Pokazywanie postów oznaczonych etykietą akwakultura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą akwakultura. Pokaż wszystkie posty

piątek, 25 listopada 2011

Olsztyński matrix kwitnie w najlepsze!

fot: wrzuta.pl
"Bo jeśli wyobrażenie, do tego przyjemne, jest równie silne, jak rzeczywistość, to jaka w sumie różnica?" - Kevin Warwick

Jakiś czas temu, zainteresowało nas Centrum Akwakultury na UWM. Chodziły bowiem słuchy, że studenci na kierunku akwakultura nie dopisali, a na rybactwie także nie ma wielkiego naporu.Okazuje się, że pracownikom wydziału nie są potrzebni studenci. Oni prowadzą badania nad rozmnażaniem węgorzy. 
Pech w tym, że o sprawie dowiedzieli się ludzie z zewnątrz. Jak znamy polskie realia Ci z zewnątrz pewnie zazdroszczą, że sami nie wpadli na ten pomysł, albo ich nie zaproszono do współpracy (za wynagrodzeniem). I to jest ich główna motywacja napisania tego złośliwego i w sumie bezczelnego listu. Pan z Sopotu, który się poczuł urażony przecież też nie jest śmietanką światowej nauki, więc jak może oceniać innych z perspektyw panteonu?
Nie zmienia to jednak faktu, że hodowla węgorzy w warunkach sztucznych wydaje się dość ryzykownym. No bo nawet jeśli się udało w superdrogim i wyposażonym znakomicie sztucznym środowisku, kosztem pracy wielkiego zespołu badawczego, to jak tego dokonać na skalę komercyjną? Przyznajemy, że nie jesteśmy w stanie ocenić naukowej strony badań. To taki "olsztyński matrix", miliony złotych na projekty, których pożytek społeczny nie jest wymiernie zdefiniowany, ale przynajmniej się kręci. Wszyscy mają swoje projekty, niby to robią swoją robotę ale wszystko to rozgrywa się w odrealnionym świecie raportów, sprawozdań, publikacji  i innych fantazji.

Mistrzami matrixu pozostaną jednak miejscy urzędnicy, pozwolimy się powołać na przykład ratusza:
"Remont ratuszowej wieży, który zaczął się przed wakacjami, miał się zakończyć 31 października. Wykonawca wystąpił jednak do magistratu z prośbą o przedłużenie prac do 25 listopada. - W uzasadnieniu wyjaśnił że nowa, dwuwarstwowa technologia kładzenia tynku zajęła więcej czasu niż pierwotnie zakładano. Na wieży podczas prac remontowych przez lata dokładano kolejne warstwy tynku tak, że w niektórych miejscach miał 5-10 cm. Wykonawca musiał to wszystko oczyścić, aż do cegieł i dopiero mógł kłaść tynk odtworzeniowy - powiedziała Aneta Szpaderska, rzecznik urzędu miasta." (źródło)

Nie możemy uwierzyć! Przy remoncie ratusza stosowana jest jakaś nieznana, nowa dwuwarstwowa technologia. Na pewno jest to pierwszy przykład zastosowania tej technologii na świecie i stąd nie było wiadomo, że zajmie ona więcej czasu. To przecież technologia rodem z "gwiezdnych wojen". A poza tym to dziś jest ten D-Day, 25 listopada, ktoś wie czy skończyli wreszcie?!!!!

"Przypomnijmy, że podczas zbijania kolejnych warstw tynku konserwatorzy zbadali także pierwotną kolorystykę ratuszowej wieży. Okazało się, że nie była ona różowa - jak w ostatnich kilkunastu latach - lecz szara, a okna wieży były ciemnoczerwone."
Te odkrycie naszego matrixu powala na kolana. A wystarczyło tylko popytać starszych mieszkańców miasta, albo spytać nawet nas. To, że ratusz kiedyś nie był różowy to żadna tajemnica !



Na koniec niegroźny matrix w redakcji Gazety Wyborczej:" Olsztyński ratusz został zbudowany w latach 1912-1915 na terenie dawnego cmentarza. Stan techniczny wieży przed remontem był tak kiepski, że wchodził tam tylko zegarmistrz doglądający zegarów oraz konserwatorzy."

