Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koszty społeczne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koszty społeczne. Pokaż wszystkie posty

środa, 22 sierpnia 2012

To nie nasze, to unijne

Coraz częściej, bo w kontekście olsztyńskich nielogicznych, barejowskich inwestycji, my mieszkańcy, tudzież niektórzy mieszkańcy bardzo łatwo poddają się manipulacji stosowanej przez broniących tych "misiów na miarę naszych możliwości".

Gazeta Wyborcza jako pierwsza(?) napisała o tunelu donikąd jaki powstał na dojeździe do Nowej Artyleryjskiej. Sprawę podchwycili prześmiewcy z grupy NoBeton często cytując przy tym jakże podobne zdania z Misia Stanisława Bareji.


Trzeba przyznać: świetne ujęcie perspektywy przez Pawła Kicowskiego (GO)

Z odsieczą przybywają Ratuszowi oraz niektórzy forumowicze - nie dojdę czy to zwykli mieszkańcy czy mieszkańcy pracujący w odpowiednich komórkach urzędu miasta. Tak być może, ale nie musi. A mówią oni mniej więcej tak:
(...) To Unia Europejska dała 85% z 800 tysięcy na ten tunel, a my wydaliśmy tylko 15%. Nieskorzystanie z tych pieniędzy to byłaby dopiero strata!
.

Dlaczego to nieprawda?
1. Polska jest członkiem Unii Europejskiej i składki członkowskie także płaci i trzeba się przyzwyczaić że będą coraz wyższe.

2. Nie zrobienie TEGO projektu nie oznacza że środki unijne nie byłyby wykorzystane. Mogłyby być wykorzystane na co innego, a na co zależy właśnie od składającego wniosek - w tym przypadku Urzędu Miasta. To już jest wybór Prezydenta i jego ekipy czy chce wyciągnąć kasę i zrobić dobrze mieszkańcom czy tylko to pierwsze.

3. Jeśli popatrzymy na sprawę pod kątem kosztów alternatywnych to może okazać się że koszt zaangażowania tego kapitału w tunel donikąd jest spory. Jeśli za chwilę okaże się że miasto będzie musiało na własną rękę wykonać jakąś remont (bo coś się sypie) to będzie musiało pozyskać pieniądze z rynku, a te szczególnie że rating Olsztyna jest raczej słaby (BB+) wyniesie ok. 7% (za 6,48% kapitał pozyskuje Warszawa, która ma rating AAA, a po drodze do kasy są jeszcze Białystoki, Radomie i wiele innych).

Przy założeniu 25-letniego okresu amortyzacji takiego tunelu (może być znacznie szybciej gdy tunel zacznie zarastać pokrzywami, które będą regularnie nawożone) i 7% stawki, wychodzi że taki tunel donikąd kosztuje nas jakieś 5600 zł miesięcznie, czyli jakieś 186 zł dziennie. Idąc dalej: w przeliczeniu na przechodnia (po wyeliminowaniu zwiedzających zainteresowanych tematem zostaje ich około 3 na dzień) wychodzi jakieś 60 zł!!! Mając na uwadze, że ruch samochodowy w tym miejscu jest bardzo nikły i raczej powolny z uwagi na zakręt, nachylenie terenu i wjazd w drogę nadrzędną wyjeżdżającą z garaży trzeba przyznać, że to miejsce z najwyższym wskaźnikiem szacunku dla bezpieczeństwa pieszego określanego zagrożeniem kolizji z pojazdem. Zdecydowany TOP w skali światowej.

4. Ratuszowy wojownik z krainy fantasy w materiale ITV prezentuje wizję jak zwykle próbując ratować tyłek swego przełożonego maga, który niejednokrotnie wskazywał na brak zrozumienia tematów w ujęciu przestrzennym (vide: największa zaleta projektu zintegrowanego centrum przesiadkowego to... galeria handlowa). Posługuje się przy tym czarami nieodpowiednio dobranymi do danego przypadku. Dyrektor Piekarski wskazuje na potrzebę prowadzenia ciągu pieszo-rowerowego (póki co w tej wersji to ciąg dla amatorów le parkour i BMX-ów) od Zamku do Lasu Miejskiego.


