Pokazywanie postów oznaczonych etykietą architektura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą architektura. Pokaż wszystkie posty

środa, 12 czerwca 2013

Olsztyn kocham ale jest brzydki

Czas to w końcu zaakceptować. Olsztyn posiada pewne oczywiste walory związane z położeniem, poza tym odziedziczył "po Niemcu" sporo wysokogatunkowych budowli (zamek, kościoły, szkoły, koszary, szpitale, kamienice). Budowle te robią wielkie wrażenie, na nieznających tego typu architektury przybyszach np. z Mazowsza i powodują opinię, że jest ładnie.
Tymczasem wcale tak nie jest - aby próbować to zmieniać, trzeba przede wszystkim zaakceptować stan faktyczny a nie udawać. Docierają do nas głosy, że poprzez dokumentowanie i piętnowanie brzydoty, dewastacji przestrzeni publicznej i bezguścia szkodzimy naszemu miastu. Co za nonsens!
Naturalnym odruchem cywilizowanego człowiek na bród i smród jest woda i mydło a nie zatykanie nosa!

 
Olsztyn jest miejscem gdzie działa zasada "zewnętrznego autorytetu". W opinii większości mieszkańców Hołek może łamać przepisy ruchu drogowego bo to przecież człowiek sukcesu, krytykować go mogą tylko "zawistni zazdrośnicy". Normalny człowiek pada przed nim plackiem, bo to przecież Hooołek.
 
Podobnie w innych sferach życia, co typowe dla społeczeństw postkolonialnych w Olsztynie szacunkiem cieszą się różnego rodzaju ludzie na stanowiskach lub z pieniędzmi. Nieważne czy mądry czy głupi, czy zarobił czy ukradł czy postępuje etycznie czy egoistycznie. Jeśli jest to np. prokurator, albo radny, albo właściciel piekarni to statystyczny Olsztynianin darzy takiego sporą dozą lęku, podziwu i uznaje jego wyższość. To taki objaw częsty w społecznościach gdzie panuje niewiara we własne siły i możliwości a wszelki przywilej upatrywany jest jako pochodzący od "pozycji" społecznej". Także przywilej posiadania własnego zdania.
 
Pisaliśmy od dawna, że Olsztyn brzydki jest. Łamie to oficjalne stereotypy np. Olsztyn kocham, Olsztyn jest piękny, Olsztyn moja mała Ameryka. Niewielu się z nami zgadzało. Jeśli piszą o tym na ogólnopolskich stronach Rzeczpospolitej i Gazety Wyborczej to może ten "autorytet zewnętrzny" w końcu wytłumaczy to skutecznie mieszkańcom. Pomarzyć można, że kiedyś Hołek albo Norbi powiedzą, że jest brzydko... A jakby Mamed Khalidov powiedział prawdę prosto w oczy, że jest brzydko to na pewno by się rozjaśniło w łepetynach i odetkałyby się nosy. Bo przecież jak sam widzę, że jest syf to nie może być prawda, ale skoro Mamed mówi...
To taka dygresja o tym jak działa mechanizm autorytetu, ostatnio GO opublikowałą wywiad z Mamedem - który mocno filozofował. Taka kolejna ciekawostka olsztyńska, rozumiem, że Mamed jest dobry w biciu po gębie ale żeby zaraz publikować wykłady ex cathedra, w których facet tłumaczy nam otaczający nas świat a dyplomem "admy" z UWM chwali się jak habilitacją? Koniec dygresji.
 
Ostatnie olsztyńskie sukcesy to także nasza zasługa!  Wylansowaliśmy "olsztyńskiego gałdiego", który zajął drugie miejsce w konkursie Makabryła 2012. Naszą uwagę na ten budynek zwrócił w 2011 roku Warmiak z dziada, pradziada, taki który rozróżnia fyrtel od zydlunga. Nic dziwnego, że takiego, rozpychająca się w Olsztynie brzydota kole w oczy.
 


Już po kilku dniach gałdi był tematem u u pana Kursa - a stamtąd krótka droga do konkursu Makabryła organizowanego przez jeden z portali grupy Agora.

Jeszcze lepiej poszło nam z tym zdjęciem, które ilustrowało m.in. artykuł o Malborku zwanym Versalem
 
 
 
 
 
Wysłane przez FRO na konkurs Miastoszpeciciela podbiło Polskę. Trafiło na ogólnopolskie strony największych gazet. O Olsztynie znowu zrobiło się głośno.
Tylko P. Grzymowicz tkwi nadal w swoim cielęcym zachwycie, bo przecież o takim mieście marzył wyjeżdżając z Nowego Miasta Lubawskiego. Wmawia, nam, że jesteśmy drugim Londynem a tymczasem straszy!

 
 



czwartek, 9 maja 2013

Jaka reklama Versalu taki i Versal

Pamiętacie reklamę "Versalu"? Złośliwi malkontenci mówili, że skoro reklama szpeci miasto to osiedle na pewno zeszpeci je jeszcze bardziej.



