Pokazywanie postów oznaczonych etykietą olsztyński matrix. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą olsztyński matrix. Pokaż wszystkie posty

piątek, 26 lipca 2013

Stołówka nieczynna z powodu przerwy obiadowej

Zgłosił się do nas czytelnik, z historią, która potwierdza, że w Olsztynie komuna wiecznie żywa, a patologie mają się dobrze.

W miniony weekend mieliśmy wymarzoną pogodę dla żeglarzy. Umiarkowanie ciepło, za to bardzo mocny wiatr praktycznie przez cały dzień. Czytelnik wraz z gośćmi z Warszawy wybrał się w niedzielę na przystań miejską "Słoneczna Polana" - tam gdzie przeniesiono sprzęt pływający OSiR. Pomysł był prosty - wypożyczenie omegi. Tymczasem na miejscu okazało się, że jest to niemożliwe. Wcale nie dlatego, że wszystkie były zajęte. Przy nabrzeżu cumowało sobie grzecznie conajmniej dziesięć!
 
Co więc było nie tak? Otóż bardzo ważny pan (z OSiR jak mniemam) powiedział, że dobry prezydent Grzymowicz zorganizował dla ludu regaty! W związku z tym pięć omeg jest niesprawnych technicznie a reszta czeka w rezerwie. Na komentarz, że regaty są dla jachtów kabinowych, pan powiedział, że omegami też pływają (!!!)
 
Ostatecznie skwitował rozmowę słowami - proszę przyjść w poniedziałek o 8.00 rano, dostępnego sprzętu będzie do wyboru.
 
I tak oto niezbyt mądry, finansowany z budżetu miasta relikt komunizmu pokazał, że dla pracownika najlepszy OSiR to OSiR bez klientów. Przecież dotacja z budżetu miasta i tak jest zapewniona, na pensje będzie - więc po co klienci. Klienci to tylko problem, dobra pogoda też jest problemem, najlepiej aby nie wiało ale za to padało. Wtedy nikt nie pojawi się po łódkę czy kajak i można cały dzień spędzić w kanciapie... A ludzie są dziwni, że chcą pływać w niedzielę, poniedziałek 8.00 to przecież najlepsza godzina!
 
Panicz na OSIRZE:

Tymczasem omegi stoją i czekają na jesień, bo trwają regaty:




 
Ogólna refleksja jest taka:
1. Sezon mamy krótki
2. Ceny za wypożyczanie omeg są wyśrubowane (30 zł za godzinę) - dla większości olsztyńskiej młodzieży są to ceny zbyt wysokie
3. Łódki przeważnie stoją nieużywane (obserwacja własna)
4. Jak już mamy to krótkie lato, jest weekend i wieje to OSiR organizuje regaty i "zamraża" sprzęt
5. Skandalem jest 5 (!!!) niesprawnych technicznie omeg w środku lipca
 
 
Ku mojemu zdumieniu całą tą żenująca sytuacja jest sukcesem Grzymowicza!
 
"Medale i puchary wręczał osobiście prezydent Olsztyna" - głosi podpis pod zdjęciem (olsztyn24.com)
 
 
Regaty były o Puchar Prezydenta Olsztyna, więc w mieście "dzieje się", Grzymowicz jest aktywny, medale i dyplomy wręczono. A to, że turyści i mieszkańcy są w tym całym cyrku zbędni to inna historia. Zapewne tak skończy się ta cała historia ze "strefami przedsiębiorczości". Garstka "kabiniarzy" będzie sobie regatować z Grzymowiczem i odbierać puchary, a masy dostaną kawałek zasyfionego wyciekami z silników (idiotyczny pomysł - marina obok kąpieliska) darmowego taplania.

 jak mniemam

niedziela, 28 października 2012

Olsztyński punkt widzenia i punkt siedzenia


Bardziej zorientowani w olsztyńskich realiach czytelnicy mówią nam, że problematyka poruszana w artykułach wskazuje na brak zrozumienia sytuacji i motywów postępowania drugiej strony - czyli tych o których piszemy. Idąc dalej polecają abyśmy wczuli się w skórę olsztyńskiego pana i wójta i spojrzeli na świat z ich strony.

