Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Olsztyn. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Olsztyn. Pokaż wszystkie posty

środa, 11 lutego 2015

Demograficznie Olsztyn już się kurczy

Opublikowana w grudniu 2014 prognoza demograficzna GUS dla miast i powiatów ( dane GUS ) wskazuje jednoznacznie. Olsztyn osiągnął 174 tysiące mieszkańców i liczba ludności będzie się już tylko zmniejszać. W zasadzie nie wiadomo czy to dobrze czy źle. Zależy to od tego czy miastu i jego mieszkańcom uda się przystosować do nowej sytuacji.
 
Proces ten dotyczy w zasadzie wszystkich polskich miast. Teoretycznie nie dzieje się nic niezgodnego z ogólnopolskim trendem - jednak warto te informacje przyjąć i zaakceptować. Piewcy "rozwoju Olsztyna" oraz planiści miejscy, którzy chcą budować nowe osiedla na 20 tysięcy mieszkańców (Pieczewo 2) muszą przy tym popukać się w głowę i zastanowić jak żyć i kształtować miasto w nowej rzeczywistości. Ta rzeczywistość to koniec epoki zarządzania demograficznym i przestrzennym rozrostem. To epoka zarządzania kurczeniem - tak aby było jak najmniej bolesne. Co istotne mieszkańców będzie coraz mniej i będą oni coraz starsi.

O ile bowiem obecnie tylko 25 tysięcy mieszkańców Olsztyna przekroczyło 65 lat (czyli co siódmy z 174 tys,) to w roku 2050 będzie to 48 tysięcy (czyli co trzeci ze 148 tys.)

 
Będziemy mieli więc do czynienia z  nowymi czynnikami związanymi z demografią takimi jak:
  1. Malejąca liczba mieszkańców
  2. Zmiana struktury wiekowej - wzrost udziału osób starszych
  3. Znaczny spadek liczby studentów. UWM będący istotnym czynnikiem miastotwórczym już dziś boryka się z problemem zapełnienia wielu kierunków studiów - a będzie tylko gorzej
  4. Spadek transferów finansowych z budżetu państwa i samorządu na szkolnictwo wyższe, edukację, urzędy - tym samym kurczenie rynku pracy w tych sektorach (na UWM już czuć presję na redukowanie etatów, bo studentów mało...).
 
Co to oznacza dla mieszkańców? Następstwa mogą być różne, większości nie da się obecnie przewidzieć, możliwe są jednak następujące procesy:
1. W dłuższym okresie spadnie atrakcyjność rynku nieruchomości jako miejsca na lokowanie kapitału.
Spadnie napływ studentów wynajmujących i kupujących mieszkania. To całkiem pokaźna grupa. Kupujący są głównie finansowani przez rodziców i jest to całkiem spory strumień pieniądza.  Co się stanie gdy go zabraknie? Dodatkowo starsza populacja nie generuje takich potrzeb mieszkaniowych jak ludzie młodzi.   możemy więc spodziewać się, że na rynku pojawi się w pewnym momencie znacząca przewaga podaży nad popytem.
 
2. Biznesy nakierowane na konsumpcję (rozrywka, sieci handlowe, galerie, usługi, wyposażenie mieszkań, elektronika,  różnorakie dobra) będą zmniejszały swój potencjał. Oczywiście będzie to częściowo równoważone przez bogacenie się społeczeństwa - ale z drugiej strony ile więcej można zjeść lub wypić wraz ze wzrastającym dochodem ? Ilość sprzedanego chleba zależy raczej od liczby mieszkańców a nie od dalszego wzrostu ich dochodów (zresztą akurat w przypadku chleba wzrost dochodów powoduje spadek jego spożycia - jeden z książkowych przykładów). Szacuje się, że to 30 i 40-latkowie mają największe potrzeby konsumpcyjne związane z rozrywką, wydatkami mieszkaniowymi, wychowywaniem dzieci etc.
 
3. Wzrosną koszty utrzymania infrastruktury miejskiej "per capita". Oznacza to ni mniej ni więcej, że różne mocarstwowe inwestycje, mające obsługiwać (i być utrzymywane) przez 200 tys. ludzi, będą utrzymywane przez 170, 160, 150 tys. ludzi. Dotyczy to wszystkiego - galerii handlowych, tramwajów, basenów, stadionów, urzędów (!) (oczywiście trochę inny mechanizm ale jednak skorelowany z liczbą ludności).
 
4. Uwidocznią się braki w infrastrukturze i usługach sprofilowanych pod potrzeby ludzi starszych. Gdzie są dzienne domy opieki, centra rehabilitacji, przychodnie geriatryczne (ilu pracuje geriatrów w Olsztynie?).
A co z dostosowaniem przestrzeni wspólnej takiej jak chodniki, parkingi, schody, autobusy, urzędy, miejsca pracy, bloki mieszkalne do miasta, którego mieszkańcy się starzeją? Czy ktoś o tym myśli?
Ciekawi mnie też jak zachowają się ceny mieszkań w blokach 4 piętrowych bez windy? Czy można się spodziewać, że 70 czy 80-letni człowiek ma zasuwać na to trzecie czy czwarte piętro?

Oczywiście te wszystkie procesy będą się pojawiać stopniowo i ich intensywność będzie narastać  powoli. To jednak oznacza, że przygotowania do nich powinny być prowadzone ze znacznym wyprzedzeniem.
Następstwa tej sytuacji mogłyby być strawne gdybyśmy mogli liczyć na sowite emerytury - ale ekonomista już kiedyś pisał, że to raczej mało realne.
 
 
 

środa, 20 sierpnia 2014

Olsztyńskie bogactwo przedwyborcze

Jak pokazuje doświadczenie, wystarczy przez dłuższy czas przestać pisać i głupota olsztyńska natychmiast pokazuje rogi!
 
A może to lokalna prasa przygotowuje grunt pod wybory samorządowe? I to w związku z tym coraz częściej pojawiają się różnego rodzaju optymistyczne artykuły, sławiące zazwyczaj bogactwo miasta i mieszkańców oraz słynny już "prężny rozwój" ? Czas więc odgrzać bloga , bo gdy rozum śpi, budzą się demony...
 
Przykładem totalnej manipulacji połączonej z kompromitacją merytoryczną jest chociażby ten artykuł:
"Mieszkańcy Olsztyna w pierwszej dziesiątce najbogatszych" (źródło  Gazeta Olsztyńska )
Jak podaje autor:
"Tak wysoko nie byliśmy od lat. Mieszkańcy stolicy Warmii i Mazur znaleźli się na 9. miejscu w klasyfikacji średniego miesięcznego dochodu. Ten na statystycznego olsztyńskiego Kowalskiego wynosi prawie 4 tys. zł — Takie liczby trzeba włożyć między bajki — mówią jednak mieszkańcy.  