No i teraz mamy ten wersal na miarę olsztyńskich aspiracji i możliwości. Przejeżdżając ul. Armii Krajowej można się natknąć na taki oto bunkier usytuowany w pięknej okolicy nad Jeziorem Kortowskim. Ponoć od strony jeziora są balkony, ale od strony miasta widać sporą liczbę otworów strzelniczych. Ale ci którym przypadły balkony niech się nie cieszą. Między waszymi balkonami a linią brzegową deweloper chce coś jeszcze zbudować. Także nici z widoku na jezioro. Nici z Wersalu, będziecie mieli zamek krzyżacki w Malborku.




Czyż nie piękne? Człowiek człowiekowi zgotował ten los i jeszcze kazał mu za to słono zapłacić. Ciągle się zastanawiam co jest nie tak z tym miastem, że ludzie kupują mieszkania w takich Wilczych Szańcach. Poza tym kto wydaje pozwolenia na budowę? Kto projektuje te szkarady?

I pomyśleć, że kiedyś ludzie w tym mieście mieszkali tak:



czwartek, 19 lipca 2012

Najazd Hunów na miasto matrixu

Olsztyński matrix budowlany został chyba zaatakowany przez mongolskie plemiona pozbawione gustu, dobrego smaku, a nawet elementarnego poczucia estetyki. Co więcej widoczna jest tam także tolerancja na partactwo, niedoróbki i zwykłą fuszerkę. Jak inaczej okreslić to co się dzieje w mieście? "Wielki inwestor" wydaje pieniądze a w zamian ktoś oszpeca Olsztyn. Spójrzmy na kilka poniższych przykładów z ostatnich "sukcesów" Piotra Grzymowicza czyli ulic Wojska Polskiego i Artyleryjskiej:

Tutaj drogowcy trochę nie trafili w przejście dla pieszych z pasami. Jeden drugiemu kazał malować, to malował, myślenia włączyć nie kazali to i nie włączył. Dwie białe kreski dorysowane po to aby pokazać gdzie powinno znajdować się przejście.


Kolejny nietrafiony malarz. Nie dogadał się z projektantem chodnika i ciach wymalował pasy do trawnika. Ale po co? Nawet jeśli tak było w projekcie to przecież to jest bez sensu! A jakie szpetne!


Kolejny przypadek nietrafionego pędzla poniżej:


Czyżby minęły te czasy gdy sygnalizatory dla dwóch kierunków umiano umieścić na jednym słupie? Przynajmniej w Olsztynie. A przecież ani to piękne rozwiązanie, ani tanie. Rozumiem, że wykonawca "wepchnął" dwa słupki bo mu to pompuje kosztorys, ale my tego nie potrzebujemy.

Meble miejskie, czyli stara wersalka zamiast gustownej kanapy. 
Pamięta ktoś jak podniecano się wspaniałościami z warsztatu pani "estetycznej" ? Miały być różne modele na różne cele. Miejskie, podmiejskie, parkowe. A wyszły księżycowe - obrazek po zagospodarowaniu brzegów Jeziora Długiego. Czyż nie urocza żółć zdobi ten jakże swojski krajobraz? Co to jest i po co?


Podchodzimy bliżej... 
I tak oto widać! Barierka antysamochodowa. Wyobraźmy sobie to niebezpieczeństwo, jedzie samochód i nagle BACH stacza się ze skarpy. Tylko, że ta idiotyczna barierka w takiej sytuacji pęka, bo to nie jest barierka przeciw pojazdom. O co więc chodzi? I czemu stoi tylko na kilkudziesięciu metrach? Może otoczmy wszystkie drogi w Olsztynie. Nie będzie wypadków!
Na pomarańczowo zaznaczone potencjalne kierunki staczania się samochodów...


 
Barierki - jaka jest funkcja tej, przy przejściu pod Dworcem Zachodnim?
Chodzi zapewne o to aby przechodnie nie "ścinali" przejścia "po bandzie", optymalizując swoją trasę, pytanie tylko czemu mieliby właściwie tego nie robić? Może niedługo zaczniemy obstawiać każde przejście dla pieszych w mieście barierkami? Kto powiedział, że na przejście należy wchodzić tylko i wyłącznie pod kątem 90 stopni do ulicy? To są faszystowskie pomysły.

 

To samo miejsce po deszczu. Dobra praktyka budowlana nakazuje budować tak aby woda spływała. Świeży asfalt powinien mieć właśnie taki profil. Co więcej na pewno kałuża nie powinna tworzyć się na przejściu dla pieszych! Wiemy jak się to kończy dla osób czekających przy takiej kałuży. Partactwo do kwadratu.

I na koniec tradycyjne podsumowanie. Wydajemy mnóstwo środków na to aby miasto zeszpecić. Kicz, zaniedbania, tandeta są tolerowane na każdym kroku. Niedoróbki i partactwo także. Przecież ktoś te wszystkie prace odbiera, ktoś podpisuje protokoły. Czy są to ludzie pozbawieni oczu? Domorośli, prowincjonalni drogowcy, którym taki burdel nie przeszkadza w ich otoczeniu? Zapewne we własnych domach mają jeszcze gorzej. Przecież z takich detali powstaje miasto. Chcemy mieszkać w takim dziadostwie? Czemu tak trudno wymagać od wykonawcy?

