Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tranzyt. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tranzyt. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 13 grudnia 2012

Obwodnica tylko dla myślących


Trwają analizy czemu Olsztyn nie będzie miał obwodnicy, co nie zagrało. Nie zagrało głównie to, że Olsztyn próbował sobie poradzić sam z ruchem tranzytowym.

- Ten projekt nie ma jeszcze noża na gardle, ale jakieś pieniądze muszą się znaleźć jeszcze w tym roku" - powiedziała Elżbieta Bieńkowska, minister rozwoju regionalnego w czasie wiosennej wizyty w Olsztynie. link

"Jakieś pieniądze" i tak się nie znalazły. Zacząć można jednak od tego, że to język, niegodny ministra rządu RP. Ale cóż kto widział panią Bieńkowską na żywo ten wie, że osoba ta kreuje się na drugą Małgorzatę Foremniak. Jest taka słodka, robi wdzięczne miny. Ale przynajmniej po swojsku powiedziała panu Grzymowiczowi, że mu nie da pieniążków. Z kolei pan Grzymowicz nie pojął, że pani Bieńkowska nie czując "noża na gardle" - "zrobiła z niego wała". Skoro on naiwniak buduje obwodnicę śródmiejską to miasto się nie zatka, tranzyt przejedzie i wszystko gra.
A tymczasem trzeba było "przyłożyć nóż do gardła" i wykonać świadomą obstrukcję - nie udrażniać przejazdu przez centrum a nawet pójść dalej - nie dać się złapać na przynęte unijnej mamony i nie pozwolić przekwalifikować Wojska Polskiego na drogę krajową. Ale żeby to zrobić to trzeba mieć olej w głowie i działać w interesie mieszkańców Olsztyna. Bo to miasto jako wspólnota mieszkańców ma służyć zaspokajaniu przede wszystkim jego potrzeb a nie dać się zepchnąć do roli zajazdu przy trasie. Bilans sprawy jest taki, że miasto z własnej kiesy wydaje setki milionów na remonty dróg zyskując to , że budżet państwa nie wyda 700 milionów na budowę obwodnicy.

Jeszcze wcześniej bo w listopadzie ubiegłego roku na spotkaniu z mieszkańcami Zatorza, jak donosiła GW: "Prezydent Piotr Grzymowicz próbował uspokoić mieszkańców nadzieją na budowę południowej obwodnicy Olsztyna, która ma połączyć drogę z Ostródy z trasą w kierunku Mrągowa. Za tę inwestycję odpowiada GDDKiA. - Z naszych informacji wynika, że jej projekt jest już na ukończeniu - zapewniał zebranych."
Tymczasem każdy kto zna Olsztyn, wie, że obwodnica łącząca drogę z Ostródy z drogą w kierunku Mrągowa (czyli po osi drogi krajowej nr 16) ma niewiele wspólnego z ruchem idącym al. Wojska Polskiego, która to ulica prowadzi w kierunku granicy rosyjskiej,


Na czerwono symbolicznie (bez wiernego przebiegu trasy) zaznaczona południowa obwodnica, na pomarańczowo al. Wojska Polskiego.

Wychodzi więc na to, że Grzymowicz będąc świadom, że szanse na północną obwodnicę Olsztyna są zerowe (bo południowa, której też nie będzie nie ma tu nic do rzeczy) brnął w rozbudowę Wojska Polskiego a mieszkańców Zatorza świadomie zwodził pustymi obietnicami.

Teraz tylko rozwalić (czyli poszerzyć) Bałtycką i Partyzantów (Bałtycka w trakcie, Partyzantów w planach) i obwodnica Olsztyna będzie wyglądać tak:


Grunt, że przez Brzeziny nie jadą, bo tam przecież mieszka pan Grzymowicz i niejeden z jego przybocznych...

środa, 28 marca 2012

Śródmieście, czyli teren do zagospodarowania przy obwodnicy

Wczoraj rozpoczęły się długo zapowiadane konsultacje społeczne ws. zintegrowanego planu zagospodarowania przestrzennego Śródmieścia. Trzy godziny spotkania nt. definicji, spisu treści i ustalenie grup roboczych - długo, ale udało się. Temat jest ogromny a wstęp okazał się jeszcze dłuższy, ale skoro mamy podchodzić do centrum i tych konkretnie konsultacji wyjątkowo poprawnie to niezbędne jest zinwentaryzowanie terenu i to na samym początku.

