykietą brzydki Olsztyn. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą brzydki Olsztyn. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 lipca 2013

Budowlaniec partacz - czyli po co to referendum

Wiem już dlaczego warto zrobić referendum i odwołać P. Grzymowicza. Spójrzcie na Elbląg - nikt o tym mieście nie mówił, to była Polska B, Polska Wschodnia, ściana wschodnia i inne głupoty. A teraz? Donald, Jarosław, Janusz, Leszek, Aleksander etc. Jeżdżą, obiecują, komplementują. Elbląg to teraz pełne perspektyw miasto hanzeatyckie, powiązane z regionem bałtyckim, z szansami na czwarty co do wielkości polski port, położone w znakomitym miejscu między Obwodem a Trójmiastem.
Donald zastanawia się co zrobić aby Elbląg był równie atrakcyjny dla Rosjan jak Gdańsk, minister Biernacki przywozi 50 mln złotych na budowę nowego budynku sądu. Nawet Jarosław wysilił mózgownicę i chlapnął, że pisowski kandydat ma super pomysł! Mianowicie ogłoszenia po niemiecku i szwedzku w Hamburgu i Karlsruhe, o tym, że Elbląg to dobre miejsce do inwestycji. Genialne, nie uważacie? Nikt na to wcześniej nie wpadł, można dać ogłoszenie i już inwestorzy przyjadą.
Tylko skąd to Karlsruhe? I ten szwedzki? Ano Jarosławowi pomyliła się zapewne Karlskrona z Karlsuhe (południowe Niemcy), ale to nieistotny szczegół.

Piękne? Wyobraźcie sobie ten czas antenowy, naprawdę warto ponieść koszty referendum aby stać się na jakiś czas pępkiem polskiej polityki. Tym bardziej na jesieni, sezon polityczny rozkwitnie po wakacjach. Do Olsztyna zjadą wszyscy. Nie wiem kogo poprze PO - ale na 100% przyjedzie Donald i da nam obwodnicę. Scenariusz może być taki, że kandydatem wspartym przez PO będzie właśnie Grzymowicz i jako kiełbasę faktycznie tą obwodnicę dostaniemy. Warto? Warto!

Co więcej Grzymowicz postraszony referendum nagle zaczął się aktywizować. Wprowadza budżet obywatelski, nawołuje do sprzątania miasta, udaje , że walczy ze szpetnymi reklamami, zdejmuje żółte barierki... Jeszcze chwila a ogłosi w ramach kiełbasy wyborczej, że zawiesza na czas kampanii dewastowanie miasta :)

Są jeszcze bardziej prozaiczne powody aby odwołać Grzymowicza. Chociażby dlatego, że to partacz. Spójrzcie jak wygląda droga do plaży miejskiej, wejście na plażę. To totalna prowizorka, zagrożenie dla zdrowia ludzkiego. Wszystko na odwal. W mieście rządzonym przez budowlańca inwestycje budowlane są prowadzone jak w Afryce!








Co gorsza elementem prac są tajemnicze i śmiercionośne (piszę to na poważnie) studzienki. Widział ktoś coś takiego? Okolice plaży miejskiej upstrzone są takimi nieudolnie pozakrywanymi dziurami. Głębokie to na conajmniej kilka metrów, wąskie , a na dole woda. Wyobraźmy sobie co się może stać.



Jak powiedział nam ekspert, budowlaniec istniejący plan bezpieczeństwa i ochrony zdrowia dla tej budowy na pewno określa należyte zabezpieczenie tych miejsc, inaczej nie byłoby pozwolenia na budowę.
Za ewentualne wypadki odpowiada Kierownik Budowy. W tym wypadku, gdyby ktokolwiek tam wpadł (czego nikomu nie życzę) poszedłby siedzieć. Miejsce powinno być oznakowane słupkami i taśmą, lub dziury powinny być zamknięte w sposób TRWAŁY.

A to , że planu się nie przestrzega i miasto jako inwestor na to pozwala, a nadzór budowlany przymyka oko?
Teren nieogrodzony, nieoznaczony, wstęp wolny, i dziury pułapki, odkryte bądź zakryte zgniłą dyktą. Olsztyn po prostu! U Grzymowicza-budowlańca każda "inwestycja" to chaos, bałagan, opóźnienia, przekroczenia budżetu, usterki, niedoróbki etc.