W związku z tym dzisiejsza próba kilku ostatnich wydarzeń z obszaru gospodarczego w Olsztynie oczami głównych aktorów olsztyńskiego matrixu. Postaram się dokonać próby przedstawienia tych wydarzeń z perspektywy bloga - czyli podchodząc do tematu z punktu widzenia logiki i interesów "ogółu" a dla porównania spróbuję zdiagnozować odczucia i motywacje matrixu dla każdej z opisanych sytuacji. Oczywiście jest to tylko pewna próba, nie wiemy czy naprawdę tak jest. Poniżej hipotetyczna analiza trzech wiadomości z ostatnich dni.

1. Jarmark świąteczny tylko w weekend, bo nie ma dotacji unijnej na jego organizację (link) 

Wariant 1: Podejście logiczno-zdroworozsądkowe.
Jarmarki lokalne do dziś służą wykładowcom uczącym studentów na I roku studiów ekonomicznych do wyjaśnienia idei wolnego rynku. Jarmark to esencja takiego rynku - spotykają się producenci/sprzedawcy i klienci. Następuje przepływ dóbr i pieniądza. Wszyscy na tym korzystają, jedni zarabiają inni zaspokajają swoje potrzeby materialne. Jarmarki świąteczne to w Niemczech wielki biznes szacowany na 5 mld Euro rocznie. Jarmark to pewien szczególny rodzaj handlu i nie rozumiem, czemu brak dofinansowania z Unii nie pozwala nam handlować? Czy targowisko na Grunwaldzkiej powstało za pieniądze unijne? Oczywiście nie, w czym więc problem?

Wariant 2: Podejście matrixowe
Jarmark to taki kolejny rodzaj imprezy wynalezionej przez człowieka z ratusza (facet był w Niemczech i odkrył proch - czyli napił się Gluhweina a potem sprzedał to w Olsztynie jako swój pomysł).

Jarmark to okazja abyśmy wypromowali się jako Ci, którzy coś robią dla miasta i uzasadnili swoje istnienie. Dlatego jarmark nie może być rynkiem w sensie ekonomicznym, musi to być odgórnie zaplanowane i sterowane przez nas wydarzenie. Co więcej my powiemy kto i na jakich zasadach tam wystawi stoisko a także my wydamy pieniądze unijne na organizację - są więc szanse na jakieś dodatkowe korzyści. Jeśli nie ma dodatkowych 700 tys. z Unii na jarmark to nasza korzyść nie jest na tyle duża aby całą imprezę organizować.

Komentarz: przy takim podejściu już niedługo może się okazać, że bez środków unijnych nie wybudujemy żadnej drogi, nie wyremontujemy żadnego zabytku, nie kupimy nowego autobusu a na koniec zamkniemy sklepy spożywcze - bo Unia nie dofinansuje.
 

2. UWM pozyskał pieniądze na projekty dla biznesu i za te pieniądze pracownicy UWM odbędą staże w firmach i opracują pomysły na wsparcie biznesu tych firm. (link)

Wariant 1: Podejście logiczno-zdroworozsądkowe.
Współpraca na linii nauka- biznes, której w naszym kraju nie ma polega na tym, że prywatny kapitał wspiera uczelnie w prowadzeniu badań, z których to wyników badań potem korzysta. Tak jest na przykład w USA i to tam rozkwitają najlepsze uczelnie. Dotowanie uczelni po to aby pracowała dla potrzeb biznesu nadal jest po prostu oddalonym od potrzeb rynku dotowaniem jakbyśmy tego nie nazwali. Naukowiec zostanie opłacony niezależnie od tego czy jego pomysł znajdzie zastosowanie praktyczne w firmie.
 
Wariant 2: Podejście matrixowe
Nie wiadomo czy uczelnia jest w stanie komukolwiek pomóc na tyle skutecznie aby ktoś zapłacił za doradztwo biznesowe czy badania nakierowane na potrzeby biznesu. Załatwmy jakąś kasę z budżetu bądź z projektu unijnego, a wtedy nawet jak pomysły naszych naukowców nie zostaną wykorzystane bo będą słabe to firmy się na to nie obrażą, bo nie będą przecież za to płacić. A, że jakieś środki publicznę zostaną zużyte nieproduktywnie. Trochę ludzi sobie dorobi.