Ba, w momencie gdy dyrektor roztacza wizję pojawiają się obrazki "młodych projektantów" (dobry pomysł na zmiękczenia betonu - pokazać plebsowi że to młodzież wymyśliła), w której oznaczono ścieżkę. Nic w tym nie było dziwnego gdyby nie to że ten ciąg zaprojektowany przez młodzież jest... po drugiej stronie rzeki. Idzie logicznie i faktycznie ma sens. W odróżnieniu od kretów którzy zaplanowali - cytując opinie mieszkańców którzy widzieli ten obiekt - norę, schron, piwnicę, garaż bez drzwi.


PS. Nie pozostaje nic innego tylko do łączyć do happeningu NoBeton, który odbędzie się w czwartek 23. sierpnia o godz. 16:30 właśnie w tym tunelu.

czwartek, 22 marca 2012

Bohatersko walczymy z problemami, których inne miasta nie tworzą

Można albo się spotykać albo pracować, powiedział słynny ekspert od zarządzania Peter Drucker, piętnując w ten sposób pracę przez odbywanie niepotrzebnych spotkań - plagę w wielu firmach. W warunkach olsztyńskich sparafrazować to można mówiąc "można budować obwodnice (liczba mnoga) albo badać w laboratoriach jak się te obwodnice buduje".

Media z Polski wchodniej (źródło) donoszą, że Białystok buduje system 3(!) obwodnic miejskich, po to aby odciążyć ścisłe centrum od ruchu samochodowego (TIRów w szczególności):
"Przed końcem 2020 roku Białystok będzie miał kompletny system trzech miejskich obwodnic. Obwodnice sprawiają, że ruch samochodowy w mieście odbywa się sprawniej, płynniej, a przez to utrudnienia na drogach są mniejsze. Dlatego od paru lat Białystok konsekwentnie inwestuje w modernizację ulic, tworzących trzy ringi, ułatwiające poruszanie się po mieście. Nie bez powodu – taki kierunek wytyczyło studium transportowe, opracowane przed kilku laty na zlecenie urzędu miejskiego."

Udrażnianie ruchu w Białymstoku:
"Co dają miastu obwodnice? Znakomite połączenia między dzielnicami, z możliwością ominięcia najbardziej zazwyczaj zatłoczonego centrum. Dzięki temu strefa śródmiejska stanie się mniej obciążona ruchem. Widać to najlepiej, gdy spojrzy się na dużą obwodnicę Białegostoku – da się nią przejechać dołem lub górą miasta z najbardziej odległych dzielnic na antypody."

Prorok jakiś czy co w tej białostockiej gazecie? Oni to wszystko wiedzą, a my  przerabiać na własnej skórze wprowadzanie ruchu do centrum a potem szukanie sposobu na zmianę tej sytuacji. W międzyczasie  (potrwa to 10 lat) kierowcy spalą tony paliwa w korkach, stracą tysiące godzin czasu, mieszkańcy nałykają się ton CO2 i innych świństw. Tak to jest jak drogowcy rządzą miastem. Budują nie tak jak dobrze dla miasta ale tak gdzie najłatwiej i gdzie można szybko załatwić pieniążki (np. z UE) i jeszcze szybciej je wydać. Koszty społeczne, których nikt nie liczy takiej polityki ponosimy my.