Do takiej inwentaryzacji należy zaliczyć w szczególności dwie rzeczy:

1. Określenie jakie inwestycje które są prowadzone są nieodwołane? Co można jeszcze w nich zmienić lub które ewentualnie powstrzymać jeśli okażą się sprzeczne z propozycjami wykonsultowanymi. Władze miasta już zaznaczają (dyrektor Rafalska), że niektórych inwestycji nie da się powstrzymać bo "miasto żyje". Z drugiej strony wyjątkową niegospodarnością wykazałby się Ratusz, gdyby w tym roku np. ruszyć z poszerzaniem ulicy Pieniężnego, a po dokończeniu konsultacji przystąpić do planu jej zawężenia (w końcu może tak się wykonsultować, skoro jak zapewniają organizatorzy: wszystko jest możliwe). Tyle, że konsultacje będą trwały do końca roku, a prace które maksymalnie zmienią oblicze Śródmieścia już trwają.


2. Na wstępie muszą zostać wytyczone granice opracowania. I tu pojawia się problem, bo w przedstawionych materiałach (wstępie do konsultacji) przedstawia się że Śródmieście jako obszar zawarty w ringu, który jak się okazuje już jest nakreślony i przebiega m.in. (nad) Parkiem Kusocińskiego. Dopytywani o funkcję ringu urzędnicy wyraźnie wskazują że ring ma służyć ruchowi... tranzytowemu.
A wiadomo, że skoro ring ma okalać Śródmieście to tranzyt do niego jakoś musi dojechać. Zatem przy okazji dużego projektu "Śródmieście" i swobody w działaniu uczestników okupuje się pewne groźne dla miasta założenia, które - co udowadniały inne konsultacje - najbardziej drażnią mieszkańców: poszerzona Partyzantów w którą będą wjeżdżać tranzytowe ciężarówki, Wojska Polskiego jako przelotówka dla ruskich TIRów oraz nieskonsultowane zmiany na drogę krajową (właśnie się to odbywa na XXI sesji Rady Miasta) aleji: Artyleryjskiej i Warszawskiej.




Kolorem czerwonym zaznaczono tzw. ring i DOJAZDY TRANZYTOWE do niego. Kolorem zielony odcinki które umożliwiają tranzyt (stają się krajowymi) dziś na sesji Rady Miasta.
Dlaczego prezydent miasta Piotr Grzymowicz forsuje ten ring w negocjacjach z inwestorem zainteresowanym przebudową Dworca Głównego? (przedłużenie Obiegowej dalej niż zakłada plan tramwajowy!) A co z obwodnicą? A może staje się niepotrzebna???
Ten projekt nie ma jeszcze noża na gardle (...)
"ministra" Bieńkowska
Ba, ten projekt nie będzie miał noża na gardle!
Wychodzi na to że konsultując plan zagospodarowania Śródmieścia, będziemy zajmować się... obwodnicą miasta. Dyrektor Rafalska stwierdza, że "urząd miasta nie ma wizji Śródmieścia". Nie ma wizji - to fakt. Ma jednak konkretną wizję komunikacyjną, która jest realizowana od wielu wielu lat, a związana jest właśnie z tranzytem w Śródmieśćiu. Nie dziwi mnie już nawet Statoil (przy Śliwy) czy parterowy McDonald's w centrum miasta, identyczny jak przy Gierkówce pod Częstochową czy na polu przy autostradzie A2, skoro w centrum Olsztyna buduje się ekrany przeciwdźwiękowe. Z hasła Piotra Grzymowicza, kandydata na prezydenta został tylko czasownik "przyspiesza". To nie Olsztyn, a ruski TIR w centrum Miasta O!grodu przyspiesza.
PS. Ciekaw jestem o czym dziś będzie w TVP Olsztyn, skoro ekipa tej regionalnej telewizji nie odwiedziła konsultacji. Póki co milczy także Gazeta Olsztyńska. Czy tak szerokopojęte Śródmieście stolicy regionu nie jest ważne?
A może ważniejszy jest kolejny wypadek samochodowy na Warmii albo wybór dziewczyny na (d)okładkę?

czwartek, 22 marca 2012

Bohatersko walczymy z problemami, których inne miasta nie tworzą

Można albo się spotykać albo pracować, powiedział słynny ekspert od zarządzania Peter Drucker, piętnując w ten sposób pracę przez odbywanie niepotrzebnych spotkań - plagę w wielu firmach. W warunkach olsztyńskich sparafrazować to można mówiąc "można budować obwodnice (liczba mnoga) albo badać w laboratoriach jak się te obwodnice buduje".