Panie redaktorze... Nie tylko zegarmistrz, nie tylko, inni majsterkowicze też tam byli :) Pan nowy w Olsztynie?

środa, 28 września 2011

Turystyka, ekologia i... akwakultura

Zawsze kibicowałem, a kiedy mogłem to aktywnie brałem udział w akcjach takich jak "Sprzątanie świata", "Posprzątajmy Polskę" czy choćby osiedlowe czyny społeczne. Ich sens jest szczególnie duży bo mieszkamy (podobno) w mieście-ogrodzie lub chcemy w takim miejscu mieszkać w przyszłości. Akcje jednak nic nie dadzą jeśli będzie się je organizować... do połowy, a dbanie o środowisko pozostanie jedynie w dokumentach życzeniowych (czyt. Strategia Rozwoju Miasta).


Nie dawno mieliśmy akcję sprzątania świata. To fajnie, że ktoś przywiózł worki, skrzyknęło się wielu za darmo pracujących ludzi, pokazało się dzieciom jak należy dbać o przyrodę nie oglądając się przy tym na innych co te śmieci wyrzucili. Tylko co z tego jeśli akcja skończyła się tym, że wypełnione śmieciami worki stoją na miejscu już conajmniej kilka(naście) dni. Spacerując w weekend po Skwerze Wolnego Tybetu (teren przy "Elektroniku") zobaczyłem kilkanaście czarnych worków ładnie ułożonych oraz już jeden w... wodzie Jeziora Czarnego. To znaczy, jeden w tej wodzie był jeszcze widoczny, a nie wiadomo ile poszło na dno! Jak dowodzą specjaliści, jeziorko to jest ciągle połączone z największym w Olsztynie zbiornikiem wodnym tj. z popularnym Jeziorem Krzywym, na którego zagospodarowanie brzegów ma się wydać miliony. Worki które pozostaną na brzegu jeszcze parę dni i w końcu popękają, zostaną przedziurawione i cała akcja pójdzie na marne. Ba, biorąc pod uwagę śmieci które trafiły do jeziora, to akcja sprzątania ma wręcz ujemne skutki, bo gdyby nie posprzątano, śmieci walałyby się po trawie (byłaby jeszcze szansa że część z nich ktoś by kiedyś podniósł), a nie zatruwały wodę tych jezior co to "mają nam dać chleb" poprzez przychody z turystyki opierającej się na "mieście kilkunastu jezior".

Polityka coś tam robimy, bo tak trzeba i takie przykłady jak ta nieprzemyślana do końca akcja, plus znane chyba wszystkim wrzucanie śmieci do jednej śmieciarki mimo iż wcześniej mieszkańcy skrupulatnie sortowali je z podziałem na kontenery przeznaczone na poszczególne rodzaje odpadków, zniechęcają mieszkańców do zachowań proekologicznych. W mieście które chce żyć z turystki (choć to dość naiwne) musi być strategia działań zmierzających do utrzymania czystości: działania edukacyjne od maluchów w przedszkolu do emerytów, polityka cenowa zniechęcająca do dzikiego wyrzucania śmieci po lasach i przydrożnych rowach. Może na przykład posortowane w odpowiedni sposób śmieci mogłyby być odbierane bez opłat?! Nierealne? A może dla miasta jest to tańsze niż koszt do poniesienia w przyszłości za sprzątanie śmieci po lasach plus koszt utraconych możliwości, czyli straty przychodów z turystów którzy tu już nie wrócą gdy natkną się na śmieci wysiadając z łodzi czy kajaka. Przecież nie mamy tutaj wielkiego średniowiecznego zamku (jak w Malborku), nie mamy największych jezior (jak Mazury), nie mamy... i wielu innych. Zostaje obcowanie z naturą właśnie. Tej natury jednak coraz mniej i nie chodzi tylko o wycinanie drzew, ale właśnie o te wszechobecne śmieci.