Komentarz : miało być znowu śmiesznie, ale... W realiach polskich przyznać trzeba, że podejście matrixowe jest korzystne dla Olsztyna. Niezależnie od przydatności pomysłu, do miasta i uczelni spłyną jakieś fundusze i zasilą regionalną naukę i gospodarkę. Także nie można się przyczepić - UWM zagrał tak jak system pozwala. A kto wie może faktycznie powstaną jakieś dobre pomysły?


3. Olsztyńska loża BCC wyśle list do premiera postulując m.in. podniesienie poziomu edukacji ekonomicznej społeczeństwa i usprawnienie pracy aparatu skarbowego oraz zakończenie medialnych nagonek na firmy finansowe, zajmujące się pośrednictwem, oraz odbudowanie społecznego zaufania do przedsiębiorczości. (link)
Prezes Olsztyńskiej loży BCC - pan Wiesław Lubiński - fot. www.ro.com.pl

Wariant 1: Podejście logiczno-zdroworozsądkowe.
Olsztyn ma dużo bardziej prozaiczne problemy ograniczające możliwości prowadzenia biznesu i wzorstu gospodarczego niż chociażby zaufanie do przedsiębiorczości. Z kolei troska o firmy finansowe brzmi jak żart, czyżbyśmy utożsamiali nasze interesy z interesami órżnych tam ambergoldów i ołpenfajansów? A co z drogami i połączeniami kolejowymi do Olsztyna? Co z lotniskiem? Co z wysokim bezrobociem w regionie ograniczającym siłę nabywczą klienteli biznesów prowadzonych przez panów z BCC?
 
Wariant 2: Podejście matrixowe
Co jakiś czas musimy się przypomnieć, że istniejemy i że coś robimy. Najlepiej jak będzie to strzał z grubej rury, w Olsztynie to zrobi wrażenie, że piszemy do premiera. Poza tym może media ogólnopolskie podchwycą temat i ktoś usłyszy, że istniejemy? Można by wprawdzie napisać o problemach regionu, ale przecież prowadzimy swoje firmy od 20 lat i jest nam w miarę dobrze. W sumie to po co nam te lotnisko? A nuż przyleci jakiś Poznaniak i założy nam coś konkurencyjnego? Po co nam w ogóle rozwój gospodarczy miasta jeśli miałby oznaczać otwarcie na zewnętrznych inwestorów? Nawet jak nie będą z nami konkurować bo będą to Koreańczycy produkujący telewizory to podkupią siłę roboczą, trzeba będzie Olsztyniakom płacić większe pensje.

Komentarz: krótkookresowo zapewne racja. Poza tym panowie biznesmeni nie są od zbawiania świata, ale od interesów. Ale w ten właśnie sposób podcinają gałąź na której siedzą - biedne miasto = mała siła nabywcza, mały rynek zbytu etc. Czym więcej ludzi wyjedzie z Olsztyna w poszukiwaniu lepszego życia tym mniejsze możliwości biznesowe na przyszłość itd. itp. 

Podsumowując - wychodzi na to, że jakieś ogólnie zgodne, racjonalne działanie dla zwiększenia pomyślności gospodarczej Olsztyna samoistnie nie nastąpi. Zbyt duża jest różnica interesów w potrzebach wszelakich grup, które mają silną pozycję w mieście takich jak urzędnicy, lokalni biznesmeni, uniwersytet, a jeszcze większa jest rozbieżność tych interesów z interesem ogółu mieszkańców. Oczywiście czasami może pojawiać się pewna zbieżność, ale tylko okazjonalna i przypadkowa.  To taki model rodem z socjalizmu - to nic, że ogólnie wszyscy mamy gorzej niż gdzie indziej, ale akurat moja grupa ma lepiej niż większość.