Ciekawe wyliczenie uwzględniające ubiegły rok przygotował magazyn "Wspólnota". Miesięczny dochód na mieszkańca wyliczono biorąc pod uwagę dochody, jakie wypracował w tym czasie samorząd. Z wyliczeń specjalistów wynika więc, że "na głowę" jest to dokładnie 3939,94 zł"


fot: www.wm.pl
 
Pochylmy się nad tą kompromitacją. A więc dochód roczny samorządu (bo to analizował zajmujący się tematyką samorządową magazyn "Wspólnota" - źródło) przypadający na głowę, Gazeta prezentuje jako "średni miesięczny dochód mieszkańca" - czyli coś jakby przeciętne wynagrodzenie miesięczne. Ogłaszam więc, że to ile kasy wpływa do ratuszowego budżetu a to ile zarabiają mieszkańcy Olsztyna to odmienne kategorie ekonomiczne! Magazyn "Wspólnota" zestawił jedynie dochody budżetowe miast wojewódzkich i podzielił je przez liczbę mieszkańców, każdego z nich. Aby wysnuć na tej podstawie wniosek, że chodzi o średni miesięczny dochód statystycznego olsztyńskiego Kowalskiego, trzeba już nawet nie tylko wykazywać się brakiem orientacji w podstawowych pojęciach ekonomicznych, ale po prostu być totalnym ignorantem, nie umiejącym czytać ze zrozumieniem.
To mniej więcej tak jakby podzielić przychody budżetu państwa zaplanowane w tym roku na 276 mld zł przez 38 milionów mieszkańców. i stwierdzić, że uzyskane w ten sposób 7263 zł to miesięczny dochód statystycznego Polaka.
 

P.S. Gazeta anonsowała ciąg dalszy historii, który zapowiada się równie pikantnie:
"(...)Co myślą o rankingu sami mieszkańcy? I z czego wynikają takie wyniki? O tym przeczytacie we wtorkowym wydaniu Gazety Olsztyńskiej. Gazeta dostępna też w PDF na Kupgazete.pl"


Kto ma wczorajszy numer i może podrzucić skan?
 

środa, 4 grudnia 2013

Protas jak dzwon - głośny bo próżny

Można zaryzykować twierdzenie, że gdyby w Olsztynie ogłoszono konkurs na pomnik Kopernika, szanse na wygraną miałyby wyłącznie propozycje w stylu:
1. Jacek Protas przechadza się po Centrum Nauki Kopernik, albo
2. Jacek Protas siedzi za biurkiem i myśli o Koperniku, lub
3. Jacek Protas patrzy w niebo tak jak Kopernik.

 
Fot: "Zupełnie jak Kopernik"
W tym guście dokonano wyboru dzwonu Kopernika z Jackiem Protasem. Budzi mój to niesmak z wielu powodów:

1. Nie upamiętnia się w taki sposób osób, które żyją. Dlaczego? Ano dlatego, że nie wiemy co taki może jeszcze wywinąć. Wiadomo jak to jest z politykami. Tym bardziej nie wolno czcić człowieka, który sprawuje jeszcze urząd!
Podobnie ma się rzecz z z księdzem Lesińskim, który ma trafić na dzwon. Nie ma gwarancji, że nie wyjdą jakieś trupy z jego szafy. I wtedy co ? Będziemy zdrapywać jego nazwisko z dzwonu?
2. Nie upamiętnia się osób małych, które niczego nie dokonały.
Kim jest pan Protas? Jakie ma zasługi dla Olsztyna? Czemu ma być upamiętniony na wieki w mieście Kopernika, Oskara Beliana, Jakuba Rarkowskiego, Ericha Mendelsohna?
Kim jest proboszcz Lesiński? W porównaniu do swoich niektórych poprzedników, jak Feliks Szrajber, Jan Hanowski czy Tadeusz Borkowski to jakaś anonimowa postać.
3. Nie przywłaszcza się roli fundatora. Dzwon finansuje społeczeństwo Warmii i Mazur a nie marszałek Protas. Określanie go mianem fundatora to przejaw wielkiej pychy i ignorancji.
4. Nie włącza się polityków do elementów kultu religijnego. Komu jest potrzebne aby na dzwonie archikatedry, będącej obiektem kultu religijnego z całym inwentarzem, pojawiały się inskrypcje sławiące polityka, który z życiem religijnym katolików tego miasta nie ma nic wspólnego. To jakieś bałwochwalstwo! Zabobon! Pogaństwo! Protas będzie nas wzywał na Pasterkę?!

5. Istnieje rozdział państwa od kościoła.  Nie wiadomo, kto i na jakiej zasadzie podjął decyzję o tym sponsoringu. Jakże śmiesznie i fałszywie brzmi w tym kontekście wypowiedź p. Roberta Szewczyka z urzędu marszałkowskiego: "Napis na dzwonie zaproponowała strona kościelna - My spełniliśmy prośbę parafii, by ten dzwon sfinansować, nie dyskutowaliśmy z tym, jakie napisy mają na nim być"
Panie Robercie, przecież to oczywista ustawka. A jeśli strona kościelna zaproponowała by aby w katedrze powiesić obraz pana Protasa w zamian za konkretne pieniądze to też byście się zgodzili? A poza tym jak to rozumieć? Administracja samorządowa daje pieniądze na dzwon a nie ma prawa głosu? Finansujecie a nie dyskutujecie? Nie stawiacie warunków?

6. Kościół powinien zachować minimalną przyzwoitość. Wydaje się, że zebranie 200 000 zł wśród mieszkańców nie byłoby problemem. A tak instytucja ta poniża się wchodząc w układy z władzą dla kwoty nieznaczącej nic w ogólnym budżecie diecezji.
Poza tym pamiętam proboszcza Tadeusza Borkowskiego, który przeważnie na piechotę przemierzał miasto a związanny był z katedrą przez 51 lat! Obecny proboszcz ksiądz Andrzej Lesiński wydaje się tu marną, pyszałkowatą karykaturą poprzednika. Jak pupilek władzy, wchodzi w krzywe układy - a czy ktoś o nim wcześniej słyszał?


Nie budząca kontrowersji treść napisu na dzwonie powinna brzmieć mniej więcej tak: Wizerunek Mikołaja Kopernika z datą 1473 i 1543, inskrypcja: ROK MIKOŁAJA KOPERNIKA ANNO DOMINI 2013, herbem papieski, herb Arcybiskupa warmińskiego, herb województwa warmińsko-mazurskiego. Ew. informacja, że papieżem był Franciszek.
Reszta to fanaberie chorych na pychę ludzi. Zarówno polityka jak i arcybiskupa i proboszcza. Ośmieszają się zupełnie. Protasa to mi nie szkoda. Zrobił facet z siebie pośmiewisko. Ale , że kościół tak się kompromituje to smutna historia.
PS. W lutym pisaliśmy o zupełnym braku pomysłów na Rok Kopernikański. Stało się zgodnie z przewidywaniami. Chytry toruńczyk nas wykiwał. Olsztyn nie wykorzystał zupełnie potencjału aby przebić się w kontekście Kopernika. Za to wydarzeń w Toruniu, o których trąbiły ogólnopolskie media było mnóstwo. Zostanie nam tylko dzwon.

sobota, 30 listopada 2013

Wójtowi i plebanowi odbiło, pchają się na dzwon z Kopernikiem

Kraków ma dzwon Zygmunta, Toruń dzwon Tuba Dei, Licheń dzwon Maryja Bogurodzica. Olsztyn będzie miał dzwon Protas! To się nazywa wystawić sobie za życia pomnik ze spiżu!

Olsztyński CEiK ogłosił przetarg na dostawę dzwonu KOPERNIK. Dzwon ma ważyć 1600 kilogramów i wygląda na to, że będzie zawieszony na wieży Archikatedry św. Jakuba. To wiekopomne wydarzenie ma uświetnić mijający Rok Kopernikański (czy ktoś go zauważył?). Jeśli dobrze pójdzie to dzwon będzie wisiał wieki (?)