Media z Polski wchodniej (źródło) donoszą, że Białystok buduje system 3(!) obwodnic miejskich, po to aby odciążyć ścisłe centrum od ruchu samochodowego (TIRów w szczególności):
"Przed końcem 2020 roku Białystok będzie miał kompletny system trzech miejskich obwodnic. Obwodnice sprawiają, że ruch samochodowy w mieście odbywa się sprawniej, płynniej, a przez to utrudnienia na drogach są mniejsze. Dlatego od paru lat Białystok konsekwentnie inwestuje w modernizację ulic, tworzących trzy ringi, ułatwiające poruszanie się po mieście. Nie bez powodu – taki kierunek wytyczyło studium transportowe, opracowane przed kilku laty na zlecenie urzędu miejskiego."

Udrażnianie ruchu w Białymstoku:
"Co dają miastu obwodnice? Znakomite połączenia między dzielnicami, z możliwością ominięcia najbardziej zazwyczaj zatłoczonego centrum. Dzięki temu strefa śródmiejska stanie się mniej obciążona ruchem. Widać to najlepiej, gdy spojrzy się na dużą obwodnicę Białegostoku – da się nią przejechać dołem lub górą miasta z najbardziej odległych dzielnic na antypody."

Prorok jakiś czy co w tej białostockiej gazecie? Oni to wszystko wiedzą, a my  przerabiać na własnej skórze wprowadzanie ruchu do centrum a potem szukanie sposobu na zmianę tej sytuacji. W międzyczasie  (potrwa to 10 lat) kierowcy spalą tony paliwa w korkach, stracą tysiące godzin czasu, mieszkańcy nałykają się ton CO2 i innych świństw. Tak to jest jak drogowcy rządzą miastem. Budują nie tak jak dobrze dla miasta ale tak gdzie najłatwiej i gdzie można szybko załatwić pieniążki (np. z UE) i jeszcze szybciej je wydać. Koszty społeczne, których nikt nie liczy takiej polityki ponosimy my.

Spójrzmy na komunikacyjnego "pająka Grzymowicza" jakiego nam fundują. Całość oparta na anachronicznym, gwiaździstym układzie głównych ulic, które spotykają się w kilku głównych miejscach (czarne strzałki). Na czerwono zaznaczone główne osie komunikacyjne, które udrażnia obecna ekipa. Udrażnianie ma różny przebieg:
- budowa nowych ulic - np. Nowa Artyleryjska
- poszerzanie starych, śródmiejskich ulic - Limanowskiego, Wojska Polskiego
- plan poszerzenia starych, śródmiejskich - Partyzantów, Bałtycka
- grodzenie oraz likwidacja przejść dla pieszych, budowa przejść podziemnych - Piłsudskiego
- budowa tzw. buspasów - Warszawska, Śliwy, Niepodległości


Pająk Grzymowicza
W ten sposób gdziekolwiek jedziemy (oczywiście nie licząc krótkich podróży, albo wybranych tras jak z G do F czy z E do D) musimy przejechać przez któreś z 5 skrzyżowań (oznaczone strzałkami). A zielone kółeczko to wręcz przyszła strefa śmierci. Tak naprawdę zima pokazała, że wystarczy blokada skrzyżowań pod ratuszem i Sikorskiego-Pstrowskiego aby całe miasto stanęło.