PS. Prośba do odpowiednich służb o interwencję! A P. Grzymowiczowi już podziękujemy.


środa, 12 czerwca 2013

Olsztyn kocham ale jest brzydki

Czas to w końcu zaakceptować. Olsztyn posiada pewne oczywiste walory związane z położeniem, poza tym odziedziczył "po Niemcu" sporo wysokogatunkowych budowli (zamek, kościoły, szkoły, koszary, szpitale, kamienice). Budowle te robią wielkie wrażenie, na nieznających tego typu architektury przybyszach np. z Mazowsza i powodują opinię, że jest ładnie.
Tymczasem wcale tak nie jest - aby próbować to zmieniać, trzeba przede wszystkim zaakceptować stan faktyczny a nie udawać. Docierają do nas głosy, że poprzez dokumentowanie i piętnowanie brzydoty, dewastacji przestrzeni publicznej i bezguścia szkodzimy naszemu miastu. Co za nonsens!
Naturalnym odruchem cywilizowanego człowiek na bród i smród jest woda i mydło a nie zatykanie nosa!

 
Olsztyn jest miejscem gdzie działa zasada "zewnętrznego autorytetu". W opinii większości mieszkańców Hołek może łamać przepisy ruchu drogowego bo to przecież człowiek sukcesu, krytykować go mogą tylko "zawistni zazdrośnicy". Normalny człowiek pada przed nim plackiem, bo to przecież Hooołek.
 
Podobnie w innych sferach życia, co typowe dla społeczeństw postkolonialnych w Olsztynie szacunkiem cieszą się różnego rodzaju ludzie na stanowiskach lub z pieniędzmi. Nieważne czy mądry czy głupi, czy zarobił czy ukradł czy postępuje etycznie czy egoistycznie. Jeśli jest to np. prokurator, albo radny, albo właściciel piekarni to statystyczny Olsztynianin darzy takiego sporą dozą lęku, podziwu i uznaje jego wyższość. To taki objaw częsty w społecznościach gdzie panuje niewiara we własne siły i możliwości a wszelki przywilej upatrywany jest jako pochodzący od "pozycji" społecznej". Także przywilej posiadania własnego zdania.
 
Pisaliśmy od dawna, że Olsztyn brzydki jest. Łamie to oficjalne stereotypy np. Olsztyn kocham, Olsztyn jest piękny, Olsztyn moja mała Ameryka. Niewielu się z nami zgadzało. Jeśli piszą o tym na ogólnopolskich stronach Rzeczpospolitej i Gazety Wyborczej to może ten "autorytet zewnętrzny" w końcu wytłumaczy to skutecznie mieszkańcom. Pomarzyć można, że kiedyś Hołek albo Norbi powiedzą, że jest brzydko... A jakby Mamed Khalidov powiedział prawdę prosto w oczy, że jest brzydko to na pewno by się rozjaśniło w łepetynach i odetkałyby się nosy. Bo przecież jak sam widzę, że jest syf to nie może być prawda, ale skoro Mamed mówi...
To taka dygresja o tym jak działa mechanizm autorytetu, ostatnio GO opublikowałą wywiad z Mamedem - który mocno filozofował. Taka kolejna ciekawostka olsztyńska, rozumiem, że Mamed jest dobry w biciu po gębie ale żeby zaraz publikować wykłady ex cathedra, w których facet tłumaczy nam otaczający nas świat a dyplomem "admy" z UWM chwali się jak habilitacją? Koniec dygresji.
 
Ostatnie olsztyńskie sukcesy to także nasza zasługa!  Wylansowaliśmy "olsztyńskiego gałdiego", który zajął drugie miejsce w konkursie Makabryła 2012. Naszą uwagę na ten budynek zwrócił w 2011 roku Warmiak z dziada, pradziada, taki który rozróżnia fyrtel od zydlunga. Nic dziwnego, że takiego, rozpychająca się w Olsztynie brzydota kole w oczy.
 


Już po kilku dniach gałdi był tematem u u pana Kursa - a stamtąd krótka droga do konkursu Makabryła organizowanego przez jeden z portali grupy Agora.