Spójrzmy na komunikacyjnego "pająka Grzymowicza" jakiego nam fundują. Całość oparta na anachronicznym, gwiaździstym układzie głównych ulic, które spotykają się w kilku głównych miejscach (czarne strzałki). Na czerwono zaznaczone główne osie komunikacyjne, które udrażnia obecna ekipa. Udrażnianie ma różny przebieg:
- budowa nowych ulic - np. Nowa Artyleryjska
- poszerzanie starych, śródmiejskich ulic - Limanowskiego, Wojska Polskiego
- plan poszerzenia starych, śródmiejskich - Partyzantów, Bałtycka
- grodzenie oraz likwidacja przejść dla pieszych, budowa przejść podziemnych - Piłsudskiego
- budowa tzw. buspasów - Warszawska, Śliwy, Niepodległości


Pająk Grzymowicza
W ten sposób gdziekolwiek jedziemy (oczywiście nie licząc krótkich podróży, albo wybranych tras jak z G do F czy z E do D) musimy przejechać przez któreś z 5 skrzyżowań (oznaczone strzałkami). A zielone kółeczko to wręcz przyszła strefa śmierci. Tak naprawdę zima pokazała, że wystarczy blokada skrzyżowań pod ratuszem i Sikorskiego-Pstrowskiego aby całe miasto stanęło.

Hitem jest trasa z punktu A do E - w nomenklaturze ratusza "obwodnica śródmiejska". Brzmi to jak pizza wegetariańska z kiełbasą. I tak też jest w praktyce, tak zarysowana obwodnica prowadzi 200 metrów od ratusza i 100 od teatru a potem do ulicy Partyzantów, która ma być poszerzona do 2 pasów w obie strony. A tą trasą wiedzie droga krajowa nr 16 , którą możemy spodziewać się ruchu tranzytowego na linii kraje nadbałtyckie - Niemcy. W założeniu pomysłodawców na całym odcinku miasta ma być rozbudowana do standardu 2x2 tak aby TIRy nie musiały specjalnie się oszczędzać. Jak dla nas to ewidentnie coś jak cięciwa, a nawet średnica - idzie po linii prostej przez sam środek. Trzeba mieć jakieś kosmiczne tabletki matrixowe aby uwierzyć w tą obwodnicę.
Pająk Grzymowicza ma jeszcze tą wadę, że jak udrożnimy trasy przez centrum to pani Bieńkowska na pewno nie da nam pieniędzy na obwodnice. W Polsce obwodnice buduje się tylko jak jest naprawdę źle, a skoro TIRy będą mogły gnać 300 metrów od ratusza to będzie dobrze. "Ten projekt nie ma jeszcze noża na gardle (...) - powiedziała w Olsztynie Elżbieta Bieńkowska, minister rozwoju regionalnego.  Budując autostrady przez centrum miasta pan Grzymowicz znakomicie udowadnia pani minister rację !!! Nie ma noża na gardle, puścimy ruch przez miasto ogród, wszystko jest w porządku :)
fot. gazeta.pl
Na zdjęciu zadowoleni z siebie, nie mamy noża na gardle, wszystko gra, mamy czas.
 
A teraz przysłowiowy gwóźdź programu. Co do Białegostoku to wspomniane 3 obwodnice to tylko obwodnice miejskie. Do 2016 GDDKiA dołoży tzw. dużą obwodnicę, przebiegającą kompletnie poza miastem:


Jaka jest odpowiedź Olsztyna? Laboratoria drogowe!

Jedno uruchomiła w lutym GDDKiA (źródło), 
"Dotychczasowa siedziba laboratorium znajdująca się w piwnicach budynku biura GDDKiA w Olsztynie stała się niewystarczająca dla coraz nowocześniejszych technologii i urządzeń stosowanych w badaniach jakości dróg oraz skali inwestycji drogowych prowadzonych przez olsztyński oddział GDDKiA."
Drugie wkrótce UWM zbuduje drugie (źródło). 
"Za kilka lat jakość dróg w naszym regionie poprawi się zauważalnie. Skąd taka pewność? Uniwersytet Warmińsko-Mazurski zaczyna nową ważną inwestycję - budowę laboratorium drogownictwa."
A my wiemy, że z laboratorium czy bez i tak kruszywo będą kradli a asfalt będzie pękał:) Taki kraj.Od zbudowania laboratorium jakość dróg się nie poprawi, ale autor tekstu ma pewność, że jedno idzie w parze z drugim. To może UWM stworzy pracownię alchemiczną? Da nam to pewność, że za kilka lat będziemy mieli kieszenie wypchane złotem.