Jak część z tych usterek skomentował na platformie konsultacyjnej Urzędu Miasta pan Andrzej Karwowski, Kierownik Jednostki Realizującej Projekt III (tj. przebudowa ul. Artyleryjskiej):


"Możliwe, że nie wszystkie inwestycje muszą "mieć tyle rzucających się w oczy błędów", ale ja jeszcze nie spotkałem w żadnej dziedzinie, pracy zupełnie bezusterkowej i pewnie z tego też powodu odbiory i późniejsze gwarancje, wydłużają się terminowo. Pozostaje mi polecić pracę w budownictwie, to razem będziemy dążyć do ideału."

Czyli co? Wolno budować źle, wolno tolerować usterki. Panie Karwowski, niech pan się weźmie ze swoim Maliniakiem do roboty. To nie jest budowa trasy Łazienkowskiej i Dworca Centralnego. Te czasy minęły. Niech pan powie w PGE, które rozpoczyna projekt budowy elektrowni atomowej, że nie ma pracy bezusterkowej. Może jeszcze tego nie wiedzą, bo w przeciwnym razie pewnie by zrezygnowali z takiego pomysłu. A co z budowniczymi metra? mostów? drapaczy chmur? Też mogą powiedzieć, że nie ma pracy bezusterkowej? Pana tolerancja na błędy wykonawców jest zbyt duża. Pan się ośmiesza i tyle. Ośmiesza pan też swojego pryncypała, Wielkiego Budowniczego.

Fot: większość zdjęć pochodzi z platformy http://www.konsultacje.olsztyn.eu/ i jest autorstwa użytkownika Borysa Zadoreckiego.


środa, 11 kwietnia 2012

Dworzec Olsztyn Główny. Koszmar czy dobra architektura?

Dziś gościnnie artykuł Bogny z FRO, która prezentuje swoje spojrzenie na Dworzec Główny.  Tekst prezentujemy w formie dostarczonej przez autorkę.

W ostatnim czasie coraz głośniej mówi się o przebudowie dworca Olsztyn Główny. Firma Retail Provider prezentuje w prasie koncepcje nowego Zintegrowanego Centrum Przesiadkowego i podaje terminy jego powstania. W związku z tym stary budynek dworca PKP i PKS oraz biurowiec PKS mają zostać wyburzone.
Jako członek stowarzyszenia Forum Rozwoju Olsztyna zajmującego się architekturą i urbanistyką chcą przeanalizować jakość architektury olsztyńskiego Dworca Głównego.
Dzięki uprzejmości Towarzystwa Przyjaciół Kolei udało mi się dotrzeć do albumu przedstawiającego dworzec zaraz po otwarciu.




Elewacja frontowa była w pełni przeszklona, co umożliwiało podróżnym wgląd do wnętrza obiektu i dobrą orientację w usługach obiektu. Podziały okien elewacji budynków PKP i PKS tworzyły współgrającą kompozycję. We wnętrzach zastosowano materiały wysokiej jakości takie jak kamień, tynki szlachetne, okładziny ceramiczne i drewniane. Elementy wyposażenia dworca gwarantowały długotrwałą eksploatację, co zresztą jest potwierdzone – krzesła, drewniane oparcia czy wykończenia ścian nie uległy zniszczeniu przez ponad 40 lat.
W tamtym okresie była to nowoczesna, dobrej jakości architektura. Ponadto cechowała ją wysoka estetyka.
Dworzec został zaplanowany bardzo funkcjonalnie. Połączył funkcje PKP i PKS w jednym budynku- może wydawać się to nam oczywiste, ale w innych miastach, np. Poznaniu, aby dostać się z PKP na PKS trzeba przejść po kilka kilometrów. W Olsztynie hala PKP jest połączona z PKS łącznikiem i ma bezpośrednie wyjście na perony, co daje możliwość bezkolizyjnego ruchu pieszych. W budynku w łączniku zaprojektowane zostały wspólne poczekalnie dla podróżnych- obecnie tak potrzebne. Wszystkie usługi, jak kasy, kioski, biuro obsługi podróżnych, poczta zostały zaprojektowane w halach operacyjnych- PKS i PKP. Ponadto na piętrze znajdowały się pomieszczenia dla dłużej oczekujących. Tam był też bar, kawiarnia, kwiaciarnia.
Do dworca z każdej strony został zaprojektowany dogodny dojazd. 

Co zatem stało się z tamtym budynkiem, że obecnie tak nie wygląda i kojarzy nam się z makabryłą szpecącą miasto?
Aby znaleźć odpowiedź na to pytanie, w grudniu 2011r. wykonałam serię fotografii przedstawiających te same kadry jak z albumu wydanego w latach 70tych.
Dolna część przeszklenia została zakrywa szarymi płytami, napis nie jest już neonowy, na budynku przyklejone są reklamy, została wbudowana budka telefoniczna.
Zostały wymienione lampy, kasy oklejone są wielokolorowymi reklamami, podwieszana tablica z rozkładem została zlikwidowana, rozkład jest nieczytelny, wszędzie są wielokolorowe punkty usługowe
Przeszklenie zostało zabudowane brzydkimi budkami. Wszędzie pełno reklam, podłoga straciła kolor.
Przechowalnia bagażu i punkt obsługi podróżnych zostały zlikwidowane, nie ma wejścia na piętro, nie ma poczekalni dla podróżnych. Ściana pokrywa ładnym kamieniem jest zabrudzona i niepodświetlona, przez co zamieniła się w ponury zakamarek.
Hala PKS została pokryta ogromną ilością napisów, reklam. Po prawej okropna plastikowa i kolorowa przybudówka. Słup został wykorzystany do powieszenia nieestetycznej choinki i oklejony. Lampy na suficie zostały zlikwidowane.
Ozdobne schody są właściwie niewidoczne pod nieestetycznymi budkami, ozdobne pokrycie ściany jest niewidoczne z powodu braku oświetlenia i zabrudzenia.

