Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Warmia i Mazury. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Warmia i Mazury. Pokaż wszystkie posty

środa, 16 października 2013

Warmia i Mazury w brukselskim metrze

 
Bruksela, to miasto różnych osobliwości, jedną z nich jest to, że ktoś oblepił brukselskie metro płachtami promującymi Warmię i Mazury jako region turystyczny.
 
Niestety, murzyni z belgijskiego Konga i Marokańczycy (główni użytkownicy tego środka transportu) oraz brukselska klasa robotnicza (w tym Polacy z Siemiatycz i Białegostoku) wydają się zupełnie obojętni na te cuda...
 
Zresztą nawet jeśli by nie byli obojętni. Czy jest to nasza grupa docelowa? Czy widział ktoś takie płachty w Berlinie albo Hamburgu? Nie, bo to nie chodzi o grupę docelową, ale o to aby pokazać się i napisać w urzędniczych raportach, że kampania prowadzona była w "stolicy Europy". To , że jest to strzelanie na ślepo nikogo nie obchodzi.

Ponawiam więc wezwanie do urzędników o pokazanie mierzalnych wskaźników co dają regionowi takie kampanie!  Proszę o dane nt. wzrostu ruchu turystycznego będącego wynikiem, tego rodzaju zabaw. Jeśli cele nie są osiągane to autorzy kampanii niech poniosą konsekwencje! Nie ma uzasadnienia na wydawanie milionów złotych na tego rodzaju idiotyczne pomysły.
 
Jest jeszcze coś takiego jak kontekst kampanii - najlepiej promować produkty w miłym otoczeniu, czasem także z dodatkiem dobrego jedzenia. Brukselskie metro jest brudne i śmierdzące - z tuneli wychodzi się z absolutną odrazą do wszystkiego co tam się zobaczyło. Gwarantuje, że pasażerom Warmia i Mazury nie będzie się już nigdy kojarzyć z czystą wodą i powietrzem, ale z zaduchem, półmrokiem i tłokiem.
 
 
 
 
Potencjalni goście nie wydają się jakoś zauroczeni zdjęciem trzech drzew na tle wody.




piątek, 21 czerwca 2013

Cudownie to poczuć, ale sensu w tym nie ma


Nowa kampania promocyjna regionu to kolejne pieniądze wywalone w błoto. W Warszawie widać te plakaty, w różnych dziwnych miejscach, tak jak tu - obok Maryli Rodowicz i Solarium ABI. Czy taki przekaz się przebije? Czy zachęci kogoś? Nie, ale 10 milionów na kampanie uda się zutylizować.

Odpowiadając na pytanie jednego z czytelników - dlaczego uważam, że przekaz słabo się przebije:
1. Zdjęcie z plakatu jest ładne ale ginie w w tłumie spamu reklamowego, który jak widać jest dość niskich lotów. Warmia i Mazury w towarzystwie kas pancernych i gołej baby to nie jest dobre pozycjonowanie. 
2. Rozmiar i kadr zdjęcia nie pasują do reklamy wielkoformatowej. Z dołu widać tylko, że na dole plakatu jest biało, wyżej czerwono, potem trochę błękitu i zieleni. W porównaniu do niektórych zdjęć z kampanii Mazury Cud Natury wypada to bez polotu.
3. Promocja regionu, który liczy się na rynku turystycznym tylko latem, powinna się zacząć w styczniu, lutym!
Czy komuś zabrakło wyobraźni? Tylko mały odsetek ludzi planuje swoje wakacje w czerwcu, co więcej ci z największymi budżetami dawno już mają zarezerwowane wakacje. Po co oplakatowywać Polskę w czerwcu, lipcu a pewnie i sierpniu? Licząc na tych nielicznych, którzy tknięci impulsem, zwabieni plakatem przyjadą do nas? Bez sensu.
4. Póki co kampania nie wydaje się być nastawiona na jakąkolwiek grupę docelową ani nie niesie za sobą czegoś co marketingowcy nazywają "unique selling proposition". To po prostu przypadkowy wybór zdjęć krajobrazowych. Takie strzelanie "panu Bogu w okno" od dawna nie sprawdza się w reklamie. To raczej zagrywka wizerunkowa Urzędu Marszałkowskiego, skierowana do nas ! Mamy widzieć i doceniać jak "oni" się dla nas starają.



Przykład drugi - promowanie regionu w stolicy tego regionu :)
Ewidentne działanie na pokaz - nie chodzi o dotarcie do turystów, ale chodzi o pokazanie mieszkańcom, że "dzieje się"


















I Jeszcze dodatkowa informacja - liczba turystów korzystających z obiektów noclegowych w okresach styczeń-czerwiec w latach 2011 i 2012, dla wybranych województw. (źródło)

Dolnośląskie:  983,2 tys. i 1 047 tys.

Kujawsko-Pomorskie:  381,5 tys. i 395,7 tys.

Opolskie: 104,2 tys. i 112,5 tys.

Podlaskie: 220,3 tys. i 224,7 tys.

Pomorskie: 688 tys. i 739,6 tys.

Warmińsko-Mazurskie: 407,8 tys. i 404,5 tys.

Spadek miał miejsce w 5 województwach: śląskim, mazowieckim, podkarpackim, lubelskim i warmińsko-mazurskim.

Znacznie gorzej wygląda to gdy porównamy liczbę udzielonych noclegów : 950 tys. w 2011 i tylko 874,7 w 2012 ! Czy więc poprzednia kampania Mazury Cud Natury to na pewno taki sukces jakim ją obwołano?

Poproszę urzędników o pokazanie mierzalnych wskaźników co dała regionowi tamta kampania! Poproszę także o mierzalne cele dla tej, która właśnie startuje. Jeśli nie zostaną osiągnięte to autorzy kampanii niech poniosą konsekwencje!

Wydanie 10 milionów złotych to nie jest żaden sukces. To tylko gierki pieniędzmi podatników.

Dochodzimy także do innego istotnego wątku. Jaka jest sytuacja branży turystycznej na Warmii i Mazurach? Branża się rozwija się czy się kurczy? Pytanie istotne w kontekście tego, że mamy ponoć w ramach tzw. "inteligentnych specjalizacji" nastawić się na turystykę, rybactwo i leśnictwo właśnie. 



środa, 27 marca 2013

Kiedyś Wąchock teraz Olsztyn ?

Kiedyś krążyły dowcipy o Wąchocku, od kilku lat niestety stopniowo rolę jaką we Włoszech pełni Sycylia a   w Rumunii Transylwania zaczyna pełnić Olsztyn, a w zasadzie cały region. Brakuje tylko Drakuli. Media "centralne" lubują się w podawaniu newsów jakoby to na " złapano pedofila z Mazur" albo, że "chłop  z Mazur zgwałcił źrebaka" albo że "na Mazurach tylko mróz i śnieg" ( a z mapki w tle widać, że to o Suwałki chodzi). Z upodobaniem pojawiają się artykuły jaka to u nas bieda i bezrobocie - jakby pod Kielcami czy pod Radomiem panował wszechobecny dobrobyt. Takiż sam pedofil złapany na Mazowszu jest już tylko "zwykłym" a nie mazowieckim pedofilem.