Będą badać, eksperymentować, robić projekty, pisać raporty, publikować prace badawcze, klepać nadgodziny, pobierać granty, kupować nowy sprzęt, pozyskiwać środki unijne na etaty i komputery, jeździć na szkolenia, pisać wnioski. Olsztyński matrix jest w takie Gierki nie do zdarcia. No właśnie, jak za Edwarda Gierka w tym mieście. Mówią, że SUKCES i ROZWÓJ a jak się nie zgadzasz to wyjeżdżaj. Taki jest wybór.


piątek, 4 listopada 2011

Ratuszowe rozdwojenie jaźni, czyli konsultacje i PR na codzień

Racje ma ten kto głośniej krzyczy. Nie ważne co, ale jak głośno. Największą tubę w Olsztynie ma Ratusz. Biorąc pod uwagę że znaczna większość mieszkańców "nie interesuje się" (lub ma polityków w głębokim poważaniu) to tuba działa wyjątkowo sprawnie. Ostatnio zasypywani jesteśmy informacjami lekko mówiąc nie prawdziwymi:
1. Konsultacje w sprawie tramwajów jak się okazuje były "wzorowe", podczas gdy stowarzyszenia informowały od dawna o potrzebach mieszkańców i opiniach które nie zostały uwzględnione. Ministerstwo Rozwoju Regionalnego chyba nie ma świadomości na jaką minę zostało wrzucone. Konsultacje to wręcz specjalizacja olsztyńskiego Ratusza, w końcu przy konsultacjach w sprawie ulicy Partyzantów też miasto ustaliło warianty tylko po to by te warianty istniały, a nie po to by mieszkańcy mogli mieć jakikolwiek wpływ na otaczającą ich rzeczywistość. Miasto chciało poprowadzić ulicę Artyleryjską w Partyzantów czteropasmową więc tak będzie, a konsultacje mimo opracowanych wariantów (i tak trzeba było je opracować do unijnej dokumentacji) odbyły się żeby zapoznać mieszkańców z tym co Ratusz wymyślił. To taki model konsultacji p.t. "konsultujemy do was" ("was" celowo małą literą, co pokazuje stosunek władzy do mieszkańców stawiających się na konsultacjach). A dla tych co w konsultacjach biorą udział i temat znają, rzucę tylko cytat. Moim zdaniem perełka:
Od 2 lat prowadzimy dialog obywatelski z mieszkańcami miasta dotyczący najważniejszych inwestycji miejskich. Zależy nam na zdaniu mieszkańców. Ich uwagi i wnioski są dla nas istotne przy podejmowaniu dalszych decyzji dotyczących rozwoju miasta – mówi Piotr Grzymowicz, Prezydent Olsztyna. I dalej Prezydent Olsztyna boksuje się już i z mieszkańcami, społecznikami, ekspertami:  
List Prezytenta, A wystarczyło zrobić tak jak chcieli mieszkańcy i "społecznicy" co to jak się okazuje większą wiedzę mają niż Ratuszowi co zaplanowali Olsztyn-Beton w latach '60 i się tego kurczowo trzymają.
2. A teraz przykład jak informować żeby nie poinformować: "Opracowanie aktualizacji Założeń do planu zaopatrzenia w ciepło, energię elektryczną i paliwa gazowe Miasta Olsztyn". Temat dotyczący pośrednio każdego mieszkańca. Media powinny być zachęcane do podjęcia tematu. Tymczasem: tytuł artykułu w serwisie Urzędu Miasta to "Nowe dokumenty", czyli takie nie wiadomo co. Równie dobrze mogą to być nowe dokumenty dla ubiegających się o wizę, którzy lecą do Kaliningradu awionetką na przykład. Generalnie nie przeczyta tego nikt. Chyba że przeczyta tekst podstawowy wyświetlający się na stronie głównej... ale nie. Jednak nie, bo tam jest tylko podstawa prawna która może uśpić najbardziej czujnego mieszkańca. Klikamy "czytaj więcej"... No proszę, każdy może przyjść i dowiedzieć się więcej szczegółów w ratuszu w godzinach - jakże każdemu pasujących, czyli 8:00-12:00.
3. Śródmieście ma być przyjazne dla mieszkańców (taki plan ma miasto! czytamy w Gazecie Wyborczej), ale za chwilę przy Ince powstaną światła - zapowiada MZDiM, które mają upłynnić ruch samochodów. Czyli stawiamy znak równości między kierowcami i mieszkańcami centrum? To spora pomyłka! Śródmieście jest rozjeżdżane przez mieszkańców głównie z dzielnic-noclegowni, którzy centrum traktują jako miejsce pracy od 7 do 15. To nie argument - powie Ratusz i zacznie wmawiać że światła piesi dostaną dla swojego bezpieczeństwa! To MIASTO wie najlepiej co Ty mieszkańcu jeden ze 175 tys. chcesz! NIE WYCHYLAJ SIĘ. NIE WIESZ CO CI JEST POTRZEBNE. MY MAMY ANALIZY, BADANIA, EKSPERTYZY. Interpretacja jest przywilejem władzy - można by ciągnąć dalej.
4. Parking przy szubienicach. Urzędnik, który wydawał decyzję o tymczasowym parkingu sam nie pamięta podpisanego pisma. Ba, twierdzi że jest inaczej, a konkretnie, że jest odwrotnie niż było w rzeczywistości. Efekt: parking przy szubienicach zostanie, a konsultacje się odbyły i nikt już do tego nie będzie wracał.