Jeszcze lepiej poszło nam z tym zdjęciem, które ilustrowało m.in. artykuł o Malborku zwanym Versalem
 
 
 
 
 
Wysłane przez FRO na konkurs Miastoszpeciciela podbiło Polskę. Trafiło na ogólnopolskie strony największych gazet. O Olsztynie znowu zrobiło się głośno.
Tylko P. Grzymowicz tkwi nadal w swoim cielęcym zachwycie, bo przecież o takim mieście marzył wyjeżdżając z Nowego Miasta Lubawskiego. Wmawia, nam, że jesteśmy drugim Londynem a tymczasem straszy!

 
 



wtorek, 21 maja 2013

Na Białorusi też mówią, że rozwój trwa

Usłyszałem od kogoś, że gdyby Unia płaciła za smarowanie ulic brunatną substancją to ratusz oczywiście z uporem realizowałby ten proces dopóki nie wyciągnąłby ostatniej złotówki.

W ten sposób poprzez rozmaite projekty zwane inwestycjami (g... prawda, bo inwestycja nie oznacza zwykłego wydania środków, aby inwestycja była inwestycją musi przynosić jakąś korzyść. To co się robi w Olsztynie to konsumpcja unijnej kasy) grupa okaleczonych estetycznie technokratów funduje nam obrzydliwe krajobrazy. 
Nie mogę się tu oprzeć pewnej złośliwości - w szarej kamienicy po lewej mieszka pan Paweł J. - siał wiatr pod oknami innych zebrał burzę u siebie.

Proces psucia trwa - dlatego Warszawska w maju wygląda tak jak na zdjęciu poniżej. Przecież to typowa betonowa rynna, która wprowadza strumień pojazdów do centrum. Kto porusza się tą trasą wie zapewne co zaczęło się dziać po wybudowaniu tzw "buspasów" - powstał najlepszy kawałek do ścigania się w całym mieście. To już chyba faktycznie lepiej mieszkać w Wersalu-Malborku niż w takich Baranowiczach jak na dole.


źródło: tramwaje.olsztyn.eu

Berlin w maju z kolei wygląda tak, czy jest pewna różnica?



Optymiści powiedzą w tym miejscu "za to Stare Miasto mamy piękne". To skoro jeśli takie piękne, czy nie czujecie się jakby właśnie ktoś Wam dał w gębę? Na ulicy Prostej właśnie poczęstowano nas estetyką rodem z Wilkowyj. Elewacja w typie wczesne lata 90te. 
Chłopaki od mazania sprayami po murach - nie lubię Was, ale tym razem to i mi się farba w plecaku otwiera... 



Powala oferta sklepu, gość nie dość, że popsuł tym różem całą ulicę, to jeszcze załatwił sobie artykuł w GW gdzie wychwala swoje hot-dogi.


"Znajdą się w nim artykuły spożywcze i przemysłowe - zapowiada Karol M. prowadzący punkt. - W oddzielnym miejscu stanie "kawowar". Oprócz wypicia kawy będzie można zjeść tam hot-dogi."

I tu należą się podziękowania Karolowi M. za tą szczyptę Zachodu w postaci hot-dogów. To na pewno na taką ofertę czeka Stare Miasto! Ale ja poproszę o więcej. Panie Karolu a nie dałoby się do oferty wprowadzić hamburgerów? Marzy mi się taka oferta jak poniżej. Od jednego gościa z baru w Uniszkach Gum. (to na trasie do Warszawy)  słyszałem, że mrożone zapieksy z mikrofali też dają zarobić...



Tymczasem w Toruniu, to nawet Biedronka pokazała, że można wyjść z twarzą i na Szerokiej postarała się o w miarę cywilizowaną stylizację. A w Olsztynie NIEDASIĘ !




Nie da się też powstrzymać baranów parkujących na chodnikach przy Okopowej. Conajwyżej tam gdzie ciężkie SUVy rozgniotły nowe chodniki, łaskawcy postawili betonowe kosze na śmieci aby zamaskować proces gnicia.
Oczywiście Straż Miejska jest wielce zaskoczona faktem nielegalnego parkowania w tym miejscu. A tymczasem sam kilka (!) razy dzwoniłem z donosami. Odzew jak zawsze zerowy.




