Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przestrzeń publiczna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przestrzeń publiczna. Pokaż wszystkie posty

środa, 12 czerwca 2013

Olsztyn kocham ale jest brzydki

Czas to w końcu zaakceptować. Olsztyn posiada pewne oczywiste walory związane z położeniem, poza tym odziedziczył "po Niemcu" sporo wysokogatunkowych budowli (zamek, kościoły, szkoły, koszary, szpitale, kamienice). Budowle te robią wielkie wrażenie, na nieznających tego typu architektury przybyszach np. z Mazowsza i powodują opinię, że jest ładnie.
Tymczasem wcale tak nie jest - aby próbować to zmieniać, trzeba przede wszystkim zaakceptować stan faktyczny a nie udawać. Docierają do nas głosy, że poprzez dokumentowanie i piętnowanie brzydoty, dewastacji przestrzeni publicznej i bezguścia szkodzimy naszemu miastu. Co za nonsens!
Naturalnym odruchem cywilizowanego człowiek na bród i smród jest woda i mydło a nie zatykanie nosa!

 
Olsztyn jest miejscem gdzie działa zasada "zewnętrznego autorytetu". W opinii większości mieszkańców Hołek może łamać przepisy ruchu drogowego bo to przecież człowiek sukcesu, krytykować go mogą tylko "zawistni zazdrośnicy". Normalny człowiek pada przed nim plackiem, bo to przecież Hooołek.
 
Podobnie w innych sferach życia, co typowe dla społeczeństw postkolonialnych w Olsztynie szacunkiem cieszą się różnego rodzaju ludzie na stanowiskach lub z pieniędzmi. Nieważne czy mądry czy głupi, czy zarobił czy ukradł czy postępuje etycznie czy egoistycznie. Jeśli jest to np. prokurator, albo radny, albo właściciel piekarni to statystyczny Olsztynianin darzy takiego sporą dozą lęku, podziwu i uznaje jego wyższość. To taki objaw częsty w społecznościach gdzie panuje niewiara we własne siły i możliwości a wszelki przywilej upatrywany jest jako pochodzący od "pozycji" społecznej". Także przywilej posiadania własnego zdania.
 
Pisaliśmy od dawna, że Olsztyn brzydki jest. Łamie to oficjalne stereotypy np. Olsztyn kocham, Olsztyn jest piękny, Olsztyn moja mała Ameryka. Niewielu się z nami zgadzało. Jeśli piszą o tym na ogólnopolskich stronach Rzeczpospolitej i Gazety Wyborczej to może ten "autorytet zewnętrzny" w końcu wytłumaczy to skutecznie mieszkańcom. Pomarzyć można, że kiedyś Hołek albo Norbi powiedzą, że jest brzydko... A jakby Mamed Khalidov powiedział prawdę prosto w oczy, że jest brzydko to na pewno by się rozjaśniło w łepetynach i odetkałyby się nosy. Bo przecież jak sam widzę, że jest syf to nie może być prawda, ale skoro Mamed mówi...
To taka dygresja o tym jak działa mechanizm autorytetu, ostatnio GO opublikowałą wywiad z Mamedem - który mocno filozofował. Taka kolejna ciekawostka olsztyńska, rozumiem, że Mamed jest dobry w biciu po gębie ale żeby zaraz publikować wykłady ex cathedra, w których facet tłumaczy nam otaczający nas świat a dyplomem "admy" z UWM chwali się jak habilitacją? Koniec dygresji.
 
Ostatnie olsztyńskie sukcesy to także nasza zasługa!  Wylansowaliśmy "olsztyńskiego gałdiego", który zajął drugie miejsce w konkursie Makabryła 2012. Naszą uwagę na ten budynek zwrócił w 2011 roku Warmiak z dziada, pradziada, taki który rozróżnia fyrtel od zydlunga. Nic dziwnego, że takiego, rozpychająca się w Olsztynie brzydota kole w oczy.
 


Już po kilku dniach gałdi był tematem u u pana Kursa - a stamtąd krótka droga do konkursu Makabryła organizowanego przez jeden z portali grupy Agora.

Jeszcze lepiej poszło nam z tym zdjęciem, które ilustrowało m.in. artykuł o Malborku zwanym Versalem
 
 
 
 
 
Wysłane przez FRO na konkurs Miastoszpeciciela podbiło Polskę. Trafiło na ogólnopolskie strony największych gazet. O Olsztynie znowu zrobiło się głośno.
Tylko P. Grzymowicz tkwi nadal w swoim cielęcym zachwycie, bo przecież o takim mieście marzył wyjeżdżając z Nowego Miasta Lubawskiego. Wmawia, nam, że jesteśmy drugim Londynem a tymczasem straszy!

 
 



niedziela, 30 grudnia 2012

Chamstwo kwitnie, kultura w odwrocie

Znowu czas wylać trochę żółci na to otaczające nas dziadostwo. Wokół nie ma nikogo kto by to napiętnował. W tym mieście po prostu odechciewa się żyć.
Coraz częściej dochodzę do wniosku, że Olsztyn to miejsce, gdzie chamstwo i bezczelność kwitną. Można narzekać na Drzewomiła Betonowicza, ale jakie szkody czynią miastu sami mieszkańcy? Kulturalni, szanujący porządek i przestrzeń publiczną obywatele są frajerami, których zalewa masa bezkarnych, przebojowych dzikusów, którzy nadają ton i pokazują, że nieważne zasady cywilizowanego współżycia, ważne łokcie i wiara we własne prawa. Oto kilka przykładów:

1. Parking pod Dukatem.
 W cywilizowanych krajach taki parking to miejsce na krótki postój, dla ludzi z pilnymi sprawami, typu odebranie żony z pełnymi siatkami albo odwiedziny w aptece. W Olsztynie zaś zatoczkę opanowali "reklamiarze" blokujący tak cenne miejsca parkingowe cały dzień. Stolarz z Ostródy decyduje o tym do czego służą miejsca parkingowe w najgorętszym punkcie centrum! Co więcej mało mu jednego miejsca, on jest sprytny jak baba z Radomia i podjeżdża transporterem z przyczepką na billbord!

