Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kolej miejska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kolej miejska. Pokaż wszystkie posty

środa, 18 kwietnia 2012

Kolej na kolej

Pomysł olsztyńskiej kolei miejskiej powraca co kilka lat. I co kilka lat ktoś mówi że ma super pomysł, przy czym w mniejszym lub większym stopniu bliski jest temu co już ktoś kiedyś "wymyślił", a dzieje się tak dlatego że potencjał olsztyńskiej kolei miejskiej widać gołym okiem i trafia na niego wielu "badaczy" niezależnie od siebie.

Każdy kto zacznie się zagłębiać w temacie dochodzi z czasem do wniosku, że wprawdzie kosztowne byłoby dobudowanie pięciokilometrowego odcinka torów w południowej części miasta, ale zamknięcie istniejącej "podkowy" sprawiłoby że mielibyśmy transport na miarę średniej wielkości miasta w Niemczech z ich prawdziwie atrakcyjnym systemem S-Bahn, który w odróżnieniu od naszych programów rozwoju transportu, powstał by zaspokoić pewne potrzeby, a nie po to żeby był. I jeśli już o Niemcach to po przedwojennych mapach widać na nich pewien plan, który z pewnością by zrealizowali w Allensteinie gdyby nie wojna. Sama infrastruktura kolejowa niewiele się od tego czasu zmieniła, a to co powstało później jak np. Dworzec Główny PKP to jedynie nieudolne - moim zdaniem - uzupełnienie jego braku (po rozebraniu w latach '60 ub. wieku).

Zdjęcie pochodzi z FotoPolska.eu

Problem kolejowego tego dworca dziś polega głównie na tym, że ma on za małą "liczbę użytkowników" przy czym degres nastąpił w ciągu ostatnich kilkunastu lat. Jeszcze na początku obecnego tysiąclecia do Warszawy najczęściej jeździło się pociągiem. Dziś prywatne linie autokarowe do stolicy Polski odjeżdżają prawie z częstotliwością miejskiego autobusu. Jakoś tak się przy tym składa, że największa zaleta obecnego dworca tj. zawarcie dworców kolejowego i autobusowego w jednym miejscu, nie jest wykorzystywana i Radaxy czy inne Transwale odjeżdżają z ulicy Kościuszki, a nie z dworca.

Te błędy potęgują jeszcze: brak integracji dworca z osiedlami położonymi na północ od torów, a także parterowa zabudowa niewiadomoco-magazynowa. One sprawiają że dziś Dworzec Główny przestaje być jakimś ważnym celem podróży. Zadawanie pytania (patrz ankieta na zlecenie Ratusza) mieszkańcom Gutkowa, Redykajn czy Likus czy przesiedliby się do pociągu jadącego do Dworca Głównego ma mały sens, bo dziś tam nikt nie jeździ. Wspomniani "Jeziorowcy" jeżdżą za to: do Śródmieścia, na Towarową/Lubelską (dzielnica przemysłowa), do Michelina i do Kortowa (UWM). W pobliżu tych miejsc lub nawet na ich terenie są tory! Miasto przyjęło jednak, że ewentualne połączenie kolejowe może działać tylko na odcinku Gutkowo-Dw. Główny. To tak, jakby mieszkańca Warszawy zapytać czy chce jeździć koleją do Ostrołęki skoro jeździ samochodem na Mazury. Kolej w Olsztynie ze względu na lokalizację torów mogłoby dawać szybką alternatywę dla transportu indywidualnego, ale OKMka musiałoby obejmować dużo więcej punktów w Olsztynie (sieć!): Michelin czy UWM są przy samych torach! Ale o tym nie będzie się mówić w kontekście rozwiązania tymczasowego ułatwiającego remont ulicy Bałtyckiej.