Podsumowując - miasto się rozwija i chyba większa część mieszkańców jest z tego zadowolona.

czwartek, 9 maja 2013

Jaka reklama Versalu taki i Versal

Pamiętacie reklamę "Versalu"? Złośliwi malkontenci mówili, że skoro reklama szpeci miasto to osiedle na pewno zeszpeci je jeszcze bardziej.



No i teraz mamy ten wersal na miarę olsztyńskich aspiracji i możliwości. Przejeżdżając ul. Armii Krajowej można się natknąć na taki oto bunkier usytuowany w pięknej okolicy nad Jeziorem Kortowskim. Ponoć od strony jeziora są balkony, ale od strony miasta widać sporą liczbę otworów strzelniczych. Ale ci którym przypadły balkony niech się nie cieszą. Między waszymi balkonami a linią brzegową deweloper chce coś jeszcze zbudować. Także nici z widoku na jezioro. Nici z Wersalu, będziecie mieli zamek krzyżacki w Malborku.




Czyż nie piękne? Człowiek człowiekowi zgotował ten los i jeszcze kazał mu za to słono zapłacić. Ciągle się zastanawiam co jest nie tak z tym miastem, że ludzie kupują mieszkania w takich Wilczych Szańcach. Poza tym kto wydaje pozwolenia na budowę? Kto projektuje te szkarady?

I pomyśleć, że kiedyś ludzie w tym mieście mieszkali tak:



środa, 13 marca 2013

Słodycz i brzydota na Starym Mieście

Czemu olsztyńskie Stare Miasto ma takie problemy z estetyką? Jedną z przyczyn jest paraliżujące beztalencie estetyczne panujące wśród wielu z przedsiębiorców, którzy prowadzą tam działalność. Spójrzmy na cukiernię przy Kołłątaja. Chyba przeszła ostatnio rebranding... I nazywa się teraz SŁODYCZ.

Właściciel powiększył ostatnio lokal o jedno piętro. Wydawało się, że nastąpił cud - przybędzie w koncu cukiernia z prawdziwego zdarzenia, taka jakie można znaleźć we wszystkich cywilizowanych miastach.


W środku. Wejście na pierwsze piętro zapowiada się ciekawie ! Podejrzewać można, że u góry będzie równie dobrze...


I teraz wnętrze. Czyli największe rozczarowanie. Styl CIECHOCINEK '74 ?  Kanapy jak na PKP, wykładzina krzykliwie sraczkowata, nie zachęca do konsumpcji. Krzesła i fotele jak z magazynu niesprzedanych od wielu lat produktów. Firany z poprzedniej epoki. Pociągnięta za język obsługa twierdzi, że szef interesu wybitnie zadowolony z uzyskanego rezultatu...



Sala 2:
















sssssss

niedziela, 13 stycznia 2013

Olsztyn jest brzydki cz. 3

Nasze pożegnalne już wpisy, mają czytelników świadomie prowokować, choćby to co piszemy nie było zbyt popularne.

Skoro nie możemy być Poznaniem albo Wrocławiem jeśli chodzi o poziom rozwoju gospodarczego, to czemu nie możemy mieć miasta czystego i estetycznego? Nawet Gazeta Olsztyńska pisze już, że Olsztyn nie olśniewa. Nie wiem kim jest pan Popiołek, ale słusznie rzecze: "Kiedy się jeździ po Polsce, widać, że wszędzie zaszły kolosalne zmiany — mówi Jerzy Popiołek, geograf i przewodnik turystyczny. — Kiedyś Olsztyn i cały region korzystnie odróżniał się od Mazowsza, Kurpiów czy Podlasia. Byliśmy bardziej rozwinięci cywilizacyjnie. Ale to już przeszłość. Białystok, który był "dziurą", stał się atrakcyjnym miastem, gdzie chętnie się jeździ."