Gdzie MZDiM? Tak trudno postawić tabliczkę  "postój do 30 min." ? Ale skoro w MZDiM siedzi beton, który pojęcia nie ma o nowoczesnym mieście, to pewnie nawet nie widzi problemu.

 
 2. Schody na Targu Rybnym
Kultowe miejsce dla wszelkiego rodzaju nuworyszy i buraków, którzy lubują się w blokowaniu przejścia parkując prostopadle do schodów i dojeżdżając zderzakiem do krawędzi budynku aby nikt się nie przecisnął. Trzeba takiego obejść naokoło i z nabożną czcią popodziwiać.

Sprawa jest znana od dawna różnego rodzaju Gustkom i Pliszkom z MZDiM, ale odpowiedź zawsze ta sama: "Niestety nic się nie da zrobić"





3. Tandente parkany reklamowe na Starym Miejście
Brzydkie to, wręcz tandetne, blokuje chodnik. Ale oczywiście straż miejska ma to głęboko, bo gdyby chcieli to mogliby solić mandaty za zajmowanie pasa drogowego. Ale po co? W kołchozie takie drobnostki są przecież na porządku dziennym.






4. Parkowanie
Na poniższym obrazku "dorobiony" gbur przyjechał na święta z Holandii. Oczywiście w Holandii nie podskoczy, parkuje jak prymus bo tamtejsza policja nie ma litości. W Polsce - tu mu wszystko wolno, więc wpieprzy się swoją blacharnią do centrum i zastawi chodnik! 



  
 5. Obklejacze
Taki to dla "dobrego interesu" swoimi gównianymi karteczkami zeszpeci i zdewastuje wszystko. Lampy, słupki, skrzynki rozdzielcze, bramy, rynny. Wiszą potem te zgniłe skrawki papieru toaletowego, całe miasto obklejone, lampy i rynny pokryte takimi liszajami zaczynają rdzewieć. Jest pięknie! Ale w kołchozie to już naprawdę drobnostka, o której nawet nikt nie myśli. 







6.  Królowie życia
Skoro pod sklepem są 3 miejsca dla inwalidów to jasne, że jedno albo dwa z nich można zająć!
Krysia poniżej - okaz zdrowia, ładny samochód, przez głowę jej nie przechodzi nawet cień myśli o tym, że ktoś może tego miejsca naprawdę potrzebować! Ona robi swoje zakupy i ma w d...



Komes! Na prawym siedzeniu drabina, brak ID dla inwalidy. Skoro skacze po drabinie to do sklepu na pewno dojdzie o własnych siłach. Czemu więc blokuje miejsce na wagę złota? To nic , że akurat było wolne, ale teraz jak inwalida podjedzie to już tego miejsca nie znajdzie.









W obu samochodach nie było plakietek stwierdzających inwalidztwo kierującego pojazdem.

piątek, 21 grudnia 2012

Kto marzy o betonowej plaży?

Wzbogacenie infrastruktury "okołoturystycznej" w Olsztynie jest potrzebne, ale warto sie zastanowić czy  przedsięwzięcie w formie zaplanowanej przez ratusz jest rozwiązaniem optymalnym? Przy okazji należy wprowadzić do debaty pojęcie kosztu alternatywnego, czyli kosztu utraconych możliwości. Nie zawsze bowiem ruch w dobrym kierunku oznacza wybór optimum. W naszym mieście zbyt często brakuje porównania opcji w miarę dobrej z takimi, które mogłyby być jeszcze korzystniejsze.

1. Za mało plaży w tej plaży.
 Krzywe to jezioro nieduże w dużym mieście, w związku z tym linia brzegowa to dobro szczególnie rzadkie i unikatowe. Po co więc budować kryte hale do squasha i siatkówki nad jeziorem skoro mogą one stać wszędzie? np na Jarotach czy w Śródmieściu?
To tak jakby Sopot wybudował na plaży przed Grand Hotelem halę sportową - czysta głupota. Planowane zagęszczenie budynków tuż nad wodą jest zbyt duże. Urokiem tej plaży było to, że przylegała bezpośrednio do lasu, który częściowo już wycięto.
Wszystkie wizualizacje pochodzą z artykułu Gazety Wyborczej i przygotowane zostały przez Dżus GK Architekci.
 
2. Przemieszanie funkcji plaży, mariny, gastronomii.
Dziwnym pomysłem jest budowanie mariny obok plaży. To niekomfortowe dla obu stron, niezbyt bezpieczne, poza tym wycieki z silników i deszczówka "myjąca" motorówki i jachty będą spływać bezpośrednio na kąpielisko. Do tego budynki z gastronomią i usługami a tuż obok mają pływać dzieci? Takie rzeczy w świecie się uwzględnia. Oczywiście w Olsztynie przeważą tłumaczenia typu: "A ile tam tych motorówek będzie" lub coś równie zacofanego. Ale czy ktoś chciałby się kąpać obok restauracji Przystań, gdzie woda nieprzejrzysta, a goście z imprez rzucają niedopałki, karmią ryby resztkami jedzenia a nawet sikają (potwierdzone opiniami naocznych świadków)?
 

3. Projekt to komercjalizacja plaży i otaczającej ją przestrzeni.
Projekt  przenosi balans z funkcji plaży jako kąpieliska miejskiego "dla ludu" w stronę betonowej infrastruktury dla nielicznych. Dolepienie takiego kompleksu do plaży, która i tak w upalne letnie dni jest zatłoczona ograniczy cywilizowane warunki wypoczynku dla 175 tysięcy a stworzy warunki dla 3 tysięcy. Z drugiej strony w czasie gorszej pogody (a takich dni jest na pewno więcej) będą pewne możliwości aktywnego spędzania czasu - pytanie tylko dla kogo?
 