Na podstawie tego materiału można stwierdzić, że dworzec wygląda bardzo źle głównie z powodu natłoku reklam, przybudówek, niedoczyszczenia, likwidacji oświetlenia, usunięcia poczekalni, przechowalni bagażu, tablic z rozkładem jazdy. Nie spełnia on obecnie swoich funkcji z powodu złego gospodarowania. Sam budynek został zaprojektowany prawidłowo i jest możliwość niewielkim kosztem doprowadzenia go do stanu z otwarcia. Oczywiście jest też możliwość zmodernizowania go, aby był jeszcze lepszy. Czy w takim razie wyburzenie go jest najlepszym wyjściem?

Komentarz bloga:
Zdjęcia z zewnątrz pokazują, że PKP skrzywdziło budynek zamieniając dolną część przeszklonych ścian na blachę pancerną, rodem z PGRowskiego garażu to uroda wnętrz była dyskusyjna od samego początku. Poza tym jest pytanie o funkcjonalność tego obiektu w kontekście jego wielkości i chociażby efektywności energetycznej (ogrzewanie).
Z przyjemnością prezentujemy post Bogny, bo jest to przejaw tak rzadkiego w Olsztynie myślenia o tym dlaczego jest tak a nie inaczej i jakie są alternatywy zmian. To dowód, że nie istnieje tylko jedna wizja miasta, znana wyłącznie w ratuszu.


niedziela, 1 kwietnia 2012

Olsztyn wypięknieje

Dziś garść informacji optymistycznych. Przerażeni postępującą brzydotą i degradacją naszego miasta ludzie odpowiedzialni za ten stan rzeczy przejrzeli w końcu na oczy i postanowili działać.
Na początek pan Marian Jurak - prezes PTTK w Olsztynie zrozumiał, że prowadzony przez PTTK hotel jest jedną z największych makabr miasta. Zacytujemy wypowiedź prezesa: "Trzeba być kompletnie pozbawionym poczucia estetyki aby tolerować fakt, że organizacja mająca propagować turystykę, zaśmieca wygląd miasta w ten sposób pomniejszając jego walory turystyczne. Poza tym szpetota hotelu powoduje, że nie mamy tam zbyt wielu gości i ciągle musimy prosić urzędników o dofinansowanie."

W chwili obecnej hotel wygląda tak:

Zupełnie nie przypomina to dawnego wyglądu tego miejsca.


Plany PTTK obejmują dobudowanie dodatkowej kondygnacji z dwuspadowym dachem krytym czerwoną dachówką, oraz odnowienie elewacji, pomalowanie budynku na kolor ciemnoczerwony i wymianę stolarki okiennej z tandetnej białej na brązową. "Trzeba być kompletnym barbarzyńcą abo nie zrealizować tego pomysłu. Zrobimy to bo nie chcemy być grabarzami estetyki Olsztyna". 
Zauroczony tymi planami i dawnymi zdjęciami prezydent Grzymowicz postanowił zmienić koncepcję rewitalizacji całego placu: "Zamiast betonowania całego terenu na wysoki połysk, kamiennych ławek i murków, zdecydowałem , że zwiększymy udział obszaru zielonego, oraz zasadzimy więcej drzew i odpowiednio dobranych krzewów. Przecież wszyscy wiedzą, że chodzące w Olsztynie plotki jakbym lubił beton i polbruk są nieprawdziwe, a w rzeczywistości jestem gorącym zwolennikiem koncepcji miasta - ogrodu."

Chcąc odzyskać sympatię mieszkańców prezydent poszedł jeszcze dalej i podjął decyzję o przywróceniu historycznego malowidła zdobiącego hall olsztyńskiego ratusza, które jest obecnie ukryte pod warstwą farby.

Prezydent swoją decyzję uzasadniał następująco: "Malowidło przedstawia danych mieszkańców ziemi warmińskiej, których spadkobiercami jesteśmy niezależnie od zawirowań historycznych. Chcę zerwać z bezmyślną tradycją niszczenia dziedzictwa historycznego tego miasta, którą realizowano w Olsztynie w latach 1945-2011. Nie możemy patrzeć  na miasto oczami Armia Czerwonej. To co zostało w mieście i ma wartość architektoniczną, użytkową czy estetyczną należy do nas i musimy to chronić."

Słysząc te wszystkie słowa i plany, zespół bloga zdębiał i postanowił zawiesić działalność bo odebrano mu w ten sposób istotne powody jego istnienia :-)


PS. z 2. kwietnia br.: Powyższy artykuł jest żartem prima aprilisowym. Cytowane wypowiedzi w rzeczywistości nie padły, a szkoda. Cały artykuł należy traktować jako dowcip, a szczególnie nasze stanowisko o zamknięciu bloga. Blog się rozwija i miło nam poinformować, że w marcu padł kolejny rekord odwiedzin: 9753. Padł także rekord dzienny - ponad tysiąc odwiedzin jednego dnia! Dziękujemy.