I teraz cytując ogłoszenie:
2) "na dzwonie umieszczony będzie wizerunek Mikołaja Kopernika, daty 1473 i 1543, inskrypcja ROK MIKOŁAJA KOPRNIKA ANNO DOMINI 2013, herb papieski Ojca Św. Franciszka, herb Arcybiskupa warmińskiego, herb województwa warmińsko-mazurskiego, imiona i nazwiska oraz piastowane funkcje Papieża Ojca Św. Franciszka, ks. Arcybiskupa Wojciecha Zięby Metropolity Warmińskiego, Jacka Protasa Marszałka województwa warmińsko-mazurskiego, ks. Prałata dr Andrzeja Lesińskiego proboszcza Archikatedry, 3) elementem wystroju dzwonu będą gwiazdki pokryte płatkowym złotem."

Rozumiem, że dzwon finansuje instytucja kulturalna podległa marszałkowi (CEiK), ale jak można być tak próżnym i wpakować się na ten dzwon obok Kopernika i papieża Franciszka? Tylko i wyłącznie dlatego, że wydaje się na niego nie swoje pieniądze? Bo przecież marszałek nie sfinansuje dzwonu z kieszeni prywatnej tylko z budżetu samorządowego jak mniemam? 
 
Dzwony zgodnie z tradycją to miejsce szczególne, pamiątka historyczna. To co tam jest napisane zostaje pomnikiem. Archikatedra to symbol Olsztyna, nasze dobro wspólne. Tymczasem tylu ludzi zasłużonych dla Olsztyna przewineło się przez to miasto i w żaden sposób nie są upamiętnieni. A tenże Protas, który unijne pieniądze przepala wszędzie byle nie w Olsztynie ma trafić na taki dzwon? Nie wiem jak Wam ale mi się to nie mieści w głowie. Może ktoś ma pomysł aby powstrzymać tego pyszałka? Dobrze , że Bubu Podziewski i Grzymowicz nie pchają się na dzwon - chyba ich nawet polubię! A może proponowali plebanowi za mało $$$ ?

Smutne jest także to, że kościół w Olsztynie ceni przede wszystkim dobrą współpracę z władzą. Cześka Małkowskiego bronili do upadłego bo sypał groszem. Teraz  sprzedają się Protasowi. Nawet jak kiedyś wojujący antyklerykał z Ruchu Palikota zostanie prezydentem to też będą mu jedli z ręki. Dla świętego spokoju. Po prostu miasto upadłe, wszyscy się kompromitują. 

I jeszcze jedno - apel do urzędasa, który zamieścił ogłoszenie. Jeśli nie umiałeś poprawnie napisać nazwiska Kopernik to lepiej szybko sprawdź w specyfikacji, którą przekażesz wykonawcy. Potem może okazać się, że na dzwonie znajdzie się "KOPRNIK" i będzie skandal. Swoją drogą co za ludzi opłacamy z publicznych środków? Przekręcić KOPERNIKA pisanego dużymi literami? A Protasa nie mógłby jakoś przez przypadek przekręcić ?:) No ale cóż tam Kopernik wobec Protasa!





wtorek, 26 listopada 2013

Najpierw uzdrowienie władz, potem uzdrowisko

Hanna Gronkiewicz-Waltz po wygranym referendum powiedziała, że to była dobra nauczka, że nie wystarczy budować, trzeba jeszcze rozmawiać z ludźmi. Piotr Grzymowicz niestety tej lekcji nie dostał. Referendum go ominęło. Budował i buduje sobie a nie nam, mieszkańcom. Mam nadzieje, że zadziała tu zasada - kto się nie uczy ten odpada z gry.
Poniżej artykuł Krzysztofa Suchowieckiego z Forum Rozwoju Olsztyna, który zastanawia się co dalej z naszym miastem i czy demokracja na poziomie lokalnym sprawdzi się i "uzdrowi" władzę. (Jacol)
 
Wygląda na to, że ozpoczęła się już kampania wyborcza przed wyborami samorządowymi w 2014 roku. Jednym z przejawów, jest chociażby klip na youtube, w którym prof. Wojciech Maksymowicz, do niedawna członek PO, tłumaczy dość zawile i chropawo, że Olsztynowi potrzebna jest prawdziwa wizja rozwoju, a dokładniej uzdrowisko. A ja twierdzę, że Olsztynowi nie jest wcale potrzebne uzdrowisko, ale uzdrowienie. Uzdrowienie władz lokalnych! jego autorami powinni być członkowie organizacji pozarządowych i wszyscy Ci, którzy aktywnie działają na rzecz naszego miasta (nie mylić z obecnymi politykami).
Większości z nas marzy się Olsztyn nowoczesny, przyjazny mieszkańcom i dobrze zarządzany.  Jestem oczywiście świadom obiektywnych trudności, których nie jesteśmy w stanie pokonać. Problemów, których nie zdołamy rozwiązać własnymi siłami. Marzy się nam miasto, które nie będzie drugim Wrocławiem czy Gdańskiem, ale które może być przyzwoitym średniakiem w skali ogólnopolskiej.
Obserwując w jakim kierunku zmierza Olsztyn, wielu z nas stwierdziło, że czas wziąć sprawy w swoje ręce. Dlatego zaczęliśmy zakładać stowarzyszenia, nieformalne grupy, organizować się na różne sposoby czy po prostu mówić głośno o pewnych problemach. Warto więć, na rok przed wyborami samorządowymi zastanowić się, czy udało się nam zmienić Olsztyn na lepsze. Moim zdaniem nie – pomimo wielu wysiłków. Olsztyn staje się coraz bardziej prowincjonalnym miastem, z którym coraz rzadziej się identyfikujemy. Jest miastem, w którym zaczynamy czuć się obco i na którego los nie mamy wpływu. Z Polski B stajemy się Polską C.
Gdy ponad dwa lata temu wstąpiłem do „Forum Rozwoju Olsztyna” FRO wierzyłem naiwnie, że działając z poziomu stowarzyszenia można dokonać widocznych zmian. Nie mówię tu o cudownej przemianie Olsztyna w krainę miodem i mlekiem płynącą. Wierzyłem jednak w możliwość zmiany w sposobie myślenia lokalnych władz o Olsztynie – trwałej zmiany. Zdaję sobie sprawę, że brak znaczących sukcesów to w jakimś stopniu nasza wina – mało efektywny sposób dotarcia do „zwykłych” mieszkańców i władz. Jednak zasadniczym problemem jest to, iż społecznicy oraz lokalni politycy i urzędnicy mówią w dwóch różnych językach i nigdy nie dojdą do porozumienia. Po dziesiątkach apeli, próśb, spotkań konsultacyjnych, wysłanych listów itp. itd., po kilku latach działań, jesteśmy dalej w tym samym miejscu. Nasi lokalni politycy nie zmienili się ani trochę. Prezydent Grzymowicz nadal nie rozumie czym jest dialog ze społeczeństwem i będzie realizował swoją wizję „rozwoju”, mimo iż nie znajduje ona poparcia wśród mieszkańców. Być może są wśród nas tacy, którzy wierzą, że zmiany powinny zachodzić w drodze ewolucji, nie zaś rewolucji i wyznają zasadę, że kropla drąży skałę. Uważam jednak, że Olsztyna nie stać na ewolucję. Bo taka ewolucja to powolne umieranie Olsztyna. Potrzebna jest natomiast obywatelska rewolucja!
Nadszedł w końcu czas, aby faktycznie wziąć sprawy w swoje ręce i spróbować sił w wyborach. Nie widzę obecnie innej, realnej możliwości wpływu na olsztyńską rzeczywistość. Uważam, że gdyby udało się połączyć różne grupy i organizacje, a także osoby działające w pojedynkę, możliwe byłoby stworzenie komitetu, który miałby realne szanse, aby uzyskać co najmniej skromną reprezentację w Radzie Miasta. Zresztą nie chodzi nawet o sam wynik. Chodzi o to, aby nadać kampanii wyborczej pewien ton, aby politycy od lat przyklejeni do stołków musieli wysilić się trochę bardziej niż dotychczas i skonfrontować z osobami spoza obecnego układu, które myślą według zupełnie innych schematów. Wierzę, że skoro umiemy współdziałać na co dzień, walcząc o lepszy Olsztyn, to potrafilibyśmy połączyć siły i zawalczyć również o realną władzę.
Do wyborów pozostało mniej niż 365 dni. To ostatni dzwonek, aby rozpocząć prawdziwą dyskusję o ewentualnym starcie. Taka dyskusja powinna być naturalną koleją rzeczy, szczególnie w Olsztynie, gdzie narzekamy na brak kompetentnych samorządowców, którzy potrafiliby sprawnie zarządzać miastem, mieliby wizję, a nie tylko politycznie zaplecze, dzięki któremu mogą trwać od lat przy władzy. Być może okaże się, że jest wielu, którzy również myślą o udziale w wyborach. Być może okaże się, że jest wielu takich, którzy chcieliby oddać głos na świeżych kandydatów. Jeśli tej dyskusji zabraknie, będzie to oznaczało, iż bardzo słabo wychodzi nam budowanie społeczeństwa obywatelskiego. Bo społeczeństwo obywatelskie to nie działanie dla samej idei, ale wykorzystywanie szans, gdy nadarzy się okazja i branie odpowiedzialności, gdy zachodzi potrzeba. A takim momentem będą nadchodzące wybory samorządowe.
Krzysztof Suchowiecki