Z kolei z filmu "Essential Killing" Skolimowskiego wynika, że na Mazurach pełno jest karmiących matek z dzieckiem u piersi, które walają się pijane w śniegu w ciuchach z lat 50tych. Głodnemu wędrowcowi wystarczy taką tylko sterroryzować pistoletem...



Dzisiejsza Wyborcza przelała czarę goryczy. Artykuł o kasie utopionej w programie rewitalizacji polskich dworców zilustrowała a jakżeby zdjęciem Olsztyna. Tego Olsztyna na który PKP wypięło się dawno, jak i zresztą na cały region - potrafi tylko likwidować linie kolejowe. O remoncie olsztyńskiego dworca mowy nie ma! Na modernizowane masowo w Polsce dworce poszło już ok miliarda złotych - ale jak dochodzi do przekrętów to nalezy pokazać Olsztyn. 
Czemu? Zapewne wpisuje się to w przesłanie Olsztyn = Dziki Zachód, to ten region gdzie zbudowali zimne termy!!! Robią tam też przewały na dworcach! Tylko czekać aż artykuły o przekrętach autostradowych będą ilustrować zdjęciami Olsztyna.




Czy da się coś z tym zrobić? Oczywiście, że tak. Gdzie jest pan dyrektor Marek "forma przetrwalnikowa" C. , który bierze pieniądze za promocje miasta? Czy nie wie, że takie jedno zdjęcie w Wyborczej zrobi więcej szkody niż on dobrego przez cały rok? Artykuł opublikowano o 7:51. Uważam, że już o 8.00 telefon na biurku Michnika (przysłowiowego) powinien być rozgrzany do czerwoności połączeniami z Olsztyna ! To skandal, że to zdjęcie nadal tam jest. Tak się tego rodzaju sprawy załatwia - monitoruje się media i walczy o swoje.

Niestety jednak skoro mamy głupie i śmieszne władze, które realizują głupie i śmieszne projekty (np. zimne termy) to cięzko się z nas nie naśmiewać. Jesteśmy po prostu łatwym żerem, biedni bo głupi , głupi bo biedni.

A może zaprosić grupę opiniotwórczych dziennikarzy prasowych na sponsorowany pobyt "szkoleniowo-studyjny" w regionie? Warsztaty "robocze" na trasie Termy Warmia Park w Pluskach, Hotel Krasicki w Lidzbarku i Hotel SPA Wzgórza Dylewskie z pewnością rozjaśniłoby ciemnej masie dziennikarskiej obraz Warmii i Mazur i przyczyniłoby się do poprawy "prasy" regionu? Kasę pozyskać z projektu unijnego :)  Tak też takie sprawy się załatwia. Ale wydaje się, że regionalni mistrzowie od promocji nie widzą problemu, że wyrabiamy sobie markę "trzeciego świata".


piątek, 15 lutego 2013

Infrastruktura transportowa: biedni bo głupi, głupi bo biedni?


Czyżby wreszcie zaczynało docierać do zakutych urzędowych głów, że gdy fascynowaliśmy się unijnymi ochłapami typu buspasy za 40 mln, tramwaje za 400 mln, park naukowo technologiczny i Aquasfera inni zgarnęli całą pulę? Ta pula to inwestycje za dziesiątki miliardów w infrastrukturę drogową, kolejową i lotniczą z których korzystać będą praktycznie wszystkie duże miasta oraz miasta wojewódzkie oprócz Olsztyna? Na szczęście do mieszkańców dotarło to jak się wydaje wyraźnie. Politycy lokalni znajdują się w ciężkim szoku, jak obity bokser. Okiwano ich tak kompletnie, rzucili się sobie do gardeł i próbują wzajemnie obarczać winą.

Problem w tym , że dociera to wszystko do nich dopiero po fakcie, gdy nic już się nie da odkręcić. Zostaje tylko żal, złośc i poczucie rosnącej peryferyzacji komunikacyjnej Olsztyna i regionu.

Kilka dni temu, rządowi magicy pokazali Strategię Rozwoju Transportu do 2020.

Pierwsze zdanie ze strategii wyjaśnia wszystko

"Transport jest jednym z najważniejszych czynników determinujących rozwój gospodarczy kraju. Nowoczesna infrastruktura (w tym przede wszystkim połączenia kolejowe i drogowe pomiędzy głównymi miastami kraju) oraz efektywnie funkcjonujący system transportowy sprzyjają rozprzestrzenianiu się wzrostu gospodarczego silnych ośrodków na te części Polski, które z uwagi na brak dobrej dostępności terytorialnej pozostają obecnie w stagnacji."

Koniec cytatu - tu można skończyć tego posta, skoro Olsztyn oraz Warmia i Mazury będą pozbawione nowoczesnej infrastruktury transportowej, to POZOSTANĄ W STAGNACJI.

Nie trzeba czytać całej strategii - wystarczy obejrzeć kilka poniższych mapek:

Plan dostosowania głównych linii kolejowych do prędkości użytkowej powyżej 120 km/h:


Może Białystok i Lublin zasłuzyły na dostosowanie linii kolejowej do wysokich prędkości, bo to znacznie większe miasta, ale skoro Radom zasłużył to czemu nie Olsztyn?
A wystarczyło tylko dodać te skromne 70 km od Olsztyna do Iławy, aby poprawić połączenie na kierunku i do Warszawy i do Gdańska - optymalnie byłoby zmodernizować odcinek do Torunia. A tak? Przez Działdowo i Iławę będą przetaczać się pociągi osiągające 200 km, ale aby na taki popatrzeć, trzeba będzie tłuc się bonanzą do Działdowa półtorej godzinki. A z Działdowa do stolicy to już z górki - skromna godzina. Byle tylko dotrwać do tego Działdowa... Albo Iławy... To nasze bramy do cywilizacji.
 

A może w zamian za brak inwestycji na kolei dostaniemy więcej dróg?

Poniższa mapka jest przerobiona - wygumkowany łącznik ekspresowy Olsztynek - Olsztyn. Czemu? Miał być gotowy według poprzednich planów do 2013 roku. Obecnie wprawdzie wszedł do planów na rok 2020 - ale TYLKO JAKO ODCINEK REZERWOWY. Czyli możemy przyjąć, że te skromne 20 kilometrów nie powstanie -> podobnie kiwano nas z obwodnicą. A nawet jeśli powstanie...