Co więc należy zrobić? Opracować jakiś plan działania dla miasta oparty na sytuacji którą Ronald Reagan opisał nastepująco "wysoka woda podnosi wszystkie łódki". Na ogólnej poprawie sytuacji gospodarczej miasta długookresowo zyskaliby wszyscy. Brakuje tylko lidera, który zebrał by środowiska opiniotwórcze i decyzyjne, stworzył wspólną platformę dyskusyjną i rozpoczął debatę. Środowisko urzędnicze jest w Olsztynie na tyle jałowe intelektualnie, że raczej tej roli nie podejmie. Może więc UWM? 


czwartek, 13 września 2012

Wabienie jeleni w Olsztynie


Co jakiś czas warto przyjrzeć się kolejnym, dobrze zamaskowanym bastionom olsztyńskiego matrixu, które wiodą życie mlekiem i miodem płynące - za nasze, publiczne pieniądze oczywiście. Głównym zajęciem w tych miejscach jest nicnierobienie i markowanie działania. Zgromadzony w tych miejscach aparat urzędniczy jest zawsze w stanie udowodnić potrzebę swojego istnienia a nawet potrzebę zajmowania kolejnych budynków i tworzenia kolejnych etatów. Mechanizm ten nazwać można "wabieniem jeleni", te jelenie to oczywiście my, mieszkańcy i podatnicy.

Biorąc pierwszy lepszy przykład ponawiamy wizytę na serwisie internetowym starostwa powiatu olsztyńskiego i jak zwykle nie rozczarowujemy się. Praca aż wre! W ostatnich dniach delegacja starostwa na czele z Mirosławem Pampuchem wybrała się bowiem za północną granicę na okrągły (66 !!!) jubileusz utworzenia Rejonu Gurjewskiego.
_

Wizytę tak podsumowuje nasz starosta:

"W święcie Rejonu Gurjewskiego oprócz nas i Jonkowa wzięły udział także inne delegacje partnerskie m.in. z Białorusi i Litwy oraz miasto Goleniów – mówi Mirosław Pampuch, starosta olsztyński. – Impreza odbywała się pod hasłem „Sport w Rejonie Gurjewskim”. Na placu wystawiły się wszystkie gminy wchodzące w skład Rejonu Gurjewskiego. Na stoiskach prezentowały swoje osiągnięcie sportowe, nie zabrakło też gminnych wystąpień artystycznych oraz jadła i napitku."
 
Czyli możemy mniemać, że impreza się udała, można się było najeść i napić, a co więcej przygrywały gminne zespoły artystyczne! W sam raz coś dla naszego starosty.

Gdyby ktoś jednak łudził się, że w starostwie dzieje się coś, związanego z chociażby stwarzaniem warunków dla rozwoju gospodarczego powiatu może zajrzeć do sekcji gospodarka. I co widać ? Kilka idiotycznych newsów sprzed czterech lat dotyczących nie wiadomo czemu akurat barteru :



A tymczasem dzięki olbrzymiej masie urzędników zgromadzonych w naszym mieście, Olsztyn nie wypada najgorzej jeśli chodzi o wysokość przeciętnego wynagrodzenia na tle innych miast wojewódzkich. Bliżej nam tutaj do Wrocławia niż do Białegostoku. Taka jest siła wielkiej liczby opasłych urzędów w niedużym mieście - potrafią zawyżyć nawet statystyki płacowe. Innego wytłumaczenia na to aby pensje w stolicy regionu o wysokim bezrobociu były wyższe od tych w regionach lepiej prosperujących gospodarczo nie znajdujemy.
 
 
 
  źródło: Dziennik Gazeta Prawna
 
 
Podsumowując - wabienie, a raczej golenie jeleni w Olsztynie trwa w najlepsze, o czym donosi nawet serwis interetowy olsztyńskiego starostwa:
 



 

piątek, 24 sierpnia 2012

Bizancjum schowane w podziemiu

Wprawdzie do zamknięcia tunelu nie doszło a sympatyczna pani hostessa informowała przy wejściu że przejście jest otwarte to masa krytyczna urzędników pod sceną-schodami na których przemawiał dr inż. Piotr Władysław sprawiła że przypadkowi przechodnie omijali te występy (poza występami wspomnianego wyżej była też kapela) szerokim łukiem, a nawet na skróty w ramach Olsztyn Aktywnie! czyli przez płotki, barierki... nic dziwnego człowiek jest stworzony do chodzenia po powierzchni i dla osób nieanalizujących przejść podziemnych pod kątem technicznej wykonalności są czymś nienaturalnym. Ale od początku...