środa, 25 stycznia 2012

Nie ten klimat

Zainteresowała nas sprawa... urządzeń klimatyzujących. W klimacie w którym amplitudy roczne temperatury przekraczają 60 stopni C klimatyzacje w niektórych obiektach są niezbędne. To jasne. Sala sesyjna w ratuszu była duszna i ciężko w niej było wytrzymać, nowopowstałe centrum handlowe też nie może obyć się bez klimatyzacji.


Klimatyzatory są potrzebne także w innych publicznych miejscach. Martwi jednak to jak są one eksponowane. Te nieudane lokalizacje dotyczą niemal każdego rodzaju budynku, są najnowsze olsztyńskie inwestycje jak biblioteka uniwersytecka, jedyna w mieście galeria handlowa, ale też tania socjalistyczna bezstylowa siłownia, a nawet... zabytowy budynek w centrum miasta.

Oto parę przykładów:
1. Alfa Centrum. Wydaje się że projektant myślał tylko o tych którzy znajdą się w środku. Klimatyzatory za to będą marną atrakcją dla odwiedzających już wkrótce kawiarnie na dachu Dukata. Z tego nowego miejsca będą mogli podziwiać Park Centralny, ulice Dąbrowszczaków, Ratusz i... klimatyzatory na Alfie. A jeszcze gorszy widok zastaniemy po otwarciu dla szerszej publiczności dzisiejszego aresztu!

2. Biblioteka UWM. Dzięki położeniu na górce wzbogacona o taras mogła cieszyć odwiedzających widokiem na panoramę Olsztyna, podobną do tej którą zachwycają się wjeżdżający do Olsztyna od strony Warszawy. Ale nie, w najważniejszym punkcie stoją blaszane rury tak żeby studenci się uczyli a nie oglądali widoki.

3. Siłownia przy Kortówce. Akurat tutaj klimatyzatory na dachu byłyby zasłaniane w większości przez wysokie topole rosnące po obu stronach budynku. Ale nie, tutaj akurat będzie odwrotnie. Klimatyzatory posłużyły za okienną zasłonę, tak żeby przechodzące obok studentki nie mogły przypadkiem podglądać prężących się bicepsów:)


4. Pięknie wyremontowany budynek na rogu ulic Marii Skłodowskiej-Curie i Wyzwolenia został przywdziany w blaszane rury niczym jakiś hangar w murzyńskiej dzielnicy Nowego Jorku.

5. Sto metrów dalej zaplecze teatru to jakiś składowisko m.in. łodzi(!), w którym królują betonowe domki transformatorów.

I tak to właśnie w Olsztynie, by wytworzyć dobry klimat wewnątrz budynku, marnuje się o wiele cenniejszy klimat w sensie estetyki. Już widzę tych mądralińskich co to mówią że "bez klimatyzatorów nie da się żyć i jak autor posta sobie to wyobraża, przecież w całej Europie tak się robi". Otóż nie, tak się nie robi. Klimatyzatory są dyskretnie obudowywane lub znajdują się w miejscach mało widocznych. Oko ekonomisty jest wrażliwe nie tylko na suche kalkulacje. Tandetę będziemy wytykać ile wlezie!

piątek, 20 stycznia 2012

Upadek funkcji państwa na przykładzie Olsztyna

Teorie państwowości mówią, że państwa w zamian za spełnianie określonych obowiązków zapewniają ochronę, bezpieczeństwo i porządek. W dzisiejszych czasach można pójść dalej i dodać to tego infrastrukturę transportową, usługi komunalne, szkolnictwo, służbę zdrowia, kulturę, przestrzeń publiczną. Wraz z postępującą decentralizacją coraz większą część z tych obowiązków od administracji centralnej przejął szczebel lokalny czyli samorządy. Samorządy okazały się znakomite w rozwijaniu biurokracji i rozwoju struktur, ale beznadziejnie nieskuteczne w wypełnianiu swoich podstawowych zadań. W ten sposób dochodzimy do stanu, w którym obowiązki nakładane na obywateli nie maleją, a może i rosną (podatki, składki, ubezpieczenia) a państwo wyspecjalizowało się w unikaniu swoich obowiązków.

Dzisiejszy dzień był przykładem obrazowym jak źle zarządzane miasto przestaje pełnić swoje funkcje. Media rozpisują się o 9 centymetrowej warstwie śniegu, która sparaliżowała rano miasto (1). Nawet najmłodsi czytelnicy bloga muszą pamiętać dużo większe opady śniegu, które jeszcze parę lat temu nie robiły wielkiego spustoszenia. Co dopiero jeśli cofniemy się do lat 80tych czy nawet 90tych? Z kilkucentymetrowymi opadami śniegu radzono sobie bez problemu, paraliż zaczynał się tak gdzieś od -20 stopni i 30-40 cm śniegu. 