piątek, 26 lipca 2013

Stołówka nieczynna z powodu przerwy obiadowej

Zgłosił się do nas czytelnik, z historią, która potwierdza, że w Olsztynie komuna wiecznie żywa, a patologie mają się dobrze.

W miniony weekend mieliśmy wymarzoną pogodę dla żeglarzy. Umiarkowanie ciepło, za to bardzo mocny wiatr praktycznie przez cały dzień. Czytelnik wraz z gośćmi z Warszawy wybrał się w niedzielę na przystań miejską "Słoneczna Polana" - tam gdzie przeniesiono sprzęt pływający OSiR. Pomysł był prosty - wypożyczenie omegi. Tymczasem na miejscu okazało się, że jest to niemożliwe. Wcale nie dlatego, że wszystkie były zajęte. Przy nabrzeżu cumowało sobie grzecznie conajmniej dziesięć!
 
Co więc było nie tak? Otóż bardzo ważny pan (z OSiR jak mniemam) powiedział, że dobry prezydent Grzymowicz zorganizował dla ludu regaty! W związku z tym pięć omeg jest niesprawnych technicznie a reszta czeka w rezerwie. Na komentarz, że regaty są dla jachtów kabinowych, pan powiedział, że omegami też pływają (!!!)
 
Ostatecznie skwitował rozmowę słowami - proszę przyjść w poniedziałek o 8.00 rano, dostępnego sprzętu będzie do wyboru.
 
I tak oto niezbyt mądry, finansowany z budżetu miasta relikt komunizmu pokazał, że dla pracownika najlepszy OSiR to OSiR bez klientów. Przecież dotacja z budżetu miasta i tak jest zapewniona, na pensje będzie - więc po co klienci. Klienci to tylko problem, dobra pogoda też jest problemem, najlepiej aby nie wiało ale za to padało. Wtedy nikt nie pojawi się po łódkę czy kajak i można cały dzień spędzić w kanciapie... A ludzie są dziwni, że chcą pływać w niedzielę, poniedziałek 8.00 to przecież najlepsza godzina!
 
Panicz na OSIRZE:

Tymczasem omegi stoją i czekają na jesień, bo trwają regaty:




 
Ogólna refleksja jest taka:
1. Sezon mamy krótki
2. Ceny za wypożyczanie omeg są wyśrubowane (30 zł za godzinę) - dla większości olsztyńskiej młodzieży są to ceny zbyt wysokie
3. Łódki przeważnie stoją nieużywane (obserwacja własna)
4. Jak już mamy to krótkie lato, jest weekend i wieje to OSiR organizuje regaty i "zamraża" sprzęt
5. Skandalem jest 5 (!!!) niesprawnych technicznie omeg w środku lipca
 
 
Ku mojemu zdumieniu całą tą żenująca sytuacja jest sukcesem Grzymowicza!
 
"Medale i puchary wręczał osobiście prezydent Olsztyna" - głosi podpis pod zdjęciem (olsztyn24.com)
 
 
Regaty były o Puchar Prezydenta Olsztyna, więc w mieście "dzieje się", Grzymowicz jest aktywny, medale i dyplomy wręczono. A to, że turyści i mieszkańcy są w tym całym cyrku zbędni to inna historia. Zapewne tak skończy się ta cała historia ze "strefami przedsiębiorczości". Garstka "kabiniarzy" będzie sobie regatować z Grzymowiczem i odbierać puchary, a masy dostaną kawałek zasyfionego wyciekami z silników (idiotyczny pomysł - marina obok kąpieliska) darmowego taplania.

 jak mniemam

poniedziałek, 22 lipca 2013

Budowlaniec partacz część 2 - czyli poszukiwania tramwaju

Szukając pozytywnych stron działalności P. Grzymowicza, zainspirowany propagandowym dodatkiem do Naszego Olsztyniaka przyjrzałem się projektowi tramwajowemu.
Z dodatku wynika, że jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej.  Urząd miasta opublikował też w internecie raport z postępów prac (link). Trzeba być naprawdę pozbawionym instynktu samozachowawczego aby tego rodzaju raportami zaklinać rzeczywistość. Czarno na biały widać, że mało się dzieje. Wiadomo powszechnie, że realizująca kontrakty firma FCC Construccion należy, do hiszpańskiej grupy, której sytuacja finansowa nie jest najlepsza. Zarówno sama FCC jak i inna spółka z grupy, Alpine Bau zeszły już z kilku budów w Polsce a przyczyny i tłumaczenia były różnorakie i przeważnie mętne.