Hitem jest trasa z punktu A do E - w nomenklaturze ratusza "obwodnica śródmiejska". Brzmi to jak pizza wegetariańska z kiełbasą. I tak też jest w praktyce, tak zarysowana obwodnica prowadzi 200 metrów od ratusza i 100 od teatru a potem do ulicy Partyzantów, która ma być poszerzona do 2 pasów w obie strony. A tą trasą wiedzie droga krajowa nr 16 , którą możemy spodziewać się ruchu tranzytowego na linii kraje nadbałtyckie - Niemcy. W założeniu pomysłodawców na całym odcinku miasta ma być rozbudowana do standardu 2x2 tak aby TIRy nie musiały specjalnie się oszczędzać. Jak dla nas to ewidentnie coś jak cięciwa, a nawet średnica - idzie po linii prostej przez sam środek. Trzeba mieć jakieś kosmiczne tabletki matrixowe aby uwierzyć w tą obwodnicę.
Pająk Grzymowicza ma jeszcze tą wadę, że jak udrożnimy trasy przez centrum to pani Bieńkowska na pewno nie da nam pieniędzy na obwodnice. W Polsce obwodnice buduje się tylko jak jest naprawdę źle, a skoro TIRy będą mogły gnać 300 metrów od ratusza to będzie dobrze. "Ten projekt nie ma jeszcze noża na gardle (...) - powiedziała w Olsztynie Elżbieta Bieńkowska, minister rozwoju regionalnego.  Budując autostrady przez centrum miasta pan Grzymowicz znakomicie udowadnia pani minister rację !!! Nie ma noża na gardle, puścimy ruch przez miasto ogród, wszystko jest w porządku :)
fot. gazeta.pl
Na zdjęciu zadowoleni z siebie, nie mamy noża na gardle, wszystko gra, mamy czas.
 
A teraz przysłowiowy gwóźdź programu. Co do Białegostoku to wspomniane 3 obwodnice to tylko obwodnice miejskie. Do 2016 GDDKiA dołoży tzw. dużą obwodnicę, przebiegającą kompletnie poza miastem:


Jaka jest odpowiedź Olsztyna? Laboratoria drogowe!

Jedno uruchomiła w lutym GDDKiA (źródło), 
"Dotychczasowa siedziba laboratorium znajdująca się w piwnicach budynku biura GDDKiA w Olsztynie stała się niewystarczająca dla coraz nowocześniejszych technologii i urządzeń stosowanych w badaniach jakości dróg oraz skali inwestycji drogowych prowadzonych przez olsztyński oddział GDDKiA."
Drugie wkrótce UWM zbuduje drugie (źródło). 
"Za kilka lat jakość dróg w naszym regionie poprawi się zauważalnie. Skąd taka pewność? Uniwersytet Warmińsko-Mazurski zaczyna nową ważną inwestycję - budowę laboratorium drogownictwa."
A my wiemy, że z laboratorium czy bez i tak kruszywo będą kradli a asfalt będzie pękał:) Taki kraj.Od zbudowania laboratorium jakość dróg się nie poprawi, ale autor tekstu ma pewność, że jedno idzie w parze z drugim. To może UWM stworzy pracownię alchemiczną? Da nam to pewność, że za kilka lat będziemy mieli kieszenie wypchane złotem.

Będą badać, eksperymentować, robić projekty, pisać raporty, publikować prace badawcze, klepać nadgodziny, pobierać granty, kupować nowy sprzęt, pozyskiwać środki unijne na etaty i komputery, jeździć na szkolenia, pisać wnioski. Olsztyński matrix jest w takie Gierki nie do zdarcia. No właśnie, jak za Edwarda Gierka w tym mieście. Mówią, że SUKCES i ROZWÓJ a jak się nie zgadzasz to wyjeżdżaj. Taki jest wybór.


poniedziałek, 19 marca 2012

Olsztyn "wydaje", ale za mało "korzysta"

Olsztyn jest na dość wysokiej pozycji jeśli chodzi o wydawanie unijnych pieniędzy. Wydaje się dużo: na tramwaje, nowe drogi, filharmonię, planetarium, place. Prezydent chwali się zestawieniami w których pokazuje ile wydano. Problem polega na tym, że rankingi mogą wskazywać jedynie ile się "wydaje" a nie ile jest "wykorzystanych".