Pokazanie mieszkańcom krótkiego odcinka, bez informacji o tym co najważniejsze, czyli gdzie zlokalizowane by były najbliższe przystanki, jak się do nich dostać, jak wyglądałyby same wagony (komfort) i jakie byłyby czasy ich przejazdu zaprzepaszczają nie tylko szansę na dobrą alternatywę na czas remontu, ale zakopują głęboko pod ziemię szerokie możliwości całej olsztyńskiej kolei, bowiem kto pierwszy odgrzebie OKMkę po przebudowie Bałtyckiej usłyszy: "nie, nie, mieszkańcy mówili że nie chcą, a ankieta już była robiona". A szkoda...
Poniższa mapa przedstawia z grubsza potencjał OKM-ki:




Pokaż Tory w Olsztynie na większej mapie
linie czerwone - to istniejące torowiska, linie pomarańczowe - potencjalne, wnoszące sporo do OKM, obszary zielone - gęsto zamieszkane, popularne obszary ruchu (Kortowo, Śródmieście, Michelin), wykrzykniki to miejsca w którym pojawia się duży ruch z zewnątrz (drogi dojazdowe, istniejące dworce)


Przebieg proponowany mieszkańcom związany jest z osiedlami jednorodzinnymi, a więc osiedlami zamieszkałymi głównie przez całe rodziny, podczas, gdy kolejka swojej masowości powinna szukać w miejscach mocno zaludnionych i w popularnych punktach docelowych i takich gdzie niemal wszyscy dojeżdżają w pojedynkę.
Tak się nieszczęśliwie składa, że ubogie w tory są olsztyńskie duże noclegownie: Nagórki, Pieczewo, Jaroty i Osiedle Generałów. Choć mieszkańcy tego ostatniego ze swoich balkonów widzą tory i przejeżdżające przez Bartąg pociągi z Warszawy. Szansą jest fakt, że do obwodzenia Olsztyna torami brakuje niecałe 5 km, co w porównaniu np. do kosztów związanych z budową torowisk przy okazji wprowadzania w Olsztynie tramwajów jest tak naprawdę nie duży, a budowałoby się w polu.
Zapchane dziś samochodami Kortowo, mówi o budowie parkingu za pocztą przy Heweliusza, czyli... 650 metrów od bocznicy kolejowej! Tak, tak, jest przy Wersalu XXI, w którym to zresztą kierunku UWM chce się rozwijać (ogród botaniczny).



Czy przy okazji budowy aquaparku, stadionu, galerii handlowej przy Piłsudskiego/Leonharda ktoś pomyślał o tym, że 120 metrów od stadionu znajdują się tory??? To miejsce to potencjalna stacja dla pracowników fabryki, kibiców, odwiedzających aquasferę, czy wreszcie mieszkańców nieodległych blokowisk. Wiem, wiem, "to teren fabryki - nie da się" - odpowiedzą Ratuszowi planiści. Ale czy ktoś zapytał? Może fabryce też zależałoby na zapewnieniu szybkiego dojazdu pracownikom, bo wtedy ma przecież dostęp do (jeszcze) szerszej podaży pracy. A może przerzuceniem torów na drugą stronę Leonharda zainteresowany byłby inwestor galerii handlowej?



Takich jak powyższe miejsc jest więcej: szczególnie warto wspomnieć o możliwych Park&Ride, które mogłyby znajdować się już przed Gutkowem, do którego prowadzi wąska droga, a wcześniej spotykają się dwie: z Dobrego Miasta i Jonkowa oraz akurat nakładają się tory z dwóch kierunków: z Morąga (i Elbląga) oraz z Dobrego Miasta.
Miejsca na P&R znajdują się jeszcze w Ostrzeszewie, Szczęsnych, w okolicach Bartąga oraz w miejscu obecnej giełdy samochodowej(!). Na wzgórzu na którym kiedyś mógł stać pruski zamek po raz pierwszy w Olsztynie tory z Warszawy i Torunia/Poznania spotykają się z trasą krajową nr 16, a przy okazji to miejsce w którym najbliżej siebie znajdują się dwa największe olsztyńskie jeziora. Dajtki od giełdy są po sąsiedzku. Nikt jednak nie wpadnie na to by wykorzystać tory w tej części Olsztyna. Rada Osiedla "Dajtki" na spotkaniu z prezydentem pyta o dodatkową linię autobusową do... dworca głównego. Szynobusem dojeżdżaliby do niego w ok. 8 minut(!), przy okazji mając możliwość wysiadki na Dw. Zachodnim (200 metrów do zamku) czy też w podobnej odległości od Ratusza. Interes w tym ma także mieszkaniec centrum, który dzięki temu nie miałby aż tak zablokowanego podwórka.
Może zatem o kolej miejską powinniśmy zapytać mieszkańców z różnych dzielnic Olsztyna, a nie tylko tych wzdłuż Bałtyckiej?
W odróżnieniu od ankiety firmy z Redy proponuję takie pytania:
1. Czy chcesz zmniejszenia korków i łatwiejszego odnajdowania wolnego miejsca parkingowego w centrum?
2. Czy jesteś za wprowadzeniem rozwiązania które sprawi że z pracy do domu będziesz wracał szybciej niezależnie czy jeździsz samochodem czy koleją?
3. Czy chcesz mniejszej ilości spalin i hałasu w centrum?
4. Czy jesteś za stworzeniem dobrych warunków na pozostawienie samochodu na obrzeżach Olsztyna dla dojeżdżających spoza niego?