Przy okazji: Jak mamy liczyć na studentów akwakultury i rybactwa (patrz: "Akwakultura prawdę ci powie"), jak tuż obok uczelni w Lesie Kortowskim do jeziora wpadają plastikowe butelki, foliowe torebki, kartony po napojach... maturzysta który to widzi pójdzie studiować co innego, coś na co jest zapotrzebowanie, a ekologia i środowisko jest w Olsztynie niedorozwinięte, ciągle w podobnym stanie jak na początku lat '90: produkujemy, konsumujemy, wyrzucamy gdzie się da, a po nas choćby potop. Pomysłodawcy Kajaka Miejskiego po eksploracji terenów Kortówki piszą o szczupakach pływających wśród lodówek tuż obok plaży miejskiej, na rzeczce (Kortówce) łączącej dwa największe olsztyńskie jeziora! Jeśli nie zostaną powzięte konkretne działania to nie będzie mowy nawet o 5% miejskiego PKB wytworzonego w turystyce, a absolwenci akwakultury, rybactwa czy ochrony środowiska, z wodą będą mieć do czynienia tylko na zmywaku w Londynie.

poniedziałek, 26 września 2011

Akwakultura prawdę Ci powie.

Tytułowy kierunek studiów na UWM znakomicie obrazuje przykład zupełnego braku koordynacji między celami a sposobami ich osiągania lub też pomiędzy stanem faktycznym a "UWMowskim matrixem", w którym żyją władze uczelni.

W związku z ambicjami tych ostatnich UWM wybudował w ramach wartego 130 milionów złotych projektu BIO (od autora: - poprzednio podano kwoty za portalem olsztyn.com.pl, po zweryfikowaniu prostujemy) Centrum Akwakultury (koszt 29,5 mln złotych) mające slużyć do badań organizmów wodnych i ich hodowli. W ofercie uczelni istnieje przecież kierunek akwakultura i bezpieczeństwo żywności także, sens budowania obiektu był oczywisty. Jednakże studenci (a może to rynek pracy?) zadecydowanie nie docenili nowego opakowania takiej oferty dydaktycznej i zagłosowali nogami. Kierunek w ramach rozpoczynającego się za kilka dni roku akademickiego nie zostanie uruchomiony z powodu braku chętnych (2). Tzn. chętny byl jeden, ale nie został przyjęty :)
I tu pojawia się pierwsze pytanie - czy ktokolwiek ze sponsorów takiej oferty kształcenia (MNiSW, UWM, budżet państwa) zastanowił się bądź zbadał czy istnieje w ogóle zapotrzebowanie na taki kierunek studiów? Może rynek pracy nie potrzebuje akwakulturystów? Po co w takim razie rozwijać taką specjalizację i przeznaczać na nią olbrzymie pieniądze?
Władze uczelni jednakże szybko rozwiązaly ten dylemat. Na pytanie prasy o sens budowy Centrum Akwakultury skoro nie zostanie uruchomiony kierunek studiów, który w założeniu miał z niego korzystać, pojawia się błyskotliwa odpowiedź :"Skorzystają z niego studenci rybactwa" (2)
Sprawdzamy na stronie UWM, ilu studentów przyjęto na tenże kierunek w ramach tegorocznego naboru, wychodzi 9 (dziewięć) osób.
http://www.uwm.edu.pl/uploads/files/ksztalcenie/aa-rekrutacja-listy/ryb-p.pdf

Musimy być naprawdę bogatym krajem, który potrafi stworzyć wybranym jednostkom takie elitarne warunki kształcenia, gdzie nakłady inwestycyjne na jedngo studenta można liczyć w milionach. A może chodzi jedynie o to aby wydać pieniądzę z UE? Przypominamy jednak, takie inwestycje trzeba będzie utrzymywać przez wiele lat i na to Unia pieniędzy już nam nie da! A co gdy za kilka lat nie pojawi się ani jeden chętny do studiowania akwakultury czy rybactwa? Zostaniemy z naszym pięknym i drogim w utrzymaniu Centrum, jak przysłowiowi Grecy, którzy przejedli dofinansowanie unijne i zostali jedynie z kosztami i długami.