Czy taki scenariusz grozi Olsztynowi? Za wcześnie oceniać ale ta budowa prowadzona jest tak jakby komuś zależało aby zamrozić jak najmniej środków. Nie widać zbyt wielu maszyn, wykonywane są głównie roboty przygotowawcze, nie zużywa się materiałów ani środków trwałych, nie powstaje żadna wartość dodana. Po prostu w kilku miejscach miasta, od wielu miesięcy nieduże grupki ludzi, ruszających się jak muchy w smole, ryją i przesuwają (bardzo często ręcznie) ziemię z jednego miejsca na inne. Wygląda to na typowe pozorowanie, w jednych miejscach zerwali nawierzchnie, w innych wykopali dziury lub wycięli drzewa a jeszcze gdzie indziej po prostu  ogrodzili teren. I to wszystko w szczycie sezonu budowlaneg, dzień jest długi, pogoda sprzyja.
Całość prowadzona jest tak jakby inwestor miał problemy z płynnoścą finansową albo starał się nie utopić zbyt wiele funduszy, na wypadek aby móc uciec z budowy bez zbyt wielkich strat.

Do czego to prowadzi? Zgodnie z harmonogramem na koniec 2014 roku miał nastąpić pierwszy przejazd tramwaju w ruchu liniowym. Tymczasem mamy lipiec 2013. Najprawdopodobniej jeszcze przez kilka miesięcy FCC podrąży dziury w ziemi, a w październiku dostaniemy komunikat, że w związku z warunkami pogodowymi sezon prac w budownictwie się zakończył i zostaną one wstrzymane gdzieś tak do kwietnia 2014. A potem Hiszpanie w ciągu 6 miesięcy wybudują całą linię tramwajową? Oczywiście , że nie. Pojawią się na pewno znane ze wszystkich olsztyńskich inwestycji miejskich scenariusze obejmujące zarówno wydłużenie czasu budowy jak i zwiększenie jej budżetu. O ile w ogóle projekt będzie kontynuowany w tej formule.

I proszę nie mówić, że wszystkiemu winne prawo zamówień publicznych. Po pierwsze to nie prawda, że najniższa cena jest jedynym kryterium, po drugie, to inwestor jest odpowiedzialny za taką konstrukcję przetargu i warunków współpracy aby zabezpieczyć swoje interesy. Najwyraźniej projekt tramwajowy przerósł ratuszowe harcerstwo zaprawione w uprawianym na szeroką skalę obkładaniu wszystkiego polbrukiem.
 
A sam raport? Idiotyczny, w rzeczywistości propagandziści ratuszowi przyznają się do niemocy swojej instytucji. To co pokazują to strzał we własne kolano - dokładnie widać, że po prawie roku prac postęp jest mizerny. Poniżej parę przykładów. Już sam wstęp powala wręcz optymizmem. Następnie fotografie i budujące napięcie opisy.

"Budowa linii tramwajowej toczy się już na czterech odcinkach. Oto relacja z placów budów z drugiego weekendu czerwca. Zdjęcia pokazują, co działo się na budowach toru technicznego do zajezdni wzdłuż ulic Dworcowej i Towarowej i odnogi do Kortowa wzdłuż ulicy Tuwima"
"Za skrzyżowaniem Towarowej ze Składową tramwaje skręcą na teren zajezdni."



"Dwutorowa linia do zajezdni pobiegnie pasem zieleni między jezdniami ulicy Towarowej."


"Na ulicy Tuwima tor (na razie pojedynczy, ale przy planowanym w kolejnym etapie przedłużeniu linii do Kortowa II pewnie już podwójny) pobiegnie po północnej stronie."




wtorek, 9 lipca 2013

Budowlaniec partacz - czyli po co to referendum

Wiem już dlaczego warto zrobić referendum i odwołać P. Grzymowicza. Spójrzcie na Elbląg - nikt o tym mieście nie mówił, to była Polska B, Polska Wschodnia, ściana wschodnia i inne głupoty. A teraz? Donald, Jarosław, Janusz, Leszek, Aleksander etc. Jeżdżą, obiecują, komplementują. Elbląg to teraz pełne perspektyw miasto hanzeatyckie, powiązane z regionem bałtyckim, z szansami na czwarty co do wielkości polski port, położone w znakomitym miejscu między Obwodem a Trójmiastem.
Donald zastanawia się co zrobić aby Elbląg był równie atrakcyjny dla Rosjan jak Gdańsk, minister Biernacki przywozi 50 mln złotych na budowę nowego budynku sądu. Nawet Jarosław wysilił mózgownicę i chlapnął, że pisowski kandydat ma super pomysł! Mianowicie ogłoszenia po niemiecku i szwedzku w Hamburgu i Karlsruhe, o tym, że Elbląg to dobre miejsce do inwestycji. Genialne, nie uważacie? Nikt na to wcześniej nie wpadł, można dać ogłoszenie i już inwestorzy przyjadą.
Tylko skąd to Karlsruhe? I ten szwedzki? Ano Jarosławowi pomyliła się zapewne Karlskrona z Karlsuhe (południowe Niemcy), ale to nieistotny szczegół.

Piękne? Wyobraźcie sobie ten czas antenowy, naprawdę warto ponieść koszty referendum aby stać się na jakiś czas pępkiem polskiej polityki. Tym bardziej na jesieni, sezon polityczny rozkwitnie po wakacjach. Do Olsztyna zjadą wszyscy. Nie wiem kogo poprze PO - ale na 100% przyjedzie Donald i da nam obwodnicę. Scenariusz może być taki, że kandydatem wspartym przez PO będzie właśnie Grzymowicz i jako kiełbasę faktycznie tą obwodnicę dostaniemy. Warto? Warto!

Co więcej Grzymowicz postraszony referendum nagle zaczął się aktywizować. Wprowadza budżet obywatelski, nawołuje do sprzątania miasta, udaje , że walczy ze szpetnymi reklamami, zdejmuje żółte barierki... Jeszcze chwila a ogłosi w ramach kiełbasy wyborczej, że zawiesza na czas kampanii dewastowanie miasta :)

Są jeszcze bardziej prozaiczne powody aby odwołać Grzymowicza. Chociażby dlatego, że to partacz. Spójrzcie jak wygląda droga do plaży miejskiej, wejście na plażę. To totalna prowizorka, zagrożenie dla zdrowia ludzkiego. Wszystko na odwal. W mieście rządzonym przez budowlańca inwestycje budowlane są prowadzone jak w Afryce!








Co gorsza elementem prac są tajemnicze i śmiercionośne (piszę to na poważnie) studzienki. Widział ktoś coś takiego? Okolice plaży miejskiej upstrzone są takimi nieudolnie pozakrywanymi dziurami. Głębokie to na conajmniej kilka metrów, wąskie , a na dole woda. Wyobraźmy sobie co się może stać.



Jak powiedział nam ekspert, budowlaniec istniejący plan bezpieczeństwa i ochrony zdrowia dla tej budowy na pewno określa należyte zabezpieczenie tych miejsc, inaczej nie byłoby pozwolenia na budowę.
Za ewentualne wypadki odpowiada Kierownik Budowy. W tym wypadku, gdyby ktokolwiek tam wpadł (czego nikomu nie życzę) poszedłby siedzieć. Miejsce powinno być oznakowane słupkami i taśmą, lub dziury powinny być zamknięte w sposób TRWAŁY.

A to , że planu się nie przestrzega i miasto jako inwestor na to pozwala, a nadzór budowlany przymyka oko?
Teren nieogrodzony, nieoznaczony, wstęp wolny, i dziury pułapki, odkryte bądź zakryte zgniłą dyktą. Olsztyn po prostu! U Grzymowicza-budowlańca każda "inwestycja" to chaos, bałagan, opóźnienia, przekroczenia budżetu, usterki, niedoróbki etc.