Z PKP się nie da? Właśnie o to chodzi że partnerzy kolejowi pomysłem szynobusów w Olsztynie są zainteresowani. Pytanie czy miasto potrafi z nimi rozmawiać.

środa, 21 marca 2012

Refresh brzydoty czy planowanie?

Jak duży wpływ na decyzje prezydenta mają kluczowi dyrektorzy Ratusza chyba nie trzeba przekonywać. Umęczony wiecznymi problemami dyrektor Jaszczuk został przesunięty z MZDiM na plażę, wyrzucono dyrektorów promocji i ZKM. Póki co udało się znaleźć tylko dwóch ostatnich.
Zaczynając od końca: dyrektor Ciesielski na razie na pytania o plany, mówi głównie o swoim poprzedniku i jego pomysłach a swoją wizję prezentuje raczej mglistą, bo o tym że mamy jeziora to wiedzieliśmy i bez dyrektora. Ciesielski w mediach opiniuje wdrażane już programy "Olsztyn Aktywnie" i "Miasto wolne od futbolu".
Dyr. Roman dla odmiany chyba trochę nie pasuje do środowiska ratuszowego(!), bo poza tym co musi zrobić na bieżąco, mówi także o pewnych rozwiązaniach przyszłościowych. Z pewnością kolej miejska zasługuje na poważne traktowanie. Lansująca tramwaje i lanie asfaltu ekipa Boba Budowniczego może nie będzie chciała przesiąść się do pociągu, ale sam fakt że nowy dyrektor w paru zdaniach zmieścił te o kolei mi osobiście się podoba, bo potencjał w OlKaeM-ce jest spory o czym z pewnością będzie w kolejnych postach.

Jeśli już o zmianach w Ratuszu, zwolnieniach i powołaniach oraz wizji transportowej to trzeba sobie zadać jedno konkretne pytanie:

Co proponuje powołana pół roku wcześniej na stanowisko Dyrektora Biura Planowania Przestrzennego Magdalena Rafalska? Z mediów to możemy głównie dowiedzieć się tego że została powołana i że pracę zaczęła od urlopu.
Jeśli chodzi o wizję urbanistyczną tego miasta i planowane ważniejszych dla układu komunikacyjnego rozwiązań to dowiadujemy się o nich przypadkiem np. w kontekście rozmów prezydenta z inwestorami. Wtedy to padają: dwupoziomowe skrzyżowania, estakady, podziemne tunele dla pieszych, N-D-P...


W trakcie tych dziewięciu miesięcy pracy zatrudnienia pani Rafalskiej padło jeszcze: "Śródmieście - salonem Olsztyna", ale rozumiem że prowadzenie teraz konsultacji przez rok, które i tak są zlecone szefowi Forum Organizacji Pozarządowych, nie zalicza się do głównych obowiązków architekt miejskiej, zwanej też "urbanistką"!
Czy ktoś w tym mieście realnie planuje? Czy ktoś to konsultuje? Czy ktoś podaje do publicznej wiadomości jakie są planowane nowe tereny pod inwestycje, gdzie miasto będzie udostępniać grunty pod budownictwo mieszkaniowe, pod usługi, itd, itd.