4. No i właśnie na przebijająca powoli z koncepcji "elitarność". Projekt idzie w stronę przekształcenia małego jeziora w stronę miejskiego zbiornika wodnego nie dla mieszkańców ale dla "elit". Przemysłu turystycznego i tak nie stworzymy to po co silić się na drugą Chorwację skoro stać na nią będzie tylko nielicznych. Tłumów turystów spoza Olsztyna i tak nie będzie. Rosjanie z dolarami nie przyjadą. Nie mam nic przeciwko tworzeniu infrastruktury dla klientów o zasobniejszym portfelu ale fakt, że tworzy się ją za 70 milionów zł. publicznych pieniędzy jest trochę dziwny. W ten sposób powstanie inkubator dla wybranych biznesmenów, którzy wejdą tam ze swoimi restauracjami.

Całość nie wnosi wielkiej wartości dodanej dla przeciętnego plażowicza, pojawią się za to mariny, sauny, sale do squasha, fitnessy i restauracje z których skorzysta nieliczna część mieszkańców. Nie wierze, że z tego obiektu masowo korzystać będą mieszkańcy Olsztyna. Czemu? Skoro obecnie godzina wynajmu zwykłej Omegi w OSIR kosztuje 30 zł. to nie liczmy, że w nowych obiektach będzie tanio. Co więcej otaklować łódkę trzeba samemu a to w sumie oznacza 20-30 minut. Ogólnie klient na przystani OSIR jest nikomu niepotrzebnym dodatkiem, nic więc dziwnego, że żaglówki przez całe lato stoją przy pomoście.
 
Wychodzi więc na to, że kosztem 70 milionów góra urodzi mysz. Stolicą sportów wodnych nie zostaniemy, drugim Giżyckiem też nie, tłumu turystów z Polski cała ta impreza nie przyciągnie. Za publiczne pieniądze powstanie zabawka dla nielicznych, taki rozbudowany "kicerman" - restauracyjka oraz marina dla kilkudziesięciu bogatych właścicieli jachtów. Niby nic w tym złego, ale czemu akurat na to wydawać publiczne pieniądze?

Zamiast zaczynać od mariny, sal do squasha i krytych boisk do siatkówki plażowej (samo określenie wzbudza śmiech:) należałoby by przede wszystkim:
- plażę uporządkować i zatrudnić kogoś do wyciągania śmieci z wody
- poprawić estetykę miejsca
- postawić prysznice - to taki standard, jeszcze niepolski ale popularny w Europie
- zbudować lepsze zaplecze sanitarne z czystymi i dobrze utrzymanymi toaletami i przebieralniami
- stworzyć wypożyczalnię sprzętu wodnego z prawdziwego zdarzenia w rozsądnych cenach
- wyraźnie odseparować cześć jeziora przewidzianą na kąpielisko od tych przewidzianych na restauracje i mariny
- zapewnić bezpośredni dojazd w pobliże plaży komunikacją publiczną

Ostatecznie dużo zależeć będzie od architektury i jakości wykonania, ale to co widać nie przemawia do mnie. Choćby ta wizualizacja. Jakieś pirsy portowe a za nimi bezpośrednio parking?


 

wtorek, 22 maja 2012

Tak się bawi, tak się bawi... Z K M

Tak się bawi, tak się bawi... Z K M... ale też Urząd Miasta Olsztyna. Dlaczego "bawi się"? Chodzi o place zabaw. Temat nie jest ekonomiczny? Nic bardziej mylnego! Inwestycja w najmłodsze pokolenie może dawać najwyższe korzyści społeczne, szczególnie w perspektywie starzejącego się społeczeństwa, a plac zabaw to dla wielu dzieciaków podstawowa przestrzeń publiczna w której spotykają nowych ludzi, poznają ich, stają się bardziej otwarci.
Oczywiście można długo o tym jak placów zabaw brakuje szczególnie w centrum miasta przez co wybór co do lokalizacji swojego wymarzonego "M" młode rodziny podejmują w sposób jednoznaczny wybierając blokowiska w polach i łąkach (o olsztyńskim sprawlu pisaliśmy już w pierwszym poście na tym blogu, a o samych przedmiejskich tutaj), a nie w starej części Olsztyna, bo tu place zabaw istnieją, ale mimo rekreacyjnych lokalizacji w parkach przy Łynie (1. przy Staszica, 2. koło Żaby) nie są nawet oddzielone jakąkolwiek barierą (i nie chodzi tu o tą w kolorze żółtym, bo dla dzieci to co najwyżej kolorowy trzepak), która zabezpieczałaby chociaż trochę przed nieobliczalnymi pomysłami dzieciaków.

Miasto oczywiście nie zapomina o dzieciach i proponuje "nowoczesną alternatywę" na miarę XXI w. czyli wirtualny plac zabaw. Miasto-ogród wspaniałomyślnie przyciąga dzieci przed monitory komputerowe! No tak, może takie e-dziecko w przyszłości nie będzie protestować przeciwko laniu asfaltu jak społecznicy w większości wychowani na podwórkach, które całe dnie były pełne za sprawą wyżu demograficznego z lat 70-tych i 80-tych. E-dziecko będzie w przyszłości podziwiać miasto z perspektywy wizualizacji stadionów, placów, galerii handlowych, perfekcyjnych rozwiązań komunikacyjnych. W tworzeniu pięknych wizualizacji obecny Prezydent Miasta jest mistrzem świata. Na obrazkach nawet świecące pały są ładne!