poniedziałek, 31 października 2011

Samochody na Starym Mieście. Czy o to chodziło?

Czy o to chodziło władzom miasta z przywróceniem ruchu ulicznego na Starym Mieście?
Piesi stali się znowu skazani na kluczenie i lawirowanie pomiędzy jeżdżącymi samochodami.
Trzeba mieć oczy wokół głowy. Jak to jest, że likwiduje się przejście dla pieszych przy Alfie "aby nie było wypadków" a jednocześnie wpuszcza się samochody na rynek Starego Miasta? Jesteśmy jedynym znanym blogowi miastem tej wielkości (a i mniejsze tego unikają), w którym można sobie ot tak wjechać i zaparkować w samym pępku miasta, pod gotyckim ratuszem. Czy panowie z MZDiM byli kiedyś może w Toruniu albo Gdańsku? Znamy skalę, olsztyński rynek to bardzo ubogi krewny - ale do takich wzorców trzeba dążyć. Więc może chociaż Zielona Góra na zdjęciu poniżej da do myślenia?
fot. www.polskiemiasta.com

Ale olsztyńscy spece zawsze wiedzą najlepiej, do tego radni, którzy mają jakieś sklepy i kawiarnie uważają, że klient musi wjechać samochodem do samego sklepu. Pewnie podpatrzyli to w Alfie i też by tak chcieli:)

Kilka ujęć (słabej wprawdzie jakości) jak szaro, buro i parkingowo prezentuje się obecnie olsztyński rynek.






Ta pani szła z wózkiem w stronę zamku ale stwierdziła, że nie zmieści się na tym deptaku i zawróciła...








środa, 12 października 2011

Wiadukt kryzysowy

Od dłuższego czasu walczę z piszącymi o powstałym nowym wiadukcie nad torami kolejowymi, że to "wiadukt łączący Aleję Wojska Polskiego z Aleją 1-go Maja". Moim skromnym: jeśli już z Al. Wojska Polskiego (jeśli nie: Artyleryjską) to bardziej on łączy ulicę Marii Skłodowskiej-Curie, ewentualnie: Partyzantów.