Nie ma różnicy? Jest. Pierwsze słowo zawiera w sobie czasownik "dawać" i faktycznie wydawanie unijnych środków dużo daje firmom które roboty wykonują. Z samym "wykorzystywaniem" jest nieco inaczej, bo jak zmierzyć "korzyści"? OK. Bezsprzecznie można mówić o korzyściach firm, które korzystają z kontraktów, ale najważniejsze powinny być przecież korzyści społeczne! Te są słabo mierzalne więc najczęściej się nimi nikt nie zajmuje, a szkoda.

"Budujemy za unijne pieniądze" - ile to już razy słyszeliśmy. Po pierwsze "unijne" to już po części "nasze" tak mniej więcej od 1. maja 2004 r., a po drugie: unia dofinansowuje a nie finansuje, zatem trzeba mieć swój wkład własny. W domyśle przyjmuje się, że skoro to tylko część, to warto. Z punktu widzenia księgowego jak najbardziej tak. Ale, skoro np. zmodernizowany plac wybudowany parking Solidarności i tak nie jest w wersji docelowej, bo jak sami ratuszowi przyznają: "w przyszłości powinien tu powstać parking wielokondygnacyjny" tzn. że za 2,6 mln złotych zbudowano parking na kilka(naście) lat. Jeśli będzie to 10 lat na przykład to okaże się że jedno miejsce parkingowe przy koszcie blisko 20 tys. zł kosztuje ok 320 zł miesięcznie, z czego 100 złotych z kasy miejskiej (reszta z unii). I to bez uwzględniania wartości pieniądza w czasie! Strata społeczna jest jednak największa z tego tytułu że dotacje można było wydać gdzieś indziej, gdzie powstałby np. parking docelowy.

Co do pozostałych placów to można tylko liczyć na korzyści społeczne polegające na tym, że będą mieli fajne miejsce, w którym będzie się działo coś co dotychczas nie mogło mieć miejsca. Świecące pały pod ratuszem nie przypadły do gustu mieszkańcom. Plac Jana Pawła II pozostaje miejscem betonowym przy jednokierunkowej trzypasmówce - tu nie ma szans na odpoczynek, trudno spodziewać się tu udanych imprez skoro po plecach ludziom będą jeździły samochody.

Trudno oczekiwać żeby zagospodarowanie brzegów Jeziora Krzywego miało przynieść wysoki mnożnik inwestycyjny w postaci finansowej, ale można powątpiewać także w wymierne korzyści społeczne skoro nawet do starych i brudnych obiektów dostęp jest mocno ograniczony. A co dopiero mówić o wizji opierająca się na otwartości nie tylko dla ludzi, ale i otwartości na inne jeziora, który dawałby ogromne efekty synergii?

Kolejna inwestycja też jest za niemałe pieniądze: to budowa ulicy Artyleryjskiej. Droga krajowa choć z opóźnieniami to jednak powstaje. W środek miasta zostaną wpuszczone ruskie tiry i tym samym wiecznie planowana obwodnica nie będzie dawać już takich korzyści jak wcześniej, zatem i motywacja Warszawy do jej sfinansowania będzie mniejsza. Kasę na obwodnicę dostanie jakieś miasto powiatowe w którym mieszkańcy będą protestować, przywiązywać się do znaków, blokować tranzyt. U nas jest odwrotnie: my tranzyt do miasta sami zapraszamy (robią to za nas demokratycznie wybrane władze), tłumacząc to tym, że unia innych niż krajowe nie sfinansuje.
Zatem droga tranzytowa powstaje. Ta droga jest już tak ważna i jest już takim priorytetem, że znaczenia nie ma tu pieszy. Przy projektowaniu ciągów dla nich totalnie zapomniano o tym, że one mają im służyć do chodzenia a nie oglądania z poziomu trawy. Chodniki są tak zaprojektowane by pieszy miał jak najdalej (zacznie jeździć samochodem). Tunel przy Dworcu Zachodnim nie daje możliwości wyjścia w kierunku Jeziora Długiego i np. przystanku przy Bałtyckiej. Korzyści nie osiągnięto także przy okazji przebudowy w okolicach 1-go Maja/Wojska Polskiego. Powielono jazdę na około i wymianę wiaduktu, czyli wariant bez zmian, tylko odnowienie. Rozwiązanie nie przybliża do Śródmieścia potencjału Koszar Dragonów - samo "administracyjne" włożenie go do terenu konsultowanego Śródmieścia nic nie daje, skoro i tak wcześniej odcięto je drogą krajową.