Białystok to miejsce mi nie znane, ale spójrzmy na taki Elbląg. Jakby ktoś ostatnio tam nie był to warto pokazać, w którą stronę idzie ich odbudowane na nowo "Stare Miasto" i porównać to z Olsztynem. U nas czas się zatrzymał na roku 1995. Po prostu Olsztyn ma pecha, kolejni prezydenci pozbawieni szerokich horyzontów i bezguścia estetyczne, architekci i planiści miejscy to postkomunistyczny beton, podobnie drogowcy. Podajmy na przykład takiego pana Piekarskiego, doradcę Grzymowicza. Człowiek startował w latach 60tych (!!!) w niejakim Miastoprojekcie, gdzie zafascynowani Le Corbusierem młodzi komuniści projektowali blokowiska conajmniej na miarę sowieckiego imperium, oraz na szczęście niezrealizowane chore plany wprowadzenia autostrady do centrum miasta ze ślimakami i rozjazdami posadowionymi tam gdzie teraz stoi Alfa.

Z kolei właściciele kamienic i przedsiębiorcy, którzy także mają wpływ na estetykę to "biznesmeni" wychowani na epoce '89 - gdyby im pozwolić to nadal handlowali by butami i ciuchami z folli rozłożonych wprost na chodniku. Estetykę mają w poważaniu, dla nich liczy się grosz:)

Nawet "ekonomista" z UWM, który wypowiada się w cytowanym artykule w GO, jako sposób na rozwiązanie olsztyńskich problemów podaje otwarcie restauracji na zamku. Gratulujemy szerokich horyzontów i systemowego podejścia do sprawy! Taka restauracja na pewno odmieni oblicze tego miasta!

Dodajmy do tego to o czym pisaliśmy ostatnio - dewastującą wszystko uporczywie ludność i powstaje Olsztyn, któremu bliżej do Ukrainy niż do Europy Zachodniej.


A tak zaczyna wyglądać Elbląg:








Olsztyn w tym porównaniu wypada wygląda przaśnie, prowincjonalnie i szaro. Jakieś ohydne lampy , betonowe donice, które zamiast zdobić szpecą. Zabudowa Targu Rybnego, relatywnie młoda , ale jaka kiczowata, kolejna stracona szansa.



A jak już któraś kamienica ma potencjał porównywalny z tymi z Elbląga, to pokryty liszajami tynk odpada, a całość szpeci wypinający się na całe otoczenie szyld Rosssmana.

Główne ulice miasta. Niech te wszystkie Metrohousy, obwieszjące kamienice obleśnie brudnymi szmatami pukną się w końcu w głowę i zastanowią nad swoją pogardą dla otoczenia:


Najbardziej dołujące zdjęcie - klimaty na rynku Starego Miasta godne katowickich czworaków pod kopalnią (tylko samochody trochę lepsze):

niedziela, 30 grudnia 2012

Chamstwo kwitnie, kultura w odwrocie

Znowu czas wylać trochę żółci na to otaczające nas dziadostwo. Wokół nie ma nikogo kto by to napiętnował. W tym mieście po prostu odechciewa się żyć.
Coraz częściej dochodzę do wniosku, że Olsztyn to miejsce, gdzie chamstwo i bezczelność kwitną. Można narzekać na Drzewomiła Betonowicza, ale jakie szkody czynią miastu sami mieszkańcy? Kulturalni, szanujący porządek i przestrzeń publiczną obywatele są frajerami, których zalewa masa bezkarnych, przebojowych dzikusów, którzy nadają ton i pokazują, że nieważne zasady cywilizowanego współżycia, ważne łokcie i wiara we własne prawa. Oto kilka przykładów:

1. Parking pod Dukatem.
 W cywilizowanych krajach taki parking to miejsce na krótki postój, dla ludzi z pilnymi sprawami, typu odebranie żony z pełnymi siatkami albo odwiedziny w aptece. W Olsztynie zaś zatoczkę opanowali "reklamiarze" blokujący tak cenne miejsca parkingowe cały dzień. Stolarz z Ostródy decyduje o tym do czego służą miejsca parkingowe w najgorętszym punkcie centrum! Co więcej mało mu jednego miejsca, on jest sprytny jak baba z Radomia i podjeżdża transporterem z przyczepką na billbord!

Gdzie MZDiM? Tak trudno postawić tabliczkę  "postój do 30 min." ? Ale skoro w MZDiM siedzi beton, który pojęcia nie ma o nowoczesnym mieście, to pewnie nawet nie widzi problemu.