PS. Prośba do odpowiednich służb o interwencję! A P. Grzymowiczowi już podziękujemy.


piątek, 21 czerwca 2013

Cudownie to poczuć, ale sensu w tym nie ma


Nowa kampania promocyjna regionu to kolejne pieniądze wywalone w błoto. W Warszawie widać te plakaty, w różnych dziwnych miejscach, tak jak tu - obok Maryli Rodowicz i Solarium ABI. Czy taki przekaz się przebije? Czy zachęci kogoś? Nie, ale 10 milionów na kampanie uda się zutylizować.

Odpowiadając na pytanie jednego z czytelników - dlaczego uważam, że przekaz słabo się przebije:
1. Zdjęcie z plakatu jest ładne ale ginie w w tłumie spamu reklamowego, który jak widać jest dość niskich lotów. Warmia i Mazury w towarzystwie kas pancernych i gołej baby to nie jest dobre pozycjonowanie. 
2. Rozmiar i kadr zdjęcia nie pasują do reklamy wielkoformatowej. Z dołu widać tylko, że na dole plakatu jest biało, wyżej czerwono, potem trochę błękitu i zieleni. W porównaniu do niektórych zdjęć z kampanii Mazury Cud Natury wypada to bez polotu.
3. Promocja regionu, który liczy się na rynku turystycznym tylko latem, powinna się zacząć w styczniu, lutym!
Czy komuś zabrakło wyobraźni? Tylko mały odsetek ludzi planuje swoje wakacje w czerwcu, co więcej ci z największymi budżetami dawno już mają zarezerwowane wakacje. Po co oplakatowywać Polskę w czerwcu, lipcu a pewnie i sierpniu? Licząc na tych nielicznych, którzy tknięci impulsem, zwabieni plakatem przyjadą do nas? Bez sensu.
4. Póki co kampania nie wydaje się być nastawiona na jakąkolwiek grupę docelową ani nie niesie za sobą czegoś co marketingowcy nazywają "unique selling proposition". To po prostu przypadkowy wybór zdjęć krajobrazowych. Takie strzelanie "panu Bogu w okno" od dawna nie sprawdza się w reklamie. To raczej zagrywka wizerunkowa Urzędu Marszałkowskiego, skierowana do nas ! Mamy widzieć i doceniać jak "oni" się dla nas starają.



Przykład drugi - promowanie regionu w stolicy tego regionu :)
Ewidentne działanie na pokaz - nie chodzi o dotarcie do turystów, ale chodzi o pokazanie mieszkańcom, że "dzieje się"


















I Jeszcze dodatkowa informacja - liczba turystów korzystających z obiektów noclegowych w okresach styczeń-czerwiec w latach 2011 i 2012, dla wybranych województw. (źródło)

Dolnośląskie:  983,2 tys. i 1 047 tys.

Kujawsko-Pomorskie:  381,5 tys. i 395,7 tys.

Opolskie: 104,2 tys. i 112,5 tys.

Podlaskie: 220,3 tys. i 224,7 tys.

Pomorskie: 688 tys. i 739,6 tys.

Warmińsko-Mazurskie: 407,8 tys. i 404,5 tys.

Spadek miał miejsce w 5 województwach: śląskim, mazowieckim, podkarpackim, lubelskim i warmińsko-mazurskim.

Znacznie gorzej wygląda to gdy porównamy liczbę udzielonych noclegów : 950 tys. w 2011 i tylko 874,7 w 2012 ! Czy więc poprzednia kampania Mazury Cud Natury to na pewno taki sukces jakim ją obwołano?

Poproszę urzędników o pokazanie mierzalnych wskaźników co dała regionowi tamta kampania! Poproszę także o mierzalne cele dla tej, która właśnie startuje. Jeśli nie zostaną osiągnięte to autorzy kampanii niech poniosą konsekwencje!

Wydanie 10 milionów złotych to nie jest żaden sukces. To tylko gierki pieniędzmi podatników.

Dochodzimy także do innego istotnego wątku. Jaka jest sytuacja branży turystycznej na Warmii i Mazurach? Branża się rozwija się czy się kurczy? Pytanie istotne w kontekście tego, że mamy ponoć w ramach tzw. "inteligentnych specjalizacji" nastawić się na turystykę, rybactwo i leśnictwo właśnie. 



środa, 12 czerwca 2013

Olsztyn kocham ale jest brzydki

Czas to w końcu zaakceptować. Olsztyn posiada pewne oczywiste walory związane z położeniem, poza tym odziedziczył "po Niemcu" sporo wysokogatunkowych budowli (zamek, kościoły, szkoły, koszary, szpitale, kamienice). Budowle te robią wielkie wrażenie, na nieznających tego typu architektury przybyszach np. z Mazowsza i powodują opinię, że jest ładnie.
Tymczasem wcale tak nie jest - aby próbować to zmieniać, trzeba przede wszystkim zaakceptować stan faktyczny a nie udawać. Docierają do nas głosy, że poprzez dokumentowanie i piętnowanie brzydoty, dewastacji przestrzeni publicznej i bezguścia szkodzimy naszemu miastu. Co za nonsens!
Naturalnym odruchem cywilizowanego człowiek na bród i smród jest woda i mydło a nie zatykanie nosa!

 
Olsztyn jest miejscem gdzie działa zasada "zewnętrznego autorytetu". W opinii większości mieszkańców Hołek może łamać przepisy ruchu drogowego bo to przecież człowiek sukcesu, krytykować go mogą tylko "zawistni zazdrośnicy". Normalny człowiek pada przed nim plackiem, bo to przecież Hooołek.
 
Podobnie w innych sferach życia, co typowe dla społeczeństw postkolonialnych w Olsztynie szacunkiem cieszą się różnego rodzaju ludzie na stanowiskach lub z pieniędzmi. Nieważne czy mądry czy głupi, czy zarobił czy ukradł czy postępuje etycznie czy egoistycznie. Jeśli jest to np. prokurator, albo radny, albo właściciel piekarni to statystyczny Olsztynianin darzy takiego sporą dozą lęku, podziwu i uznaje jego wyższość. To taki objaw częsty w społecznościach gdzie panuje niewiara we własne siły i możliwości a wszelki przywilej upatrywany jest jako pochodzący od "pozycji" społecznej". Także przywilej posiadania własnego zdania.
 
Pisaliśmy od dawna, że Olsztyn brzydki jest. Łamie to oficjalne stereotypy np. Olsztyn kocham, Olsztyn jest piękny, Olsztyn moja mała Ameryka. Niewielu się z nami zgadzało. Jeśli piszą o tym na ogólnopolskich stronach Rzeczpospolitej i Gazety Wyborczej to może ten "autorytet zewnętrzny" w końcu wytłumaczy to skutecznie mieszkańcom. Pomarzyć można, że kiedyś Hołek albo Norbi powiedzą, że jest brzydko... A jakby Mamed Khalidov powiedział prawdę prosto w oczy, że jest brzydko to na pewno by się rozjaśniło w łepetynach i odetkałyby się nosy. Bo przecież jak sam widzę, że jest syf to nie może być prawda, ale skoro Mamed mówi...
To taka dygresja o tym jak działa mechanizm autorytetu, ostatnio GO opublikowałą wywiad z Mamedem - który mocno filozofował. Taka kolejna ciekawostka olsztyńska, rozumiem, że Mamed jest dobry w biciu po gębie ale żeby zaraz publikować wykłady ex cathedra, w których facet tłumaczy nam otaczający nas świat a dyplomem "admy" z UWM chwali się jak habilitacją? Koniec dygresji.
 