Spójrzmy na poniższe zdjęcie, czy widać na nim jakieś monstrualne zaspy? Temperatura powyżej zera, śnieg sam się topi, więc w czym problem?
fot: Gazeta Wyborcza
"W czwartek wieczorem do akcji odśnieżania Olsztyna skierowaliśmy pięć pługów, trzy ciągniki wyposażone w pług, a także pięć solarek, cztery piaskarki oraz kilkanaście sztuk mniejszych pojazdów do oczyszczania chodników" powiedział Gazecie Wyborczej Paweł Pliszka, rzecznik MZDiM. Z głosu rzecznika przebija duma ile to drogiego sprzętu, spalającego coraz droższe paliwo i wyposażonego w sprzęt GPS wysłano na ulice. Pokazuje to zupełne niezrozumienie roli tej instytucji, przecież kierowcy nie oceniają jej po liczbie wysłanego sprzętu ale po skuteczności. Nie lepiej byłoby wysłać na niektóre kluczowe miejsca człowieka z taczką piachu i łopatą? A tak, na Pienieżnego pod ratuszem utknął autobus, który nie mógł podjechać pod górę, zablokował skrzyżowanie, a powstały korek zablokował pół miasta.

Według nas, głównym winowajcą całego problemu jest rozwijany w Olsztynie układ komunikacyjny. W momencie gdy cały ruch opiera się na kilku arteriach, z których każda prowadzi do centrum, w przypadku jakichkolwiek problemów korki przenoszą się wzdłuż głównych tras po całym mieście. Dodatkowo, bezplanowa rozbudowa miasta w kierunku południowym skazuje mieszkańców Jarot na podobne problemy praktycznie dożywotnio. Nie da się bowiem zapewnić dojazdu kilkudziesięciu tysiącom ludzi, którzy będą jechać w jednym momencie wzdłuż jednej osi ruchu. Chyba, że wybudujemy amerykańską autostradę z ośmioma pasami.

Jak pokazał dzisiejszy dzień, wystarczy, że zablokują się dwa główne skrzyżowania - pod ratuszem, oraz Sikorskiego-Pstrowskiego i całe miasto jest sparaliżowane. Informatyk powiedziałby, że to brak redundancji :)


Kilka innych przykładów odwracania się miasta od swoich zadań:

Nieprawidłowe parkowanie i brak reakcji służb miejskich. Pisalismy już kilkukrotnie, że Stare Miasto nie dość, że jest dewastowane przez chorą organizację ruchu, to jeszcze w ramach tej organizacji nikt nie egzekwuje jej przestrzegania. Kierowcy parkują gdzie sobie życzą, blokują chodniki, schody, wejścia do sklepów. Nawet MZDiM zarzucił Straży Miejskiej niewypełnianie swojej roli. A Straż Miejska? Wiadomo, tysiąc powodów dlaczego nie można się tym zająć.


Brak dbałości o przestrzeń publiczną. Czy takie obrazki byłyby możliwe przed Alfą? Prywatny właściciel zawłaszczający kawałek miasta ma tą jedną zaletę, że poradzi sobie z każdym problemem. A tymczasem władze Olsztyna fundują nam krajobraz księżycowy w centrum.

Wielka dziura. Pierwszy widok niemieckich turystów, którzy wysiadają z parkujących tuż obok autokarów:
Brak dbałości o estetykę miasta. Oczywiście wiadomo NIE DA się. A dziwnym trafem gdzie indziej się da.


Nieumiejętność utrzymania respektu wobec istniejącego porządku prawnego. Znakomitym przykładem jest tutaj deweloper, który wybudował nad jeziorem Krzywym budynki mieszkalne i w nosie ma to jakie było przeznaczenie tego terenu i to co o nim myślą urzędnicy miejscy.(2)
fot: www.mojemazury.pl

To między innymi z powyżej opisanych powodów, Olsztyn staje się coraz szybciej miastem zakorkowanym, rozlazłym, pełnym spalin, brzydkim, szarym i brudnym. To takie prawdziwe miasto problem. Chcąc nacieszyć oczy estetyką i czystością trzeba wyjechać kilkadziesiąt kilometrów do Ostródy, Iławy, Giżycka, Pisza albo Elbląga. Tam jak na dłoni widać zmiany na lepsze. U nas widać tylko parę nowych betonplaców. A wszystko firmowane hasłami jak z epoki budowniczych PRLu - Rozwój. Inwestycje. Budujemy. Ścigajmy się z Białorusią.

czwartek, 15 grudnia 2011

Przejście podziemne przy Alfie - miś naszych czasów


Przejścia podziemne, nadziemne, niezbędne na dworcach kolejowych i w metrze, zupełnie nie sprawdzają się w nowoczesnych miastach Europy. Ich ilość w zachodniej części Europy obecnie funkcjonująca jest śladowa, największa ich liczba występuje w tzn. krajach dawnego bloku sowieckiego, gdzie w czasach modernizmu stanowiło to symbol nowoczesności miasta. Jest to raczej przestarzała, zanikająca infrastruktura mająca swoje podłoże w odmiennych ideach planowania przestrzennego oraz poszczególnej polityki transportowej.