 
 2. Schody na Targu Rybnym
Kultowe miejsce dla wszelkiego rodzaju nuworyszy i buraków, którzy lubują się w blokowaniu przejścia parkując prostopadle do schodów i dojeżdżając zderzakiem do krawędzi budynku aby nikt się nie przecisnął. Trzeba takiego obejść naokoło i z nabożną czcią popodziwiać.

Sprawa jest znana od dawna różnego rodzaju Gustkom i Pliszkom z MZDiM, ale odpowiedź zawsze ta sama: "Niestety nic się nie da zrobić"





3. Tandente parkany reklamowe na Starym Miejście
Brzydkie to, wręcz tandetne, blokuje chodnik. Ale oczywiście straż miejska ma to głęboko, bo gdyby chcieli to mogliby solić mandaty za zajmowanie pasa drogowego. Ale po co? W kołchozie takie drobnostki są przecież na porządku dziennym.






4. Parkowanie
Na poniższym obrazku "dorobiony" gbur przyjechał na święta z Holandii. Oczywiście w Holandii nie podskoczy, parkuje jak prymus bo tamtejsza policja nie ma litości. W Polsce - tu mu wszystko wolno, więc wpieprzy się swoją blacharnią do centrum i zastawi chodnik! 



  
 5. Obklejacze
Taki to dla "dobrego interesu" swoimi gównianymi karteczkami zeszpeci i zdewastuje wszystko. Lampy, słupki, skrzynki rozdzielcze, bramy, rynny. Wiszą potem te zgniłe skrawki papieru toaletowego, całe miasto obklejone, lampy i rynny pokryte takimi liszajami zaczynają rdzewieć. Jest pięknie! Ale w kołchozie to już naprawdę drobnostka, o której nawet nikt nie myśli. 







6.  Królowie życia
Skoro pod sklepem są 3 miejsca dla inwalidów to jasne, że jedno albo dwa z nich można zająć!
Krysia poniżej - okaz zdrowia, ładny samochód, przez głowę jej nie przechodzi nawet cień myśli o tym, że ktoś może tego miejsca naprawdę potrzebować! Ona robi swoje zakupy i ma w d...



Komes! Na prawym siedzeniu drabina, brak ID dla inwalidy. Skoro skacze po drabinie to do sklepu na pewno dojdzie o własnych siłach. Czemu więc blokuje miejsce na wagę złota? To nic , że akurat było wolne, ale teraz jak inwalida podjedzie to już tego miejsca nie znajdzie.









W obu samochodach nie było plakietek stwierdzających inwalidztwo kierującego pojazdem.

czwartek, 19 lipca 2012

Najazd Hunów na miasto matrixu

Olsztyński matrix budowlany został chyba zaatakowany przez mongolskie plemiona pozbawione gustu, dobrego smaku, a nawet elementarnego poczucia estetyki. Co więcej widoczna jest tam także tolerancja na partactwo, niedoróbki i zwykłą fuszerkę. Jak inaczej okreslić to co się dzieje w mieście? "Wielki inwestor" wydaje pieniądze a w zamian ktoś oszpeca Olsztyn. Spójrzmy na kilka poniższych przykładów z ostatnich "sukcesów" Piotra Grzymowicza czyli ulic Wojska Polskiego i Artyleryjskiej:

Tutaj drogowcy trochę nie trafili w przejście dla pieszych z pasami. Jeden drugiemu kazał malować, to malował, myślenia włączyć nie kazali to i nie włączył. Dwie białe kreski dorysowane po to aby pokazać gdzie powinno znajdować się przejście.


Kolejny nietrafiony malarz. Nie dogadał się z projektantem chodnika i ciach wymalował pasy do trawnika. Ale po co? Nawet jeśli tak było w projekcie to przecież to jest bez sensu! A jakie szpetne!


Kolejny przypadek nietrafionego pędzla poniżej:


Czyżby minęły te czasy gdy sygnalizatory dla dwóch kierunków umiano umieścić na jednym słupie? Przynajmniej w Olsztynie. A przecież ani to piękne rozwiązanie, ani tanie. Rozumiem, że wykonawca "wepchnął" dwa słupki bo mu to pompuje kosztorys, ale my tego nie potrzebujemy.