Ostatnie olsztyńskie sukcesy to także nasza zasługa!  Wylansowaliśmy "olsztyńskiego gałdiego", który zajął drugie miejsce w konkursie Makabryła 2012. Naszą uwagę na ten budynek zwrócił w 2011 roku Warmiak z dziada, pradziada, taki który rozróżnia fyrtel od zydlunga. Nic dziwnego, że takiego, rozpychająca się w Olsztynie brzydota kole w oczy.
 


Już po kilku dniach gałdi był tematem u u pana Kursa - a stamtąd krótka droga do konkursu Makabryła organizowanego przez jeden z portali grupy Agora.

Jeszcze lepiej poszło nam z tym zdjęciem, które ilustrowało m.in. artykuł o Malborku zwanym Versalem
 
 
 
 
 
Wysłane przez FRO na konkurs Miastoszpeciciela podbiło Polskę. Trafiło na ogólnopolskie strony największych gazet. O Olsztynie znowu zrobiło się głośno.
Tylko P. Grzymowicz tkwi nadal w swoim cielęcym zachwycie, bo przecież o takim mieście marzył wyjeżdżając z Nowego Miasta Lubawskiego. Wmawia, nam, że jesteśmy drugim Londynem a tymczasem straszy!

 
 



wtorek, 21 maja 2013

Na Białorusi też mówią, że rozwój trwa

Usłyszałem od kogoś, że gdyby Unia płaciła za smarowanie ulic brunatną substancją to ratusz oczywiście z uporem realizowałby ten proces dopóki nie wyciągnąłby ostatniej złotówki.

W ten sposób poprzez rozmaite projekty zwane inwestycjami (g... prawda, bo inwestycja nie oznacza zwykłego wydania środków, aby inwestycja była inwestycją musi przynosić jakąś korzyść. To co się robi w Olsztynie to konsumpcja unijnej kasy) grupa okaleczonych estetycznie technokratów funduje nam obrzydliwe krajobrazy. 
Nie mogę się tu oprzeć pewnej złośliwości - w szarej kamienicy po lewej mieszka pan Paweł J. - siał wiatr pod oknami innych zebrał burzę u siebie.

Proces psucia trwa - dlatego Warszawska w maju wygląda tak jak na zdjęciu poniżej. Przecież to typowa betonowa rynna, która wprowadza strumień pojazdów do centrum. Kto porusza się tą trasą wie zapewne co zaczęło się dziać po wybudowaniu tzw "buspasów" - powstał najlepszy kawałek do ścigania się w całym mieście. To już chyba faktycznie lepiej mieszkać w Wersalu-Malborku niż w takich Baranowiczach jak na dole.


źródło: tramwaje.olsztyn.eu

Berlin w maju z kolei wygląda tak, czy jest pewna różnica?



Optymiści powiedzą w tym miejscu "za to Stare Miasto mamy piękne". To skoro jeśli takie piękne, czy nie czujecie się jakby właśnie ktoś Wam dał w gębę? Na ulicy Prostej właśnie poczęstowano nas estetyką rodem z Wilkowyj. Elewacja w typie wczesne lata 90te. 
Chłopaki od mazania sprayami po murach - nie lubię Was, ale tym razem to i mi się farba w plecaku otwiera... 



Powala oferta sklepu, gość nie dość, że popsuł tym różem całą ulicę, to jeszcze załatwił sobie artykuł w GW gdzie wychwala swoje hot-dogi.


"Znajdą się w nim artykuły spożywcze i przemysłowe - zapowiada Karol M. prowadzący punkt. - W oddzielnym miejscu stanie "kawowar". Oprócz wypicia kawy będzie można zjeść tam hot-dogi."

I tu należą się podziękowania Karolowi M. za tą szczyptę Zachodu w postaci hot-dogów. To na pewno na taką ofertę czeka Stare Miasto! Ale ja poproszę o więcej. Panie Karolu a nie dałoby się do oferty wprowadzić hamburgerów? Marzy mi się taka oferta jak poniżej. Od jednego gościa z baru w Uniszkach Gum. (to na trasie do Warszawy)  słyszałem, że mrożone zapieksy z mikrofali też dają zarobić...



Tymczasem w Toruniu, to nawet Biedronka pokazała, że można wyjść z twarzą i na Szerokiej postarała się o w miarę cywilizowaną stylizację. A w Olsztynie NIEDASIĘ !




Nie da się też powstrzymać baranów parkujących na chodnikach przy Okopowej. Conajwyżej tam gdzie ciężkie SUVy rozgniotły nowe chodniki, łaskawcy postawili betonowe kosze na śmieci aby zamaskować proces gnicia.
Oczywiście Straż Miejska jest wielce zaskoczona faktem nielegalnego parkowania w tym miejscu. A tymczasem sam kilka (!) razy dzwoniłem z donosami. Odzew jak zawsze zerowy.




Podsumowując - miasto się rozwija i chyba większa część mieszkańców jest z tego zadowolona.

czwartek, 9 maja 2013

Jaka reklama Versalu taki i Versal

Pamiętacie reklamę "Versalu"? Złośliwi malkontenci mówili, że skoro reklama szpeci miasto to osiedle na pewno zeszpeci je jeszcze bardziej.



No i teraz mamy ten wersal na miarę olsztyńskich aspiracji i możliwości. Przejeżdżając ul. Armii Krajowej można się natknąć na taki oto bunkier usytuowany w pięknej okolicy nad Jeziorem Kortowskim. Ponoć od strony jeziora są balkony, ale od strony miasta widać sporą liczbę otworów strzelniczych. Ale ci którym przypadły balkony niech się nie cieszą. Między waszymi balkonami a linią brzegową deweloper chce coś jeszcze zbudować. Także nici z widoku na jezioro. Nici z Wersalu, będziecie mieli zamek krzyżacki w Malborku.




Czyż nie piękne? Człowiek człowiekowi zgotował ten los i jeszcze kazał mu za to słono zapłacić. Ciągle się zastanawiam co jest nie tak z tym miastem, że ludzie kupują mieszkania w takich Wilczych Szańcach. Poza tym kto wydaje pozwolenia na budowę? Kto projektuje te szkarady?