Odnośnie samego e-placu zabaw: czy ktoś w Ratuszu faktycznie wierzy że takim miejscem na stronie Ratusza jest w stanie konkurować ze specjalizującymi się w atrakcjach dla dzieci serwisach Disney'a, Lego czy chociażby polskich dostępnych w większych portalach internetowych (np. Sieciaków czy Buliby)? Jaką potrzebę olsztyński wirtualny plac zabaw zaspokaja, której nie jest w stanie lepiej obsłużyć inny serwis??? Może lepiej podać parę linków do profesjonalnych stron i nie bawić się za publiczne pieniądze? Może lepiej zbudować realny plac zabaw w mieście-ogrodzie...

To że miasto nie myśli o jednym placu zabaw widać po serwisie ZKM! Tak, tak, ten sam co niedawno zapewniał obsługę po węgiersku i albańsku(!) Dziś w serwisie odnajdujemy właśnie miejsce dla dzieci. Żeby nie było... musi to być chyba jakiś elitarny plac zabaw, a może wydzielony dla pracowników ZKM, bo nie dostaniemy się do niego "z ulicy". Potrzebny jest login, którego nie jesteśmy na stronie zdobyć. Nawet jak podamy maila to okazuje się że nie jesteśmy w bazie. Kto zatem jest w bazie? I jak się do niej dostać? Nawet nie pytamy, bo pytaliśmy jeszcze w ubiegłym roku o przychody ze sprzedaży biletów i okazało się że księgowość jest zbyt trudna w ZKM by to policzyć. Rzecznik prasowa ZKM obiecywała że dane udostępnią do końca marca br., ale jak wiele spraw w Olsztynie... pojawiło się parę innych skandali i już nie było czasu zapytać a zatem i ZKM się nie chwalił.

Nieuzasanionej podwyżki cen biletów nie odpuścimy. Wkrótce powrót cyklu "na gapę" i odpowiedzi ZKMu lub jej braku. Zabawa się skończyła.

wtorek, 8 maja 2012

UWM buduje makabryły

Naiwny były ten, kto spodziewał się że napływ manny z nieba w postaci pieniędzy unijnych dla UWM pobudzi ambicje aby wydawać je, tak aby wzbogacić architektonicznie miasto i jednocześnie rozwijać potencjał Kortowa jako miejsca wyjątkowego. Wybrano utartą ściężkę bazowania na tym co zrobili Niemcy oraz tzw. komuna, szczególnie ta we wczesnej fazie. Taki chociażby budynek wydziału Bioinżynierii (socreal zdaje się) bije na głowę to co zafundował sobie UWM przez ostatnie lata.
A tymczasem inne wyższe uczelnie pokazują, że można zbudować obiekty, które na pewno będą zauważone, a wręcz mogą stać się rozpoznawalnym symbolem uczelni. Przecież taki skok inwestycyjny nie powtórzy się przez najbliższe kilkadziesiąt lat, a może już nigdy, więc oczywiste jest, że trzeba było budować na lata a nie na dziś. UWM wybrał aby budować dużo ale byle jak.
Przykładowe ciekawsze realizacje, które pokazują, że można zbudować coś co wzbogaca miasto i przyczynia się do kreowania wizerunku uczelni wyższej:

Wydział Matematyki i Nauk Informacyjnych Politechniki Warszawskiej
www.gazeta.pl

Wydział Prawa, Administracji i Ekonomii Uniwersytetu Wrocławskiego,
www.archinea.pl

Instytut Biotechnologii Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego,
www.kul.pl

A teraz spójrzmy na olsztyński dorobek, sztandarowy obiekt to biblioteka, której elewacja powala swą nachalną sztuczną monumentalnością i pseudo klasycyzmem.

fot:http://www.ro.com.pl

Tu krańcowy przypadek tandety i infantylizmu. Architektura rodem z przemysłowych przedmieść. Niejeden salon samochodowy albo zakład przemysłowy bije ten obiekt na głowę. To centrum konferencyjne UWM - czyli wizytówka uczelni dla potencjalnych gości.

Poniżej coś co kojarzy nam się nieodparcie z silosem rakietowym, a za nim jakieś centrum kontroli lotów? Wszystko zdehumanizowane, mimo , że wydział humanistyczny, pozbawione małej architektury i ścieżek dla ludzi! Każdy student humana wie jak ciężko z tego fortu wydostać się na piechotę do przystanku autobusowego.
fot: wikipedia
Na koniec powierzchnia, która idealnie nadawałaby się na miejsce dla ludzi, wyobraźmy sobie tutaj trawę, ławki i studentów z książkami, może parę drzew? Skądże znowu, UWM tak mocny kierunkami przyrodniczymi wybetonował wielkiego "grzymowicza" w postaci kilku hektarów polbrukowego parkingu. Cywilizowany świat chowa parkingi pod ziemię albo na tył budynków, UWM zgodnie z olsztyńskimi trendami chwali się jaki to park maszyn posiadają wykładowcy i studenci. 
Prowincjonalna uroda tego miejsca jest wręcz przygnębiająca.
fot:http://tajemnicaolsztyna.bloog.pl
Niestety UWM zorganizował jeszcze jakieś środki na dalszą rozbudowę swoich obiektów, a zwycięski projekt to połączenie szerokiego prospektu automobilowego z budynkami w stylu późnego NRD. Gdzie atmosfera uniwersytetu? Gdzie tereny dla ludzi? Z eko-kampusu nad jeziorem robimy betonowego molocha, zwykłą dzielnicę biurową. Ten uniwersytet naprawdę mógłby mieć swój styl. Niepowtarzalny, wyjątkowy, nawiązujący do otoczenia i starej części Kortowa.
fot:www.gazeta.pl

A tymczasem projekty jak ten poniżej nie znalazły uznania w oczach władz UWM. 

fot:www.gazeta.pl
Czemu nudne projekty wygrywają a ciekawe przegrywają? Czemu o tym co i jak budować decydują ludzie jak się wydaje pozbawieni poczucia estetyki? Czemu nawet jeśli chcą dobrze to wychodzi tak jak zawsze? Część odpowiedzi znajduje się w poniższm artykule oraz dla bardziej wytrwałych czytelników w piśmie od SARP do rektora Górniewicza.