(1) http://www.olsztyn.com.pl/wiadomosc,33945,centrum-akwakultury-uwm-niemal-gotowe.html
(2) http://m.olsztyn.gazeta.pl/olsztyn/1,106514,10339028,Uniwersytet_zamyka_ksztalcenie_na_czterech_kierunkach.html

środa, 21 września 2011

Zatrudniają będą zwalniać, zwalniają będa zatrudniać?

Dzisiejszy artykuł dotyczący UWM zobrazować można różnymi parafrazami zaczerpniętego z literatury cytatu: „Zwalniają – znaczy się będą przyjmować".
W wersji UWM może on brzmieć nastepująco: "Budują i betonują - będą zwalniać" lub też "Idźmy w hektary a zwalniajmy ludzi"

Jakże inaczej rozumieć napływające równocześnie z UWM wydawałoby się logicznie sprzeczne informacje? Z jednej pieniędzy brak, uniwersytetowi grozi utrata płynności finansowej.(1) Z drugiej strony brak wystarczającej liczby kandydatów na niektóre kierunki, co zaowocuje spadkiem dofinansowania z MEN.(2) Jak podały władze, pomimo dodatkowej rekrutacji pierwszy rok nauki na UWM zacznie 12 tys. studentów przy 14,5 tys. dostępnych miejsc. I co w takiej sytuacji planują władze? Kolejne inwestycje i kolejne budynki! (3) I to w perspektywie kolejnych pokoleń niżu demograficznego w naszym kraju. Pytanie tylko komu one będą służyć i kto poniesie koszty. W analogicznej sytuacji zarząd każdej rozsądnie działającej firmy (spadek sprzedaży, spadek przychodów) podjąłby decyzję o zaostrzeniu dyscypliny finansowej i wstrzymaniu inwestycji, które wygenerują koszt zarówno jednorazowy jak i rozłożony w czasie. Co innego bowiem wybudować tylko po to aby wydać pieniądze z UE a co innego utrzymywać w przyszłości, a na utrzymanie tych pomników obecnych rektorów Unia środków już nie da :(

Rekompensowanie tych wszystkich problemów ewentualnymi zwolnieniami w sytuacji gdy UWM należy do znaczących pracodawców w mieście wydaje się pomyłem jeszcze gorszym. Całość bowiem może zakończyć się błednym kołem: mniej studentów - mniej pracowników - więcej drogich w utrzymaniu, niepotrzebnych budynków. Korzyść dla miasta i społeczeństwa z takiego rozwoju sytuacji jest oczywiście żadna.

(1)"Na 14,5 tysiąca miejsc zgłosiło się 12 tysięcy kandydatów - mówi prof. Józef Górniewicz, rektor uczelni. Niektóre kierunki studiów mogą więc zostać zlikwidowane, a w ślad za tym możliwa jest redukcja zatrudnienia."
http://olsztyn.gazeta.pl/olsztyn/1,35189,10316215,Malo_zakow_na_UWM__Niewykluczone_sa_wiec_zwolnienia.html


(2)"W lutym senat Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego zdecydował, że uczelnia nie da dodatkowych pieniędzy na budowę szpitala akademickiego. Władze uniwersytetu uznały, że przez medycynę cała uczelnia może stracić płynność finansową. Okazało się bowiem, że koszt inwestycji, zamiast początkowych 30 mln zł, ma wynieść 40 mln zł i zamiast planowanych 9 mln zł, uniwersytet musiałby dołożyć ponad 17,5 mln zł"
http://olsztyn.gazeta.pl/olsztyn/1,35189,10310347,Szpital_bylby_za_1_5_roku__bedzie_za_2_5_roku.html

(3)"Wiadomo już, jak ma wyglądać kompleks nowych budynków Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego. Władze uczelni liczą, że dzięki konkursowi architektonicznemu gmach stanie się dumą miasta"
http://olsztyn.gazeta.pl/olsztyn/1,35189,10316645,Wyniki_konkursu_na_najbardziej_reprezentacyjny_gmach.html