Nie do końca dla mnie zrozumiałym jest dlaczego w tunelu otwiera się inwestycję drogową. Może dlatego że na jej powierzchni jest zbyt wiele pomyłek, porażek, skandali? Gdyby urzędnicy nie schowali się do podziemi zobaczyliby np. jak wiata wejściowa do podziemi jest zlokalizowana i że piesi podążający wzdłuż asfaltowej inwestycji wchodzą na ścieżkę rowerową, a czarną barierkę omijają dokładnie z drugiej strony niż założyli projektanci. Przy okazji tych kilkudziesięciu urzędników musiałoby się ustawić gdzieś na chodniku pomiędzy własnymi źle zaparkowanymi samochodami(!).

Tunel ma dwa końce i niestety do drugiego wyjścia także można mieć sporo zastrzeżeń. Dlaczego tylko piszę o zastrzeżeniach? OK, to na początku pochwalę:

To dobrze że wyłożoną podczas przebudowy polbrukiem skarpę zamieniono w kawałek zieleni ostatecznie. [koniec]

Na wizualizacji: zejścia po prawej nie ma, chodnika z tej strony też nie ma. Trawnik oddzielający pasy ruchu został zastąpiony polbrukiem.


Szkoda jednak że skoro wybrano wariant odkrywkowej budowy przedłużenia tunelu to ciągnięto go aż do wąskiego chodnika i ścieżki rowerowej, a pomiędzy nimi: barierki. Tak, tak, starej "dobrej" czarnej barierki wygrodzeniowej typu olsztyńskiego. Przy okazji rozkopania skarpy od strony skrzyżowania ulic Konopnickiej i Jagiełły, można było zrobić placyk, na którym po wyjściu z tunelu turyści mogliby mieć czas i miejsce na zastanowienie się i doinformowanie, którędy i gdzie mogą się poruszać by dotrzeć do celu. Ba, takie rozwiązanie jest bardziej naturalne dla człowieka oraz skracałoby drogę dotarcia do przystanku przy ulicy Grunwaldzkiej. W końcu jak wskazywała jakiś czas temu rzeczniczka ZKM: odpowiednim dla Dworca Zachodniego przystankiem jest ten przy targowisku. Chyba zbyt mocno zasugerowali się tym VIP-kierowcy który przybyli na otwarcie zajmując ścieżkę i chodnik właśnie przy przystanku. Nowym przystanku. A że to przystanek nie otwarty? To po co znak? Inwestycja nieskończona? To po co otwarcie?

Żeby nie było: przejście podziemne pod dworcem zachodnim było bardzo potrzebne! Tym bardziej że już istniało, a wystarczyło je przedłużyć i nieco odświeżyć. Ale jak Bob Budowniczy się weźmie to nie ma to tamto, trzeba robić od początku. Cudem ocalały zabytkowe wiaty, ale że bronić ich musieli społecznicy to już porażka urzędnicza. Wspomniał o tym (o tym że społecznicy) nawet sam Piotr Władysław w swoim okazjonalnym przemówieniu, które zakończył dość odważnym stwierdzeniem że to dla mieszkańców Inwestycja Marzeń! Muszę przyznać że jeśli to jest inwestycja marzeń to boję się o kolejne, które już marzeniem nie będą. Jeżeli dla kogoś to jest marzenie to z tym miastem jednak lepiej nie będzie:(

Samo otwarcie też przypomniało jak bizantyjskie podejście do tematu mają nasi urzędnicy. Bankiet z plazmowym telewizorem na którym wyświetla się zdjęcia tego co jest nad tunelem, podświetlenie murów na kolor różowy, występy muzyczne... przejście zamieniono na moment w Piwnicę Artystyczną. Był też tort, a jak to z tortem bywa musi być jakaś wisienka na nim: dziś był nią samochodzik. Tak, tak, jak na przyjęciu urodzinowym dziecka. No ale właśnie tak to bywa jak rządzi Bob Budowniczy!:)