Mapa - planowana sieć autostrad i dróg ekspresowych do 2020:


Spójrzmy ile dróg ekspresowych czy autostrad przebiega przez Białystok, Lublin, Radom, Kielce, Rzeszów, Toruń. Nawet Koszalin dostaje swoje połączenie ekspresowe z Piłą i Poznaniem (ciekawe po co? ani to miasto duże, ani wojewódzkie, ani port towarowy?)
A u nas? Jechał ktoś z Olsztyna do Białegostoku? Albo Torunia? Grudziądza? Gdzie się nie ruszyć to drogi jak dla furmanek. Ciasne, kręte, prowadzone przez wioski, gdzieś pomiędzy stodołami. Przez czysty przypadek - jak się ktoś dobije "slalomem" do Ostródy to można jako tako dostać się do Gdańska. Przez czysty przypadek nienajgorzej jedzie się do Warszawy.
Prawda jest taka, że nawet w ramach tej uwłaczającej nam i przereklamowanej Polski Wschodniej nic nie dostajemy - korzystają na tym tylko Ci, którzy są faktycznie na wschodzie - zobaczcie jaką gęstą siatkę drogową się tam planuje.


A co dla nas? Dla nas potrzebny jest Program Operacyjny Rozwoju Polski Północnej! Potrzebne są połączenia z Gdańskiem, Bydgoszczą, Toruniem, Poznaniem. Kluczowe byłoby zbudowanie drogi ekspresowej nr 16 - Grudziądz - Ostróda - Olsztyn - Ełk. Ta trasa wniosła by życie do tego zapyziałego regionu, z którego nie ma jak się ruszyć. A do tego łącznik do rosyjskiej granicy.
Czemu państwo stać na sześć(!) ekspresówek do Lublina a nie stać na jakże istotną dla połowy północnej Polski ekspresówkę, która połączyła by nas z Grudziądzem, a tym samym autostradą A1, Bydgoszczą, Poznaniem, Toruniem, Berlinem? Czy zainwestuje u nas Niemiec? NIE! Bo odcinek pomiędzy Grudziącem a Iławą (szczególnie tuż za Grudziądzem) to nawet nie jest słaba droga - to taka droga, gdzie TIR musi jechać momentami 40 km na godzinę! Tak jest kręto i wąsko.




Dodajmy do tego obwodnice. Przecież wszystkie te Lubliny, Torunie, Rzeszowy, Białystoki dostają fundowane z budżetu centralnego obwodnice !

Zrozumiałe, że Olsztyn nie jest kluczowym dla kraju miastem, możemy więc nie dostać tego czy tamtego. Pytanie jednak czemu nie dostaniemy NICZEGO a innni dostają WSZYSTKO ? Jak ktoś nie dostanie szybkiej kolei i lotniska to może chociaż w zamian powinien mieć to zrekompensowane inwestycjami drogowymi? Lub na odwrót? Ciągle słysze, że buduje się drogi w regionach słabiej rozwiniętych aby je zaktywizować. Nieprawda - buduje się tam gdzie jest już jest dobrze. Dochodzi do olbrzymiej koncentracji nakładów inwestycyjnych w jednych regionach przy zupełnej ich minimalizacji  na Warmii i Mazurach!

I tu planiści ministerialni rzucają nam koło ratunkowe. Lotniska ! Mamy w regionie zdecydowanie dużo lotnisk cywilnych (aż 4!).
Według dokumentu jest ich wystarczająca liczba aby rozwiązać nasze problemy. Wprawdzie znajdują się albo w dalekim lesie, albo są to stare poniemieckie lotniska dla messerszmitów (można dodać jeszcze Gryźliny - będzie o jedno więcej?) - ale z perspektywy Warszawy nie ma to znaczenia. Lotnisko to lotnisko. Przekaz dla naszego regionu jest następujący: MOŻECIE SOBIE POLATAĆ
 

P.S. PKP ogłosiło wczoraj, że linie kolejowe Szczytno-Ełk-Pisz oraz Działdowo-Brodnica przeznaczone są do definitywnej likwidacji...
 

czwartek, 13 grudnia 2012

Obwodnica tylko dla myślących


Trwają analizy czemu Olsztyn nie będzie miał obwodnicy, co nie zagrało. Nie zagrało głównie to, że Olsztyn próbował sobie poradzić sam z ruchem tranzytowym.

- Ten projekt nie ma jeszcze noża na gardle, ale jakieś pieniądze muszą się znaleźć jeszcze w tym roku" - powiedziała Elżbieta Bieńkowska, minister rozwoju regionalnego w czasie wiosennej wizyty w Olsztynie. link

"Jakieś pieniądze" i tak się nie znalazły. Zacząć można jednak od tego, że to język, niegodny ministra rządu RP. Ale cóż kto widział panią Bieńkowską na żywo ten wie, że osoba ta kreuje się na drugą Małgorzatę Foremniak. Jest taka słodka, robi wdzięczne miny. Ale przynajmniej po swojsku powiedziała panu Grzymowiczowi, że mu nie da pieniążków. Z kolei pan Grzymowicz nie pojął, że pani Bieńkowska nie czując "noża na gardle" - "zrobiła z niego wała". Skoro on naiwniak buduje obwodnicę śródmiejską to miasto się nie zatka, tranzyt przejedzie i wszystko gra.
A tymczasem trzeba było "przyłożyć nóż do gardła" i wykonać świadomą obstrukcję - nie udrażniać przejazdu przez centrum a nawet pójść dalej - nie dać się złapać na przynęte unijnej mamony i nie pozwolić przekwalifikować Wojska Polskiego na drogę krajową. Ale żeby to zrobić to trzeba mieć olej w głowie i działać w interesie mieszkańców Olsztyna. Bo to miasto jako wspólnota mieszkańców ma służyć zaspokajaniu przede wszystkim jego potrzeb a nie dać się zepchnąć do roli zajazdu przy trasie. Bilans sprawy jest taki, że miasto z własnej kiesy wydaje setki milionów na remonty dróg zyskując to , że budżet państwa nie wyda 700 milionów na budowę obwodnicy.

Jeszcze wcześniej bo w listopadzie ubiegłego roku na spotkaniu z mieszkańcami Zatorza, jak donosiła GW: "Prezydent Piotr Grzymowicz próbował uspokoić mieszkańców nadzieją na budowę południowej obwodnicy Olsztyna, która ma połączyć drogę z Ostródy z trasą w kierunku Mrągowa. Za tę inwestycję odpowiada GDDKiA. - Z naszych informacji wynika, że jej projekt jest już na ukończeniu - zapewniał zebranych."
Tymczasem każdy kto zna Olsztyn, wie, że obwodnica łącząca drogę z Ostródy z drogą w kierunku Mrągowa (czyli po osi drogi krajowej nr 16) ma niewiele wspólnego z ruchem idącym al. Wojska Polskiego, która to ulica prowadzi w kierunku granicy rosyjskiej,


Na czerwono symbolicznie (bez wiernego przebiegu trasy) zaznaczona południowa obwodnica, na pomarańczowo al. Wojska Polskiego.

Wychodzi więc na to, że Grzymowicz będąc świadom, że szanse na północną obwodnicę Olsztyna są zerowe (bo południowa, której też nie będzie nie ma tu nic do rzeczy) brnął w rozbudowę Wojska Polskiego a mieszkańców Zatorza świadomie zwodził pustymi obietnicami.