Nie daj Bóg wygrać konkurs architektoniczny na UWMie
List SARP

piątek, 17 lutego 2012

Dyktatura mniejszości czyli komu odpowiada ten układ.

Znajoma z Niemiec, pochodząca z Olsztyna pojechała kiedyś na młodzieżowy obóz jednej z niemieckich parafii katolickich nad polskim morzem. Na zakończenie obozu, przy ognisku, dwóch Niemców chwyciło się za łby i zanim ich rozdzielono solidnie się pookładali po twarzach. Ku zdziwieniu mojej znajomej zarówno artykuł w parafialnej gazetce jak i komunikat księdza w ogłoszeniach parafialnych brzmiał "Niestety uczestnicy wycieczki do Polski wrócili pobici, więc więcej tam nie będziemy organizować wyjazdów".
Podobny morał przebił się do olsztyńskich mediów z akcji zbierania podpisów pod PETYCJĄ w sprawie ograniczenie parkowania na Starym Mieście. W ciągu 2 godzin zebrano ok 200 podpisów  ale zainteresowanie wzbudziło głównie niekulturalne zachowanie dwóch przeciwników petycji. To byli ci słynni klienci,  którzy przyjechali samochodami zjeść obiad, potem poszli do drogerii, cukierni, fryzjera a na koniec kupili kwiatki u kwiaciarek, oddali książki do biblioteki i odebrali dzieci z przedszkola  -  w ten sposób pobudzili staromiejski biznes. Wszystko oczywiście w marzeniach obrońców obecnego stanu rzeczy. 
Podejrzewaliśmy, że cała ta obrona interesów przedsiębiorców to kwestia garstki ludzi, którzy przejęli ten teren na parking. Tam stoją ciągle te same samochody, z abonamentami albo plakietkami inwalidy. Korzyść dla ogółu mieszkańców jest niewielka. Rynek Starego Miasta został zawłaszczony, a tendencja jest taka, że najbardziej rozchwytywane miejsca są w ciągu pieszym Most Jana - Wysoka Brama.

Przedstawiamy kilka dalszych notorycznie parkujących na przejściu pojazdów:
Biały - ostatni jakby zaczął parkować trochę bardziej po lewej, oby tak dalej:)


Przybysz z Gdyni. Aczkolwiek ostatnio samochód uzyskał chyba olsztyńskie numery. Lubuje się w parkowaniu w otoczeniu kwiatów i kwiaciarek.


Kolejni stali bywalcy poniżej:
Ci panowie wyglądają groźnie liczymy, że mają poczucie humoru:)




Conajmniej jeden z tych samochów ma na wszelki wypadek plakietkę inwalidy. Jak się nie uda zaparkowaćpod biblioteką na deptaku, plakietka znakomicie przyda się aby stanąć na kopercie dla inwalidów pod apteką, gdzie często go widujemy. Właściciel widocznych trudności z poruszaniem się nie ma, więc czy musi zajmować miejsce osób, które np. poruszają się na wózku albo chodzą o kulach?
Jak to mówili w amerykańskich filmach wojennych, teraz wiemy "why we fight", po prostu, grupka pewnych siebie osób, nie czujących żadnego wstydu przed obciachowym parkowaniem, zawłaszczyła przestrzeń publiczną a MZDiM ich aspiracje chroni.
To taki typowo wschodni model podejścia do roli miasta. Kto ma mniej skrupułów, więcej kontaktów i większy samochód, temu więcej wolno.

Główne argumenty obrońców istniejącej sytuacji i przeciwników zmian są następujace:
"Zawsze tak było", albo "nigdy nie było tak jak chcecie żeby było" - to argument niewart polemiki.
"Gdzie ja będę parkował" - na tym polega cywilizacja miejska, że wytwarza pewne normy, takie normy są znane od dawna ludziom w Holandii, Danii czy Niemczech. Nie śmieci się, nie załatwia potrzeb fizjologicznych gdzie popadnie, sprząta kupy po psie, nie parkuje w sposób utrudniający życie innym. Chcesz żyć w mieście to się nagnij do tych norm bo wszyscy utoniemy w brudzie i chaosie.
"Po co wprowadzać kolejne zakazy, mamy wolność" - ale wolność to także nieograniczanie wolności i komfortu życia innych a nie tylko robienie tego na co mamy ochotę.
"Nie macie samochodów i dlatego chcecie zabronić parkowania na rynku" - przyjmijmy, że jest to prawda, to i tak postawimy pytanie, czemu głos posiadacza samochodu ma być bardziej istotny niż tego kto go nie ma? Równie dobrze można wjechać na Stare Miasto TIRem i mówić: "Jesteście przeciwko TIRowi bo sami go nie macie".

środa, 25 stycznia 2012

Nie ten klimat

Zainteresowała nas sprawa... urządzeń klimatyzujących. W klimacie w którym amplitudy roczne temperatury przekraczają 60 stopni C klimatyzacje w niektórych obiektach są niezbędne. To jasne. Sala sesyjna w ratuszu była duszna i ciężko w niej było wytrzymać, nowopowstałe centrum handlowe też nie może obyć się bez klimatyzacji.


Klimatyzatory są potrzebne także w innych publicznych miejscach. Martwi jednak to jak są one eksponowane. Te nieudane lokalizacje dotyczą niemal każdego rodzaju budynku, są najnowsze olsztyńskie inwestycje jak biblioteka uniwersytecka, jedyna w mieście galeria handlowa, ale też tania socjalistyczna bezstylowa siłownia, a nawet... zabytowy budynek w centrum miasta.