Szkoda że te pół ratusza które schowało się do tunelu nie przeszło się do całkiem nieodległego tunelu otwartego dzień wcześniej. Krótki odcinek, a po drodze złe oznaczenie, mimo iż dzień wcześniej pucowano znaki pionowe i wycierano kurz przed otwarciem. Przeszliby także wzdłuż ekranów które pozasłaniały całkowicie budynki. Zobaczyliby brak zejścia do przystanku od strony peronu 3. które było na wizualizacji przed rozpoczęciem inwestycji. Kto by chciał, zobaczyłby także polbruk zamiast trawy, która była w tym promocyjnym materiale. Na końcu wycieczki czekałby widok przejścia podziemnego donikąd oraz pieszych którzy wbrew planom planistów preferują pozamykane na klucz przejścia techniczne. No cóż... są dużym skrótem. Nasi planiści jeszcze nie doszli do etapu rozpoznania potrzeb mieszkańców. Ale może kiedyś w przyszłości...

A gdyby tak każdy urzędnik przeszedł się raz w przyszłości tunelem im. Ryszarda Ochódzkiego to może okazało by się że jednak, że ten tunel byłby potrzebny?

wtorek, 10 lipca 2012

Olsztyn dodaje gazu

Przyszło upalne lato, jest ciepło, ale od ciepłowni nie uciekniemy.
Temat jest skomplikowany ale chyba niespecjalnie komuś zależy na jego transparentnym przedstawieniu. Za dużo jest niewiadomych, za duży pośpiech, proponowane pomysły są prezntowane hurraoptymistycznie. Co więcej pieniądze jakie wchodzą w grę są znacznie większe niż to razem wzięte wydatki na aquapark, park technologiczny, buspasy, tramwaje. Mowa jest przecież o przedsięwzięciu za 700 (!) mln zł.
Dziwne więc, że sprawa przechodzi w miarę niezauważenie, a jedynie nieliczne media niszowe próbują się tematem interesować. Przyczyniła się do tego nasza kochana i nastawiona na dialog władza - wyciągnęła sprawę ponownie przed wakacjami i urządziła spotkanie konsultacyjne w końcu czerwca, kiedy to każdy normalny człowiek myślami jest już na urlopie albo conajmniej na plaży miejskiej. Taki sprytny trick żywcem przejęty od władzy tej wyższej, urzędującej w Warszawie.

         fot: www.wnp.pl

Nasuwają się następujące pytania, na które należy odpowiedzieć i które powinny być mieszkańcom miasta szczegółowo wyjaśnione:
1. Kto zaniedbał sprawę zapewnienia ciepła dla miasta w trakcie prywatyzacji OZOS? Wychodzi na to, że sprzedano ciepłownie ogrzewającą pół miasta, bez zagwarantowania wieloletniego zaopatrzenia miasta w ciepło. Standardem jest,  że przy prywatyzacji różnych innych zakładów w Polsce, inwestor podejmował różne wieloletnie zobowiązania dotyczące wielu spraw, np. ciągłości zatrudnienia, etc. Przecież to, że miasto ogrzewał OZOS to wynik patologii czasów PRL, tak naprawdę Ministerstwo Przekształceń Własnościowych nas wykiwało. Sprzedało część infrastruktury miasta (teoretycznie w posiadaniu OZOS) ale budowanej z myślą o potrzebach Olsztyna.
Gdzie więc są lokalni politycy? Czy próbowano w związku z tym podjąć działania na szczeblu politycznym? Czy próbowano zorganizować kampanię nacisku społecznego na Michelin? Czemu niedawno Waldemar Pawlak pstrykał sobie fotki nad jakąś ładną maszyną w Michelin zamiast powiedzieć fabrykantom: "nie zostawiajcie Olsztyna na lodzie?" Tym bardziej, że akurat Pawlak lubi takie akcje dla zdobycia paru punktów w sondażach.

Ale po co? Łatwiej podjąć decyzję, że wydajemy 700 mln złotych, to drobnostka, w sytuacji gdy mamy domy na Brzezinach i ogrzewamy się własnymi piecami a rachunki za udane lub mniej biznesy MPEC zapłacą ci z blokowisk. Poza tym niektórzy z nas dostaną nowe zabawki. Z siermieżnej rzeczywistości MPEC przeniosą się do spółeczki celowej. Przaśne życie zamienią na etaty u potentata typu RWE czy Dalkia , nie będą już zwykłymi ciepłownikami ale prawdziwymi yuppies z wielkiej korporacji. Kto by nie chciał? Tym bardziej w Olsztynie, w którym korporacja międzynarodowa to zjawisko na skalę komety przelatującej nad indiańskim rezerwatem. Znając urzędnicze wybory perspektywa odpalenia wielkiej inwestycji z jakimś kosmicznym inwestorem i nadanie nowego biegu własnej karierze jest istotnym motorem tego działania.