Teraz tylko rozwalić (czyli poszerzyć) Bałtycką i Partyzantów (Bałtycka w trakcie, Partyzantów w planach) i obwodnica Olsztyna będzie wyglądać tak:


Grunt, że przez Brzeziny nie jadą, bo tam przecież mieszka pan Grzymowicz i niejeden z jego przybocznych...

niedziela, 15 kwietnia 2012

Warmia i Mazury, arm aber sexy

Kontynuacja artykułu o regionie elbląsko-sanockim

Rozwijając tytuł, wytłumaczyć należy, że powiedzenie ukuto dla Berlina, który nie należy do najbogatszych miast niemieckich ale ma sporą siłę przyciągania i oferuje wielu ludziom satysfakcjonujące życie. Berlin, arm aber sexy - biedny ale seksowny. W wersji dla Warmii i Mazur przetłumaczmy to jako "Skromnie ale godnie" :)

Warmia i Mazury mimo, że nie najbogatsze to jednak mogą być atrakcyjną marką. To może być fajny region, atrakcyjne miejsce do życia, turystyki, studiowania etc. Ciągle jeszcze resztki postrzegania regionu jako czegoś wyjątkowego istnieją. Jednak szuflada Polska Wschodnia powoduje, że przestajemy być atrakcyjni. Bo Polska Wschodnia to m.in. Kielce, Stalowa Wola i Biała Podlaska, a im raczej bycie cool nie grozi, tak jak nie grozi im to aby przeciętny rodak marzył aby tam spędzić urlop czy zamieszkać. Ale już takich marzących o zamieszkaniu w Mikołajkach, Iławie, Pluskach czy Giżycku jest sporo. Wszystko jednak ulega szybkiej erozji dzięki lansowanemu w mediach obrazowi, który mówi, że Polska Wschodnia to drewniane chałupy, cerkwie, śledzikowanie. A najczęstszy przekaż w mediach to ten, który mówi, że tam mieszkają ludzie, którzy czekają tylko i wyłącznie na to aby im pomóc.

To tytułem atrakcyjności. Czas na temat bardziej wymierny. Czy Warmia i Mazury mogą się rozwijać i bogacić? Już znany teoretyk wszechnauk Karol Marks stwierdził, że kapitalizm replikuje się przez sąsiedztwo z bogatymi :-) (to parafraza a nie dosłowny cytat). Naturalnie więc i my powinniśmy szukać szansy we współpracy z regionami bogatszymi i lepiej rozwiniętymi niż z tymi biedniejszymi. Analogicznie Polska szuka partnera w Unii Europejskiej a nie w Białorusi czy Ukrainie. Należy więc postawić na współpracę z pomorskim, kujawsko-pomorskim a nawet wielkopolskim. Dążyć do poprawy sieci dróg prowadzących na zachód. To stamtąd może przyjść kapitał, technologie i modernizacja. Bynajmniej nie od strony Białegostoku. Będzie to tym łatwiejsze, że gospodarczo jesteśmy podobni do sąsiadów zachodnich a nie wschodnich.

Karmi się nas informacjami , że z Polską Wschodnią połączyła nas bieda i bezrobocie. Ale zupełnie inna bieda i bezrobocie oraz ich przyczyny występują na Podlasiu a inneWarmii i Mazurach.

W pierwszym przypadku to kwestia zapóźnienia wynikającego z "dobrodziejstw" zaboru rosyjskiego, rozdrobnienia rolnictwa i dużego udziału ludności rolniczej. Z kolei na Warmii i Mazurach bieda jest spowodowana głównie wysokim udziałem PGRów w czasach dawnego systemu. Upadek tychże spowodował powstanie wysokiego bezrobocia strukturalnego, które na Podlasiu nie występuje. Widać to na poniższej grafice - pas bezrobocia w województwach północnych i zachodnich. Naprawdę czy to tzw Polska A czy B, sytuacja wiosek popegieerowskich pomiędzy Olsztynem a Szczecinem nie różni się bardzo.
Co więcej to właśnie to postPGRowskie bezrobocie to cecha wspólna dla Polski północnej i zachodniej.


Na czym polega problem całej opisanej sytuacji?

Jeśli uspójnimy problemy tak skrajnie odmiennych regionów to w jaki sposób możemy te problemy likwidować? To tak jakby pacjentów z oddziałów ortopedycznego, kardiologicznego i okulistycznego zacząć leczyć jednym lekarstwem. Każdy z tych regionów ma inne cele i inne ścieżki rozwoju. Wrzucenie do jednego worka dyskredytuje sensowność wszelkich działań. Olsztynowi na pewno nie jest po drodze z Białymstokiem ani Kielcami. 

Podstawowa odmienność naszego regionu od reszy Polski wschodniej to wielkość gospodarstw rolnych i związana z tym struktura mieszkańców regionu. Polska Północna to gospodarstwa duże, powstałe w dużej cześci na bazie ziemi po upadłych PGRach (albo przejęte po autochtonach), a tymczasem Polska Wschodnia to gospodarstwa małorolne, bedące wynikiem trwającego od pokoleń przeludnienia wsi,  przy czym każdy ma te kilka swoich hektarów.  Powoduje to, że bezrobocie oficjalne na wsi praktycznie tam nie istnieje.
To sytuacja w której mamy mało hektarów, ale je mamy. Czyli jesteśmy zainteresowani istniejącym modelem redystrybucji dochodów poprzez dopłaty do hektara, dopłaty do KRUS, dopłaty do produkcji rolnej, wczesne emerytury.
Porównajmy to z bezrobotnym na Warmii i Mazurach, który nie ma swoich kilku hektarów, nie ma ubezpieczenia społecznego w KRUS, nie prowadzi produkcji rolnej, nie nabył praw do emerytury - w jego interesie jest rozwijanie gospodarki w taki sposób aby powstały miejsca pracy poza rolnictwem.  Ta nadwyżka siły roboczej domaga się miejsc pracy w usługach i produkcji. Ci ludzie potrzebują fabryk mebli, firm budowlanych, tartaków, hoteli, itd. Co więcej potrzebują dobrych połączeń z najbliższymi miastami gdzie najłatwiej będzie tą pracę znaleźć. Ich dzieci nie mogą zostać na gospodarstwie więc potrzebują także perspektyw edukacyjnych i zawodowych w zupełnie innej skali niż rówieśnicy na Podlasiu czy Lubelszczyźnie.


Konkluzja - oba światy wymagają zupełnie odrębnego podejścia. Są to wręcz podejścia przeciwstawne, pierwsze mówi "niech się dzieje co chce byleby były dopłaty dla rolników i dotacje budżetowe do emerytur rolniczych w KRUS" drugie podejście mówi: "tnijmy dopłaty dla rolników i dotacje do KRUS" bo zbyt obciążają gospodarkę kraju, która w związku z tym nie tworzy nowych miejsc pracy.

Spójrzmy teraz na rozwój społeczny. W koncepcji Polski Wschodniej jej mieszkańcy są określani jako konserwatywni, bardzo katoliccy, nieufni etc. Tymczasem wyniki wyborów do parlamentu pokazują jak jest naprawdę. Polska Wschodnia to tereny zasiedziałe z ludnością niewymieszaną, o przekonaniach głęboko katolickich, tradycyjne zagłębia elektoratu PiS. A tymczasem Warmia i Mazury jak cała Polska zachodnia i północna, zamieszkała jest przez ludność w większości napływową o przewadze zdecydowanie innych poglądów politycznych i społecznych.