Obiegowa opinia mówi, że za planowanie rozwoju miasta odpowiada tak na prawdę Jerzy Piekarski, prawa ręka prezydenta. Piekarski pracuje w ratuszu jakieś 30 lat, zatem nikt go już nie pyta jakie ma plany. A szkoda, bo wydaje się że rękoma prezydenta forsuje rozwiązania z czasów gdy zaczynał pracę w urzędzie. Piekarski ma na tyle dużą pewność siebie w prowadzeniu tematu, że jego wizja nie koniecznie musi być zbieżna z tą jaką ma - a właściwie: powinien mieć - prezydent Grzymowicz. Na debacie w Gazecie Olsztyńskiej w ub. roku obaj panowie stwierdzają bez zdziwienia co do różnicy między tym co mówią:
Jerzy Piekarski: - Mamy dokument, który nazywa się strategią. I ta strategia jest wdrażana. Spójnym dokumentem, który wynika ze strategii jest studium kierunków zagospodarowania przestrzennego. Ma powstać strefa podmiejska i ma dać impuls lepszego rozwoju Olsztyna. (...)

Piotr Grzymowicz: - Dla nas najważniejsi są mieszkańcy. Codziennie mamy sygnały, że na Sikorskiego tworzą się korki. (...)
Młodsza Rafalska wydawała się osobą, która może coś w tym planowaniu zmienić, bo pewnie - w odróżnieniu od Piekarskiego - na studiach zdążyła się zapoznać z problemami jakie generuje rozlewanie się miasta (urban sprawl). Także opinię w środowisku Rafalska ma dobrą. Architekci wskazują, że to osoba która potrafi pociągnąć organizacyjnie sprawy do przodu, ale czy biegłość w procedurach to jedyny warunek do sprawowania funkcji dyrektorskiej w Ratuszu? Na ile jest to ważne nie wiadomo, bo z jednej strony prezydent Grzymowicz zwalnia takiego Rytczaka wskazując że nie był dobrym dyrektorem od strony organizacji pracy, a z drugiej strony zatrudnia Ciesielskiego, który sam przyznaje że musi się zapoznać z administracją, z którą dotychczas nie miał do czynienia. Może pani Rafalska jest osobą świetnie zorganizowana i część spraw wydziału prowadzi tak świetnie jak nikt inny np. wydawanie pozwoleń na budowę czy wypisów z rejestru gruntów... ale co z planowanym rozwojem przestrzennym? Ile w Rafalskiej jest urbanistki?

1. Co z problemami rozlewającego się miasta?

2. Co z układem komunikacyjnym Olsztyna i zrównoważonym transportem?

3. Co z przestrzenną koordynacją inwestycji?
"PR"ezydent zwalnia, powołuje dyrektorów, w mediach oczami wyobraźni otwiera kolejne stadiony, galerie, fabryki... a miasto poza wydaniem unijnych pieniędzy nie proponuje żadnej wartości dodanej. Taką powinien tworzyć urbanista miejski.

Poraża to w jaki sposób dyskutuje się np. na temat Dworca Zachodniego! PKP przedstawia betonowy klocek przypominający myjnie samochodową. Miasto umywa ręce bo to nie ich teren. Organizacje pozarządowe pokazują jak powinien wyglądać dworzec zmieniając mu wygląd (a właściwie elewację) w przedstawianej wizualizacji. Tym czasem w mieście w ogóle nie ma rozmowy o tym co najważniejsze.





Największą bolączką Dworca Zachodniego jest bowiem jego nieskomunikowanie niemal ze wszystkim co nie leży na lub przy samych torach. A przecież Dworzec Zachodni jest dla wielu turystów stacją na której powinni wysiąść, bo Dworzec Główny nic im nie proponuje poza gierkowskim hotelem w okolicy i większą możliwością przesiadki do pociągu jadącego na Mazury, za to jest (Zachodni) w okolicy Starego Miasta.