Miasta zachodniej Europy uznają zasadę zrównoważonego rozwoju za kluczową dla dobrego ich funkcjonowania. Zasada ta dotyczy również zrównoważonego transportu. W dużym skrócie jest ona kombinacją transportu indywidualnego i publicznego z uprzywilejowaniem tego drugiego oraz poważnie branym równorzędnym traktowaniem pieszych i rowerzystów. Dlaczego właściwie przejścia podziemne nie były budowane w miastach zachodniej Europy na masową skalę, tak jak w jej części środkowo-wschodniej? I dlaczego te, które zostały wybudowane, w latach 90-tych zaczęto stopniowo zamykać lub zmieniać ich podstawową funkcję?

Powody są proste i racjonalne: po pierwsze przejścia podziemne tworzą bariery w architekturze, co jest szczególnie ważne dla osób z ograniczeniami ruchu. Jest to coś, czym zbytnio nie przejmowano się w czasach ustroju komunistycznego w Polsce. Tworzone bariery powodują potrzebę zastosowania wind, ramp czy mało estetycznych podjazdów zajmujących dużo powierzchni. Optymalne nachylenie dla osób niepełnosprawnych powinno wynosić 6-15 stopni. W naszych realiach można spotkać podjazdy pod nachyleniem nawet 45 stopni. Czy pod taki podjazd osoba niepełnosprawna sama da radę podjechać? Oczywiście, że nie.
W aspekcie ekonomicznym rampy i windy przy przejściach podziemnych to element, który jest kosztowny i musi być później konserwowany, aby faktycznie działał, co również wiąże się z wzrostem kosztów stałych na bieżącą eksploatację.

Po drugie bezpieczeństwo i estetyka. Wieczorną porą przejścia podziemne są bardziej niebezpieczne niż zwykle przejścia na powierzchni. Na tych drugich mamy większą styczność z przestrzenią miejską i większą liczbą potencjalnych osób poruszających się w oddali. Wieczorem przejścia podziemne stanowią również publiczne toalety dla osób spożywających alkohol, co ma później przełożenie na zapach takiego miejsca. Kolejny problem to wandalizm czyli graffiti np. na ścianach i akty agresji, czyli niszczenie oświetlenia w
przejściach podziemnych. Aby powstrzymać chociaż w części takie sytuacje, trzeba znów zainwestować pieniądze. Na przykład w monitoring, który dużo kosztuje a i tak nie daje nam 100% pewności skutecznej ochrony przejścia podziemnego.

Podstawowym problemem przejść podziemnych jest zmuszanie pieszych do zejścia do podziemi  z jednoczesnym uprzywilejowaniem transportu samochodowego, czyli zaprzeczenie zasady zrównoważonego transportu.
fot: www.inhabitat.com

Wydawanie paru milionów na przejścia podziemne jest bezsensowne z punkt widzenia głównego argumentu ich zwolenników zwiększenia bezpieczeństwa pieszych, wystarczy przejście ze światłami za kilkanaście tys. złotych, które również rozwiązuje ten problem i przede wszystkim traktuje równorzędnie wszystkich uczestników ruchu w mieście. Przy tym nie tworzy w mieście elementu przestarzałego urbanistycznie, który ma śladowe zastosowanie w nowoczesnych miastach krajów wysoko rozwiniętych. ,,Nawet tam, gdzie powstała stacja metra, nie zrezygnowano z pasów na jezdniach. Pomysły, by pieszym nie wolno było przechodzić przez jezdnie na ruchliwym Piccadilly Circus, Place de l’Opéra, Times Square czy Ringstraße nigdy nie zostały zrealizowane, mimo że pod wspomnianymi ulicami znajdują się rozbudowane podziemia. Kładki czy tunele dla pieszych pozostają domeną raczej peryferii niż śródmieść."

Przejście przy Alfie które jest tak forsowane przy okazji budowy linii tramwajowej jest najlepszym sposobem na... "przemielenie pieniędzy" unijnych. To inwestycja generująca głównie koszty: na etapie początkowym i w późniejszej eksploatacji. Taki miś naszych czasów.

poniedziałek, 21 listopada 2011

Polska jest brzydka ale Olsztyn nie musi 2

Pisaliśmy w ubiegłym tygodniu o brzydocie atakującej Olsztyn a tymczasem pojawia się kolejny przykład jej przenikania do naszego miasta.
PKP podjęły decyzję o przebudowie dworca Olsztyn Zachodni - uraczono nas wizualizacją w wykonaniu firmy IKA Projekt, która wygląda tak:

Projekt ten poraża brzydotą oraz niedopasowaniem do otoczenia. Nie mówiąc o betonowym placu przed dworcem, który umiejscowiony jest w rzeczywistości na nasypie. Czyżby więc autorzy projektu nawet nie pojawili się na miejscu akcji aby zapoznać się z otoczeniem dworca?

W tym kontekście wizualizacja przygotowana przez Forum Rozwoju Olsztyna wydaje się nam o niebo lepszy.