Może sieć transportowa nas połączy?
Plany rozwoju sieci kolejowej - widać zupełną dezintegrację komunikacyjną tzw. Polski Wschodniej. Jedni są skomunikowani z Krakowem i Śląskiem, inni z Warszawą, a my z Pomorzem i Wielkopolską (tak, podróż z Olsztyna do Poznania to łatwizna w porównaniu z dojazdem do Lublina czy Rzeszowa). Ale właściwie po co budować taką sieć połączeń skoro to sztuczny twór. Kto planuje w najbliższym czasie podróż do Kielc albo Rzeszowa?
Ciekawostką jest mapka z rządowego dokumentu: Koncepcja Przestrzennego Zagospodarowania Kraju, która wyraźnie pokazuje z kim nam po drodze. Na lewo od nas cywilizacja, drogi, autostrady, lotniska, duże ośrodki metropolitalne. Na prawo? Niewiele.

Na czym polega problem całej opisanej w artykule sytuacji?

1. Bieda z biedą może tylko konkurować. Szans na rozwój trzeba szukać w integracji z silniejszymi i bogatszymi. Tylko to zapewni rozwój dyfuzyjny.

2. Skuteczność programów rozwojowych opartych o zuniwersalizowane kryteria, które nie uwzględniają zróżnicowania regionalnego jest wątpliwa.


3. Jeśli będziemy dawać karmić się bajkami o rozwoju Polski Wschodniej to stracimy z oczu naprawdę istotny cel dla regionu jakim jest współpraca w ramach Polski Północnej z województwami Pomorskim i Kujawsko - Pomorskim. To od strony Gdańska i Poznania dotrzeć może do nas postęp cywilizacyjny. To przez Toruń i Poznań prowadzi droga do Europy Zachodniej skąd napływa do Polski kapitał inwestycyjny, technologie czy wiedza. To do Torunia można dojechać pociągiem w trochę ponad 2 godziny, gdy tymczasem wyprawa do Lublina czy Rzeszowa brzmi jak podróż na krańce świata.

Kontynuacja artykułu o regionie elbląsko-sanockim

FCB:  Warmia i Mazury to nie region Polska Wschodnia

czwartek, 5 kwietnia 2012

Warmia i Mazury w regionie elbląsko-sanockim

Dziś o temacie z pozoru błahym ale mnie irytującym. Będzie subiektywnie i obiektywnie, na początek część subiektywna. Tak zwana. Polska Wschodnia. Przeszedłem całą ścieżkę edukacji szkolnej i w żadnym atlasie ani programie nauczania nie było takiego tworu. Owszem zawsze można użyć przymiotnika i powiedzieć Polska wschodnia, albo Polska południowa, ale tworzyć region, którego nie ma?!
Tymczasem od kilku lat, odkąd uruchomiono Program Operacyjny "Rozwój Polski Wschodniej" urzędniczy matrix zza warszawskich biurek połączył nas w jeden region z Rzeszowem, Kielcami i Lublinem. Z perspektywy Olsztyna nie ma dla mnie bardziej egzotycznych miast w Polsce niż te właśnie wymienione. Nie znam tych miast, nie bywam w nich, nie wybieram się tam. To po prostu bardzo daleko! A tymczasem okazuje się, że to mój region. Taki paradoksik urzędników, region elbląsko - sanocki albo karpacko-bałtycki.
Elbląg jest tu znakomitym przykładem wręcz symbolem. Stare hanzeatyckie miasto portowe, od tysiąca lat związane z Bałtykiem, Skandynawią, Niemcami, Holandią i Anglią (poprzez osadnictwo, kontakty handlowe, przynależność państwową) według definicji warszawskich dyktatorów od geografii regionalnej to Polska Wschodnia, a tymczasem Siedlce to Centrum! Obecnie Elbląg szuka swojej szansy we współpracy z Gdańskiem, krajami bałtyckimi, marzy o porcie morskim, posiada spory przemysł. A Lublinowi i Rzeszowowi zapewne marzy się rola bramy na Ukrainę i tym podobne historie. Czyli przeciwstawne bieguny kraju.
Problem z Programem Operacyjnym był żaden dopóki dawano z niego tylko pieniądze na mniej lub bardziej trafione budynki czy tramwaje :) Ale potem się zaczęło - urzędnicy zaczęli wymyślać projekty, portale, kampanie promocyjne. Np. Tajemnicza Polska Wschodnia. Wynika z nich, że np. Polska Wschodnia to miejsce o wysokich walorach turystycznych. A i owszem Warmia i Mazury jak najbardziej, ale czemu zdjęcia z Mazur mają firmować walory turystyczne Kielc, Rzeszowa, Tarnobrzega czy Ostrowca Świętokrzyskiego? Ani to sąsiedzi, ani to wspólnicy, powiedziałbym więcej to konkurenci. W ten sposób czytelna marka turystyczna Warmia i Mazury rozwadnia się w jakiejś nieokreślonej Polsce Wschodniej. Czemu nieokreślonej? Bo jak może byc określone coś co ciągnie się od Karpat do Bałtyku? Nie łączy nas ani historia, ani geografia, ani architektura, ani ekonomia, ani klimat, ani hydrologia ani polityka. Interesów gospodarczych wspólnych nie mamy żadnych, cele rozwojowe też zupełnie inne.
Potem potoczyło się dalej, eksperci, naukowcy, teoretycy - wszyscy oni zwietrzyli szansę na pieniążki za badania dot. Polski Wschodniej. I powstają kretyńskie analizy jak np Dostępność terytorialna Polski Wschodniej albo Strategia rozwoju społeczno-gospodarczego Polski Wschodniej do roku 2020.

Jak można analizować dostępność komunikacyjną tak niespójnego i rozpiętego geograficznie tworu? W tym przypadku szlaki komunikacyjne każdego z tych województw są inne. Dla Warmii i Mazur najistotniejsza jest komunikacja (oprócz Warszawy) z Gdańskiem, Toruniem, Bydgoszczą i Poznaniem. Rzeszów z kolei leży na trasie autostrady i międzynarodowym szlaku komunikacyjnym z Berlina na Ukrainę. Co mieszkańcowi Olsztyna po autostradzie A4 ze Zgorzelca do Lwowa? Większość Olsztynian nigdy w życiu z niej nie skorzysta. Ale na papierze wychodzi, że w Polsce Wschodniej (czyli i u nas) budują autostradę (!)


Podobnie jest z rozwojem społeczno gospodarczym. Syntetyczny dokument o strategii dla województw tak odmiennych gospodarczo i społecznie to farsa. Faktem jest , że są to tereny o niższym poziomie rozwoju niż niektóre inne województwa, ale przyczyny, które to spowodowały są bardzo zróżnicowane.
Inna jest przyczyna niskiej zamożności województwa podlaskiego a inna warmińsko mazurskiego i inne powinny być sposoby jej zwalczania.