W Olsztynie zaprojektowano nowy wiadukt w miejsce starego, mimo iż do większych zmian w tym temacie była świetna okazja. Już Niemcy przed wojną planowali wiaduktem połączyć oba odcinki Hindenburg-Strasse tj. dzisiejszych ulic 1-go Maja i Wojska Polskiego. Po wybudowaniu wiaduktu w innym niż pierwotnie zakładano miejscu (tak wybudowali, bo zabrakło pieniędzy w wyniku powstałego kryzysu gospodarczego) nieliczne pojazdy musiały nadrabiać drogi. No ale wtedy opłacalność takiej inwestycji była zupełnie inna: dziś wiadunktem przejeżdża nie kilkanaście koni, a kilkanaście tysięcy samochodów. Przez taki kryzysowy wariant wiaduktu Niemcom mało racjonalne wydawało się z czasem utrzymywanie jednej nazwy dla rozdzielonej ulicy. W 1914 roku Guttstadter-Chaussee na odcinku dzisiejszej 1-go Maja nazwano Hindenburg-Strasse. Na marginesie: 19 lat później odcinek dzisiejszej Wojska Polskiego przemianowano na Adolf Hitler Strasse.

Oczywiście fajnie by było gdyby dziś nowy wiadukt połączył właśnie dwie życzeniowe aleje np. podziemnym przejazdem w linii prostej. To droższe rozwiązanie dla inwestora, ale zdecydowanie tańsze w użytkowaniu przez mieszkańców. Tym bardziej jeśli przy okazji przekopu ucywilizowałoby się przejście dla pieszych, które dziś przypomina zejście do piwnicy a nie przejście piesze które łączy dwie znaczne części Olsztyna. Zresztą przy okazji budowy, ściany tunelu już były zagrożone, cudem przejścia nie zamknięto. Jak już Artyleryjską puszczą tiry to przejście trzeba będzie zamknąć - zakład?

Trzeba wiedzieć, że korki które powstały przy okazji budowy łatwiej mogłyby być zlikwidowane właśnie gdyby wybudowano przejazd na wprost, a nie slalom który zafundowali nam już przed wojną Niemcy. Dla jadących Aleją Wojska Polskiego przydałaby się wtedy skorelowane światła przed torami i za nimi ("tiaaa nie możliwe" już słychać przy Szrajbera). Byłyby to dwie współpracujące ze sobą sygnalizacje w miejsce dwóch bardziej oddalonych od siebie i - co jest dużym minusem wprowadzanego rozwiązania - jednym opierającym się na dużym strumieniu skręcających w lewo. Z czym to się wiąże w Olsztynie? Wiadomo, kolejne ok. 2:30 czekania na zielone na skrzyżowaniu z ruchem zegarowym. Przejazd bez slalomu ograniczyłby kręcenie dla jadących do centrum nową Artyleryjską, choć jakoś specjalnie na tym by nie zyskali. Ale, o czym tu mówić skoro obwodnica Śródmieścia będzie wpadać do Śródmieścia (czyt. Artyleryjska do czteropasmowej (!) Partyzantów).
Ale wróćmy na razie do tych co jadą z północy. Ile za nowy olsztyńsko-unijny slalom płacą?

Różnica w dwóch wariantach wynosi ok. 193 metry. Dla jeżdżących 5 dni w tygodniu do pracy i z powrotem plus np. jeden raz do centrum w weekend daje to 111 km rocznie, przy spalaniu minimum 12 l / 100 km, bo przecież to po mieście i głównie ruszanie i zatrzymywania. Jakby nie patrzeć jakieś 68 zł rocznie jeden samochód traci na samym paliwie. Samochodów przejeżdża, no właśnie ile? Obstawiam, że ponad 20 tys. na dobę. Daje to koszty ok 1,4 mln zł rocznie. A przecież inwestycja taka jest planowana na -dziesiąt lat. Zatem...