Oto parę przykładów:
1. Alfa Centrum. Wydaje się że projektant myślał tylko o tych którzy znajdą się w środku. Klimatyzatory za to będą marną atrakcją dla odwiedzających już wkrótce kawiarnie na dachu Dukata. Z tego nowego miejsca będą mogli podziwiać Park Centralny, ulice Dąbrowszczaków, Ratusz i... klimatyzatory na Alfie. A jeszcze gorszy widok zastaniemy po otwarciu dla szerszej publiczności dzisiejszego aresztu!

2. Biblioteka UWM. Dzięki położeniu na górce wzbogacona o taras mogła cieszyć odwiedzających widokiem na panoramę Olsztyna, podobną do tej którą zachwycają się wjeżdżający do Olsztyna od strony Warszawy. Ale nie, w najważniejszym punkcie stoją blaszane rury tak żeby studenci się uczyli a nie oglądali widoki.

3. Siłownia przy Kortówce. Akurat tutaj klimatyzatory na dachu byłyby zasłaniane w większości przez wysokie topole rosnące po obu stronach budynku. Ale nie, tutaj akurat będzie odwrotnie. Klimatyzatory posłużyły za okienną zasłonę, tak żeby przechodzące obok studentki nie mogły przypadkiem podglądać prężących się bicepsów:)


4. Pięknie wyremontowany budynek na rogu ulic Marii Skłodowskiej-Curie i Wyzwolenia został przywdziany w blaszane rury niczym jakiś hangar w murzyńskiej dzielnicy Nowego Jorku.

5. Sto metrów dalej zaplecze teatru to jakiś składowisko m.in. łodzi(!), w którym królują betonowe domki transformatorów.

I tak to właśnie w Olsztynie, by wytworzyć dobry klimat wewnątrz budynku, marnuje się o wiele cenniejszy klimat w sensie estetyki. Już widzę tych mądralińskich co to mówią że "bez klimatyzatorów nie da się żyć i jak autor posta sobie to wyobraża, przecież w całej Europie tak się robi". Otóż nie, tak się nie robi. Klimatyzatory są dyskretnie obudowywane lub znajdują się w miejscach mało widocznych. Oko ekonomisty jest wrażliwe nie tylko na suche kalkulacje. Tandetę będziemy wytykać ile wlezie!

sobota, 7 stycznia 2012

Pieszy po jarmarku się nie liczy

Sobota w Olsztynie. Ponieważ matrixowy jarmark będący okazją do popisania się jak wywalić 750 tysięcy złotych się skończył, wracamy do gminnych zwyczajów, czyli każdy może wjechać na gumno, choćby traktorem. Jak wiadomo, do GSu i kościoła zawsze zajeżdżało się pod same drzwi. Była to też okazja aby zaprezentować wypucowany poprzedniego dnia samochód. A w takim Zamościu jacy dziwni ludzie, taki dobry parking się marnuje, albo taki Gdańsk, Toruń, Bydgoszcz, Zielona Góra, Sandomierz, Poznań - wszędzie mogliby zrobić dobrze kierowcom i restauratorom i zamienić swoje rynki staromiejskie na parkingi! MZDiM olsztyński z pewnością pokazałby jak to się robi.

Zamość, Rynek, fot: www.polskiekrajobrazy.pl

Jak to powiedział Paweł Pliszka portalowi olsztyn.com.pl "Głosy za utrzymaniem obecnego stanu wyrażają handlowcy i restauratorzy ze Starego Miasta. Argumentują, że zakaz parkowania obniży poziom ich dochodów."
Panie Pawle a od kiedy to planowaniem miasta rządzą wybrani restauratorzy? A restauratorom i handlowcom z Wojska Polskiego opóźniający się remont tej ulicy też obniżył poziom dochodów i czemu ich Pan nie broni? A skoro w tym roku nie pada śnieg, to firma odśnieżająca miasto ma obniżony poziom dochodu, może ich też Pan obroni i zasili extra premią od MZDiM? Czym restauratorzy ze Starego Miasta zasłużyli sobie na bycie pod specjalną ochroną?

Obecnie na olsztyńskim  rynku parkuje się już w kilku rzędach:

Tradycyjnie główny trakt pieszy wzdłuż Starego Miasta jest przeważnie zastawiony:

Samochody jeżdżą we wszystkich kierunkach, rowerzyści i piesi przemykają zalęknieni opłotkami (zdjęcia celowo w dużym rozmiarze):

Czarne BMW sprzed paru sezonów szarżuje bez żadnych skrupułów mimo zakazu ruchu na tym odcinku:

Reprezentacyjny deptak:

I na koniec pytanie:
Rzecznik MZDiM (urzędnik):
"Rzeczywiście niektórzy kierowcy nie stosują się do przepisów i parkują na rynku Starego Miasta w sposób dowolny. Ustawianie kolejnych znaków, naszym zdaniem, niczego nie zmieni skoro ignorowane są te obecnie istniejące. Trudno odpowiadać nam za to, że na takie sytuacje nie reagują służby mundurowe. Z naszej strony staramy się takie sygnały przekazywać policji i straży miejskiej."

Mamy więc sytuację, w której jeden urząd podległy prezydentowi miasta zarzuca oficjalnie Straży Miejskiej, także podległej prezydentowi miasta brak reakcji na łamanie prawa. Zarzut dotyczy też policji, na platformie konsultacyjnej Urzędu Miasta pan Pliszka ujął to bardziej konkretnie:
"Drodzy Państwo. Jeszcze raz wyjaśnię, że nie MZDiM a służby mundurowe mogą egzekwować od kierowców obowiązek przestrzegania przepisów ruchu drogowego. Trudno mi odpowiedzieć dlaczego nie podejmują interwencji w tak oczywistych przypadkach, jak te na zdjęciach. Zasygnalizujemy szefowi straży miejskiej i komendantowi policji narastający problem z kierowcami ignorującymi prawo."