Z regionalizmem jest tak, że większość z nas ma potrzebę identyfikacji z terenem, grupą ludzi oraz czynnikami wyróżniającymi region od innych takimi jak: krajobraz, architektura, obyczaje. Problem w tym, że Podlasie to dla mnie krajobraz tak odmienny kulturowo od Warmii i Mazur, że nijak nie mogę przyjąć, że to mój region. Tak serwis mapakultury.pl prezentuje typową podlaską wieś:


Jeszcze lepszy jest opis:
"Podlasie drewnem słynie. (...) Istniały tu nie tylko wsie zbudowane z drewna, lecz całe drewniane miasteczka (Bielsk Podlaski, Zabłudów, Michałowo, Narew)."
Chętni mogą poczytać więcej TU. Ciekawych rzeczy można się tam dowiedzieć.

A tymczasem Warmia kojarzy mi się z czymś zdecydowanie innym:

Jakby tu powiedzieć, wyraźny kontrast między wschodem a zachodem Europy , w takich domkach jak na Podlasiu mieszkają też ludzie na Białorusi i w całej Rosji (o tym też pisze serwis mapakultury.pl)
W moim wypadku występuje potrzeba identyfikacji z terenem kulturowo zbliżonym a nie oddalonym. Odróżniam typowe dla Polski północnej miasteczka z rynkiem, kamienicami, gotyckimi kościołami od chaotycznych i zabudowanych w połowie drewnianymi domkami miasteczek Podlasia czy Mazowsza. Podobnie wioski warmińskie o zwartej ceglanej zabudowie i z dachami z czerwonej dachówki podobają mi się bardziej niż te na Kurpiach albo nad Bugiem. To kwestia estetyki przestrzeni także istotna z punktu widzenia tożsamości regionalnej.

Nie mam zamiaru utożsamiać się z Kielecczyzną, Lubelszczyzną i Bieszczadami bo to zupełnie nie moja bajka. Często bywam w Gdańsku i Toruniu, w tych miastach czuje się dobrze i widzę sporo podobieństw. Nie czuję żadnej więzi z Białymstokiem, Łomżą, Białą Podlaską, Chełmem i Kielcami. Jadąc do Gdańska czy Torunia nie sposób dostrzec granicy województw. Jadąc do Warszawy czy Białegostoku widać wyraźną linię gdzie kończą się ceglane domy z czerwonymi dachami a zaczynają kwadratowe klocki z pustaków, albo domy z drewna.
Skoro Warmia i Mazury są tak podobne do pozostałych regionów Polski północnej to nie widzę powodu aby utożsamiać się z regionami odmiennymi. Warmia i Mazury mają szansę być fajną marką w Polsce - o ile nie roztopią się w worku Polska Wschodnia.

I jeszcze powiązania funkcjonalne. Znacie kogoś kto wyjechał z Olsztyna na studia albo do pracy do Kielc czy Rzeszowa? Ja nie znam. Znam jeden przypadek osoby, która studiowała w Lublinie. A znacie osoby z Olsztyna, które studiują bądź studiowały w Gdańsku czy Toruniu? Pewnie każdy zna takich dziesiątki.
Poniżej mapa powiązań funkcjonalnych wybranych miast Warmii i Mazur z innymi regionami. Przygotowana według mało znanej ale nowatorskiej metodologii OOE :) 
Metoda polega na uwzględnieniu:
1. Przepływu studentów (dobrym materiałem badawczym była np. obserwacja rejestracji samochodów parkujących w weekendy na UWM). 
2. Przepływu migracji za pracą (na podstawiie doświadczeń znajomych z Olsztyna)
3. Skomunikowania za pomocą transportu drogowego i kolejowego (dojazd pociągiem do Torunia do mgnienie w porównaniu z wyprawą National Geographic na trasie Olsztyn - Rzeszów:)



Uprzedzę z góry potencjalne zarzuty - post nie traktuje protekcjonalnie Polski wschodniej. Nie patrzę na nich z góry. Wręcz przeciwnie Białystok czy Rzeszów rozwijają się tak, że Olsztyn może tylko zazdrościć. Pod wieloma względami uciekli nam do przodu. Ale tamte regiony są po prostu dla mnie OBCE, INNE. A region to obszar, względnie jednorodny, różniący się od terenów sąsiednich cechami naturalnymi bądź nabytymi na przestrzeni dziejów.
Nie może być tak, że Luksemburczycy (bo to ich prezydencja wymyśliła PO Rozwój Polski Wschodniej) dokonali podziału naszego kraju na regiony bo akurat tak im wyszło z danych dot. PKB w województwach.
Następny post będzie prezentował więcej mierzalnych i naukowych argumentów w tym temacie, a tymczasem zachęcam do polubienia Warmia i Mazury nie należą ... :)
 
Ciąg dalszy w artykule:Warmia i Mazury, arm aber sexy , tym razem od analiza od strony gospodarczej.



piątek, 16 marca 2012

Gazele Biznesu 2011

Gazele Biznesu to nazwa dość popularnego i dobrze rozpoznawalnego konkursu dla małych i średnich przedsiębiorstw. Zapisy regulaminowe wyróżniają ten konkurs spośród wielu innych m.in. tym że jest tu dość czysty układ: firmy nie są naciągane na członkostwo i opłatę z której przedsięwzięcie jest finansowane, a przy okazji prowadzący konkurs dość jasne reguły stawiają także przedstawicielom władz regionalnych na terenie których poszczególne gale się odbywają.
Współpraca lokalnych polityków z organizatorem polega na objęciu imprezy honorowym patronatem (bez opłat). Co więcej przedstawiciele marszałka i wojewody, bo tacy zdecydowali się na Warmii i Mazurach patronat objąć, mieliby możliwość wzięcia udziału w godzinnym panelu dyskusyjnym, razem z zaproszonymi gośćmi i przedsiębiorcami. Warto dodać, że na warmińsko-mazurskiej gali, która odbyła się w olsztyńskiej filharmonii obecnych było 100 przedsiębiorców, których firmy najlepiej radziły sobie w ostatnich trzech latach. Trzech, a więc nie są firmy które trafiają tu z przypadku, jak może się zdarzyć w przypadku konkursów w którym liczy się jeden rok i możliwy jest jednosezonowy "wystrzał w górę". Trzy lata w biznesie to wieki. Najczęściej nie możliwym jest utrzymaniu dzięki jednorazowej akcji i z grubsza rzecz biorąc prostej taktyce. Tu już zaczyna się liczyć strategia. Taką miały firmy m.in Riviera Furniture z Barczewa (432% wzrostu), MPMT z Nidzicy czy Szopex (znany z marki Olimp), Rombud i Ozamet. Na liście też znalazły się firmy które mocno stawiają na regionalizm jak np. Browar Kormoran (19. miejsce) i które swoimi produktami przyczyniają się także do utrwalania marki "Warmii i Mazur". W rankingu odnaleźć możemy, choć na dalszych miejscach nawet spółki komunalne: MPEC, PWiK z Olsztyna.