Meble miejskie, czyli stara wersalka zamiast gustownej kanapy. 
Pamięta ktoś jak podniecano się wspaniałościami z warsztatu pani "estetycznej" ? Miały być różne modele na różne cele. Miejskie, podmiejskie, parkowe. A wyszły księżycowe - obrazek po zagospodarowaniu brzegów Jeziora Długiego. Czyż nie urocza żółć zdobi ten jakże swojski krajobraz? Co to jest i po co?


Podchodzimy bliżej... 
I tak oto widać! Barierka antysamochodowa. Wyobraźmy sobie to niebezpieczeństwo, jedzie samochód i nagle BACH stacza się ze skarpy. Tylko, że ta idiotyczna barierka w takiej sytuacji pęka, bo to nie jest barierka przeciw pojazdom. O co więc chodzi? I czemu stoi tylko na kilkudziesięciu metrach? Może otoczmy wszystkie drogi w Olsztynie. Nie będzie wypadków!
Na pomarańczowo zaznaczone potencjalne kierunki staczania się samochodów...


 
Barierki - jaka jest funkcja tej, przy przejściu pod Dworcem Zachodnim?
Chodzi zapewne o to aby przechodnie nie "ścinali" przejścia "po bandzie", optymalizując swoją trasę, pytanie tylko czemu mieliby właściwie tego nie robić? Może niedługo zaczniemy obstawiać każde przejście dla pieszych w mieście barierkami? Kto powiedział, że na przejście należy wchodzić tylko i wyłącznie pod kątem 90 stopni do ulicy? To są faszystowskie pomysły.

 

To samo miejsce po deszczu. Dobra praktyka budowlana nakazuje budować tak aby woda spływała. Świeży asfalt powinien mieć właśnie taki profil. Co więcej na pewno kałuża nie powinna tworzyć się na przejściu dla pieszych! Wiemy jak się to kończy dla osób czekających przy takiej kałuży. Partactwo do kwadratu.

I na koniec tradycyjne podsumowanie. Wydajemy mnóstwo środków na to aby miasto zeszpecić. Kicz, zaniedbania, tandeta są tolerowane na każdym kroku. Niedoróbki i partactwo także. Przecież ktoś te wszystkie prace odbiera, ktoś podpisuje protokoły. Czy są to ludzie pozbawieni oczu? Domorośli, prowincjonalni drogowcy, którym taki burdel nie przeszkadza w ich otoczeniu? Zapewne we własnych domach mają jeszcze gorzej. Przecież z takich detali powstaje miasto. Chcemy mieszkać w takim dziadostwie? Czemu tak trudno wymagać od wykonawcy?

Jak część z tych usterek skomentował na platformie konsultacyjnej Urzędu Miasta pan Andrzej Karwowski, Kierownik Jednostki Realizującej Projekt III (tj. przebudowa ul. Artyleryjskiej):


"Możliwe, że nie wszystkie inwestycje muszą "mieć tyle rzucających się w oczy błędów", ale ja jeszcze nie spotkałem w żadnej dziedzinie, pracy zupełnie bezusterkowej i pewnie z tego też powodu odbiory i późniejsze gwarancje, wydłużają się terminowo. Pozostaje mi polecić pracę w budownictwie, to razem będziemy dążyć do ideału."

Czyli co? Wolno budować źle, wolno tolerować usterki. Panie Karwowski, niech pan się weźmie ze swoim Maliniakiem do roboty. To nie jest budowa trasy Łazienkowskiej i Dworca Centralnego. Te czasy minęły. Niech pan powie w PGE, które rozpoczyna projekt budowy elektrowni atomowej, że nie ma pracy bezusterkowej. Może jeszcze tego nie wiedzą, bo w przeciwnym razie pewnie by zrezygnowali z takiego pomysłu. A co z budowniczymi metra? mostów? drapaczy chmur? Też mogą powiedzieć, że nie ma pracy bezusterkowej? Pana tolerancja na błędy wykonawców jest zbyt duża. Pan się ośmiesza i tyle. Ośmiesza pan też swojego pryncypała, Wielkiego Budowniczego.