I pomyśleć, że kiedyś ludzie w tym mieście mieszkali tak:



wtorek, 7 maja 2013

Drogi Przywódca zwiedza Olsztyn na rowerze niosąc pochodnię nadziei

 
Jeden z czytelników zwrócił naszą uwagę na to dzieło sławiące naszego dynamicznego prezydenta, który przemierza miasto i rozwiązuje problemy niosąc pochodnię nadziei. Dzieło czyli  "Zwiadowcza wycieczka rowerowa Prezydenta Piotra Grzymowicza" wygląda na zupełnie nieudaną kopię niedoścignionej propagandy z Korei Północnej.
Poczytajmy te bardziej pikantne fragmenty z działań naszego największego zwiadowcy:
"Prezydent podczas swojej wycieczki jednośladem sprawdził m.in. jak wyglądają prace przy buspasach i na ul. Bałtyckiej."
– na buspasach zakończono wylewanie tzw. warstwy ścieralnej i pozostaje już tylko malowanie pasów, regulacja sygnalizacji i dokończenie chodników, co pozwoli zakończyć inwestycję w drugiej połowie maja;
– na ul. Bałtyckiej kończy się przebudowę sieci i jeszcze w tym roku obydwa pasy będą przejezdne;
– na trakcie spacerowym nad Jez. Długim poprawiono ścieżkę w jej leśnej części, a ponieważ jest objęta gwarancją, wymagany stan techniczny na pewno wyegzekwujemy;
– w Parku Centralnym zaczęły się główne roboty, więc jesienią dojdą nam nowe piękne miejsca spacerowe;
– nad Krzywym ruch i coraz lepiej widać, że będzie gdzie spacerować i co równie ważne inwestować."

Warsztat jeszcze nie ten, siła sprawcza naszego Drogiego Przywódcy też nie ta, ale wzorce czytelne. Ileż korzyści miasto odnosi z osobistego, rowerowego nadzorowania frontu robót. Szkoda, że to była niedziela - gdyby Grzymowicz wybrał się w teren w dzień roboczy to mógłby oświecić robotników na budowach swoimi przenikliwymi radami i rozwiązać ich problemy tak jak panowie poniżej:
 
zdjęcia i opisy www.krld.pl
 
Szanowny Przywódca Kim Dzong Un przeprowadza inspekcję przedsięwzięć budowlanych Koreańskiej Armii Ludowej
 
 
Przywódca Kim Dzong Il odwiedza ciepłownie w Chongjin aby na miejscu rozwiązać jej problemy maszynowe - 1984

Przywódca Kim Dzong Il udziela wskazówek na miejscu w Hucie Stali nr 8 - 1988

piątek, 26 kwietnia 2013

Rockefeller w Allenstein

Na bardzo ciekawej stronie ze zdjęciami dawnego Olsztyna pojawiła się dyskusja na temat co to za dziwne urządzenie, pionowy słupek, stojący na moście Jana, na prawo od pierwszego tramwaju
.
 
Blog przyjrzał się sprawie i okazało się, że to fragment historii miasta pokazujący, że już w latach 30stych w Olsztynie widoczne były objawy globalizacji. Z pomocą przyszło sowieckie zdjęcie ze zdobycia Olsztyna: okazało się, że tajemnicze urządzenie to dystrybutor paliwa niemieckiej części dawnego Standard Oil - imperium naftowego Johna Rockefellera.




Przy okazji pochyliliśmy się nad kolejną zagadką z fanpage Allenstein, Olsztyn. Gdzie mieściły się markety Edeka i Kaiser's? Bo że były w Olsztynie to nie ulega wątpliwości, dyskusja dotyczyła właśnie tego GDZIE. 




Przeprowadzone śledztwo pozwoliło zlokalizować Edekę (ale i na Kaiser'sa przyjdzie czas). W internecie znaleźć można adres widocznej w lewym dolnym rogu Hohenzollern Apotheke - Richtstraße 24  - a Edeka miała numer odopowiednio o jeden niżej - Richtstraße 23. Edeka handlowała więc najprawdopodobniej w parterowym budynku tuż przy moście - możliwe też, że na zdjęciu widać logo sklepu.  Czyli oprócz Rockefellera w  latach 30tych obecne były w Olsztynie duże sieci handlowe z Niemiec. Obecnie Edeka to największy operator supermarketów w Niemczech. W skład Grupy wchodzą m.in. sklepy Edeka, Plus, Netto i SPAR.
 
 
 



 

środa, 27 marca 2013

Kiedyś Wąchock teraz Olsztyn ?

Kiedyś krążyły dowcipy o Wąchocku, od kilku lat niestety stopniowo rolę jaką we Włoszech pełni Sycylia a   w Rumunii Transylwania zaczyna pełnić Olsztyn, a w zasadzie cały region. Brakuje tylko Drakuli. Media "centralne" lubują się w podawaniu newsów jakoby to na " złapano pedofila z Mazur" albo, że "chłop  z Mazur zgwałcił źrebaka" albo że "na Mazurach tylko mróz i śnieg" ( a z mapki w tle widać, że to o Suwałki chodzi). Z upodobaniem pojawiają się artykuły jaka to u nas bieda i bezrobocie - jakby pod Kielcami czy pod Radomiem panował wszechobecny dobrobyt. Takiż sam pedofil złapany na Mazowszu jest już tylko "zwykłym" a nie mazowieckim pedofilem.

Z kolei z filmu "Essential Killing" Skolimowskiego wynika, że na Mazurach pełno jest karmiących matek z dzieckiem u piersi, które walają się pijane w śniegu w ciuchach z lat 50tych. Głodnemu wędrowcowi wystarczy taką tylko sterroryzować pistoletem...



Dzisiejsza Wyborcza przelała czarę goryczy. Artykuł o kasie utopionej w programie rewitalizacji polskich dworców zilustrowała a jakżeby zdjęciem Olsztyna. Tego Olsztyna na który PKP wypięło się dawno, jak i zresztą na cały region - potrafi tylko likwidować linie kolejowe. O remoncie olsztyńskiego dworca mowy nie ma! Na modernizowane masowo w Polsce dworce poszło już ok miliarda złotych - ale jak dochodzi do przekrętów to nalezy pokazać Olsztyn. 
Czemu? Zapewne wpisuje się to w przesłanie Olsztyn = Dziki Zachód, to ten region gdzie zbudowali zimne termy!!! Robią tam też przewały na dworcach! Tylko czekać aż artykuły o przekrętach autostradowych będą ilustrować zdjęciami Olsztyna.




Czy da się coś z tym zrobić? Oczywiście, że tak. Gdzie jest pan dyrektor Marek "forma przetrwalnikowa" C. , który bierze pieniądze za promocje miasta? Czy nie wie, że takie jedno zdjęcie w Wyborczej zrobi więcej szkody niż on dobrego przez cały rok? Artykuł opublikowano o 7:51. Uważam, że już o 8.00 telefon na biurku Michnika (przysłowiowego) powinien być rozgrzany do czerwoności połączeniami z Olsztyna ! To skandal, że to zdjęcie nadal tam jest. Tak się tego rodzaju sprawy załatwia - monitoruje się media i walczy o swoje.

Niestety jednak skoro mamy głupie i śmieszne władze, które realizują głupie i śmieszne projekty (np. zimne termy) to cięzko się z nas nie naśmiewać. Jesteśmy po prostu łatwym żerem, biedni bo głupi , głupi bo biedni.

A może zaprosić grupę opiniotwórczych dziennikarzy prasowych na sponsorowany pobyt "szkoleniowo-studyjny" w regionie? Warsztaty "robocze" na trasie Termy Warmia Park w Pluskach, Hotel Krasicki w Lidzbarku i Hotel SPA Wzgórza Dylewskie z pewnością rozjaśniłoby ciemnej masie dziennikarskiej obraz Warmii i Mazur i przyczyniłoby się do poprawy "prasy" regionu? Kasę pozyskać z projektu unijnego :)  Tak też takie sprawy się załatwia. Ale wydaje się, że regionalni mistrzowie od promocji nie widzą problemu, że wyrabiamy sobie markę "trzeciego świata".