Kalkulacji nie ma. Liczy się tylko to, że to MIASTO pozyskało fundusze unijne i to MIASTO je wydaje, i to MIASTO o nich decyduje. Mieszkańcy się nie liczą, konsultacji nie trzeba prowadzić, albo się je prowadzi w ten sposób, że urzędnicy "rozmawiają do mieszkańców".

A może chodzi o co innego? Czyli puszczenie tranzytu z Artyleryjskiej w Partyzantów jak najkrótszą drogą? Zatem nazywajmy rzeczy po imieniu: Partyzantów będzie drogą tranzytową! A w całej tej inwestycji miejskiej chodzi o ruch Artyleryjska - Partyzantów - Limanowskiego.

czwartek, 29 września 2011

Złota za dwa złote

O rozlewaniu się Olsztyna pisaliśmy już w pierwszym poście na tym blogu. Winę za rozlewanie się miasta ponoszą jego władze, bo to one odpowiadają za plany zagospodarowania przestrzennego. Problemem jest też brak koordynacji w tym zakresie pomiędzy zainteresowanymi gminami. Dziwić może jednak duże zainteresowanie kupujących mieszkania na obrzeżach Olsztyna… a może wynika to z tego że prawie tylko tam te mieszkania się buduje?

Zróbmy analizę samych decyzji mieszkańców: weźmy popularne wśród olsztynian rozwiązanie, a więc zakup mieszkania np. przy ulicy Złotej. Dokładnie: dwupokojowego ok. 48 m2, bo to taka średnia. Ostateczna cena zapłacona przez pana – nazwijmy go - Złocińskiego to 205’920 złotych. Z drugiej strony mieszkanie w Śródmieściu: taki sam metraż, z tym że dużo wyższa – jak twierdzi mieszkaniec ulicy Złotej – cena w wysokości 256’800 zł. Śródmiejski płaci bo ceni sobie wygodę: pracuje w centrum i chce mieć do pracy blisko, nie chce tracić czasu na stanie w korkach!

Mieszkaniec ze Złotej pracuje (dość powszechne w Olsztynie) w urzędzie. Odległość do pracy w Urzędzie Wojewódzkim, Urzędzie Marszałkowskim lub w innym urzędzie w centrum) to ok. 7 km w jedną stronę. Przyjmując że jakieś 20 dni w miesiącu jeździ do pracy daje to rocznie 3,5 tys. kilometrów pokonywanych, najczęściej – bo trzymamy się popularnych w Olsztynie rozwiązań - samochodem. Auto, najwięcej spala właśnie na rozruchu, czyli krótkie odcinki są najbardziej kosztowne w przeliczeniu na kilometr jeśli chodzi o zużycie paliwa, ale i ogólnie: zużycie samochodu. Przyjmijmy, że samochód na tej trasie, często w korku spali średnio 11,5 litra benzyny na 100 km. Średniomiesięczny koszt paliwa (5,18 zł / litr) zatem to 175 zł.

Oczywiście to nie jedyne koszty związane z samochodem. Największy koszt to cena zakupu lub rata kredytu samochodowego oraz ubezpieczenia AC i OC, opłata za przeglądy, naprawy, ale przyjmijmy, że mieszkaniec Śródmieścia też samochód posiada, choć na co dzień do pracy chodzi pieszo. W uproszczonej analizie nie dodajemy zatem kosztów stałych utrzymania samochodu, bo występują w obu przypadkach. Trzeba jednak zwrócić uwagę jednak, że auto mieszkańca ulicy Złotej szybciej się zużywa: w ciągu 5 lat bowiem przebieg jego samochodu jest wyższy o jakieś 17’640 km, czyli sprzedając samochód po tym okresie uzyskałby cenę niższą o ok. 1’800 zł (sprzedawany jest 10-cio letni popularny Ford Focus z silnikiem 1.6), co daje dodatkowy koszt 30 zł miesięcznie, a naprawy (a właściwie wymiany olejów, filtrów) kosztują o 1500 zł więcej w ciągu 5 lat co daje dodatkowe 25 zł w ujęciu miesięcznym.