Kto w tej sytuacji nie wypełnia swoich obowiązków? Panie prezydencie bądź Pan dobrym carem i ukaż winnych. Albo Straż Miejska rzeczywiście nie wypełnia swoich obowiązków albo MZDiM kłamie. Nie wiadomo, która opcja jest gorsza.

piątek, 9 grudnia 2011

Kto wymyślił jarmark?

Dzisiaj startuje wydarzenie w Olsztynie, które nam się bardzo podoba. W wielu krajach europejskich, ludzie w grudniu nie siedzą przed telewizorem ale przy okazji świątecznych zakupów spotykają się ze znajomymi, popijają grzane wino i jedzą różne specjały na świątecznych jarmarkach właśnie. Zachęcamy więc do udziału, tak aby Stare Miasto tętniło życiem, dajmy zarobić właścicielom stoisk to wrócą do nas za rok:)

Musimy się jednak rozprawić z krążącymi w Olsztynie mitami:

1. Mit pierwszy: Maciej Rytczak, były dyrektor w UM, wymyślił jarmark świąteczny :)
Przeciwnicy Rytczaka twierdzą z kolei, że to był pomysł Janusza Wilińskiego. Jakbyśmy głębiej pokopali w ratuszu to okazałoby się zapewne, że "wynalazek" jarmarku przypisywany bywa także Czesławowi Małkowskiemu lub prezydentowi Grzymowiczowi.
Otóż tradycja takich jarmarków świątecznych istnieje w Europie od średniowiecza. Obecnie jest to nie tylko tradycja ale i wielki biznes, który szczególną popularność zyskał w krajach niemieckojęzycznych, ale także np w Szwecji czy Czechach. Naprawdę nie trzeba było tutaj niczego wymyślać. To po prostu oczywista sprawa, że można taką imprezę zorganizować i robi to wiele miast w Polsce. Doszły nas słuchy, że nawet w Filadelfii jest organizowany tzw. "German markt" gdzie leją grzańca i częstują wurstami.
Równie dobrze można analizować kto wymyślił basen w Olsztynie albo obwodnicę miasta:)

2. Mit drugi: olsztyński jarmark jest wybitnie udany i tak jak "Mazury cud natury" niespotykany w swym pięknie. Istnieje wiele bardziej udanych jarmarków, szczególnie te niemieckie są albo naprawdę ładne:

albo naprawdę duże:
fot: http://www.miovista.de/

albo duże i ładne:
fot: http://blog.trivago.de

A nasz jarmark? Rok temu był udany bo spadł śnieg przykrył brud i szarzyznę, było mroźno i kolorowo. Nie wiemy czy te stosy choinek jakie zwieziono w tym roku to dobry pomysł, jeśli pogoda się nie dopasuje to może to wyglądać brzydko i smutno.



3. Mit trzeci: jarmark musi być drogi i miasta może być na niego nie stać za rok
Jarmark to przede wszystkim ludzie i atmosfera. Czy naprawde potrzebne są te okropne rusztowania, na których wiszą lampy? Koszt wynajęcia tych instalacji jest pewnie spory a szału nie robią...
To w temacie kosztów. Jeśli zaś chodzi o przychody...
Jarmarki świąteczne w Niemczech generują obrót 5 miliardów Euro i i tworzą 188 tys. miejsc pracy. Tam jarmarki to gałąź gospodarki. Odnosimy wrażenie, że u nas logika tej imprezy stoi na głowie. Zamiast jak zyskać miasto mówi: "ile można stracić?". Naprawdę siłowanie się i dokładanie dużych pieniędzy jest bez sensu i stawia cały pomysł pod znakiem zapytania.

Przytoczymy jeszcze dwie informacje, które bardzo nas skonfudowały:

"Olsztyn po raz drugi na organizowanie jarmarku pozyskał unijne dofinansowanie. - Zarówno ubiegłoroczna, jak i tegoroczna edycja jarmarku to koszt około 750 tysięcy złotych, przy czym 85 procent to wsparcie europejskie, a 15 procent wkład własny miasta. Do tego dochodzi pula świadczeń sponsorskich, najczęściej w formie pozafinansowej" - dodaje Szpaderska. (1)


"Jarmark przedświąteczny w Pile rozpocznie się 10 grudnia i potrwa do samej Wigilii. Miasto dopłaci do niego 130 tys. zł". (2)

Ktoś wie o co chodzi?


4. Mit czwarty: wszyscy lubią jarmark bo nie da się go nie lubić
Podejrzewamy, że panowie odpowiedzialni za TO nie lubią jarmarku bo przecież ich klienci z miasta stołecznego nie podjadą swoimi Q7 pod drzwi restauracji. A taki fajny parking był na rynku...



A tymczasem udajemy się do Drezna i Berlina na studia terenowe w temacie przedstawionych rozważań:)



poniedziałek, 21 listopada 2011

Polska jest brzydka ale Olsztyn nie musi 2

Pisaliśmy w ubiegłym tygodniu o brzydocie atakującej Olsztyn a tymczasem pojawia się kolejny przykład jej przenikania do naszego miasta.
PKP podjęły decyzję o przebudowie dworca Olsztyn Zachodni - uraczono nas wizualizacją w wykonaniu firmy IKA Projekt, która wygląda tak:

Projekt ten poraża brzydotą oraz niedopasowaniem do otoczenia. Nie mówiąc o betonowym placu przed dworcem, który umiejscowiony jest w rzeczywistości na nasypie. Czyżby więc autorzy projektu nawet nie pojawili się na miejscu akcji aby zapoznać się z otoczeniem dworca?