Przy okazji. Za ile sprzedano w 1995 roku większościowy pakiet udziałów w OZOS? Wychodzi na to, że była to taka typowa prywatyzacja "po polsku". Michelin został właścicielem większościowym OZOS kupując za 280 mln zł od Skarbu Państwa 66,81 proc. akcji.

Po prawej przeliczamy koszt pieniądza w czasie >>>

Mimo wszystko wychodzi  dziwnie - sprzedano fabrykę z ciepłownią za mniej niż trzeba wydać na zbudowanie nowej ciepłowni. To się nadaję na temat dla dziennikarzy śledczych z mediów centralnych :-)



2. Czemu przez kilka ostatnie lat władze miasta i władze MPEC nie podjęły żadnych działań skoro Michelin sygnalizował od jakiegoś czasu, że zrezygnuje z dostarczania ciepła miastu? Kto jest za to odpowiedzialny? Obowiązkiem miasta jest zaopatrzenie mieszkańców w ciepło. Czemu więc Czesław Małkowski nic nie robił w tej sprawie przez wiele lat? Czemu nie robił nic B. Szwedowicz były prezes MPEC, obecnie prawa ręka P. Grzymowicza?

3. Cytat z ogłoszenia o konsultacjach:  "Wniesienie przez MPEC ciepłowni aportem do nowej spółki nie jest w żadnym wypadku tożsame z prywatyzacją przedsiębiorstwa. Należy to raczej traktować jako formę inwestycji dostępnych przez Gminę środków majątkowych w znacznie większym i bardziej w dochodowym przedsięwzięciu."
Szanowna władzo! Na czym polegac będzie ta znacznie większa dochodowość? W tym  kontekście brzmi to po prostu jak zarabianie pieniędzy na mieszkańcach, bo innej możliwości na uzyskanie tej zwiększonej dochodowości nie ma. Czyli słowo się rzekło, będzie znacznie drożej aby było znacznie bardziej dochodowo? Innej możliwości nie widzę.

4. Cytat z dokumentu "Założenia do planu zaopatrzenia w ciepło, energię elektryczną i paliwa gazowe Miasta Olsztyn" - autor Energoekspert - strona 347

"Odrębnym problemem jest zagrożenie dla ciągłości dostaw gazu na obszarze Polski, ale skala zagadnienia w tym zakresie leży poza zasięgiem wpływu samorządów lokalnych.
Wreszcie należy wspomnieć o innym zagrożeniu rozwoju systemu gazowniczego, jakim jest zagrożenie ekonomiczne, przejawiające się w stale wzrastających cenach gazu, czyniących nieopłacalnym jego użytkowanie do określonych zastosowań, np. celów grzewczych, szczególnie u małych odbiorców, gdzie ogrzewanie węglowe jest stale relatywnie tańsze."

Jak nalezy to rozumieć? Skoro nie jesteśmy w stanie wpłynąć na bezpieczeństwo dostaw gazu czy na jego ceny to po prostu ignorujemy problem? Narażając się w ten sposób na ryzyka polityczne związane z monopolem gazu rosyjskiego na polskim rynku?

5. Jaka jest relacja kosztu ciepła produkowanego z gazu do ceny ciepła produkowanego z węgla?
Powszechnie wiadomo i są na to źródła, że z gazu jest drożej w związku z tym kolejne pytanie:

6. Jaki wzrost ceny ciepła przy realizacji kombinatu wynika z przygotowanych modeli finansowych?
Początkowo mówiono, że żaden. Teraz mówi się o tym, że będzie to 50%. Oponenci ratusza twierdzą, że 300%. Czyli można zaryzykować twierdzenie, że ostatecznie spotkają się po środku i cena ciepła wzrośnie o jakieś 100-150% ?