Galę przyćmił jednak fakt, że ani Wojewoda, ani Marszałek Województwa na gali się nie pojawili. Wydelegowany Jarosław Słoma może nie błysnąłby wiedzą z zakresu inwestowania na Warmii i Mazurach, ale z pewnością mógłby zapewnić o dobrym klimacie do prowadzenia biznesu, tak jak to ma miejsce na pozostałych galach, gdy władze regionalne często opowiadają o tym samym (potwierdzają to również dokumenty strategii województwa i nie chodzi już tylko o warmińsko-mazurskie, choć pod względem ogólności jest w czołowej piątce). Oliwy do ognia dolano nie tylko tym, że nie pojawił się nikt z zastępców czy podległych pracowników. Niemobilne okazały się nawet banery marszałka, które na galę nie dotarły! Prawdopodobnie to wszystko przez tramwaje których nie ma, a połączyłyby Urząd Marszałkowski z Filharmonią w minutę. A może nie dało się uruchomić samochodu do dyspozycji marszałka za ponad 100 tys. opłaconych z państwowej kasy?

Serwis Invest in Warmia and Mazury podległy marszałkowi napisał o gazelach... 26. stycznia, po czym nastąpiła cisza w temacie. Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie by promocją gospodarki się zajmować... Serwis ogłasza:

Konkurs na najlepsze projekty promocyjne
W ramach festiwalu odbędzie się pierwsza edycja konkursu na najlepsze projekty promocyjne jednostek samorządu terytorialnego województwa warmińsko-mazurskiego: „PRO Warmia Mazury” 2012. Główną ideą przedsięwzięcia jest podnoszenie standardów działań marketingowych oraz upowszechnianie najlepszych przykładów i dobrych praktyk komunikacji marketingowej, prowadzonej przez samorządy regionu.
To wszystko w informacji o tytule: "Festiwal Promocji Warmii i Mazur pod znakiem promocji gospodarczej".
Przedsiębiorcy w prywatnych rozmowach podkreślają ogólne zażenowanie sytuacją. Ktoś z zewnątrz przyjeżdża (Puls Biznesu), włożył sporo wysiłku żeby przygotować wyliczenia, oprawę, a gospodarz regionu nie raczył się nawet pojawić - skarżą się. Jak my wyglądamy w oczach innych?

Przy okazji wkurzać może syndrom Psa Ogrodnika, bo przecież gdyby na gali wystąpił chociażby prezydent Olsztyna bądź Elbląga to już pokazywałoby to, że ktoś w tym regionie jest zainteresowany rozwojem MŚP, tworzeniem dobrych warunku do ich rozwoju, wreszcie przyciąganiem inwestorów. Sama obecność prezydenta w wiadomy sposób sprawiałaby że nawet Gazeta Olsztyńska by na galę dotarła, ale o niej dalej.
Ten przypadek (biorę patronat i reszta mnie nie obchodzi, nawet nie przyjdę) niestety po raz kolejny pokazuje stosunek lokalnych / regionalnych polityków do biznesu. Pisaliśmy już o tym gdy to Warmińsko-Mazurski Klub Biznesu organizował debatę dot. rozwoju regionu. Biznes się dziwi, że władze nie chcą rozmawiać... w końcu w filharmonii spotkało się 100 przedsiębiorców z regionu! Czy trzeba zrobić spotkanie z inicjatywy samorządu, sfinansować je z funduszu unijnego wspierającego kooperację między przedsiębiorstwami i zaprosić na to do swojej siedziby media? - pytają.

Jeśli już przy mediach jesteśmy: największa regionalna gazeta, czyli "Olsztyńska" woli zająć 3 strony konkursem na "Dziewczynę na okładkę" (może lepiej "na rozkładówkę"???), "Miss lata", "Miss GO", "Nastolatkę miesiąca" niż napisać o tym kto zdobył regionalną Gazelę Biznesu, o problemach przedsiębiorstw, dobrych wzorcach do naśladowania, doświadczeniach tych co wygrali.

niedziela, 13 listopada 2011

(P)Osłowie z regionu czy olsztyńska wieża Babel?

 
Z uporem powtarzaliśmy TU oraz TU i powtarzać będziemy, że region o niezbyt dużej sile gospodarki, a jednocześnie ofiara wieloletnich zaniedbań inwestycyjnych zarówno PRL jak i wszystkich rządów po '89 roku, musi prowadzić działania mające na celu przyciąganie kapitału inwestycyjnego, który pomoże w modernizacji.
Tylko tak można stworzyć miejsca pracy, w szczególności te, na których nam zależy - czyli dla absolwentów wyższych uczelni. Jeśli uniwersytet się rozrósł to nie można traktować studiów jako przechowalni dla przyszłych bezrobotnych.

Dotychczas wydawało się nam , że istnieje pewna zgoda w sprawie powyższego, a jedynie wykonanie szwankuje. Głównie ze względu na przysłowiową "olsztyńską niekompetencję".
Niestety coraz więcej sygnałów, które docierają do nas mówi, że jest nawet gorzej. Szwankuje nie tylko wykonanie, brak jest także strategii działania i determinacji "elit" aby coś zmieniać!

24 października Warmińsko-Mazurski Klub Biznesu zorganizował spotkanie w celu "uzgodnienia wspólnego programu rozwoju (...) województwa oraz zintensyfikowania działań na tym polu, niezależnie od opcji politycznych”. Jakkolwiek ogólnikowo by to brzmiało to jest to zapewne krok w dobrym kierunku. Na spotkanie zaproszeni zostali wojewodą, marszałkiem oraz samorządowcy i parlamentarzyści z regionu.
Niestety z 22 wybranych niedawno posłów i senatorów, pojawili się tylko: Iwona Arent, Jerzy Szmit, Tadeusz Iwiński, Ryszard Górecki i Witold Gintowt-Dziewałtowski (wymieniamy z nazwiska, bo a nuż to Ci, którym "zależy"?). Poseł Penkalski wydelegował zastępstwo.

Całość niby prosta , mieli zaproszenie, nie przybyli, widocznie im się nie chciało. Ale przecież 24 października odbywało się szkolenie dla nowo wybranych parlamentarzystów z zasad pracy poselskiej (oraz wręczanie gadżetów, typu tabliczki, teczki, długopisy - a to jak sami wiemy jest ważna część obowiązków zawodowych każdego, nie tylko posła).
Kto wobec tego zawalił sprawę i ustalił spotkanie w takim terminie ? Wychodzi na to, że Klub Biznesu jest zorganizował sprawę niezbyt profesjonalnie.
Aby jednak nie wydawać pochopnych ocen odpytaliśmy Klub Biznesu. Jak się okazało, przed wysłaniem zaproszeń Klub zapytał a parlamentarzyści nie informowali o kolizji terminów. Co więcej w szkoleniu w Warszawie uczestniczyło tylko kilku z parlamentarzystów na 22 wybranych. Większość nieobecnych nawet nie poinformowała, że na spotkanie nie zamierza się stawić, za to kilku potwierdziło uczestnictwo ale nie przybyło.
Trzeba naprawdę dużej przenikliwości aby ocenić co poszło nie tak i czemu się nie dogadali. Z jednej strony termin na pewno niefortunny, z drugiej strony brak woli większości posłów ewidentny. Czyli nie umieją się dogadać? Używają innych języków? Nie lubią się? A może nie dostrzegają wspólnych celów regionu?