Właśnie ta polityka wiecznego poprawiania, w obliczu sporych możliwości na konkretne zmiany Olsztyna jest największym zaprzepaszczeniem obecnej władzy. Tu nie ma wizji, tu są jedynie punktowe działania. Jest dziura? To ją załatamy. Nie ważne że przy okazji przebudowy drogi można nie tylko załatać dziurę, ale także zintegrować różne dzielnice z centrum, zlikwidować bariery, stworzyć ciągi piesze tam gdzie są potrzebne.
Nie budujemy ścieżek rowerowych? Jak to nie?! Budujemy: przy samej Bałtyckiej co będzie szerokim wlotem do miasta, przy tranzytowej Artyleryjskiej, pod górę Obiegowej. Nie ważne że ich używanie będzie związane z jazdą w smrodzie, hałasie a do tego pod górę i bez cienia drzew które się wycina. Ważne że jest ścieżka. Niewiele lepsza bo głównie składająca się z dużych nachyleń powstanie na Nowowiejskiego podczas gdy totalnie płaski i "zielony" odcinek wzdłuż Łyny, który połączyłby noclegownie z centrum pozostaje niezagospodarowany. Tylko od czasu do czasu wedrze się tam jakiś hamulcowy co nie chce korzystać z tego co mu daje asfaltowo-betonowy rozwój.

Ścieżkę będziemy mieć i pokażemy ją w zestawieniu dla unii, a jak będzie mniej uczęszczana to może zaraz ktoś nie wytknie że po jednej zimie jest dziurawa.

środa, 12 października 2011

Wiadukt kryzysowy

Od dłuższego czasu walczę z piszącymi o powstałym nowym wiadukcie nad torami kolejowymi, że to "wiadukt łączący Aleję Wojska Polskiego z Aleją 1-go Maja". Moim skromnym: jeśli już z Al. Wojska Polskiego (jeśli nie: Artyleryjską) to bardziej on łączy ulicę Marii Skłodowskiej-Curie, ewentualnie: Partyzantów.


W Olsztynie zaprojektowano nowy wiadukt w miejsce starego, mimo iż do większych zmian w tym temacie była świetna okazja. Już Niemcy przed wojną planowali wiaduktem połączyć oba odcinki Hindenburg-Strasse tj. dzisiejszych ulic 1-go Maja i Wojska Polskiego. Po wybudowaniu wiaduktu w innym niż pierwotnie zakładano miejscu (tak wybudowali, bo zabrakło pieniędzy w wyniku powstałego kryzysu gospodarczego) nieliczne pojazdy musiały nadrabiać drogi. No ale wtedy opłacalność takiej inwestycji była zupełnie inna: dziś wiadunktem przejeżdża nie kilkanaście koni, a kilkanaście tysięcy samochodów. Przez taki kryzysowy wariant wiaduktu Niemcom mało racjonalne wydawało się z czasem utrzymywanie jednej nazwy dla rozdzielonej ulicy. W 1914 roku Guttstadter-Chaussee na odcinku dzisiejszej 1-go Maja nazwano Hindenburg-Strasse. Na marginesie: 19 lat później odcinek dzisiejszej Wojska Polskiego przemianowano na Adolf Hitler Strasse.

Oczywiście fajnie by było gdyby dziś nowy wiadukt połączył właśnie dwie życzeniowe aleje np. podziemnym przejazdem w linii prostej. To droższe rozwiązanie dla inwestora, ale zdecydowanie tańsze w użytkowaniu przez mieszkańców. Tym bardziej jeśli przy okazji przekopu ucywilizowałoby się przejście dla pieszych, które dziś przypomina zejście do piwnicy a nie przejście piesze które łączy dwie znaczne części Olsztyna. Zresztą przy okazji budowy, ściany tunelu już były zagrożone, cudem przejścia nie zamknięto. Jak już Artyleryjską puszczą tiry to przejście trzeba będzie zamknąć - zakład?