7. Jaka jest wielkośc rynku ciepła w Olsztynie? Jak odnieść to do kosztów związanych ze spłatą inwestycji?
Przy inwestycji finansowej na poziomie 700 milionów, roczny koszt zaangażowanego kapitału przekroczy zapewne  10%. Co oznacza, że spółka celowa musiałby  w ciągu roku ponosić koszty minimum 70 milionów złotych związane z samym finansowaniem. Do tego roczne koszty amortyzacji w wysokości conajmniej kilkudziesięciu milionów. A MPEC jak wynika z raportu rocznego (raport roczny 2008) generował przychód w wysokości 73 milionów. 
Jak wobec tego spółka celowa może uzyskać  zysk operacyjny na poziomie minimum 100 milionów rocznie, bo conajmniej tyle potrzeba na pokrycie kosztu finansowego i amortyzacji? Taka konstrukcja oznacza więc kolosalną podwyżkę ceny dostarczanego ciepła.

I to by było na tyle, oczywiście pytania pozostaną bez odpowiedzi, ciepłownia powstanie, a mieszkańcy będą płakać i płacić. Bo jakże inaczej gdy po lecie przyjdzie mroźna zima.


wtorek, 5 czerwca 2012

Główny szaman matrixu wdroży teleportację?

Dziś krótki wpis z serii - jak władza wciska ludziom kit.
Inspiracją jest artykuł w Naszym Olsztyniaku:

"Na oficjalnym profilu Piotra Grzymowicza na Facebooku, studentka Magdalena wyraża swoje niezadowolenie z budowy buspasów w Olsztynie. Prezydent miasta odpowiada: "Dziś musi być gorzej, aby jutro mogło być... lepiej."

fot: Nasz Olsztyniak

Autor: Grzegorz Czykwin
W odpowiedzi prezydent Piotr Grzymowicz:
 "Dziękuję za Pani wiadomość i przepraszam za utrudnienia w olsztyńskiej komunikacji.
Powód jest prosty i jedyny – zaczęliśmy bardzo duże i ważne przedsięwzięcie drogowe, dlatego dziś musi być gorzej, aby jutro mogło być... lepiej".

Z tym akurat czasem trzeba się zgodzić, pytanie czy będzie to lepiej i o ile?

"Zapewniam, że szukaliśmy lepszych rozwiązań zastępczych, ale wobec dużego zakresu prac nie było to możliwe. Przykro mi, że o 100% wydłużył się Pani czas dojazdu na zajęcia, ale zapewniam, że po skończeniu inwestycji nastąpi proces odwrotny, czyli dojazd skróci się o 100% w stosunku do stanu przed jej rozpoczęciem".
I teraz odrobina matematyki:

Dojazd przed rozpoczęciem inwestycji = X
Czas dojazdu po rozpoczęciu prac (wzrost o 100%)
 X + X *100% = 2X
Czas po zakończeniu inwestycji (skrócenie o 100%  w stosunku do X)
X - X*100% = 0

Czyli jeśli studentka jechała z dworca do Kortowa 30 minut to po wybudowaniu buspasów zajmie jej to 0 ?


Czy prezydent, budowlaniec i doktor nauk technicznych ma problemy z prostą matematyką? Raczej nie, zresztą pisał to pewnie jego asystent lub doradca.

Jest to po prostu dowód na to jaki kit można wciskać ludziom na temat tego jak to kiedyś będzie dobrze. Władza olsztyńska nie krępuje się formułować bezsensownych odpowiedzi na niewygodne pytania. Ktoś się zapytał konkretnie o co cho - a prezydent na to wylał z siebie stek bzdur i zadowolony :) Na koniec oczywiście podziękował itd. itp.

A jeśli chodzi o równanie to nawet pod wypowiedzią prezydenta ktoś zauważył, że to nie ma sensu, podobne komentarze są pod artykułem w Olsztyniaku. Lud nie jest taki ciemny jak prezydenccy doradcy uważają.

A na koniec brawo Nasz Olsztyniak ! Taką szpileczkę włożyć prezydentowi tym artykułem, akcja zakamuflowana pochlebstwem jak za najlepszych lat walki z cenzurą :)