W tym kontekście wizualizacja przygotowana przez Forum Rozwoju Olsztyna wydaje się nam o niebo lepszy.


W całej sprawie zastanawia milczenie władz Olsztyna. Z tego co wiemy, ratusz uważa, że skoro pozwolenia na budowę dla PKP leżały w gestii wojewody i to on je wydał, to sprawa należy do jego kompetencji.
Otóż nie jest to sprawa pomiędzy PKP a wojewodą. To jedna z istotniejszych spraw dla miasta i władze powinny zrobić co się tylko da aby uchronić nas przed tą "zemstą Grabarczyka".


piątek, 18 listopada 2011

Polska jest brzydka ale Olsztyn nie musi

Może ściągniemy na siebie gniew oburzenia, ale musimy to napisać. Polska jest brzydkim krajem. Może wynika to z cech całej Słowiańszczyzny? Pewien znany socjolog rosyjski (nie niemiecki albo francuski na szczęście) powiedział, że "kulturze słowiańskiej brak poczucia piękna - ludzie przywykli do brudu i smrodu". Jednakże kto był w Czechach albo Chorwacji może się nie zgodzić z takim uogólnieniem. Pozostaniemy więc przy polskiej brzydocie. Większość społeczeństwa w Polsce jest jak indianie - odrobina szklanych paciorków w postaci kolorowej farby i szkła i już im się podoba. A jeszcze jak się świeci, tak jak pod olsztyńskim ratuszem - to już szczęście pełne. Jakbyście się nie zgadzali to poniżej mamy materiał dowodowy, a przy swoim zdaniu pozostaniemy.
Wrocław:

Grajewo:
fot. www.archirama.pl


Jednakże Olsztyn wcale nie musi być brzydki. Korzystając ze skomplikowanej historii miasta mamy tu dziedzictwo jednych z najlepszych budowniczych Europy. Na szczęście wszystkie z głównych elementów poniższego "skyline" przetrwały i nadal możemy się z nich cieszyć:

W czym więc problem? Niestety w tym, że to dziedzictwo jest bezmyślnie trwonione w tempie szybszym niż to czyniono za PRLu, który borykał się z różnymi problemami i nie mógł ot tak budować czego chciał i gdzie chciał. Obecnie gdy materiały a często i fundusze są dostępne, problemem jest absolutny brak wyczucia brzydoty i obciachu. To już nawet nie chodzi o to, że można dostać pozwolenie na budowę absolutnie szkaradnych obiektów. Pozwolenie na brzydotę nie zobowiązuje do brzydoty! Czemu inwestorzy, najemcy nie widzą tych okropieństw? Nawołujemy do tego aby w Olsztynie zaczęło obowiązywać poczucie obciachu ! Aby panował ostracyzm, potępienie dla tych, którzy szpecą miasto. Wyśmiewajmy się z nich, obgadujmy, oplotkowujmy i co tam jeszcze można. Ci ludzie chcą nam zafundować Kalkutę w centrum Europy.

Nasi kandydaci to "top szrot":

1. Solarium GOBI (what the hell? wtf?) i sąsiedzi. Jak można w tak reprezentacyjnym punkcie miasta REMONTOWAĆ taki barak? Tu wyraźnie brakuje spychacza. Obiekt jest tak brzydki, że chyba tylko klienci gabinetu okulistycznego nie mają problemu z tym aby tam bywać.

2. Wystrzałowy hotel przytulony do gotyckiej bramy? A nie dałoby się zdjąć tych badziewnych reklam? Potem pomalować obiekt na ciemną czerwień i dodać spadzisty dach kryty czerwoną dachówką?Wizytówka naszego Starego Miasta :( Czy ktoś może coś z tą budą zrobić?
I pomyśleć, że te dwa obiekty są własnością olsztyńskiego PTTK. To dopiero "olsztyński matrix"! Organizacja ma promować turystykę na Warmii i Mazurach. Teraz cytat ze strony internetowej: "Członkowie Oddziału jako przewodnicy terenowi oprowadzają liczne wycieczki grup zorganizowanych po terenie Olsztyna i województwa warmińsko-mazurskiego". I co wspomniani członkowie mówią turystom o swoim sztandarowym obiekcie szpecącym miasto? Większą korzyść dla miasta przyniosło by gdybyście szanowni członkowie-przewodnicy spakowali się i zabrali stąd razem z waszym zapuszczonym hotelem!

3. Okrąglak - ponoć ten budynek ma pewne walory architektoniczne ale jego zaniedbanie i   afrykańskie szmaty z reklamami, oraz brak spójności detali (chociażby różne drzwi obok siebie, czy Arnika musi mieć białe a Santander szare?) powodują, że wygląda jak prowincjonalny barak dworca PKS.

4. Spółdzielnia "Pojezierze" sen szalonego architekta. A może była wyprzedaż farby markecie budowlanym?
fot: www.ro.com.pl

5. A to ? Nie wiemy gdzie to i co to ale straszy!!!

I jak się żyje w takim otoczeniu? Olsztyn to nie jest potęga ekonomiczna gdzie mieszkańcy pławią się w ponadprzeciętnym dobrobycie. Musimy więc wykorzystać potencjał w innych obszarach, miasto powinno być przynajmniej ładne, czyste, przyjazne dla mieszkańców. Chodzi o wysoką jakość życia! Jeśli tak będzie to nawet wyższa pensja w Warszawie nie nakłoni nas do przeprowadzki.

Miał być blog ekonomiczny a robi się publicystyka miejska. Miało być profesjonalnie jest emocjonalnie. Ale co poradzić, gdy człowiek idzie ulicą a tu brzydko jak na dworcu w Kutnie !!! I jeszcze prezydent cenzuruje swój profil na Facebook'u. Przynajmniej WPB poprawiło "Dąbroszczaków" na "Dąbrowszczaków" ale budynek i tak będzie brzydki.