Trzeba wiedzieć, że korki które powstały przy okazji budowy łatwiej mogłyby być zlikwidowane właśnie gdyby wybudowano przejazd na wprost, a nie slalom który zafundowali nam już przed wojną Niemcy. Dla jadących Aleją Wojska Polskiego przydałaby się wtedy skorelowane światła przed torami i za nimi ("tiaaa nie możliwe" już słychać przy Szrajbera). Byłyby to dwie współpracujące ze sobą sygnalizacje w miejsce dwóch bardziej oddalonych od siebie i - co jest dużym minusem wprowadzanego rozwiązania - jednym opierającym się na dużym strumieniu skręcających w lewo. Z czym to się wiąże w Olsztynie? Wiadomo, kolejne ok. 2:30 czekania na zielone na skrzyżowaniu z ruchem zegarowym. Przejazd bez slalomu ograniczyłby kręcenie dla jadących do centrum nową Artyleryjską, choć jakoś specjalnie na tym by nie zyskali. Ale, o czym tu mówić skoro obwodnica Śródmieścia będzie wpadać do Śródmieścia (czyt. Artyleryjska do czteropasmowej (!) Partyzantów).
Ale wróćmy na razie do tych co jadą z północy. Ile za nowy olsztyńsko-unijny slalom płacą?

Różnica w dwóch wariantach wynosi ok. 193 metry. Dla jeżdżących 5 dni w tygodniu do pracy i z powrotem plus np. jeden raz do centrum w weekend daje to 111 km rocznie, przy spalaniu minimum 12 l / 100 km, bo przecież to po mieście i głównie ruszanie i zatrzymywania. Jakby nie patrzeć jakieś 68 zł rocznie jeden samochód traci na samym paliwie. Samochodów przejeżdża, no właśnie ile? Obstawiam, że ponad 20 tys. na dobę. Daje to koszty ok 1,4 mln zł rocznie. A przecież inwestycja taka jest planowana na -dziesiąt lat. Zatem...

Kalkulacji nie ma. Liczy się tylko to, że to MIASTO pozyskało fundusze unijne i to MIASTO je wydaje, i to MIASTO o nich decyduje. Mieszkańcy się nie liczą, konsultacji nie trzeba prowadzić, albo się je prowadzi w ten sposób, że urzędnicy "rozmawiają do mieszkańców".

A może chodzi o co innego? Czyli puszczenie tranzytu z Artyleryjskiej w Partyzantów jak najkrótszą drogą? Zatem nazywajmy rzeczy po imieniu: Partyzantów będzie drogą tranzytową! A w całej tej inwestycji miejskiej chodzi o ruch Artyleryjska - Partyzantów - Limanowskiego.

sobota, 10 września 2011

Urzędnicy na lekcję do warzywniaka!