W całej sprawie zastanawia milczenie władz Olsztyna. Z tego co wiemy, ratusz uważa, że skoro pozwolenia na budowę dla PKP leżały w gestii wojewody i to on je wydał, to sprawa należy do jego kompetencji.
Otóż nie jest to sprawa pomiędzy PKP a wojewodą. To jedna z istotniejszych spraw dla miasta i władze powinny zrobić co się tylko da aby uchronić nas przed tą "zemstą Grabarczyka".


piątek, 18 listopada 2011

Polska jest brzydka ale Olsztyn nie musi

Może ściągniemy na siebie gniew oburzenia, ale musimy to napisać. Polska jest brzydkim krajem. Może wynika to z cech całej Słowiańszczyzny? Pewien znany socjolog rosyjski (nie niemiecki albo francuski na szczęście) powiedział, że "kulturze słowiańskiej brak poczucia piękna - ludzie przywykli do brudu i smrodu". Jednakże kto był w Czechach albo Chorwacji może się nie zgodzić z takim uogólnieniem. Pozostaniemy więc przy polskiej brzydocie. Większość społeczeństwa w Polsce jest jak indianie - odrobina szklanych paciorków w postaci kolorowej farby i szkła i już im się podoba. A jeszcze jak się świeci, tak jak pod olsztyńskim ratuszem - to już szczęście pełne. Jakbyście się nie zgadzali to poniżej mamy materiał dowodowy, a przy swoim zdaniu pozostaniemy.
Wrocław:

Grajewo:
fot. www.archirama.pl


Jednakże Olsztyn wcale nie musi być brzydki. Korzystając ze skomplikowanej historii miasta mamy tu dziedzictwo jednych z najlepszych budowniczych Europy. Na szczęście wszystkie z głównych elementów poniższego "skyline" przetrwały i nadal możemy się z nich cieszyć:

W czym więc problem? Niestety w tym, że to dziedzictwo jest bezmyślnie trwonione w tempie szybszym niż to czyniono za PRLu, który borykał się z różnymi problemami i nie mógł ot tak budować czego chciał i gdzie chciał. Obecnie gdy materiały a często i fundusze są dostępne, problemem jest absolutny brak wyczucia brzydoty i obciachu. To już nawet nie chodzi o to, że można dostać pozwolenie na budowę absolutnie szkaradnych obiektów. Pozwolenie na brzydotę nie zobowiązuje do brzydoty! Czemu inwestorzy, najemcy nie widzą tych okropieństw? Nawołujemy do tego aby w Olsztynie zaczęło obowiązywać poczucie obciachu ! Aby panował ostracyzm, potępienie dla tych, którzy szpecą miasto. Wyśmiewajmy się z nich, obgadujmy, oplotkowujmy i co tam jeszcze można. Ci ludzie chcą nam zafundować Kalkutę w centrum Europy.

Nasi kandydaci to "top szrot":

1. Solarium GOBI (what the hell? wtf?) i sąsiedzi. Jak można w tak reprezentacyjnym punkcie miasta REMONTOWAĆ taki barak? Tu wyraźnie brakuje spychacza. Obiekt jest tak brzydki, że chyba tylko klienci gabinetu okulistycznego nie mają problemu z tym aby tam bywać.

2. Wystrzałowy hotel przytulony do gotyckiej bramy? A nie dałoby się zdjąć tych badziewnych reklam? Potem pomalować obiekt na ciemną czerwień i dodać spadzisty dach kryty czerwoną dachówką?Wizytówka naszego Starego Miasta :( Czy ktoś może coś z tą budą zrobić?
I pomyśleć, że te dwa obiekty są własnością olsztyńskiego PTTK. To dopiero "olsztyński matrix"! Organizacja ma promować turystykę na Warmii i Mazurach. Teraz cytat ze strony internetowej: "Członkowie Oddziału jako przewodnicy terenowi oprowadzają liczne wycieczki grup zorganizowanych po terenie Olsztyna i województwa warmińsko-mazurskiego". I co wspomniani członkowie mówią turystom o swoim sztandarowym obiekcie szpecącym miasto? Większą korzyść dla miasta przyniosło by gdybyście szanowni członkowie-przewodnicy spakowali się i zabrali stąd razem z waszym zapuszczonym hotelem!

3. Okrąglak - ponoć ten budynek ma pewne walory architektoniczne ale jego zaniedbanie i   afrykańskie szmaty z reklamami, oraz brak spójności detali (chociażby różne drzwi obok siebie, czy Arnika musi mieć białe a Santander szare?) powodują, że wygląda jak prowincjonalny barak dworca PKS.

4. Spółdzielnia "Pojezierze" sen szalonego architekta. A może była wyprzedaż farby markecie budowlanym?
fot: www.ro.com.pl

5. A to ? Nie wiemy gdzie to i co to ale straszy!!!

I jak się żyje w takim otoczeniu? Olsztyn to nie jest potęga ekonomiczna gdzie mieszkańcy pławią się w ponadprzeciętnym dobrobycie. Musimy więc wykorzystać potencjał w innych obszarach, miasto powinno być przynajmniej ładne, czyste, przyjazne dla mieszkańców. Chodzi o wysoką jakość życia! Jeśli tak będzie to nawet wyższa pensja w Warszawie nie nakłoni nas do przeprowadzki.

Miał być blog ekonomiczny a robi się publicystyka miejska. Miało być profesjonalnie jest emocjonalnie. Ale co poradzić, gdy człowiek idzie ulicą a tu brzydko jak na dworcu w Kutnie !!! I jeszcze prezydent cenzuruje swój profil na Facebook'u. Przynajmniej WPB poprawiło "Dąbroszczaków" na "Dąbrowszczaków" ale budynek i tak będzie brzydki.