Jedno jest pewne, rząd PO zmuszony jest do cięć i przesunięć budżetowych , ze względu na kryzys, spadek przychodów etc. W takiej sytuacji politycy z regionu muszą walczyć jak lwy o nasze interesy. Tymczasem w sytuacji gdy nie mogą się nawet spotkać "ponad podziałami" wiemy, że nie mamy co liczyć w najbliższej przyszłości na takie atrakcje jak:
- budowa obwodnicy Olsztyna
- rozbudowa DK 16 na pełnym odcinku (od Grudziądza do Ełku)
- lotnisko z prawdziwego zdarzenia
- inwestycje w kolej

Pozostają też inne sprawy o których dyskutowano na spotkaniu jak chociażby przenoszenia instytucji wielu szczebli decyzyjności do innych miast (np. w Poczcie Polskiej i sądownictwie).
Z takim podejściem marginalizacja regionu będzie postępować, a nasi posłowie, także ci o znanych sportowych nazwiskach będą marionetkami do głosowania w rękach Grabarczyków, Schetynów i innych. A potem się dziwić, że autostrady i obwodnice to tylko w Łodzi, Wrocławiu, Katowicach, Poznaniu, Toruniu, Rzeszowie (mimo zacofania kraju lista rośnie, a my możemy ewentualnie zagłosować sobie na Mazury cud natury, taki szklany paciorek dla głupich Indian).





wtorek, 8 listopada 2011

Bankowy lew a sprawa olsztyńska.

Dochodzą do nas głosy, że podchodzimy zbyt krytycznie do olsztyńskiej rzeczywistości i dostrzegamy tylko wady. A jest wręcz przeciwnie, to nie kwestia szukania wad ale konstruktywna krytyka. Bohaterowie naszych postów mają zawsze szansę na poprawę:) Poza tym krytykujemy merytorycznie popieramy faktami.
Podsumowując uważamy, że Olsztyn to przyjemne miejsce do życia i jesteśmy gotowi go bronić. Nie podobają nam się próby ukazywania Warmii i Mazur jako skansenu gdzie cywilizacji ze świecą szukać. A to, że władze centralne traktują nas jak powietrze, to już historyczna tradycja tego kraju. Zarówno po '45 jak i '89 powrócono do polityki Polski przedrozbiorowej i II RP i spisano nas na straty...
Ani dróg, ani kolei, ani sponsorowanego z budżetu przemysłu itd.

Na dowód lokalnego patriotyzmu  przyjrzeliśmy się dziś Gazecie Olsztyńskiej i jej bohaterce Pani Patrycji, absolwentce kosmetologii (what the hell?) na Śląskiej Akademii Medycznej. O ile ta pani w ogóle istnieje?
Tematem dnia na portalu wm.pl (wydruk był także w GO) w czwartek czwartek 3 listopada był list od pani Patrycji która to przeprowadziła się ze Śląska do Olsztyna i nie może nadziwić się, że w Olsztynie nie znają bankomatów, a może w ogóle nie znają pieniędzy? Funkcje płatnicze realizują za pomocą muszelek i bydła?:) Albo wymieniają towary na jedzenie?
Cytujemy list zasmuconej Pani Patrycji:
"Z pomocą przyszedł mi stary, dobry wujek Google. Wpisałam województwo i cierpliwie czekałam na wykaz oddziałów. Efekt wyszukiwania spowodował, że na mojej twarzy pojawiła się mina karpia. W województwie warmińsko-mazurskim istnieją trzy (!) oddziały banku z lwem w logo. Czyli w całym regionie tyle, ile w moim rodzinnym mieście! Głęboka konsternacja i ostateczna decyzja: i tak trzeba iść. Na szczęście jeden z oddziałów znajduje się w Olsztynie, więc uzbrojona w wygodne buty ruszyłam w drogę."
Brakuje tylko opisu jak to wygodne buty okazały się niedostosowane do olsztyńskich śniegów po pas, przez które trzeba było się przedzierać.

Pani Patrycjo...
ING Bank Śląski (bo o tego lwa zapewne chodzi) powstał na bazie Banku Śląskiego S.A., który z założenia działał w pierwszym rzędzie na terenie Śląska. Mimo przekształcenia go w bank ogólnopolski, zachował w dużej mierze swój charakter geograficzny (jak sama nazwa wskazuje) i przewagę placówek ma na południu Polski. Zapewniam Panią, że mieszkaniec Śląska nie korzysta z usług Warmińskiego Banku Spółdzielczego, bo wie, że na tym terenie ten bank nie ma placówek i nie ma w tym nic dziwnego. 
Poza tym serwis Banku wykazuje, że Bank ma dokładnie 6 oddziałów w województwo warmińsko-mazurskim a nie 3. Z internetu trzeba po prostu umieć korzystać.  Dziwne, że Gazeta Olsztyńska przyłożyła do tego ręce i nie zweryfikowała informacji "pani Patrycji". A w takim np. podlaskim jest 5, w lubuskim 5, a w lubelskim raptem 7. Czyli ogólnie im dalej od Śląska tym mniej oddziałów tego banku można spotkać i nie jest to żadna sensacja dla zdrowo myślącej osoby. Zawsze jednak 6 to nie 3 , a poza tym są jeszcze bankomaty...

Ogólnie mówiąc to nie akceptujemy tworzenia z naszego regionu jakiegoś zadupia a'la dom nad rozlewiskiem. Kreowanie Olsztyna na miejsce , gdzie bankomat i bank to coś rzadkiego i nie znanego jest nadużyciem i przypomina sytuację z "top model" , gdzie wyjazd na Mazury to jazda na przyczepie, spanie na sianie i dojenie krowy na śniadanie... Taki obraz naszego sprzedają media swojej niezbyt rozgarniętej widowni ogólnopolskiej.


fot: www.se.pl



Z ostatniej chwili: jakby na zamówienie Gazeta Wyborcza opublikowała dziś na stronie głównej swojego ogólnopolskiego (!!!) portalu artykuł o kontrolach w olsztyńskiej policji, po przeczytaniu którego włosy stają dęba. Artykuł wpisuje się w znane Polakom tradycje olsztyńskie. Ręce opadają,  o regionie zawsze jest mowa w kontekście gwałtów, linczów, mobbingu, molestowania, czy innej sodomii ! No czasem dochodzi jeszcze picie wina w postPGRowskich wsiach.
Może lokalne media i władze wymyślą coś aby skończyć z tymi patologicznymi "promocjami" regionu? Jesteśmy pewni, że w tak zwanej "Koronie" kongresowe bose Antki też biją i kradną, a pewnie nawet bardziej niż u nas:)