Pani Teresa z warzywniaka w mojej okolicy ostatnio tak mi argumentowała brak pietruszki: - Ta którą mogłam kupić na giełdzie jest miękka, znaczy nieświeża, dlatego kupiłam więcej marchewki! - Ale przecież marchewka to nie to samo co pietruszka! – odparłem. - Proszę pana. – dalej ze spokojem tłumaczy mi ekspedientka - Ktoś kto chce kupić pietruszkę planuje gotować obiad. Gospodyni domowa dobrze wie, że lepiej jest zrobić obiad ze zdrowo wyglądających świeżych warzyw. W końcu chodzi o przygotowanie smacznego obiadu, a nie samo kupno pietruszki! …Jak pan naprawdę chce to mam tutaj jeszcze wczorajszą pietruszkę. Chce pan? – bez jakiegoś zachęcania pytała mnie ekspedientka. Faktycznie pietruszka wyglądała średnio. Zapakowałem więc marchewkę, po drodze kupiłem jeszcze gazetę i poszedłem do domu, gdzie musiałem tłumaczyć swój wybór. Skorzystałem przy tym z filozofii pani Teresy. Byłem nieco zdziwiony jak szybko ta argumentacja została przyjęta ze zrozumieniem płci pięknej w moim domu, która w tym dniu była odpowiedzialna za przygotowanie posiłku. Dodam tylko, że obiad był pyszny!
Gdy już przyszedł czas na czytanie gazety, wpadłem na tekst o komunikacyjnych problem Olsztyna, i tu: (…) mieszkańcy stoją w korkach, musimy budować estakady!, Nad Sikorskiego, nad Rondem Ofiar Katastrofy Smoleńskiej, i jeszcze wiele nad... - dyrektor Gustek jak z rękawa sypie miejscami w których potrzebne będą drogie podniebne inwestycje. Nie oszczędza nawet okolic jezior, które – jak wynika z innych wypowiedzi masy urzędniczej – mają dawać mieszkańcom chleb (Rozwijajmy turystykę! Mamy 15 jezior na terenie Olsztyna!). I tutaj przypomniał mi się wykład pani z warzywniaka, który wbrew pozorom przydałby się urzędnikom. Czy strategia komunikacji ma się ograniczać do ułatwień w komunikacji samochodowej? Czy rozwiązaniem problemów mieszkańców w zakresie komunikacji może być tylko budowa kolejnego pasa asfaltu lub estakada? A może inwestycje w drogi spowodują że jeszcze więcej mieszkańców będzie jeździć samochodami tak jak chętniej kupują marchew niż pietruszkę? I wreszcie: czy mieszkańcy chcą jeździć samochodami czy chcą przede wszystkim szybko dotrzeć do domu, pracy, szkoły?
W planie dla komunikacji w mieście nie ma analizy zachowań mieszkańców (klientów), którzy chcą zrealizować dany cel czyli dotrzeć z miejsca na miejsce (ugotować obiad), bo to wg MZDiM: pojęcie z socjologii, która nijak się ma do transportu (patrz: platforma konsultacji społecznych UM). Mamy zatem jedynie analizę pod kątem jak odmłodzić marchewkę, czyli co zrobić by ulicą jechało więcej samochodów. Momentami obskrobuje się ją tak, że zostaje sama nać. Ścieżka rowerowa to w Olsztynie już inne warzywo i inny temat, transport autobusowy - tak samo.
Warto w tym miejscu pochylić się nad jedną z pierwszych lekcji ekonomii w której mowa o zmianach w wielkości popytu na dane dobro przy wzroście ceny, ograniczeniu dostępu do dóbr alternatywnych lub ich zmian jakościowych. Wróćmy do korzeni… albo może lepiej podstaw… bo już za dużo o warzywach: 1. Jeśli inwestuje się w drogi poprzez budowę nowych, poszerzenie starych czy likwidację przejść dla pieszych to należy się spodziewać większej ilości samochodów. 2. Jeśli inwestuje się w ścieżki rowerowe, budowę nowych, remonty czy połączenie istniejących odcinków, to wzrośnie liczba rowerzystów. 3. Jeśli inwestuje się w nowe (a przy tym nowoczesne) autobusy to wzrośnie liczba chętnych do jazdy MPK.
Obecnie problemem jest także to, że pietruszkę (ścieżki rowerowe) sprzedaje się tylko w pakiecie z marchewką (nowymi inwestycjami drogowymi), a cena selera (transportu autobusowego) jest już tak wysoka że coraz mniej klientów go kupuje i wybrało marchewkę albo nie je warzyw wcale co jest przyczyną wielu chorób: tym którzy jadą z jednego końca na drugi koniec Olsztyna i zarabiają tysiąc zł już przestaje się kalkulować jeździć do pracy! Wolą zasiłek. Wielkość popytu na seler spada także dlatego że jak się okazuje wartość kaloryczna jest niska ze względu na długi termin jego przechowywania (czas przejazdu) w zbyt ciepłym pomieszczeniu (brak klimatyzacji w wielu pojazdach).
Zaczyna się Europejski Tydzień Transportu Zrównoważonego. Pierwsze wypowiedzi urzędników dają pewne nadzieje. Warto zwrócić uwagę, że zgodnie z regulaminem udziału w ETZT (pkt. 4.) wskazuje się na obowiązek wprowadzenia przynajmniej jednego praktycznego, trwałego działania. Może nim być np. wyłączenie jednej ulicy z ruchu samochodowego na stałe. Zatem, czy jest to konkretny ruch Ratusza w kierunku zrównoważonego transportu i zmiana polityki w tym zakresie czy jest to po prostu tylko taka forma obchodów Tygodnia oceńcie sami.