W uproszczeniu, choć nie dużym, przyjmijmy jeszcze, że równoważą się dwa ryzyka, które występują: 1. mieszkaniec ulicy Złotej jeździ autem częściej więc jest bardziej narażony na stłuczki, a więc i dodatkowe koszty, 2. kierowca z centrum używa samochodu rzadziej więc ma mniejsze doświadczenie co też wiąże się z większym ryzykiem stłuczek.

Inne koszty które jeszcze musimy doliczyć to opłata za parking w strefie parkowania w centrum, która wynosi 50 zł miesięcznie (wiem, wiem… urzędnicy mają za darmo parkingi na Placu Dunikowskiego i za Ratuszem!), ale analizujemy tu mieszkańca który lubi pospać i na miejsce na parkingu darmowym już się nie załapuje, bo wyprzedza go inny mieszkaniec np. z Podgrodzia. Śródmiejski, którego auto zostaje pod domem ma darmową kartę mieszkańca więc nic nie płaci za parkowanie.

Dodajmy fakt, że Złociński raz w miesiącu wychodzi wieczorem do: kina, teatru lub – co bardziej popularne – do knajpy na Stare Miasto i wraca wieczorem taksówką (2,90 zł za bilet ZTM żeby do tej knajpy dojechać + prawie 30 zł żeby w nocy wrócić taksówką na Złotą).

Jaka wychodzi różnica w kosztach, które ponoszą Złociński i Śródmiejski? Czy coś co wydaje się Złocińskiemu opłacalnym takim w rzeczywistości jest? My liczymy, ale Złociński chyba nie… cieszy się przecież nowym mieszkaniem, które kupił dzięki kredytowi na 100% LTV (czyli na całą nieruchomość) - to też bardzo popularne rozwiązanie. Oprocentowanie jego kredytu wynosi obecnie 7,01% - wziął kredyt oczywiście w jednym z najpopularniejszych banków. Żałuje, że nie dostał kredytu we frankach szwajcarskich, bo przy takim kursie to byłaby perspektywa zarobku na kredycie, ale i tak się cieszy, bo już mieszka u siebie. Teraz już tylko płacić: w jego 30-letnim kredycie złotówkowym rata wyniesie 1’371 zł, czyli jakieś 338,85 zł więcej niż wspomnianego wyżej świeżego mieszkańca Śródmieścia.

Zatem mamy:
+ 338,85 zł – różnica w racie na korzyść Złocińskiego
- 166,80 zł – koszt paliwa
- 55,00 zł – wyższy koszt zużycia samochodu
- 50,00 zł – opłata parkingowa
- 30,00 zł – taksówka raz w miesiącu
--------------------------------------------------
= 32,05 zł

Podzielmy to na 20 dni dojazdów do pracy… wychodzi: 1,60 zł dziennie.
Zatem za każdym razem gdy Złociński stoi w korku (stoi w obu kierunkach) na Sikorskiego może pomyśleć o tym, że „zyskuje” na tym całe 80 groszy!


Więc o co w tym chodzi? Czy Złociński ma wybór? Czy to zależy od czynników zewnętrznych? Przecież władzom powinno zależeć na tym by mieszkańcy mieszkali w bardziej zwartej zabudowie bliżej centrum miasta bo w przypadku rozlewania się blokowisk miasto ponosi spore koszty budowy i utrzymania dróg, utrzymania dłuższych linii komunikacji miejskiej, budowy i utrzymania przystanków, ale też przedszkoli, bibliotek, przychodni, które gdzie indziej będą likwidowane. A za to płacą już wszyscy! A Śródmiejski jeszcze bardziej, bo samochody Złocińskich, Srebrnych i Diamentowych rozjeżdżają jego podwórko.