Fot: większość zdjęć pochodzi z platformy http://www.konsultacje.olsztyn.eu/ i jest autorstwa użytkownika Borysa Zadoreckiego.


wtorek, 8 maja 2012

UWM buduje makabryły

Naiwny były ten, kto spodziewał się że napływ manny z nieba w postaci pieniędzy unijnych dla UWM pobudzi ambicje aby wydawać je, tak aby wzbogacić architektonicznie miasto i jednocześnie rozwijać potencjał Kortowa jako miejsca wyjątkowego. Wybrano utartą ściężkę bazowania na tym co zrobili Niemcy oraz tzw. komuna, szczególnie ta we wczesnej fazie. Taki chociażby budynek wydziału Bioinżynierii (socreal zdaje się) bije na głowę to co zafundował sobie UWM przez ostatnie lata.
A tymczasem inne wyższe uczelnie pokazują, że można zbudować obiekty, które na pewno będą zauważone, a wręcz mogą stać się rozpoznawalnym symbolem uczelni. Przecież taki skok inwestycyjny nie powtórzy się przez najbliższe kilkadziesiąt lat, a może już nigdy, więc oczywiste jest, że trzeba było budować na lata a nie na dziś. UWM wybrał aby budować dużo ale byle jak.
Przykładowe ciekawsze realizacje, które pokazują, że można zbudować coś co wzbogaca miasto i przyczynia się do kreowania wizerunku uczelni wyższej:

Wydział Matematyki i Nauk Informacyjnych Politechniki Warszawskiej
www.gazeta.pl

Wydział Prawa, Administracji i Ekonomii Uniwersytetu Wrocławskiego,
www.archinea.pl

Instytut Biotechnologii Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego,
www.kul.pl

A teraz spójrzmy na olsztyński dorobek, sztandarowy obiekt to biblioteka, której elewacja powala swą nachalną sztuczną monumentalnością i pseudo klasycyzmem.

fot:http://www.ro.com.pl

Tu krańcowy przypadek tandety i infantylizmu. Architektura rodem z przemysłowych przedmieść. Niejeden salon samochodowy albo zakład przemysłowy bije ten obiekt na głowę. To centrum konferencyjne UWM - czyli wizytówka uczelni dla potencjalnych gości.

Poniżej coś co kojarzy nam się nieodparcie z silosem rakietowym, a za nim jakieś centrum kontroli lotów? Wszystko zdehumanizowane, mimo , że wydział humanistyczny, pozbawione małej architektury i ścieżek dla ludzi! Każdy student humana wie jak ciężko z tego fortu wydostać się na piechotę do przystanku autobusowego.
fot: wikipedia
Na koniec powierzchnia, która idealnie nadawałaby się na miejsce dla ludzi, wyobraźmy sobie tutaj trawę, ławki i studentów z książkami, może parę drzew? Skądże znowu, UWM tak mocny kierunkami przyrodniczymi wybetonował wielkiego "grzymowicza" w postaci kilku hektarów polbrukowego parkingu. Cywilizowany świat chowa parkingi pod ziemię albo na tył budynków, UWM zgodnie z olsztyńskimi trendami chwali się jaki to park maszyn posiadają wykładowcy i studenci. 
Prowincjonalna uroda tego miejsca jest wręcz przygnębiająca.
fot:http://tajemnicaolsztyna.bloog.pl
Niestety UWM zorganizował jeszcze jakieś środki na dalszą rozbudowę swoich obiektów, a zwycięski projekt to połączenie szerokiego prospektu automobilowego z budynkami w stylu późnego NRD. Gdzie atmosfera uniwersytetu? Gdzie tereny dla ludzi? Z eko-kampusu nad jeziorem robimy betonowego molocha, zwykłą dzielnicę biurową. Ten uniwersytet naprawdę mógłby mieć swój styl. Niepowtarzalny, wyjątkowy, nawiązujący do otoczenia i starej części Kortowa.
fot:www.gazeta.pl

A tymczasem projekty jak ten poniżej nie znalazły uznania w oczach władz UWM. 

fot:www.gazeta.pl
Czemu nudne projekty wygrywają a ciekawe przegrywają? Czemu o tym co i jak budować decydują ludzie jak się wydaje pozbawieni poczucia estetyki? Czemu nawet jeśli chcą dobrze to wychodzi tak jak zawsze? Część odpowiedzi znajduje się w poniższm artykule oraz dla bardziej wytrwałych czytelników w piśmie od SARP do rektora Górniewicza.

Nie daj Bóg wygrać konkurs architektoniczny na UWMie
List SARP