Trzeba wiedzieć, że peron Dworca Zachodniego jest niecałe 200 metrów od przyzamkowej Casablanki (odległość równa tej pomiędzy New Yorkerem a H&M w Alfie!), a zatem i Starego Miasta. Naturalnym przedłużeniem ulicy Kromera przy kościele garnizonowym jest po drugiej stronie torów jakże zaniedbana ulica Bohaterów Monte Cassino (taka nazwa w magazynowej części Olsztyna!). Połączenie jej nawet tylko pieszym tunelem sprawiłoby że inwestorzy chętniej przerobiliby obskurne magazyny w zrewitalizowane lofty.
Nieznaczne wydłużenie peronu mogłoby otwierać szansę na przesiadkę z pociągu do kajaka przy przepięknych mostach na Łynie (mam oczywiście na myśli tylko dwa pierwsze od strony Starego Miasta) co byłoby ewenementem w skali conajmniej krajowej.
Oddzielny temat to jeszcze skomunikowanie tego dworca z różnymi częściami Olsztyna. Kto nie rozumie problemu, niech przyjdzie w niedzielę wieczorem (w roku akademickim) na ulicę Grunwaldzką: tam są całe wycieczki studentów którzy z ciężkimi torbami zasuwają z dworca na przystanek przy ulicy Śliwy. Dlaczego? A gdzie jest najbliższy przystanek? Jakie jest do niego dojście???
Oczywistym jest, że gdyby Dworzec Zachodni częściej był wykorzystywany jako stacja docelowa dla odwiedzających Olsztyn (lub go opuszczających), a może nawet stał się jednym z przystanków kolejki miejskiej (jeździł nią już wice prezydent Szwedowicz, o pomyśle wspomniał też nowo wybrany dyrektor ZKM), to i zapotrzebowanie na infrastrukturę na nim byłoby większe. Wtedy mogłoby się okazać że także zapotrzebowanie na budynek jest zupełnie inne a przebudowa związana by była nie tylko z odświeżeniem brzydoty ale i zmianą jego kubatury co wynikałoby z większych potrzeb większego potoku ludzi w tym miejscu.

Dworzec Zachodni to nie jedyny przykład. Jest ich ogrom, ale w tym miejscu warto wspomnieć o... Wersalu. Rada Miasta po tym jak latem ub. roku dowiedziała się (!) że jeden z deweloperów chce zabudować brzegi Jeziora Krzywego przysiadła do zmiany planów zagospodarowania terenu na którym prywatna firma już pracowała nad utwardzeniem gruntu. Ostatecznie po takich działaniach przeciwko prywatnemu inwestorowi ten wybudował 7-piętrowiec z małymi oknami a'la Ursynów nazywając go przy tym Wersalem XXI. Sama nazwa jakby nie patrzeć przypomina trochę ursynowskie Alternatywy 4, gdzie wszystko było pełne absurdu. Megabryła powstanie nad rzeką łączącą dwa największe jeziora na terenie Olsztyna: Krzywe i Kortowskie. Połączenie tych jezior staje się coraz mniej prawdopodobne właśnie poprzez totalny brak koordynacji inwestycji, planów, uzgodnień, pozwoleń. A że połączenie choćby kajakowe jest potrzebne potwierdzali w konsultacjach choćby sami projektanci, którzy wygrali konkurs na zagospodarowanie brzegów Jeziora Krzywego, mówiąc iż "połączenie dwóch jezior zwiększyłoby wartość turystyczną obszaru kilku- lub kilkunasto- krotnie". Takich inwestycji w Olsztynie nie ma. Liczy się jedynie modernizowanie tego co jest, przy czym modernizowanie musi zawierać w sobie dużą dawkę betonu i asfaltu, lub powiększanie Olsztyna. Park Naukowo-Technologiczny? Buduje się w szczerym polu i nawet na prezentacji w Ratuszu nacisk stawia się na drogi dojazdowe, które - co podkreślają - już są wybudowane (od tego się zaczyna). W tym samym momencie marnują się budynki wielu koszar: przy Artyleryjskiej, Dragonów, czy choćby te w okolicy Kortowa i uniwersytetu.

Jeśli miasto nie będzie miało urbanisty z prawdziwego zdarzenia to ciągle będziemy mieli do czynienia z budową poszczególnych budynków bez ładu i składu, stały refresh brzydoty i kreślenie nowych dróg na polach buraków w gminie Stawiguda przedstawiane jako "rozwój".
PS. Po napisaniu tego artykułu zajrzałem na Gazeta.pl, a tu... dokładnie potwierdza się to co wyżej. Pani architekt "załatwiła", "dogadała" i to jest sukces, że dworzec nie będzie koszmarek architektury. Dla pani architekt to jest "ładne" i koniec. Zero wizji urbanistycznej. Urbanisty w tym mieście nie mamy.